Blog Dominik Szulc

Na szerokim marginesie “deregulacji” uczelnianej biurokracji

Opublikowano: 27.02.2017

1 października 2016 r. weszła w życie nowa ustawa deregulacyjna i 7 rozporządzeń Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, których celem jest zmniejszenie biurokracji na polskich uczelniach. Do rozwiązań tych nie będę się odnosił bezpośrednio – wszak nie jestem pracownikiem uczelni. Z dydaktyką nie mam już nic wspólnego od 2011 r. Ostatnio uświadomiłem sobie jednak, że “deregulacji” wymagają nie tylko uczelnie, ale także wszelkie sfery życia społecznego, jeżeli wpływają na zbiurokratyzowanie życia naukowca.

W ostatnich dniach przekonałem się o konieczności tego, ku mojemu zaskoczeniu, dwukrotnie. Najpierw otrzymałem zaskakujące pismo z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, nadesłane w odpowiedzi na moją prośbę o udostępnienie mi akt do celów naukowych. Już nie raz to czyniono, gdy tymczasem tym razem zażądano na piśmie przedstawienia “rekomendacji samodzielnego pracownika naukowego”. Po wskazaniu przeze mnie, że żądanie to jest bezzasadne, gdyż w decyzji nie podano (co jest wymogiem art. 107 par. 1 Kodeksu postępowania administracyjnego) jego podstawy prawnej, a nadto ustawa o IPN wyraźnie wskazuje, że wymóg taki (odnoszący się zresztą do rekomendacji jakiegokolwiek “pracownika naukowego”) może dotyczyć jedynie osób, które pracownikami naukowymi nie są (art. 36 ust. 3 pkt 2 lit. b ustawy o IPN), poproszono mnie abym w takim razie dostarczy do IPN zaświadczenie o zatrudnieniu jako “pracownika naukowego”.

To już jakaś plaga! Od wspomnianej wyżej sytuacji nie minęły nawet pełne 4 doby, gdy tymczasem otrzymałem telefon z Biura Poszukiwań i Identyfikacji PCK, które poprosiłem o pomoc w identyfikacji anonimowo pogrzebanych na pewnym cmentarzu parafialnym w Polsce żołnierzy WP, z prośbą, abym dostarczył do Biura zaświadczenie o zatrudnieniu w sferze nauki. I to po 7 miesiącach od zainicjowania przeze mnie całej sprawy w PCK…

Cóż, najwyraźniej zadaniem naukowca jest ciągłe “bieganie” do swojego pracodawcy celem otrzymania kolejnych zaświadczeń… Być może komuś może się to wydawać zabawne, dla mnie jednak nie jest takim, gdy mieszkając w Lublinie pracuję w Warszawie, zaś aktualnie, gdy PCK zwraca się do mnie z rzeczoną prośbą, przebywam na zagranicznym stażu naukowym. Wówczas nawet tak błaha sprawa jak dostarczenie zaświadczenia o zatrudnieniu potrafi zdezorganizować pracę naukową, a gdy raz za razem żąda się tego nie mówimy już o dezorganizacji, ale niemal jej torpedowaniu… (oczywiście w przenośni).

Sytuacje takie mogą być nie tylko podwójnie (jak wynika z powyższego), ale nawet potrójnie irytujące, gdy uświadomimy sobie, jak często organy administracji i nie tylko żądają od naukowców przedstawienia zaświadczenia o zatrudnieniu, podczas gdy już dawno istnieje inna, prostsza forma weryfikacji czy dany wnioskodawca lub współpracownik faktycznie jest pracownikiem sfery nauki, i nie piszę tu o tylko o możliwości sprawdzenia tego na stronie internetowej jego rzekomej jednostki naukowej. Oto bowiem zgodnie z art. 4c ust. 9 ustawy o zasadach finansowania nauki Minister właściwy ds. szkolnictwa wyższego prowadzi urzędowy i aktualny wykaz pracowników zatrudnionych w polskich jednostkach naukowych. Już art. 34a ust. 1 ustawy o szkolnictwie wyższym sprecyzował, że wykazem tym jest „System POL-on”, dostępny dla wszystkich zainteresowanych pod adresem www.polon.nauka.gov.pl Po wpisaniu w wyszukiwarce imienia DOMINIK oraz nazwiska SZULC pojawi się informacja o mojej osobie wskazująca, że jestem „pracownikiem naukowym” w „Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk”.

Skoro jednak osoby prawne mogące mieć styczność z naukowcami zamiast sprawdzić ich wiarygodność w sposób już kilka lat temu przewidziany przez ustawodawcę, wciąż żądają kolejnych dokumentów, należałoby temu chyba jakoś zaradzić… Zwłaszcza zatem teraz, w dobie zabiegów resortu nauki o odbiurokratyzowanie szkolnictwa wyższego, należałoby pochylić się także nad odbiurokratyzowaniem wszelkich stosunków między osobami prawnymi a pracownikami nauki w Polsce. Wszak nadmierne zbiurokratyzowanie tych relacji także, jak na uczelniach, może obciążać (nawet jeśli w mniejszym stopniu) naukowca “papirologią”. Naturalnie, wymagałoby to zaangażowania w tę niejako “powszechną” deregulację nie tylko MNiSW. Tylko, czy to w ogóle jest możliwe?


PARTNERZY

forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie