Czyj asystent?
Poprzedni Następny

 

Kartki z dziejów nauki w Polsce (14)

Piotr H?bner

Narastająca w XX wieku instytucjonalizacja nauki, w tym uczelni, przyniosła zasadniczą zmianę – w miejsce relacji mistrz-uczeń pojawia się zależność profesor-asystent. Coraz mniejszą wagę ma intelektualne zauroczenie, a coraz większą – podległość organizacyjna. Zmienia się odpowiednio sposób myślenia. Antoni Bolesław Dobrowolski pragmatycznie zapisuje (1928) we wspomnieniach: Trzeba mieć w gmachu nauki swój własny kąt, swój własny punkt oparcia. Trzeba zakasać rękawy, iść do terminu, wyzwolić się na czeladnika i jeśli mnie będzie stać na to, awansować na majstra (...) Doczekać się katedry – oto zadanie! Przez ówczesnych naukoznawców postrzegane są już cierpienia uzależnionych i potrzeba intelektualnego buntu przeciw mistrzowi. Pisząc O dobrych zwyczajach akademickich... (1932) Jan Wilczyński wskazuje na obowiązki wzajemne stron obu (...) profesor powinien dołożyć wszelkich najszczerszych starań, aby współżycie z własnymi asystentami uczynić dla nich łatwem i serdecznem (...) ze strony asystentów ma się prawo oczekiwać jak największego oddania zarówno Zakładowi, któremu służą, jak i profesorowi, któremu asystują.

Mimo widocznej w tej formie dystynkcji instytucjonalnej, nikt nie ma ówcześnie wątpliwości, iż asystuje się profesorowi. Taki jest też stan prawny. Jak piszą Tadeusz Bigo i Zdzisław Pazdro (1934): Pomocniczymi siłami naukowemi są osoby powołane do pełnienia w państwowych szkołach akademickich czynności naukowych, pedagogicznych i administracyjnych w charakterze pomocników profesorów tych szkół. Jest to pierwsze zdanie książki, a więc prawda elementarna. Formuła ta dotyczy nie tylko asystentów, ale i adiunktów. Nie zmienia tych personalnych podległości to, że wszyscy są „funkcjonarjuszami państwowymi”, zatrudnieni są bowiem w uczelniach państwowych, a ich praca zawiązuje się w wyniku mianowania (z wyjątkiem kontraktów z asystentami młodszymi i zastępcami asystenta). Zwyczaje akademickie decydowały o interpretacji formuły odnoszącej się nie tylko do pracowników uczelni, ale i do ogółu urzędników, nakazującej wypełniać każde zlecenie swoich przełożonych, o ile ono wyraźnie nie sprzeciwia się obowiązującym przepisom ustawowym.

W przedwojennych polskich realiach postrzegano zbyt małą liczbę asystentów, często wolontariuszy, często zatrudnionych także ubocznie. W związku z tym, przewidywano w planach państwa podziemnego uznanie asystentury „za stan o trwałej wartości”, a także stabilizację asystentów i docentów na etatach, tak, by było to „główne zajęcie”.

Władzy komunistycznej przyświecały inne cele i wzory. Lipcowe (1950) plenum KC PZPR wysłuchało referatu Zenona Nowaka Zadania wyższych uczelni w dziedzinie przygotowania kadr i głosu ministra Adama Rapackiego, który uznał, iż polityczny stan kadry asystenckiej jest gorszy niż kadry profesorskiej. Tu musi niedługo nastąpić gruntowny przełom, przy zastosowaniu rewolucyjnych metod. Narzędziem tej polityki stał się partyjny Instytut Kształcenia Kadr Naukowych, do którego trafiali magistranci, magistrzy i doktoranci oraz towarzyszące bez formalnego, ale o równowartościowym przygotowaniu faktycznym. Podstawową drogą do profesury miała być nie asystentura, lecz aspirantura, mocno zideologizowana. Od 1948 roku prowadzono w uczelniach systematyczną „czystkę”, szczególnie wśród asystentów. w 1949 roku rozpoczęto reformę strukturalną, wprowadzając w uczelniach, w miejsce katedr ad personam, katedry zespołowe i instytuty. Narastał zamęt pojęciowy, w wyniku którego do dziś wielu jest przekonanych o możliwym istnieniu asystentów instytutu bądź adiunktów dyrektora.

Uwagi.