Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Bon lektoratowy
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Lektoraty języków obcych są w różnych uczelniach różnie zorganizowane. 
Przedstawiamy system obowiązujący w Uniwersytecie Warszawskim.

Agnieszka Knaś

 

Fot. Stefan Ciechana

  Podobno jesteśmy tyle razy człowiekiem, ile znamy języków. Stąd też nauka języków obcych jest nie mniej ważna, a może nawet ważniejsza niż posiadana w innych dziedzinach wiedza. Zwłaszcza dzisiaj, w dobie globalizacji, znajomość co najmniej dwóch języków obcych winna stać się normą. Zadaniem każdej placówki kształcącej jest natomiast zapewnienie możliwości poszerzenia znajomości języków.

W Uniwersytecie Warszawskim stosuje się system lektoratów. Same lektoraty istnieją od kilkudziesięciu lat, jednakże ogromne zmiany zachodzą w ich organizacji. Zmieniają się czasy i zmienia się zapotrzebowanie. Nie od zawsze przecież tak wielką wagę przykładano do umiejętności porozumiewania się poza granicami kraju. Nie od zawsze jest też w Polsce wykwalifikowana kadra lingwistyczna.
Miniony rok, proklamowany przez Radę Europy Europejskim Rokiem Języków przyniósł Uniwersytetowi Warszawskiemu wiele zmian. 4 lipca 2001 rektor wydał zarządzenie w sprawie nauczania języków obcych w UW. Ujednolicono zasady finansowania zajęć oraz wprowadzono jednakowe zasady ich dostępności dla studentów studiów dziennych i wieczorowych.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Do roku 1980 w uniwersytecie uczono się dwóch języków, w tym język rosyjski był obowiązkowy dla wszystkich, natomiast dodatkowy język zachodni można było wybrać z dostępnych: angielskiego, niemieckiego i francuskiego. Jako że w tamtych czasach wszyscy uczyli się języka rosyjskiego w szkole, jego nauka na studiach trwała o jeden semestr krócej.

W latach późniejszych znacznie wzrosło zainteresowanie językiem angielskim, a rosyjski przestał być obowiązkowy. Spowodowało to – jak nietrudno się domyślić – ogromne kłopoty z kadrą. Chcąc rozwiązać ten problem, wprowadzono możliwość fakultatywnego uczęszczania na zajęcia. Do tej pory, niezależnie od posiadanej znajomości języka, trzeba było w tych zajęciach uczestniczyć. Zgodzono się również uznawać posiadane przez studentów certyfikaty międzynarodowe, poświadczające znajomość języka w stopniu przynajmniej dobrym.

W roku 1994 podjęto decyzję, że każdy student, posiadający w programie studiów naukę języka, powinien mieć tę możliwość zapewnioną w wymiarze 120 godzin. Niektóre jednostki otrzymały zgodę na prowadzenie lektoratów w większym wymiarze, m.in. Wydział Dziennikarstwa i Wydział Stosunków Międzynarodowych.

Podczas reorganizacji uniwersytetu podjęto kolejne próby poprawienia strony organizacyjnej systemu lektoratów. Problem wynikał z niedostatku środków finansowych do zapewnienia takiego kształtu i takiej ilości zajęć językowych, jakie byłyby pożądane.

Dwa lata temu nastąpiły kolejne zmiany. Wprowadzono tymczasowe postanowienie, zgodnie z którym studentom studiów dziennych magisterskich przysługiwało 180 godzin zajęć, studentom studiów dziennych licencjackich – 120 godzin, a studentom studiów uzupełniających – 60 godzin. Na studiach wieczorowych rzecz wyglądała inaczej, ponieważ w tym przypadku liczba godzin uzależniona była od indywidualnej umowy między daną placówką a Szkołą Języków Obcych (a w gruncie rzeczy od czesnego płaconego przez studentów). Oczywiście, takie postanowienie wywołało sprzeciw tych wydziałów, którym wcześniej przysługiwała większa liczba godzin. Również władzom uniwersytetu zależało na przyznaniu jak największej liczby zajęć studentom, ponieważ – jak wiadomo – dzięki temu można było osiągnąć znacznie lepsze rezultaty. Wymagało to jednak nakładu znacznie większych środków finansowych.

Po analizach dokonanych przez specjalnie powołaną komisję, 4 lipca 2001 roku, rektor wydał zarządzenie w sprawie nauczania języków obcych w Uniwersytecie Warszawskim.

Z CZYM TO SIĘ JE I CZYM POPIJA?

Według aktualnie obowiązujących zasad, każdy student studiów dziennych i wieczorowych, w których programie przewidziana jest nauka języków obcych, na początku pierwszego roku nauki otrzymuje tzw. bon lektoratowy, obejmujący 240 godzin niepłatnej (dla studenta) nauki języka, w ramach jednego lub kilku kursów, z których przynajmniej jeden zakończony jest wewnątrzuniwersyteckim egzaminem. Student zobowiązany jest zdać ów egzamin nie później niż w ramach zaliczenia III roku studiów. Gdy studentowi nie przysługuje lektorat, może uczęszczać na zajęcia po uiszczeniu opłaty, która w tym roku akademickim została przez rektora ustalona na 390 zł za semestr. Zajęcia odbywają się wówczas dwa razy w tygodniu po 2 godziny lekcyjne.
Pozostałe zajęcia finansowane są z budżetu ogólnouczelnianego. Jeśli natomiast któryś z wydziałów wymaga od studenta większej liczby godzin języka obcego (lub nauki więcej niż jednego języka), to on ponosi koszty kursu.

Jeszcze do niedawna istnym monopolistą w dziedzinie organizacji lektoratów w UW była Szkoła Języków Obcych, mająca swoją siedzibę na terenie uniwersytetu. Aktualnie organizacją zajęć mogą się zajmować dodatkowo: Centrum Nauczycielskie Języków Obcych, Wydział Neofilologii oraz Wydział Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich.
Dzięki temu podziałowi, znacznie zwiększyła się oferta uniwersytetu w tym zakresie. Studenci od bieżącego roku mają do wyboru następujące języki europejskie i pozaeuropejskie: angielski, baskijski, fiński, francuski, hiszpański, niderlandzki, niemiecki, norweski, portugalski, szwedzki, włoski, arabski, chiński, hausa, hebrajski, hetycki, hindi, japoński, koptyjski, koreański, suahili i turecki.

Umożliwienie organizacji lektoratów jednostkom innym niż Szkoła Języków Obcych wiązało się z potrzebą powołania stanowiska pełnomocnika rektora ds. organizacji nauczania języków obcych, którym została Jolanta Urbanikowa, z-ca dyrektora SzJO. Zadanie pełnomocnika polega przede wszystkim na koordynowaniu pracy poszczególnych placówek. Również rejestrację studentów na poszczególne kursy scentralizowano i powierzono Szkole Języków Obcych.

SKOK W PASZCZĘ LWA

Rejestracja na zajęcia jest komputerowa i, jak zostało już powiedziane, scentralizowana. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest zorganizowane bezproblemowo i rejestracja odbywa się w sposób prosty i bezstresowy. Wręcz przeciwnie. Na temat rejestracji na lektoraty krążą wśród studentów legendy. I trudno się dziwić. Zapisy wiążą się ze staniem w kilkugodzinnych kolejkach, często z niezadowalającym skutkiem. Stwierdzenie „na początku był chaos” jak najbardziej znajduje tu zastosowanie. Studenci zgodnie twierdzą, że na temat oferowanych przez uczelnię zajęć z języków obcych nie można się niczego dowiedzieć. Powód? Na ogromnej tablicy wywieszony jest wprawdzie grafik, brakuje w nim jednak dostatecznych objaśnień skrótów użytych w opisie. Dlatego też, nawet jeśli studentowi uda się w końcu zarejestrować, często trafia on na zupełnie niewłaściwy kurs. Możemy się zatem znaleźć na kursie dla prawników lub dziennikarzy. A wszystko to z powodu niedostatku lub niejasności dostarczanych informacji. Nie da się ukryć, że najcięższą sytuację mają studenci pierwszego roku, którzy w uczelni w ogóle czują się zagubieni i nie mają pojęcia, jak takie lektoraty wyglądają. Dla nich te pierwsze dni na studiach, spędzane w kolejkach (trzeba przecież zapisać się również na zajęcia z kultury fizycznej, do biblioteki itd.), są naprawdę ciężkie.

Dobrze, że istnieje „Informacja”, gdzie – jak szumnie głosi nazwa – można zdobyć potrzebne nam informacje. Przynajmniej teoretycznie. Jedna ze studentek pierwszego roku opowiedziała, jak wyglądała jej „walka” o wpis na zajęcia z języka obcego. Na tablicy nie znalazła koniecznych do wybrania terminu informacji, udała się więc do „Informacji”. Spytała grzecznie, ale jedyną odpowiedzią, jaką otrzymała było: – A skąd ja mam wiedzieć?! Miejmy nadzieję, że mało pomocne zachowanie pani za biurkiem spowodowane było przemęczeniem, bo na pewno nie miała łatwego dnia. Ta sama studentka dodała, że już w połowie roku, kiedy chciała dokonać zmiany grupy, panie w „Informacji” okazały się niezwykle pomocne. Jak zatem widać, organizacja rejestracji na lektoraty nie jest trafiona i zdecydowanie konieczny jest zupełnie inny system. Oczywiste, że jeśli każdy student, któremu przysługuje lektorat, pojawi się w Szkole Języków Obcych podczas trwających około tygodnia zapisów, nie uniknie się ogromnych kolejek. Co sprytniejsi studenci starszych lat postanowili ominąć system i udali się bezpośrednio do lektora, u którego chcą mieć zajęcia. Uniknęli kolejek i przepychania.

POSZUKIWANIE WŁAŚCIWEGO POZIOMU

Lektoraty przeznaczone są dla studentów studiów dziennych i wieczorowych. Studenci zaoczni mają w programie pojedyncze godziny spotkań z lektorami języków obcych, nie jest to jednak lektorat, gdyż wymiar godzin, jaki im przysługuje ogranicza treść zajęć właściwie tylko do omówienia zagadnień niezbędnych do opanowania przed egzaminem.

Zajęcia z języków obcych nie przysługują studentom Instytutu Lingwistyki Stosowanej, jako że program ich studiów obejmuje naukę dwóch języków w stopniu akademickim. Również studenci niektórych kierunków orientalistycznych mają ograniczony wybór – mogą zdecydować się jedynie na któryś z języków orientalnych.

Spytałam panią Janinę Furgałową, dyrektor Szkoły Języków Obcych, jakie jest zainteresowanie językami orientalnymi, czy ktoś decyduje się na naukę hindi, suahili, języka hausa czy koptyjskiego. – Języki orientalne to zawsze coś nowego, stąd zainteresowanie. Były również takie, którym zupełnie nie poświęcono uwagi. Niektórymi z tych języków studenci zainteresowali się, ponieważ w innych grupach, które ich wcześniej interesowały, już nie było miejsca. Nauka języków orientalnych rozpoczyna się od podstaw, dlatego też student nie musi znać wcześniej żadnego języka, aby zacząć uczyć się na przykład koptyjskiego. A znajomość każdego języka może okazać się w przyszłości przydatna.

Zapisując się na lektorat student wybiera odpowiadający mu poziom, niezależnie od tego, czy i jak długo uczył się wcześniej danego języka. Każdy student dobiera sobie poziom lektoratu zgodnie z oceną swoich możliwości. Nie przeprowadza się żadnego egzaminu kwalifikacyjnego do poszczególnych grup, co w rezultacie powoduje znaczne zróżnicowanie w stopniu zaawansowania poszczególnych kursantów w grupie. Według wprowadzonego systemu, student ma do wyboru sześć poziomów: A1, A2, B1, B2, C1, C2, którym odpowiadają następujące opisy: A1 – kurs całkowicie początkujący, podczas którego rozpoczyna się naukę od zera; A2 – przeznaczony dla tzw. fałszywych debiutantów – poziom podstawowy; B1 – odpowiada dotychczasowemu „poziomowi drugiemu” – średnio zaawansowany; B2 – odpowiada „poziomowi trzeciemu”, według dotychczas obowiązujących programów nauczania – ponad średnio zaawansowany; C1 – zaawansowany; C2 – bardzo zawansowany, odpowiadający poziomowi filologicznemu.

EGZAMIN

Każdy student, posiadający w programie nauczania język obcy, powinien po zakończeniu nauki (najpóźniej po III roku studiów) zdać ogólnouniwersytecki egzamin z wybranego języka. Egzamin jest jednakowy dla wszystkich grup na danym poziomie, przygotowywane są natomiast zróżnicowane wersje na różnych poziomach. Poziom egzaminu ustalają dla swoich studentów poszczególne wydziały w porozumieniu z dyrekcją Szkoły Języków Obcych. Student może dowiedzieć się o to, na jakim poziomie przyjdzie mu zdawać egzamin przed rozpoczęciem kursu (już w trakcie wakacji) na własnym wydziale. Zdany egzamin oznacza zaliczony przedmiot, nie daje jednak żadnych innych korzyści (no, może poza satysfakcją). Być może w przyszłości wprowadzone zostaną zaświadczenia potwierdzające znajomość języka na danym poziomie. Zdecydowanie ułatwiłoby to życie studentom – dzięki temu mieliby przynajmniej dokument, który mogliby przedstawić potencjalnemu pracodawcy. To pozostaje jednak na razie w sferze marzeń.

Jak powszechnie wiadomo, student ma przesyt informacji, i tam, gdzie może, chętnie dodatkowych obowiązków zrezygnuje. Co można zrobić, aby być legalnie zwolnionym z lektoratów i z egzaminu na koniec nauki języka? Sprawa jest na pierwszy rzut oka prosta: wystarczy „papierek”. Jednak już na drugi rzut oka widać, że o ten papierek wcale nie tak łatwo. W przypadku języka angielskiego nie wystarczy już bowiem zdany egzamin FCE (First Certificate in English), teraz trzeba już zdać CAE (Certificate in Advanced English), którego ocena przekłada się na ocenę wpisywaną do indeksu.

CHCIEĆ TO MÓC

Spragnieni wiedzy lingwiści z Instytutu Lingwistyki Stosowanej często przychodzą zapytać o możliwość uczestnictwa w zajęciach mimo faktu, że lektoraty im nie przysługują. Podobnie sprawa ma się ze studentami, którzy wykorzystali już przysługujące im godziny zajęć. Teoretycznie mają jedną możliwość – zapisać się na płatny kurs (ujednolicona kwota za semestr nauki dowolnego języka – 390 zł). Praktycznie tych możliwości jest więcej. Stosuje się „przemycanie” studentów na lektoraty. Zainteresowany student może po prostu udać się bezpośrednio do lektora (w samej SzJO jest ich 118!) i poprosić o zgodę na nieoficjalne przyjęcie do grupy. Z reguły takie pozwolenie dostaje, chyba że w grupie, która w założeniu powinna liczyć 15-20 osób, nie ma już miejsc. Praktyka wygląda nieco inaczej niż teoria. Bywają grupy, które nie mieszczą się w ramach zalecanej liczby kursantów. Cóż zrobić, jeśli zainteresowanie danym kursem jest większe niż możliwości wykładowców i nie można stworzyć dodatkowej grupy? Pozostaje pytanie o skuteczność nauki języka obcego w grupie liczącej np. 30 osób.

TAM SIE NICZEGO NIE NAUCZĘ

– na samodzielną naukę trzeba poświęcić tyle samo czasu, ile trwa kurs – mówi Janina Furgałowa. – Nie wystarczy samo uczęszczanie na lektoraty. Popularna wśród studentów opinia, że na lektoracie niczego nie można się nauczyć, jest nieprawdziwa. Tutaj znowu sprawdza się stara zasada: Chcieć znaczy móc. Agnieszka, studentka politologii, postawiła sobie za cel nauczyć się języka niemieckiego. Trafiła na bardzo dobrą lektorkę i pracuje sporo na własną rękę. – Lektor nie jest w stanie wbić nam materiału do głowy, ale może pomóc i wytłumaczyć. Agnieszka twierdzi, że widzi znaczną różnicę w poziomie swojej znajomości języka.

Szkoła Języków Obcych oferuje również specjalne kursy dla osób niedowidzących. Do tej pory pojawiło się zapotrzebowanie tylko na taki kurs języka angielskiego. Jeśli pojawi się potrzeba stworzenia grup z innych języków, szkoła jest gotowa taką grupę utworzyć.

BYŁO JEST I BĘDZIE

System lektoratów w Uniwersytecie Warszawskim jest wciąż modernizowany, wprowadza się nowe kursy ze słownictwem nakierowanym na poszczególne dziedziny (np. język prawniczy) i poszukuje możliwości rozszerzenia oferty. Od 19 marca br. rozpoczął się np. kurs internetowy. Jest on poświęcony nie tylko pogłębianiu znajomości języka. Jego uczestnicy zapoznają się z blokiem psychologicznym na temat metod przełamywania lęku przed wystąpieniami publicznymi. Cena kursu to 250 zł – z zaliczeniem i opieką lektora lub 100 zł – tylko dostęp do kursu, bez kontaktu z lektorem. Pewne jest, że kurs internetowy będzie kończył się egzaminem, ale – jako że oferta jest wciąż w fazie przygotowań – nie wiadomo jaką formę przyjmie test sprawdzający postępy internetowych kursantów. Na podobnej zasadzie, nie wychodząc z domu, można będzie wziąć udział w kursie rozumienia angielskich tekstów pisanych. Ten przeznaczony jest dla studentów posiadających certyfikat FCE lub TOEFL bądź też znających język na takim właśnie poziomie. Wiadomo już, że planowane jest stworzenie podobnych kursów z języka rosyjskiego, a w przyszłości również innych.

Agnieszka Knaś studiuje na Wydziale Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich Uniwersytetu Warszawskiego.

Komentarze