Blog Dominik Szulc

Czy organizacja pozarządowa może posiadać renomę naukową? Próba udzielenia odpowiedzi na marginesie działalności Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Opublikowano: 02.04.2017

W ostatnich tygodniach szerokim echem odbiła się w środowisku kwestia wykładów na polskich uczelniach amerykańskiej prawnik Pani Rebecci Kiessling. Jak wiedzą już chyba wszyscy część z tych wystąpień już się odbyła (KUL, UJP II), część zaś nie odbędzie się (UJ, UW) i zostało w związku z tym przeniesionych w miejsca alternatywne (m.in. do Centrum Kultury w Łomiankach). Nie będę w tym miejscu przedstawiał całej chronologii tych wydarzeń – inicjatywy Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris (dalej: Instytut), protestów części studentów, odwołania niektórych wykładów, zdecydowanego stanowiska w tej sprawie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego itd. Nie będę także szerzej komentował postawy samego Instytutu. Bardziej zainteresowało mnie coś innego, coś co tylko debatą o wykładach amerykańskiej działaczki pro-life zostało wywołane i jest uniwersalne, bowiem w każdej chwili może wrócić.

Na FB-owym profilu Instytutu przeczytać możemy o odwołanych wykładach, że „doszło do rażących naruszeń wolności akademickiej debaty (…). Instytut Ordo Iuris wystąpił w obronie wolności debaty akademickiej na drogę prawną przeciwko osobom dopuszczającym się rażących, opartych na kłamstwie, naruszeń dóbr osobistych naszego gościa lub organizatorów wykładów”. Instytut zainicjował nawet akcję STOP CENZURZE NA UNIWERSYTETACH komentując: „Konieczna jest zdecydowana reakcja na próby zawłaszczenia debaty akademickiej przez krzykliwe lobby anarchistycznych i komunistycznych działaczy. Te skrajne grupy nie reprezentują ogółu społeczności akademickiej, choć uzurpują sobie prawo do zabierania głosu w jej imieniu”. W związku z powyższym Instytut skierował do działaczy studenckich kół naukowych pismo przedprocesowe w którym wzywani są oni m.in. do „zaniechania dalszego naruszania dobra osobistego Instytutu w postaci dobrego imienia i renomy naukowej”, „usunięcia skutków [tego] naruszenia”, opublikowania na FB przeprosin za naruszenie dóbr osobistych Instytutu „w postaci dobrego imienia i renomy naukowej” oraz doręczenia oświadczenia o analogicznej treści Dziekanowi Wydziału Prawa i Administracji UJ. W uzasadnieniu czytamy, że Instytut współorganizował w poprzednich latach szereg „konferencji naukowych”, wydał kilka publikacji spełniających kryteria naukowych (z czym należy się zgodzić), jak również tworzy go grono pracowników naukowych różnych polskich uczelni (co również jest prawdą). Czytamy także, iż zaproszenie Pani mec. Kiessling mieści się w granicach „wolności prowadzenia badań naukowych, ogłaszania ich wyników (art. 73 Konstytucji RP)”. Instytut uznaje za naruszające jego „renomę naukową” oskarżenia o „nienaukowość” oraz brak rzetelnej wiedzy naukowej ze strony proponowanej prelegentki.

Reasumując zarówno w stanowisku Instytutu, jak i Ministra Nauki podnosi się niektóre zbliżone argumenty – odwołanie do konstytucyjnej, opisanej w art. 73 ustawy zasadniczej, zasady brzmiącej: „Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury” [podkreślenia podchodzą ode mnie], jak również rzekomego naruszenia „renomy naukowej”. W pkt 24 uzasadnienia pisma przedprocesowego skierowanego przez Instytut do działaczy niektórych kół naukowych czytamy, że przepisy „art. 23 i 24 w związku z art. 448 Kodeksu Cywilnego” odnieść można także do osób prawnych (taką faktycznie jest Instytut) oraz, że dobra te obejmują m.in. renomę naukową.

Powyższe bardzo mnie zaciekawiło. Oto bowiem w stanowisku Instytutu wprost zwraca się uwagę, że w ww. przepisach k.c. „ponad wszelką wątpliwość” ustawodawca miał na myśli „renomę naukową”. Lektura przywołanych przepisów przekonuje jednak, że w k.c. nie wspomina o „renomie naukowej”, a jedynie w art. 23 o „twórczości naukowej”. Instytut przywołuje jednak także trzy wyroki Sądy Najwyższego (sygn. I CKS 169/06; I CKS 392/06; II CKS 111/08). O ile nie można odmówić Instytutowi zasadności przywołania tych wyroków w kontekście całej sprawy, o tyle brak w nich jakiegokolwiek odniesienia do „renomy naukowej”. Stąd logiczny wniosek, że prawnicy Instytutu musieli dowolnie przyjąć tożsamość pojęć „twórczości naukowej” o której mowa w k.c. z „renomą naukową” o której mowa w piśmie przedprocesowym skierowanym do kół naukowych. Tymczasem dla każdego pracownika naukowego jest oczywiście, że jedno, nie musi mieć związku z drugim – twórczość naukowa rozumiana jako publikacje naukowe spełniające kryteria określone w stosownym rozporządzeniu Ministra Nauki podlegają wszak krytyce naukowej, a jej negatywny efekt nie tylko nie buduje, ale wręcz przeciwdziała tworzeniu przez twórcę tych publikacji jego renomy naukowej. Problem polega jednak na tym, że na opisany stan rzutować może subiektywność oceny recenzentów, tymczasem Instytut zapowiada wystąpienie przeciw uczelniom i konkretnym osobom do sądu, co wymaga dowiedzenie istnienia legalnej definicji „renomy naukowej”, a dopiero później zaistnienia przesłanek wskazujących, że została ona naruszona.

Zacznę jednak od pojęcia „twórczości”, którym posługuje się k.c. w przepisach przytoczonych przez Instytut. Zdaniem Joanny Banasiuk (tej samej, która obecnie jest wiceprezesem Instytutu?) i Joanny Sieńczyło-Chłabicz („Pojęcie i istota zjawiska autoplagiatu w twórczości naukowej”, [w:] „„Państwo i Prawo” (3/2012), s. 6-19) „twórczość naukową” należy rozważać wraz z pojęciem „dorobku naukowego”, czyli publikacji naukowych, co jest zgodne z definicją „osiągnięć naukowych i twórczych” podaną w § 10 ust. 1 rozporządzenia Ministra Nauki z 12 grudnia 2016 r. w sprawie przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym i uczelniom, w których zgodnie z ich statutami nie wyodrębniono podstawowych jednostek organizacyjnych (Dz. U. z 2016 r. poz. 2154). Tak czy owak trudno uznać, aby powyższe było tożsamym z „renomą naukową”. Dla pełnej jasności, jak mogłoby wyglądać zgłaszane przez Instytut naruszenie przytoczonego w k.c. dobra osobistego w postaci „twórczości naukowej” przytoczę przykład podany przez Jerzego Szczotkę. A zatem o takim naruszeniu mówimy wówczas gdy np. autor danej publikacji naukowej nie podałby faktycznego twórcy danej teorii czy koncepcji, przypisując ją sobie („Twórczość naukowa – czy autoplagiat jest plagiatem?”, [w:] „Studia Iuridica Lublinensia”, 23 (2014), s. 28). O takim naruszeniu dóbr osobistych, jak rozumiem z przebiegu wydarzeń, w przypadku przeciwników wystąpień mec. Kiessling nie ma mowy. Poza Kodeksem Cywilnym pojęciem „twórczości naukowej” posługuje się jeszcze ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. 2005 nr 164 poz. 1365) w art. 111 ust. 1 pkt 2, nie wyjaśnia jednak, co należy pod pojęciem tym rozumieć.

Dla argumentacji zaprezentowanej w piśmie przedprocesowym Instytutu istotna wydaje się, paradoksalnie, ustawa z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz stopniach i tytule w zakresie sztuki. Co prawda nie pada w niej termin „twórczości naukowej”, jednak w art. 7 ust. 1 pkt 1 wymienia się pojęcie „twórczości artystycznej”, która obok tej „naukowej” wymieniona jest z kolei w art. 23 k.c. Z pewnością twórczość ta nie może być utożsamiana z „renomą naukową”, skoro tym ostatnim pojęciem ustawa posługuje się odrębnie. W art. 18a ust. 5 oraz art. 27 ust. 5 mowa jest o powołaniu przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych członków komisji habilitacyjnej oraz recenzentów w postępowaniu o nadanie tytułu profesora jedynie spośród naukowców (wymienionych w art. 21a ustawy) posiadających „uznaną renomę naukową”. Stąd wniosek, że przyjecie rozumowania o tym jakoby w Kodeksie Cywilnym mowa była o „renomie naukowej”, przyjęte w piśmie przedprocesowym Instytutu jest raczej wątpliwe.

Nie oznacza to jednak, że Instytut jej nie posiada, a jedynie że jego argumentacja jest prawdopodobnie błędna. Wciąż bowiem nie wiemy, co prawo rozumie pod pojęciem „renomy naukowej”. Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym nie wyjaśnia co dokładnie oznacza owa „renoma”. Podobnie nie czyni tego rozporządzenie w sprawie szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania czynności w przewodzie doktorskim, w postępowaniu habilitacyjnym oraz w postępowaniu o nadanie tytułu profesora z 10 listopada 2015 r. (Dz.U. 2015 poz. 1842). Brak wyjaśnienia pojęcia „renomy naukowej” również w projektach zmiany ustawy o stopniach i tytule naukowych oraz wspomnianego rozporządzenia i uzasadnienia do nich z 7 lutego br. (druk sejmowy nr 1287). Problem ten pomija także podstawowa literatura przedmiotu („Prawo o Szkolnictwie wyższym. Ustawa o stopniach naukowych i tytule naukowym. Komentarz do nowelizacji”, opr. H. Izdebski i J. Zieliński, Warszawa 2011).

W tej sytuacji sięgnąć musimy po orzecznictwo sądów. Tu pomocne okazuje się orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego nr I OSK 2371/15 z 3 lutego 2016 r. Czytamy w nim: „Termin “uznana renoma naukowa, w tym międzynarodowa” jest zwrotem prawnie niedookreślonym, którego interpretacja może nasuwać spore trudności. Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego, przez “uznaną renomę” należy rozumieć renomę uznaną przez właściwy do tego podmiot, czyli Centralną Komisję, ponieważ pojęcie to ma charakter subiektywny”. Tyle, że definicja przyjęta przez NSA nie przystaje do statusu Instytutu, który jest organizacją pozarządową (fundacją), której Centralna Komisja nie może oceniać. O jakiejkolwiek formie „renomy” nie traktuje także ustawa z dnia 6 kwietnia 1984 r. o fundacjach, wskazując jedynie, że można je zakładać celem rozwoju nauki. Natomiast co ciekawe rozporządzenie w sprawie przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym i uczelniom traktuje o renomowanym ośrodku naukowym nie będącym uczelnią (cz. II, rozdz. 6, lp. 1 załącznika nr 1 do rozporządzenia), nie wyjaśniając wprost co się pod nim kryje, jednak musi tu chodzić o nie będącą uczelnią jednostkę naukową o której mowa w ustawie o zasadach finansowania nauki z dnia 30 kwietnia 2010 r. zgodnie z § 2 pkt 4 rozporządzenia w sprawie przyznawania kategorii naukowej (…).

Wciąż zatem nie wiemy, co prawo mówi o renomie naukowej fundacji zajmujących się rozwojem nauki, domyślamy się jednak, że argumentacja Instytutu, wskazująca, jakoby Kodeks Cywilny traktował o niej, jest co najmniej wątpliwa. Traktuje bowiem o „twórczości naukowej”, która może jednak, jak sądzę, rzutować na uznaniu renomy naukowej Instytutu, jednak wyłącznie w nieformalnej opinii części środowiska. Natomiast na gruncie prawa ustalenie czy Instytut posiada renomę naukową czy też nie wydaje się niemożliwe, choć sam Instytut próbuje tego dowieść. Co innego jednak renoma Instytutu, co innego osoby fizycznej. W tym kontekście wspomnieć należy wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 30 marca br. (sentencji wyroku nie znam), który nakazał przeprosić innego działacza pro-life dra Paula Camerona za skutki naruszenia jego “renomy naukowej” (podtrzymując w tym zakresie wyrok sądu I instancji). Ciekawe jest bowiem, jak do wyroku tego ma się wspomniane przeze mnie wyżej orzeczenie NSA i kwestia czy zgodnie z nim Centralna Komisja uznała kiedykolwiek renomę naukową dra Camerona?

 

Posłowie

Już po opublikowaniu powyższego tekstu na FB wywiązała się ciekawa dyskusja w trakcie, której padły interesujące uwagi, głównie ze strony Pana prof. Piotra Steca, dziekana Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Otóż Instytut może być jednostką naukową. Oto bowiem, choć ustawa o fundacjach nie nazywa ich wprost organizacjami, zgodnie z brzmieniem art. 3 ust. 1 pkt 2 ustawy z 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i wolontariacie fundacje są organizacjami. Tymczasem zgodnie z art. 2 pkt 9 lit. f ustawy z 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki, także organizacje prowadzące badania (a tak jest w przypadku Instytutu) są jednostkami naukowymi.

Druga uwaga Pana Profesora, moim zdaniem dla sprawy ważniejsza, dotyczyła możliwości przyjęcia, jak zrozumiałem, słownikowej definicji pojęcia “renomy naukowej”. Co prawda terminu takiego w Słowniku języka polskiego nie mamy, mamy za to termin “renomy”, czyli “sławy, rozgłosu, famy, opinii, wziętości”. W tym miejscu znów wracamy do ocenności, jak zawsze subiektywnej, czy np. Instytut cieszy się sławą i wziętością, w tym przypadku naukową. Ja osobiście poziom owej “sławy” postanowiłem spróbować ocenić przez pryzmat indeksu Hircha (dalej: indeks H), który jest miernikiem dystrybucji cytowań prac każdego naukowca. Tak więc dla publikacji sygnowanych “Ordo Iuris” program Publish or Perish wskazuje indeks H o wartości 2, dla Joanny Banasiuk (o ile jest ona tożsama z wiceprezes Zarządu Instytutu dr Joanną Banasiuk) wynosi on 1, dla Aleksandra Stępkowskiego wynosi 1, przy czym dla publikacji sygnowanych jako A. Stępkowski wynosi 2 (o ile sa oni tożsami z prof. Aleksandrem Stępkowskim prezesem Zarządu Instytutu), a dla członka Zarządu Instytutu dra Tymoteusza Zycha wynosi 0. Ocenie czytelników pozostawiam odpowiedź na pytanie czy przez ten pryzmat Instytut cieszy się sławą, czyli słownikową renomą naukową. Osobiście uważam, że dla naukowców spoza dyscyplin technicznych, biologicznych czy ścisłych o sławie ocenianej w ten sposób należałoby mówić dopiero od wartości kilkunastu punktów indeksu H. Natomiast nieco inaczej sprawa ma się z indeksem H dla innych bohaterów mojego tekstu. Dla Rebecci Kiessling wynosi 0, ale dla R. Kiessling równy jest już aż 50! Przy braku dostatecznego czasu nie mogłem sprawdzić w ilu przypadkach ponad inicjałem R. kryje się mec. Rebecca, jednak w kilku sprawdzonych przeze mnie przypadkach (po wyeliminowaniu publikacji sprzed 2000 r. z uwagi na wiek Pani mecenas) okazało się, że chodzi o prof. Rolfa Kiesslinga z USA. Co do dra Paula Camerona indeks H dla jego imienia i nazwiska wynosi 81 – tym, którzy mają ochotę i czas pozostawiam sprawdzenie w ilu takich przypadkach pod tym nazwiskiem kryje się działacz pro-life.

Prof. Stec przytoczył ciekawy artykuł Kingi Michałowskiej pt. Dobre imię osoby prawnej w świetle orzecznictwa (“Studia Oeconomica Posnaniensia”, vol. 3, nr 2, 2015), która na s. 12-13 wykazuje, opierając się na definicji słownikowej, że synonimem “dobrego imienia”, jak również “renomy”, jest “sława”. Oznaczałoby to, że w istocie Instytut nie musi nawet dowodzić, że cieszy się renomą naukową, twierdząc tak. Wystarczyłoby gdyby stwierdził, że posiada “dobre imię” i że zostało no naruszone. Co ciekawe podobnie sprawę ujmuje dotychczasowe orzecznictwo. Właśnie z tego powodu uważam, że przeszczepienie słownikowe znaczenia terminu “renoma” i “dobre imię”, które bezwzględnie jest elementem dóbr osobistych tak osób fizycznych, jak i prawnych, na grunt znaczenia “renomy naukowej” jest błędne. Po pierwsze w opozycji do Pani Michałowskiej mogę przytoczyć inne definicje słownikowe, które pod pojęciem “renomy” rozumieją wyłącznie “opinię, sławę, rozgłos i wzięcie”. Po drugie sądzę, że “renoma naukowa” to szczególna forma renomy. W nauce decyduje o niej wartość (precyzyjnie ustalona przez MNiSW) osiągnięć naukowych pracowników jednostki, ich indeks H, czy kategoria naukowa jednostki. Dodam, kategoria, której Instytut nie posiada, choć można go uznać za jednostkę naukową. Sprawa jest istotna, gdyż Instytutowi nie brak “sławy”. Wielu o nim słyszało, jest o nim głośno w mediach i prasie. Nie oznacza to jednak, że sława taka oznacza renomę, zwłaszcza renomę naukową. Gdyby było inaczej musielibyśmy uznać, że przy ocenie “renomy naukowej” nie stosuje się powszechnie przyjętych w nauce mierników, o których napisałem wyżej. Co ciekawe w piśmie przedprocesowym sam Instytut domaga się przeprosin za naruszenie jego “dobrego imienia i renomy naukowej”. Wymienia je zatem odrębnie, jakby nie uważał ich za synonimy.

Komentarze (1)

  1. Adam napisał(a):

    Cala prawda o establishmencie akademickim w mocnym wywiadzie z dr Józefem Wieczorkiem:

    https://www.youtube.com/watch?v=ZWncFiFp6VE


PARTNERZY

forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie