Czy można poprawić emocjonalny klimat w europejskich demokracjach, przy zachowaniu tożsamości obywateli i jednoczesnym poszanowaniu różnorodności światopoglądowej niezbędnej do prowadzenia debaty publicznej? Zagadnienie to badają uczestnicy międzynarodowego projektu ENCODE, w tym m.in. teoretycy polityki z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Czy współczesna demokracja musi być zdominowana przez negatywne emocje? Czy jesteśmy skazani na rosnącą niechęć między przeciwnikami politycznymi i entuzjastyczne popieranie „swojej strony” za wszelką cenę? Odpowiedzi na te pytania szukają naukowcy biorący udział w międzynarodowym projekcie ENCODE (Unveiling emotional dimensions of politics to foster European Democracy) koordynowanym przez polską agencję badawczą ASM Research Solutions Strategy. W konsorcjum uczestniczą partnerzy z Polski, Danii, Austrii, Bośni i Hercegowiny, Belgii, Hiszpanii, Bułgarii i Macedonii Północnej.
Przedsięwzięcie, finansowane w ramach programu Horyzont Europa, koncentruje się na badaniu emocji w kontekście politycznym, a jego celem jest wypracowanie podstawy dla poprawy emocjonalnego klimatu w europejskich demokracjach, zmagających się z afektywną polaryzacją. Proponowaną koncepcją jest autorska teoria afektywnej pluralizacji (TAP), która ma dostarczyć podstawy dla wprowadzania pozytywnych zmian w dyskursie politycznym.
Pluralizm to tlen dla demokracji, a polaryzacja – szczególnie afektywna – może znacznie ograniczyć jego dostęp. Mamy z nią do czynienia w sytuacji, w której nie spieramy się wyłącznie o programy i ustawy, lecz zaczynamy patrzeć na innych z niechęcią lub wrogością tylko dlatego, że sympatyzują z różnymi środowiskami politycznymi, niż my – podkreśla dr Paweł Nowakowski, teoretyk polityki z Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Dodaje, że poczucie przynależności do określonej grupy politycznej staje się istotnym elementem tożsamości, a samo poparcie dla innego lidera czy partii wystarczy, by uruchomić wzajemną wrogość. Zjawisko to, jak wskazują naukowcy, osłabia funkcjonalność demokracji, a w skrajnych przypadkach może prowadzić do wypaczeń systemu, w efekcie których „zwycięzca bierze wszystko”. Co więcej, afektywna polaryzacja szkodzi też zdrowiu psychicznemu obywateli, a negatywne emocje polityczne przenoszą się na coraz młodsze pokolenia.
Dominujące wyjaśnienia tego zjawiska opierają się na teorii tożsamości społecznej, która podkreśla, że ludzie budują pozytywny obraz własnej grupy poprzez porównywanie jej z innymi.
Choć teoria ta tłumaczy wiele mechanizmów, nie wyjaśnia w pełni złożonych interakcji emocji w sferze politycznej. Pomija również fakt, że nasze tożsamości są wielowymiarowe i często wewnętrznie sprzeczne, a emocje wobec „innych” mogą być kształtowane nie tylko przez konflikty grupowe, ale też przez dyskursy i narracje obecne w przestrzeni publicznej. Obserwacje te skłoniły nas do zaproponowania innego podejścia teoretycznego, które może inspirować do pozytywnych zmian w dyskursie politycznym liberalnych demokracji – zaznacza dr Mateusz Zieliński z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Teoria Afektywnej Pluralizacji (TAP) to autorskie i nowatorskie podejście przedstawione przez badaczy z Uniwersytetu Wrocławskiego. Chodzi w nim nie tylko o krytyczne spojrzenie na dominujący obraz afektywnej polaryzacji, ale też przedstawienie kierunków jej przezwyciężenia. TAP opiera się na trzech kluczowych elementach:
Zaproponowana Teoria Afektywnej Pluralizacji zakłada trzyetapowy model zmiany. Najpierw rozpoznanie, że żyjemy w rzeczywistości polaryzmu, w której emocje dzielą społeczeństwo i stają się narzędziem politycznej mobilizacji. Następnie promowanie emocjonalnej różnorodności jako narzędzia budowania odporności społecznej na skrajne emocje i uproszczone narracje „my kontra oni”. Wreszcie wyłonienie się systemu afektywnego pluralizmu, w którym obywatele potrafią nie tylko rozumieć emocje innych, ale też krytycznie patrzeć na emocje we własnej grupie, zachowując otwartość i gotowość do współpracy mimo różnic. Na czym polega wyjątkowość tego podejścia?
Teoria ta wykracza poza znany z filozofii politycznej model obywatela odrzucającego emocje i poszukującego racjonalnego konsensusu – podkreśla dr Paweł Nowakowski, a współautor koncepcji, dr Mateusz Zieliński, dodaje: – Inspirując się sporem pomiędzy agonistyczną i liberalną teorią polityki, teorią emocji i psychologią oraz łącząc te różne perspektywy, TAP nie zakłada możliwości ani potrzeby eliminacji emocjonalnych elementów polityki. Wskazuje natomiast na potrzebę ich uwzględniania, dowartościowania, świadomego rozwijania i przeżywania przez obywateli liberalnych demokracji. W ten sposób jest krokiem naprzód w normatywno-teoretycznej refleksji na temat współczesnej demokracji. Emocje to nie tylko prywatna sprawa, lecz fundament zdrowego życia publicznego – podsumowuje.
Celem projektu ENCODE, który rozpoczął się rok temu i potrwa jeszcze dwa lata, jest zbadanie afektów i emocji w wymiarze politycznym i metaforyczne zakodowanie ich (encode) na nowo, tak aby umożliwić tworzenie funkcjonalnych narracji politycznych w europejskich demokracjach. W jego ramach prowadzone są szeroko zakrojone i różnorodne badania empiryczne w ośmiu europejskich krajach. Odbywają się przy użyciu takich technik badawczych, jak m.in. analiza sentymentu, biometria, wywiady pogłębione, eksperymenty i badania panelowe. Oprócz wniosków o charakterze naukowym, rezultaty obejmą m.in. wypracowanie z udziałem różnych grup obywateli i ekspertów narracji emocjonalnych, scenariuszy przyszłości i rekomendacji. Budżet projektu przekracza 3 mln euro. Więcej szczegółów na stronie internetowej projektu.
MK, źródło: UWr
Co za bzdury. W Polsce nie ma prawdziwej demokracji. Poczytacie sobie jak urządzono sobie system wyborczy w tym kraju po 89 pod komuchów. Wygrywają partie duze promowane w mediach. Dlaczego jedynki są ważne na listach. Jak się liczy glosy oddane na kandydata, co to jest metoda du ponta. Dlaczego mamy tyle posłów po co nam senat. To jest cyrk dla biednych intelektualnie ludzi przed telewizorem. Na UWr nie mają żadnych problemów z jakimikolwiek partiami. Od PZPR do PiS i PO najwierniejsi każdemu. Taka tania prostytutka do wynajęcia za parę srebrników. Uczelnia dawno stoczyła się na dno z licznymi skandalami. Poziom merytoryczny dno i wodorosty.
Polityka nie jest (nie powinna być) działalnością rozrywkową, a zatem, podobnie jak w nauce stawiamy na racjonalność, a emocje odkładamy na bok. Tak być powinno, ale niestety tak nie jest, ponieważ władzę ludzie (wyborcy) przekazują osobnikom fajnym i wspartym odpowiednim kapitałem. Razem udajemy, że to jest demokracja i że to jest wolny wybór. Mamy tymczasem wybór ograniczony przez kapitał, czyli żaden. Trudno się zatem dziwić złym emocjom społeczeństw, które krok po kroku z udawanego systemu demokratycznego przechodzą, częściowo mimo własnej woli do systemu feudalnej inwigilacji udającej kapitalizm.
Wyobraźmy sobie, że w nauce zaczynamy kierować się emocjami. Byłoby zabawnie?
Przykład bardzo negatywny: Zełenski nie będzie rozmawiał z "terrorystą", a zatem musi dalej prowadzić wojnę, nasi politycy też nie będą, a zatem wojna będzie trwać, ludzie będą umierać za jakiś tam nieważny teren na wschodzie, deficyt budżetowy będzie rósł aż do upadku gospodarki całej Europy. Tak działają emocje w polityce.
I to jest właśnie demokracja "walcząca", czyli jak się nie godzisz, że ciebie za gębę będę trzymał i mi pokłonów nie będziesz oddawać i za miskę ryżu służył to i " nie będzie rozmawiał z "terrorystą", a zatem musi dalej prowadzić wojnę, nasi politycy też nie będą, a zatem wojna będzie trwać, ludzie będą umierać za jakiś tam nieważny teren ... ." No tak, za jakiś tam nieważny teren, godność , itd. To cóż zostaje, być niewolnikiem, lemingiem i szmatą poniewieraną przez tzw. demokratów całą gębą krzyczących o demokracji, w imię demokracji walczącej, i być przez tych demokratów nazywanym z...bem, po...bem, i co to mi szkodzi za jakiś tam nieważne ... No cóż jestem "pięknie" nazywany przez tych demokratów bo ich popieram i za jakiś tam nieważne gadki nie będę umierał itd...
Wojna to łańcuchowa reakcja emocji, fatalny błąd, wypadek przy pracy, któremu ulega polityk, dyplomata. Błąd ten jest jak infekcja przechodząca nieuchronnie w chorobę zakaźną. Chorzy przestają logicznie myśleć, a logicznie myślących biorą za chorych. Kiedy jednak zginie i zbiednieje odpowiednia liczba ludzi, choroba kończy się powrotem do logicznego myślenia, dyplomacji i dobrych emocji. Te jednak z czasem znikną i zostaną zastąpione złymi emocjami, ponieważ o ile mądrzy ludzie się zwykle bogacą, to zaraz potem najczęściej głupieją, a jeśli nie oni, to ich żony i dzieci ;-)
Każda wojna, dlatego, że nikogo nie stać na ciągłą wojnę, kończy się porozumieniem pokojowym, a jeśli tak, to jest w zasadzie niepotrzebna - lepiej się bez niej dogadać.. Szkoda ludzi na wojnę, szkoda ich czasu i utraconych marzeń, a czas, sam w sobie może bardzo wiele zmienić bez wojny.