Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 11/2002

Wyzwania współczesności
Poprzedni Następny

Pół wieku Akademii

Akademia może i powinna odegrać znaczącą rolę w kultywowaniu i rozwoju badań 
naukowych w kraju. Jednak nie jako instytucja antagonistyczna do placówek 
szkolnictwa wyższego, ale ściśle z nimi współpracująca i zharmonizowana.

Jerzy Kołodziejczak

Fot. Stefan Ciechana

 Czas obecny przypomina pod wieloma względami moment utworzenia Polskiej Akademii Nauk. Podobnie jak 50 lat temu toczy się obecnie niezwykle ożywiona dyskusja o organizacji i finansowaniu nauki w Polsce, o niezbędnych priorytetach badawczych i wreszcie o społecznej i państwowej roli nauki we współczesnym świecie. Warunki, w których ta dyskusja się odbywa, są z oczywistych powodów inne od tych sprzed pół wieku. Jeden aspekt dyskusji jest jednak wspólny, a mianowicie świadomość naszego środowiska, że bez nauki i edukacji na odpowiednim poziomie, Polska nie ma szans na zajęcie godnego jej miejsca w jednoczącej się Europie.

Półwiecze działalności PAN, to nie tylko okrągła rocznica. To przede wszystkim istotny powód do refleksji o roli nauki w świecie i próby odpowiedzi na pytanie, jaką rolę Polska Akademia Nauk ma odegrać w rozwoju nauki i integracji środowiska naukowego w kraju. Z toczącej się w naszym środowisku ożywionej dyskusji wynika jednoznacznie, że Akademia powinna pozostać swoistą państwową instytucją naukową łączącą w sobie korporację najwybitniejszych uczonych, intelektualną reprezentację całego polskiego środowiska naukowego oraz wyjątkowe, otwarte dla całej nauki, centrum badawcze, działające w ścisłej współpracy ze środowiskiem uczelnianym i całym środowiskiem naukowym w Polsce. Nie oznacza to jednakże trwania w niezmienionym kształcie organizacyjnym. Główne cele przyświecające utworzeniu Akademii 50 lat temu są nadal aktualne. Zmieniły się jednak warunki i możliwości uprawiania nauki, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Nade wszystko jednak pojawiły się nowe wyzwania przed samą nauką oraz nowe horyzonty poznawcze i to one głównie powinny warunkować przyszły kształt Akademii. Wyzwania, wobec których zawsze stała i obecnie stoi Polska Akademia Nauk, są tożsame z wyzwaniami, jakie aktualny stan wiedzy i cywilizacji stawia nauce. W niej bowiem tkwią prawdziwe korzenie Akademii.

O ISTOCIE I POTRZEBIE NAUKI

Nauka to przecież najbardziej zaawansowany rodzaj aktywności intelektualnej, wynikający z wyjątkowej zdolności człowieka do poznawania rzeczywistości i, w następstwie tego, kreowania nowych jej form. Ta zdolność, motywowana nierozpoznanym w pełni imperatywem tkwiącym w człowieku i nakazującym mu podejmowanie wyzwań, stanowi o istocie nauki zarówno w jej warstwie poznawczej, jak i kreatywnej. Te jedyne w swoim rodzaju intelektualne cechy człowieka spowodowały, że ludzkość okazała się, jak dotychczas, jedynym znanym gatunkiem zdolnym do stworzenia cywilizacji, a badania, jako podstawowa metodologia nauki, obejmować muszą obydwa te warunkujące się nawzajem aspekty, czemu w naszym potocznym nazewnictwie odpowiadają znane wszystkim terminy: „badania podstawowe” i „badania stosowane”.

Mówi się czasem, że rolą nauki jest poznawanie prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Te dwa słowa – „otaczającej nas” – stawiają człowieka jakby poza tą rzeczywistością, czyniąc z niego zewnętrznego obserwatora i kreatora. A przecież jest on w istocie częścią rzeczywistości i to częścią najważniejszą, ponieważ, jak na razie, jest jedynym znanym rezultatem ewolucji wszechświata, stanowiącym jednocześnie podmiot poznający i przedmiot poznawania. Ten zdumiewający fakt doprowadził uczonych do sformułowania Zasady Antropicznej, stawiającej ponownie człowieka w sytuacji szczególnie wyróżnionej w stosunku do reszty wszechświata. To właśnie stanowi, że nauka jest w swej istocie głęboko humanistyczna.

Jeżeli mówimy o zagrożeniach wynikających z rozwoju nauki, należy je wiązać z kreatywnymi zdolnościami człowieka do zmieniania świata. To w tym obszarze badawczym mogą pojawiać się problemy i rozterki natury moralnej – dylematy: podejmować badania czy też nie. Także w tym obszarze jest miejsce na to, co we współczesnym świecie zinstytucjonalizowanej nauki nazywa się polityką naukową motywowaną potrzebami rozwoju społeczeństw.

Nauka we współczesnym świecie straciła wiele ze swej uprzedniej autonomii, której swoistym symbolem jest wieża z kości słoniowej, a stała się formą społecznej aktywności intelektualnej stymulowanej strategią rozwojową państw i stanowiącą obszar aktywności politycznej rządów.

Nikogo, jak sądzę, nie muszę przekonywać o istnieniu cyklicznych zjawisk makroekonomicznych, ściśle powiązanych z przełomowymi odkryciami naukowymi wyznaczającymi nowe rubieże działalności przemysłowej, a tym samym organizację społeczeństwa.

Wiek XIX to rozwój przemysłu wykorzystującego termodynamikę i naukę o elektryczności. Wiek XX rozpoczął się fundamentalnymi odkryciami i zrozumieniem natury mikroświata. To czas atomu i elektroniki. Ale także ogromnego postępu w chemii, biologii i medycynie, który przyniósł m.in. znaczące wydłużenie średniego czasu życia. A początek XXI wieku to czas informatyki, biotechnologii, inżynierii genetycznej ze wszystkimi niesłychanie złożonymi i trudnymi problemami natury etycznej i moralnej, o których tak wiele dyskutuje się na niespotykaną dotychczas skalę społeczną.

Znaleźliśmy się w nadzwyczajnym momencie historii ludzkości, skłaniającym do poważnej refleksji. Gwałtowny rozwój technologii, zwłaszcza w zakresie komunikacji, już teraz zmienił oblicze świata. Czas przepływu informacji liczony jest w ułamkach sekund, gdy jeszcze nie tak dawno poczta kurierska potrzebowała dni, a nawet miesięcy, na przekazanie ważnych informacji decydujących o losach świata. Ta wielka rewolucja technologiczna stworzyła wspaniałe możliwości rozwoju społecznego. Przyniosła, niestety, również i pogłębienie nierówności w możliwościach efektywnego ich spożytkowania, głównie z powodu narastających różnic w zamożności społeczeństw. Podobne obserwacje dotyczą medycyny, rolnictwa i wielu innych dziedzin.

CZŁOWIEK I NAUKA

Jakie więc kierunki badawcze nauki należy uznać za priorytetowe? Czym mamy zajmować się w polskiej nauce, w tym również w instytutach PAN? Trudno oczekiwać, że ktokolwiek jednoosobowo będzie w stanie odpowiedzieć na te pytania. Szukając jednak odpowiedzi w skali polskiej należy odnieść się do długookresowych trendów w nauce o charakterze globalnym.
Dzięki wypracowaniu spójnych procedur naukowych byliśmy w stanie poznać i zrozumieć zjawiska przyrodnicze zachodzące zarówno w skali kosmicznej, jak i w mikroświecie. Zdobyliśmy wiedzę o zjawiskach, których charakterystyczne czasy i wymiary rozciągają się na kilkadziesiąt rzędów wielkości. Wiemy, z jakich składników zbudowana jest materia. Wiemy także wiele o oddziaływaniach pomiędzy obiektami materialnymi. Człowiek – ten wyjątkowy obserwator – dzięki zmysłom, wspartym zbudowanymi przez siebie narzędziami, był w stanie zgłębić największe tajniki przyrody.

Paradoksalnie jednak, człowiek mogący poznać i zrozumieć otaczający go świat, nie był w stanie dostatecznie poznać i zrozumieć samego siebie. Na początku rozwoju nauki ten paradoks był jedynie przedmiotem rozważań filozoficznych. W miarę rozwoju nauk ścisłych –matematyki, fizyki czy chemii – nauki o człowieku przestały być naukami wyłącznie obserwacyjnymi, fenomenologicznymi. Swoistą kulminacją tego procesu była identyfikacja naszego genomu. To krok milowy, ale tylko krok i co więcej wywołujący uczucie poważnego zawodu w stosunku do nadziei z nim związanych. Kod genetyczny jawi się coraz bardziej jako rodzaj instrukcji czy programu określającego wyłącznie strukturę morfologiczną organizmów. Nie wyjaśnia ogromnych i zupełnie fundamentalnych pozamorfologicznych różnic pomiędzy człowiekiem a niższymi organizmami.

Na końcu szeregu wielkich pytań i wyzwań naukowych, związanych z człowiekiem jako podmiotem poznającym i zarazem przedmiotem poznania, stoi największe z nich – czym jest rozum i jak działa mózg. Nie jest nawet oczywiste, czy kiedykolwiek będziemy w stanie na nie odpowiedzieć. A nie jest to li tylko sprawa o charakterze metafizycznym, bo zatrąca o znany z mikroświata związek przyczynowo-skutkowy pomiaru oraz właściwości obiektu, którego ten pomiar dotyczy.

Warto w tym kontekście raz jeszcze zastanowić się nad konsekwencjami nadzwyczajnej roli i miejsca człowieka w przyrodzie. Jako jedyna istota żyjąca może on bowiem, dzięki swym zmysłom i rozumowi, nie tylko poznawać świat i odkrywać prawa nim rządzące, ale dzięki umiejętności korzystania z zebranych informacji ma również umiejętność zmieniania otaczającego go świata. Z jednej strony, mamy więc zdolności poznawcze, a z drugiej kreatywność. To nie tylko dwie strony tej samej monety. To dwie nierozłączne cechy człowieka, stanowiące o jego wyjątkowości w przyrodzie. I dlatego przeciwstawianie sobie badań podstawowych i stosowanych jest stwarzaniem pozornej antynomii. Przecież pierwsze to nic innego, jak emanacja zdolności poznawczych człowieka, a drugie – jego kreatywności. I tak, jak nie ma sensu przeciwstawianie sobie tych dwóch cech rodzaju ludzkiego, tak równie bezpłodne i szkodliwe jest przeciwstawianie nurtu aplikacyjnego badaniom czysto poznawczym.

O wielkim znaczeniu nauki decyduje jej wielorakość, wielopłaszczyznowość, naturalna interdyscyplinarność i to, co jest jakże często nie rozumiane przez tych, którzy pragną widzieć jedynie praktyczną stronę badań naukowych, a mianowicie nieprzewidywalność. Przecież przewidzieć można jedynie to, o czym wiemy bardzo wiele. Odkryć zaś można tylko to, co jest ukryte, nieznane, zagadkowe. A przecież właśnie odkrycia są solą nauki i jej sensem.

I jeszcze jedna, zupełnie fundamentalna cecha nauki, o której jakże często zapominamy w obecnym skomercjalizowanym świecie. To prawo do błędu i porażki. Nauka sama z siebie nie jest i nie może być pasmem sukcesów. Bo właśnie dzięki błędom i porażkom możliwe jest poznawanie i rozumienie świata i tym samym postęp w nauce.

WYZWANIA NAUKOWE

Jakie są więc konkretne wyzwania, które nauka stawia współczesnemu człowiekowi. I jakich odpowiedzi lub rozwiązań szukamy? O człowieku nauka mówi od zarania dziejów. Przez wieki była to czysta empiria. Wielki rozwój nauk ścisłych, z ich immanentnym redukcjonizmem, dał jednak podwaliny pod poszukiwania odpowiedzi na pytania dotyczące funkcjonowania znacznie bardziej złożonych organizmów, w tym człowieka i społeczeństwa.

Sądzić należy, że przede wszystkim właśnie na tym obszarze, umownie nazywanym BIO, szukać należy inspiracji do poważnych badań naukowych, również w Polsce. Ten obszar, to jednak nie tylko sztandarowa biologia molekularna i inżynieria genetyczna. To także medycyna oraz szeroko rozumiana humanistyka. Warto i o tym aspekcie pamiętać. Znaczenie nauk o człowieku wynika z jego odosobnienia jako podmiotu poznającego i zarazem przedmiotu poznawanego o wyjątkowych i niepowtarzalnych w przyrodzie cechach. Człowiek jest nie tylko istotą biologiczną. Jest również istotą społeczną oraz historyczną, obdarzoną niespotykanymi cechami psychicznymi, zdolną do poznawania i kreowania rzeczywistości materialnej i kulturowej. Odnosi się to do człowieka jako jednostki, jak i do ludzkości jako gatunku. Ta syntetyczna definicja zawiera w sobie obszary badawcze związane z człowiekiem. Określa również znane wszystkim i nabierające znaczenia dyscypliny naukowe z obrębu klasycznych nauk humanistyczno-społecznych oraz biologicznych i medycznych.

Drugi, wielki i nowy krąg badawczy, nazywany INFO, pod pewnymi względami bliski poprzedniemu, to szeroko rozumiana informatyka: od urządzeń kodujących i dekodujących informację, przez środki jej przesyłania i oprogramowanie, po ogromny zakres społecznych skutków dostępu do terrabitów zalewających nas zewsząd informacji, najczęściej bezużytecznych i niemożliwych do racjonalnego wykorzystania.

Mówiąc o wielkiej rewolucji informatycznej końca XX i początku XXI wieku należy pamiętać o stworzeniu zupełnie nowej gospodarki dzięki skonstruowaniu, a potem masowej produkcji komputerów – początkowo dla wojska i wielkiego biznesu, a dzisiaj osiągalnych nawet dla średnio zamożnych rodzin. To także wielki przełom kulturowy, porównywalny z odkryciem i upowszechnieniem kina, radia i telewizji. Sam wynalazek komputerów nie wywołałby jednak tak wielkiej rewolucji, gdyby nie możliwość łączenia ich w sieć. Sądzę, że nawet najwięksi wizjonerzy nie są w stanie przewidzieć dalszego ciągu tej rewolucji technicznej i społecznej.

Jedno jest pewne – jesteśmy świadkami nieodwracalnej i wielkiej przemiany społecznej. Jeszcze parę lat i kolejne pokolenia nie będą w stanie wyobrazić sobie świata bez Internetu i masowego zastosowania informatyki, podobnie jak nam przychodzi z trudnością wyobrazić sobie świat bez telewizji, niezależnie od negatywnych skutków społecznych, jakie ona ze sobą niesie. Jakże ogromne to pole również dla badań społecznych i szeroko rozumianej humanistyki.

Trzeci wielki obszar na styku badań podstawowych i stosowanych to dziedzina najbliższa moim osobistym zainteresowaniom, tzn. nauka o materiałach i nowych technologiach, w skrócie zwany TECHNO. Pierwszy tranzystor, centralny obiekt współczesnej elektroniki, zbudowano w laboratoriach Bella pół wieku temu. I wtedy też pojawiła się jedna z pierwszych prac na temat fizyki tzw. złącza p-n, podstawowej cegiełki mikroświata elektronicznego autorstwa twórcy polskiej szkoły fizyki półprzewodników – a także mojego mistrza i nauczyciela – prof. Leonarda Sosnowskiego. Dzisiaj submikronowa technologia pozwala na konstrukcję procesorów składających się z setek milionów tranzystorów na płytce krzemu wielkości paznokcia. I to nie koniec wyścigu. Już potrafimy bowiem konstruować tranzystory jednoelektronowe. Mechanika kwantowa na stałe weszła do komercyjnych urządzeń współczesnej elektroniki. Czymże innym, jak nie właśnie wykorzystaniem subtelnych oddziaływań kwantowych, jest spintronika – dziedzina, której korzeni sporo w Polsce.

Jakich więc technologii możemy spodziewać się w nadchodzących latach? Po pierwsze, wspomniane nanotechnologie, czyli umiejętność manipulacji materią na poziomie molekularnym. Kolejny domena to fotonika, czyli, w pewnym uproszczeniu, „elektronika”, w której fotony zastąpią elektrony w procesie transportu i obróbki informacji. Przyzwyczajeni do absolutnej dominacji krzemu nie dostrzegamy swoistego powrotu do natury, tzn. półprzewodników organicznych. Ciekłe kryształy, organiczne panele elektroluminescencyjne, to dopiero początek fascynującej rewolucji technologicznej, która niesie ze sobą początek ery tzw. inteligentnych materiałów i procesów. Procesów, które zasadzają się na zrozumieniu i wykorzystaniu takich naturalnych zjawisk w przyrodzie, jak samoorganizacja. Nieodległy już pewnie więc czas, gdy będziemy mogli, korzystając z procesu kodowania i samoorganizacji, „zanurzać” odpowiednie podłoże do odpowiedniego roztworu, by po pewnym czasie otrzymać żądane urządzenie. A czyż nie tak właśnie powstają nowe organizmy żywe, w których informacja zakodowana w molekułach DNA wymusza wzrost określonych komórek i całych organizmów?

Nowe materiały to nie tylko elektronika. To, co niedawno wykonywano w jednostkowych egzemplarzach w przemyśle kosmicznym, dzisiaj trafiło wręcz do sklepów osiedlowych. Nowe tworzywa sztuczne stają się nie tyle zamiennikiem, co wzbogaceniem materiałów naturalnych – od przemysłu lekkiego poprzez produkty przemysłu ciężkiego do budownictwa. Nie widać granic w tego wspaniałego pochodu wiedzy. Pamiętać jednak zawsze należy o korzeniach nauki o materiałach – fizyce i chemii wspomaganych matematyką.

Człowiek jednak żyje nie tylko w społeczeństwie, ale i w środowisku naturalnym na planecie Ziemia. Planecie, która daleka jest od pełnego poznania i zrozumienia zachodzących na niej zjawisk. System naczyń połączonych, jakim jest przyroda, ulega coraz większym modyfikacjom i zaburzeniom w wyniku działalności człowieka. Zwrócę uwagę na jeden tylko aspekt tego dylematu. Człowiek zużywa i produkuje ogromne ilości energii i związanych z nią odpadów. To nie energetyka jądrowa jest największym zagrożeniem środowiska, ale spalanie produktów organicznych i gigantyczna emisja gazów cieplarnianych. Przecież zawartość dwutlenku węgla, podstawowego produktu spalania, wzrosła w atmosferze od początku rewolucji przemysłowej o blisko 1/3. Nie wiemy, gdzie jest granica katastrofy. Co do tego, że grozi nam ona w wyniku efektu cieplarnianego, nikt już nie ma najmniejszej wątpliwości.Nauka to nie tylko satysfakcja z poznawania świata. To także odpowiedzialność, tym większa, im większą wiedzą dysponujemy. Nikt z nas tej odpowiedzialności nie zdejmie. Bez etyki uprawianie nauki może stać się przekleństwem ludzkości. Do kogo jak nie do uczonych – członków Akademii, członków komitetów, rad i towarzystw naukowych oraz wszystkich organów samorządowych nauki – należy nie tylko ostrzeganie przed zagrożeniami, ale wprowadzenie i egzekwowanie odpowiednich reguł, norm i procedur? M.in. właśnie dlatego tak bardzo potrzeba w nauce autorytetów i mistrzów. Oni są bowiem jakże istotną częścią budowanego przez pokolenia dziedzictwa kulturowego, tradycji i mądrego spoglądania w przyszłość.

NAUKA I SPOŁECZEŃSTWO

Polska Akademia Nauk to przede wszystkim instytucja środowiska naukowego. I to nauka stanowi jej fundament oraz rację istnienia. Zastanawiając się nad przyszłością Akademii musimy podjąć próbę odpowiedzi na kilka niezwykle trudnych pytań o miejsce nauki w Polsce zarówno w horyzoncie najbliższych lat, jak i w skali pokolenia. Czego od nauki oczekujemy? Czy priorytetem w nauce polskiej ma być dzisiaj to, co w niej najlepsze, czyli badania podstawowe, czy też należy również podjąć ogromny wysiłek ściślejszego związania badań naukowych z potrzebami społecznymi i gospodarczymi? Czy prawo do swobody badań naukowych ma być równoznaczne z obowiązkiem finansowania ich przez państwo? Gdzie jest ten złoty środek godzący cele społeczne i uprawianie nauki jako intelektualnej konieczności?

Niejednokrotnie rozmawialiśmy o tych sprawach na forum Zgromadzenia Ogólnego. Częstokroć dochodziło w tych dyskusjach do bardzo ostrych polemik i bolesnych spięć nierzadko mających swe źródło w niedostatecznej wzajemnej chęci zrozumienia argumentacji adwersarzy.

Nauka jest niewątpliwie źródłem wielkiej osobistej satysfakcji intelektualnej każdego uczonego, ale jest także źródłem postępu cywilizacyjnego całej ludzkości i bogactwa krajów, które zdecydowały się wspierać badania naukowe. Nie przypadkiem Vannevar Bush, jeden z twórców amerykańskiej powojennej polityki naukowej, zatytułował słynny raport skierowany w lipcu 1945 roku do prezydenta Stanów Zjednoczonych Science – the endless frontier.

Przywołam w tym kontekście słowa Romano Prodiego, przewodniczącego Komieji Europejskiej: Europa bez badań naukowych i edukacji na najwyższym poziomie nie sprosta wyzwaniom XXI w. A te badania na najwyższym poziomie nie zaistnieją bez wspólnej i zharmonizowanej polityki naukowej zarówno na szczeblu Unii, jak i krajów członkowskich. I one, wraz z edukacją i innowacyjnym przemysłem, mają lec u podstaw, jak to określił Prodi, Nowego Renesansu Europejskiego.

Jakże więc zdumiewającym paradoksem i dramatem Polski ostatniej dekady jest brak realnej polityki naukowej państwa. Konsekwencją jej braku jest chroniczne niedofinasowanie nauki w naszym kraju. Polityka naukowa państwa to nic innego, jak odpowiedź na pytanie o wizję rozwoju kraju, o to czy chcemy państwa socjalnego, czy rozwojowego. A nie są to pytania resortowe, lecz najważniejsze pytania dla władz państwowych: parlamentu, prezydenta i rządu. Warunkiem podstawowym stworzenia podwalin polityki naukowej państwa – warunku sine qua non budowania społeczeństwa opartego na wiedzy – są trzy elementy: powszechność zrozumienia, że nauka i edukacją są kluczowymi instrumentami rozwoju państwa; zrozumienie konieczności systemowego powiązania edukacji, nauki i innowacyjnej gospodarki oraz wspólne jej tworzenie przez środowiska: gospodarcze, bo tylko one mogą rzeczowo odpowiedzieć na pytanie: po co?; naukowe, bo one najlepiej wiedzą co w nauce jest ważnego i perspektywicznego oraz jakimi zasobami ludzkimi możemy dysponować, by realizować tę politykę w krótkiej i dłuższej perspektywie czasowej; decyzyjne, bo tylko one mogą odpowiedzieć, jakich struktur użyć i na jaką skalę angażować ograniczone środki państwowe.
To są warunki o charakterze wewnętrznym. Równie ważne są warunki zewnętrzne, międzynarodowe. Jednym z najpowszechniej używanych określeń stanu gospodarki światowej jest globalizacja. To już nie są futurystyczne mrzonki i przewidywania wizjonerów, ale obiektywna prawda będąca konsekwencją m.in. ogromnego postępu w zdobywaniu i wykorzystywaniu zasobów intelektualnych. Przez świat przetaczają się protesty przeciwników tego procesu. Przybierają częstokroć formy skrajne. Dla ludzi nauki ten nieuchronny proces powinien być jednak źródłem konstruktywnej refleksji, a nie frustracji.
Priorytety i akademia
Jedynym antidotum na narastające nierówności społeczne jest dostęp do edukacji. Tylko społeczeństwa wykształcone mogą z całym dobrodziejstwem przyjąć i wykorzystać to, co niesie wiedza i wynikający z niej postęp cywilizacyjny. Pojawia się w tym kontekście pytanie, czy nas na to stać. Jest to pytanie zasadne, jeśli uzmysłowić sobie skalę zaangażowania finansowego wielkich korporacjach i organizmów państwowych w badania i rozwój. Wynika z tego efekt skali: programy UE to sumy rzędu 15 mld zł rocznie. Wielkie korporacje samochodowe – jak General Motors, Ford, Daimler-Chrysler – wydają ponad 20 mld zł rocznie. Potęgi farmaceutyczne – Novartis, Roche, Pfizer – jak rzadko które korporacje korzystające z osiągnięć najnowszej nauki, wydają na B+R sumy rzędu 10 mld zł rocznie. A cóż może uczynić nauka w Polsce dysponując sumami blisko 10 razy mniejszymi? Pozornie niewiele, ale fakt ograniczenia możliwości powinien skłaniać do znacznie poważniejszej refleksji i odpowiedzi na pytanie: czy Polskę stać na tak ogromne rozdrobnienie rynku naukowego, z jakim mamy do czynienia obecnie?

W związku z tym pojawia się oczywiste pytanie o priorytety badawcze. Niestety, póki co jest to pytanie retoryczne, bo jak na razie minęło dziesięciolecie od początku transformacji ustrojowej, a nadal nie dokonano swoistego bilansu otwarcia w nauce. Wiemy, ilu jest profesorów, adiunktów, ile instytutów, ale czy naprawdę wiemy, czego można od nich oczekiwać. I na dodatek, stawiając sprawę jasno, z brutalną szczerością, czy ktokolwiek zarówno po stronie rządu – dawcy skąpych środków, i po stronie ludzi nauki – beneficjantów tychże środków, ma dostatecznie dużo determinacji i odwagi, by takiego bilansu dokonać? Zapatrzeni na wzorce unijne, często zatracamy chyba zdrowy rozsądek i wręcz godność. Zgodnie z cytowanym apelem Romano Prodiego, nie kopiujmy ślepo dyrektyw Brukseli, lecz dążmy do większego zharmonizowania naszych możliwości z potrzebami kraju i partnerów unijnych.

Nasze środowisko, świadome tej sytuacji, próbuje wyjść naprzeciw przedkładając analizy i ekspertyzy, takie jak ta autorstwa Komitetu Prognoz „Polska 2000+” o strategii Polski do 2020 roku. Póki co, rezonans środowiska polityków na te opracowania jest, niestety, incydentalny.

Przyszły rozwój kraju nie będzie możliwy bez poważnych i długofalowych inwestycji w edukację i naukę. Naukę uprawianą indywidualnie i w małych grupach, ale także w dużych, częstokroć interdyscyplinarnych zespołach badawczych. Właśnie dlatego nie wolno dopuścić do rozproszenia i tym samym zniszczenia centrum badawczego Akademii. Podobnie jak to miało miejsce w czasie odbudowy kraju po wojnie, tak i teraz Akademia może i powinna odegrać znacząca rolę w kultywowaniu i rozwoju badań naukowych w kraju. Jednak nie jako instytucja antagonistyczna do placówek szkolnictwa wyższego, ale ściśle z nimi współpracująca i zharmonizowana.

Od początku obecnej kadencji władz PAN toczy się poważna dyskusja nad przyszłym kształtem Akademii. Można z niej wyprowadzić następujące ogólne wnioski. Akademia powinna stać się rzeczywistą, uznaną przez całe polskie środowisko naukowe jego reprezentacją. Jako instytucja państwowa, którą winna pozostać, powinna stać się swoistym centrum referencyjnym i eksperckim w zakresie wiedzy oraz zaawansowanych technologii.

Akademia stanowić powinna rodzaj narodowego centrum badawczego otwartego na całe polskie środowisko naukowe, w którym nie tylko będą realizować się indywidualne talenty naukowe, ale również możliwe będzie podejmowanie badań na skalę niemożliwą w mniejszych i bardziej rozproszonych z natury rzeczy środowiskach uniwersyteckich. Akademia powinna być centrum polskiej humanistyki i opiekunem oraz badaczem narodowej spuścizny kulturowej, prowadząc ogólnopolskie i środowiskowe biblioteki, archiwa, muzea i wydawnictwa. Powinna być miejscem zaawansowanego kształcenia ustawicznego, powinna wspomagać, a nie zastępować uczelnie!

Realizacja takiej wizji jest możliwa, ale wymaga ogromnego wysiłku od nas wszystkich oraz, co szczególnie chcę podkreślić, zgody, która legła u podwalin Akademii 50 lat temu.
Każda społeczność powinna stawiać sobie ambitne cele do osiągnięcia. Zbudowanie społeczeństwa wykształconego i odpowiedzialnego, w którym wiedza będzie nie tylko źródłem dobrobytu, ale przede wszystkim drogowskazem w postępowaniu, jest takim wielkim celem. Polska nie ma w tej mierze wyboru. Albo przyjmie te cele jako swoje i włączy się do realizacji budowy Europy silnej gospodarczo, nowatorskiej i twórczej intelektualnie, albo zmarnuje tę wielką szansę, jaką dała nam historia w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia.

Prof. dr hab. Jerzy Kołodziejczak, fizyk, pełni obowiązki prezesa Polskiej Akademii Nauk.

Komentarze