Poprzedni Następny

Wszystkie odłamy rodu cechowała ogromna aktywność w tym, co poeta nazywał "niesieniem wśród ludu oświaty kagańca".

Magdalena Bajer

Pozytywiści do dziś

Pamiętaj, że wszystko zaczęło się od Izaaka Kramsztyka, tak mawiał do córki wielki matematyk Andrzej Mostowski. Maria Mostowska powtórzyła mi te słowa podczas spotkania w Krakowie, gdzie w gmachu Wydziału Filozoficznego UJ, przy ul. Grodzkiej, gościł nas jej kuzyn, dr Jan Hartman, także syn wielkiego matematyka. Opowieść rodzinna musiała się zacząć od tego protoplasty, który ogniskuje pamięć, jakkolwiek nikt już nie nosi jego nazwiska.


pionier dialogu

Izaak Kramsztyk działający w drugiej połowie XIX wieku, przede wszystkim jako kaznodzieja żydowski w Warszawie, przejął się głęboko ideą włączenia Żydów w kulturę polską dla ich "podniesienia cywilizacyjnego". Sam pozostał do końca życia wielkim polskim patriotą. Walczył w powstaniu styczniowym przypłacając to dwukrotnym zesłaniem i więzieniem w Cytadeli. W synagodze na Nalewkach pierwszy prawił kazania po polsku, narażając się bardzo gorliwym braciom w wierze. Dr Hartman mówi: - To był zdecydowanie lider ówczesnych oświeconych środowisk żydowskich i z pewnością taki punkt identyfikacyjny, archetypiczny naszej rodziny. Zobowiązujące słowa, ale też następne pokolenia mocno pod koniec wieku rozgałęzionego rodu szły drogą wyznaczoną przez Izaaka Kramsztyka. - Ta rodzina była we wszystkich swoich odłamach rodem żydowskich asymilatorów w narodzie polskim.


niosący kaganek

Wszystkie odłamy rodu, nawet jeśli łączyło je nie rzeczywiste, ale duchowe głównie powinowactwo, były ze sobą zaprzyjaźnione, spotykały się przy rozmaitych okazjach i zawsze te spotkania "tchnęły atmosferą podniosłą", jak to zapisał w pamiętniku Józef Nusbaum-Hilarowicz, wybitny fizjolog i anatom działający na przełomie stuleci we Lwowie oraz Warszawie. Drugi człon nazwiska bierze się od Hilarego Nusbauma, zapalonego popularyzatora historii, autora wielotomowej historii Żydów od Mojżesza do czasów jemu współczesnych. Drugi z jego synów, obok Józefa, to najwybitniejszy bodaj pośród licznego zastępu lekarzy. Był profesorem pierwszej w Polsce i jednej z pierwszych na świecie Katedry Filozofii i Historii Medycyny w Warszawie, co Jan Hartman przypomina z satysfakcją, jako że sam jest adiunktem w Zakładzie Filozofii Medycyny Collegium Medicum UJ.
Wszystkie odłamy rodu, wszystkich Nusbaumów, Nusbaumów-Hilarowiczów, Tennenbaumów, Mutermilchów, wreszcie, w nowszych czasach, Hartmanów i Mostowskich, cechowała ogromna aktywność w tym, co poeta nazywał "niesieniem wśród ludu oświaty kagańca". W encyklopediach, słownikach, bibliografiach znajdujemy lekarzy, tłumaczy, autorów broszur i książek popularyzujących różne rodzaje ludzkich dokonań, założycieli i działaczy towarzystw oświatowych, stowarzyszeń dla ochrony przed zagrożeniami ciała i umysłu, bibliotek, czasopism, także placówek naukowych.
Wspomniany Józef Nusbaum-Hilarowicz powołał do życia, nad Jeziorem Drozdowieckim, niedaleko Lwowa, Stację Biologiczną, przeznaczoną do wszechstronnego badania flory i fauny wód naszych. Było to wiosną 1914 roku i twórca nie cieszył się długo swym dziełem.
- Ci wszyscy Kramsztykowie i Nusbaumowie, którzy na niwie społecznej i politycznej byli aktywni, zarazem byli ludźmi najwyższej kultury literackiej. Dr Hartman i jego kuzynka wracali do tej prawdy kilkakroć. Pani Maria pamięta dobrze i bardzo ceni swoiste poczucie humoru swego ojca, przyjazne wyczucie absurdu u takich pisarzy jak Lewis Carrol, własne zachwyty Alicją w krainie czarów, na której to lekturze się wychowała. Wśród Kramsztyków tradycje artystyczne wzbogacił znany malarz Roman, edukowany w Paryżu, którego szkice i portret własnego ojca z roku 1919 młody Hartman oglądał w dziecinnym domu wrocławskim. Roman Kramsztyk zginął w getcie warszawskim, gdzie do końca malował obrazy.
W całej tej warstwie zasymilowanej inteligencji polskiej pochodzenia żydowskiego wiele było wykształconych kobiet. Babka mojego rozmówcy wprost zdumiewała wszechstronnym wykształceniem, głęboką kulturą literacką. We Wrocławiu mamy jeszcze setki książek - po rosyjsku, po francusku, po niemiecku, po angielsku i, oczywiście, po polsku, przeczytanych w całości, bo upstrzonych notatkami na marginesach, czynionymi jej ręką. Nie była zbyt zamożna, ale studiowała w młodości w Paryżu literaturę francuską. Później, zajmując się rodziną, tłumaczyła i wydawała wiersze francuskie. pokolenie wcześniej, prababka pana Jana, zaprzyjaźniona z Elizą Orzeszkową, również odznaczała się ogromną i wszechstronną kulturą literacką i nauczała liczne grono rodzinnego drobiazgu, a że wszystkie odłamy rodu były ze sobą blisko, zajęć nauczycielskich nie brakowało.


Mostowscy

W obrębie rodu wywodzącego się od Izaaka Kramsztyka zawierano małżeństwa na ogół między kuzynami, czym doktor Hartman tłumaczy fakt, że ród nie spolonizował się "w sensie krwi". Wyjątek stanowi koligacja z Mostowskimi poprzez babkę pani Marii, Kramsztykównę, którą moja rozmówczyni trochę pamięta. Trzeba tu powiedzieć, że i rodzina jej matki, Matuszewskiej z domu, ma bogatą inteligencką tradycję. Pradziadek Ignacy Matuszewski był znanym krytykiem literackim, dziadek macierzysty - wybitnym mikrobiologiem.
Ojciec, który panią Marię odumarł młodo, należy do kluczowych postaci polskiej matematyki i logiki, a warto pamiętać, że w tych akurat dziedzinach mamy dorobek światowej miary. Być może po Kramsztykach - jak słyszałam podczas spotkania - odziedziczył lub przejął gorliwość w szerzeniu wiedzy. Wielką wagę przywiązywał do dydaktyki uniwersyteckiej, ale i do szerszej popularyzacji matematyki. Odrzucał konsekwentnie propozycje wyjazdu na stałe z Polski, pragnąc w istotniejszych tutaj warunkach stworzyć dobry ośrodek naukowy, co mu się udało. Dla córki był i pozostał "wzorem do naśladowania", choć wprost jego śladem nie poszła. Matematykiem został jeden z jej braci, dzisiaj profesor UW, Tadeusz. Drugi, Jan, jest profesorem fizyki w Instytucie Fizyki PAN w Warszawie. Był współzałożycielem i pierwszym rektorem Szkoły Nauk Ścisłych. Sama pani Maria kontynuuje inny wątek tradycji, będąc czymś w rodzaju impresaria zespołu Marka Toporowskiego - Towarzystwo Muzyki Dawnej "Trazom" - który gra muzykę dawną, głównie barokową, na instrumentach z epoki. Prowadzi również szkołę języków obcych, w czym wolno, jak sądzę, doszukiwać się tropów idących poprzez pokolenia pozytywistycznych szerzycieli oświaty, obdarzonych zapałem i talentami organizatorskimi.
Oboje moi rozmówcy podtrzymują też tę właściwość całego rodu, jaką jest zażyłość nawet dalekich krewnych czy koligatów i znajomość zarówno dziejów, jak aktualnego losu poszczególnych rodzin. Dowiaduję się od nich o łódzkim potomku Kramsztyków Krzysztofie Prohasce i o zakopiańskich Bujakach, dalekich krewnych, którzy zasługują na osobną opowieść.


Hartmanowie

Doktor filozofii mówi o swoim ojcu matematyku skromnie, że ustępuje wielkością dorobku naukowego Andrzejowi Mostowskiemu, którego darzył podziwem i dozgonną przyjaźnią, jakkolwiek dorobek ma duży, liczący się w świecie. Stanisław Hartman studiował przed wojną w Warszawie. Cała rodzina jest warszawska, pani Maria mieszka w ocalałym podczas wojny domu, gdzie się urodziła.
W 1939 r. znalazł się we Lwowie (podczas okupacji sowieckiej działał tam uniwersytet) i studiował fizykę. Opisał to w opublikowanych po wojnie wspomnieniach, zawierających niezwykle przenikliwą analizę bolszewizmu, jeśli można posłużyć się tu takim określeniem. Podczas wojny prof. Hartman przebywał również w Warszawie, trafił do celi śmierci na Pawiaku, skąd jako jedyny wyszedł prawdopodobnie dzięki świetnej znajomości niemieckiego. Wielokrotnie zmieniał kryjówki, w rodzinie mówiło się, że podczas jednej ze słynnych ucieczek uratowała go niezwykła chudość pozwalająca przeczekać rewizję w schowku, w którym nikt inny nie mógłby się zmieścić.
- Mój ojciec, w publicznym wymiarze, powinien się kojarzyć po pierwsze z matematyką, a po drugie z działalnością opozycyjną. Z wychowania był, jak całe środowisko oświeconych, zasymilowanych i patriotycznie nastawionych Żydów, socjalistą. W etosie tych ludzi jego syn widzi domieszkę naiwności, stwierdzając, że to ich formacja stanowiła jądro opozycji demokratycznej lat 70.
Prof. Hartman zaangażował się w politykę w r. 1968, stając w obronie strajkujących studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, za co go z tego uniwersytetu przeniesiono do PAN. Dwa lata później proponowano mu paszport zagraniczny w jedną stronę, uniemożliwiano publikację, co było szykaną dotkliwą dla człowieka dziedziczącego po rodzinie kulturę literacką i talent pisarski. Podczas strajków opowiadał studentom własnego autorstwa bajki-przypowieści, ukrywając przesłanie polityczne w historycznym kostiumie. Historię, literaturę powszechną i polską oraz języki znał w stopniu "dzisiaj niewyobrażalnym".
W r. 1976 zaczęła się regularna działalność profesora w Towarzystwie Kursów Naukowych, odbywającym spotkania w jego domu, w KOR, do którego wstąpił, redagowanie oświadczeń i listów protestacyjnych. Lata 1976-80 dr Jan Hartman nazywa, za Jackiem Kuroniem, "gwiezdnym czasem ojca i naszej rodziny". Z moich wrocławskich pobytów dobrze pamiętam, że osoba prof. Hartmana była drogowskazem wszystkich poszukujących swojego miejsca w rodzącym się oporze przeciwko rzeczywistości politycznej i społecznej PRL.


wiano

Mój krakowski gospodarz, filozof, jest dzieckiem z drugiego małżeństwa. Starsza, przyrodnia siostra także należy do nurtu rodzinnych działalności oraz zainteresowań, będąc psychologiem, współredaktorem pisma "Dziecko", a także tłumaczką licznych książek psychologicznych.
O sobie Jan Hartman mówi: - Filozofem stałem się poniekąd dzięki swojemu ojcu, który nie miał specjalnie filozoficznej kultury ani większego poważania dla filozofii, co często idzie w parze, natomiast miał bardzo dobrze zdefiniowane i takie krystaliczne poglądy pozytywistyczne z pewną nadbudową filologiczno-romantyczną. Ta formacja mnie niesłychanie drażniła i trenowałem od dziecka argumenty przeciwko takiej mentalności. Byłem po stronie tych, którzy chcieli widzieć bliskie związki pomiędzy życiem naukowym a np. życiem literackim i uważali filozofię za jądro kultury intelektualnej, w której się rodzą idee, od czego zależy w końcu także nauka. Argumentów trzeba było szukać głównie w lekturach, co młody człowiek robił bardzo gorliwie, a we wrocławskim rodzinnym domu miał ich wiele. szybko usamodzielnił się intelektualnie. Mając niewiele ponad 30 lat czuje się, jak mówi, filozofem raczej średniego pokolenia, mając w dorobku sporo artykułów i trzy książki. Po studiach w KUL przeniósł się do Krakowa.
Pokój, gdzie rozmawialiśmy, jest dla gospodarza miejscem ważnym, które, jak powiada, "określa go". Mieści się tam redakcja filozoficznego czasopisma "Principia", które założył jeszcze studiując w Lublinie, a teraz prowadzi w UJ jako jedno z kilku najważniejszych w swojej dziedzinie. Wokół "principiów" ukształtowało się centrum informacyjne, które wydaje "Informator Filozofii Polskiej" i biuletyn "Principia. Ekspres Filozoficzny". Jest także wydawnictwo książkowe. Dr Hartman uważa tę swoją społeczną działalność na niwie filozoficznej za kontynuację tradycji rodowej i znajduje w tym upodobanie. Pani Maria dopowiada, że ojciec jej kuzyna, prof. Stanisław Hartman, radował się ogromnie krakowskim wydawnictwem i pewnie również odnajdywał w tej dziedzinie syna tropy idące przez pokolenia od... Izaaka Kramsztyka.
Wszystkie odłamy rodu, który opisuję, miały od XIX wieku problem z określeniem swego statusu narodowego. Prof. Hartman wolał o tym nie myśleć, jego syn dowiedział się o własnym żydowskim pochodzeniu od szkolnej katechetki, przypadkiem. Mówienie wiele o narodowości w ogóle, uważano w domu za niewskazane, nawet niebezpieczne.
Traumatyczne doświadczenie wojny nie zachwiało wiary w takie wartości jak prawość, pojmowana w tej rodzinie jako uczciwe ważenie słowa i uznanie dla ludzkiej godności, która jest niezależna od narodowości, religii, statusu społecznego.
Kończąc długą opowieść (tylko część mogłam tu przedstawić) o rodzie dr Hartman powiedział: - Przez pamięć wielkości tych ludzi lubię podkreślić, tam gdzie to jest do rzeczy i na miejscu, że właśnie jestem Żydem.
Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w programie Polskiego Radia BIS, w lutym 1999 r.



Uwagi.