W stronę historii

Moda na astrolabium

Miłość do astrolabium wygasła tak samo szybko, jak się pojawiła. Ponowny rozkwit zainteresowania przyrządem nastąpił dopiero w XX wieku. Piękno i precyzja astrolabium zaczęły przyciągać kolekcjonerów i hobbystów, naukowcy dostrzegli w przyrządzie spuściznę po swoich przodkach, a także doskonałą pomoc naukową.
Marcin Egert
 Fot. Stefan Ciechan
Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego posiada globus nieba i globus ziemi z pierwszej połowy XVI w., wykonane w pracowni Gerarda Mercatora.

Poszukując informacji o historii astrolabium natknąłem się na kilka bardzo interesujących przykładów współpracy nauki z biznesem. Obecnie panuje w zasadzie zgoda co do tego, że taka współpraca jest konieczna, a już na pewno bardzo wartościowa. Każdy może doszukać się wielu przypadków tego typu pozytywnych relacji na linii naukabiznes, kiedy to zdolni naukowcy zostają biznesmenami i sami dyskontują owoce swojej wiedzy. Nie chcę jednak pisać o dniu dzisiejszym. O wiele ciekawsze wydaje mi się cofnięcie o jakieś 700 lat i krótka wyprawa w świat, w którym połączenie nauki z działalnością komercyjną wcale nie było tak oczywiste. Zaznaczę od razu, że nie wiem czy opisane przeze mnie przypadki to pierwsze znane nam przykłady komercjalizacji nauki. Podejrzewam, że nie. Wydają się jednak na tyle ciekawe, że warto o nich wspomnieć. Pozwólmy zatem „przemówić” bohaterom tego tekstu.

Fusoris i hartmann

Już od XIV wieku rozpoczęły się w Europie lata olbrzymiej popularności jednego z najbardziej fascynujących przyrządów naukowych - astrolabium. W zasadzie trudno mówić tylko o popularności, to była prawdziwa fascynacja, która objęła zarówno sfery arystokratyczne (włączając w to dwory królewskie), duchowne, uniwersyteckie, jak też te znacznie biedniejsze, które, pomimo że nie mogły sobie pozwolić na najczęściej produkowane bardzo drogie i ekskluzywne przyrządy, zadowalały się jedną z ówczesnych nowości - papierowymi zestawami do samodzielnego złożenia (tak, tak, to bynajmniej nie jest wymysł naszych czasów). Tak wielkie zapotrzebowanie nie mogło oczywiście pozostać (i nie pozostało) bez odpowiedzi ze strony wytwórców. Początkowo przyrządy były produkowane przez mało znanych rzemieślników w niewielkich zakładach. Z czasem jednak sytuacja w tym zakresie zmieniła się diametralnie. Warsztaty zaczęły otwierać osoby bardzo znane i cieszące się dużym szacunkiem w sferach zupełnie innych niż rzemiosło.

Jedną z pierwszych osób o ugruntowanej pozycji, zarówno jako dostojnik kościelny, jak i naukowiec, która otworzyła komercyjny zakład rzemieślniczy, był Jean Fusoris. Urodził się on w Giraumont we Francji ok. 1365 roku. Otrzymał bardzo gruntowne wykształcenie akademickie. Nieobce mu były matematyka, astronomia, astrologia, filozofia, a także medycyna i teologia. Już w 1379 roku (miał ok. 14 lat) otrzymał swój pierwszy tytuł naukowy (odpowiednik naszego licencjata). Po krótkiej przerwie, którą spędził w zakładzie rzemieślniczym ojca, zdobywając wiedzę z zakresu praktycznej obróbki metali, powrócił do nauki i w 1391 roku uzyskał tytuł magistra. Cały czas kontynuował intensywne studia teologiczne, przy okazji wspinając się po stopniach zarówno kościelnej, jak i politycznej kariery. W trakcie swojej pracy naukowej zetknął się z wieloma opracowaniami na temat przyrządów astronomicznych, w szczególności zafascynowało go astrolabium. Oczywiście, nie pozostawał jedynie biorcą cudzych poglądów. Był autorem kilku prac z zakresu matematyki i astronomii, między innymi Trait? de cosmographie oraz Practique de l.astrolabe, pracy teoretycznej omawiającej usprawnienia wprowadzone przez niego do astrolabium. Co jednak najciekawsze, już pod koniec XIV wieku otworzył nastawiony na komercyjną działalność zakład rzemieślniczy zajmujący się produkcją przyrządów astronomicznych i rozpoczął ich sprzedaż we własnym sklepie w Paryżu. Było to bezprecedensowe wydarzenie. Osoba o jego pozycji i wpływach prowadząca komercyjne przedsięwzięcie, to nie było coś normalnego w ówczesnych czasach. Fusoris stał się pionierem tworzenia dość specyficznych zakładów rzemieślniczych, których właścicielami byli wybitni naukowcy i znani dostojnicy. Przy okazji warto zaznaczyć, że do naszych czasów przetrwało przynajmniej 13 przyrządów wykonanych w jego zakładzie.

Fusoris jest także jedną z pierwszych znanych mi ofiar nieuczciwych dłużników. W trakcie swojego pobytu w Anglii, gdzie był członkiem ambasady francuskiej, poznał biskupa Norwich Richarda z Courteny, który bardzo zainteresował się astrolabium i zakupił jeden z wykonanych u Fusorisa przyrządów. Niestety, „zapomniał” zapłacić. Kiedy po jakimś czasie naukowiec zawitał ponownie do Anglii, aby odebrać należność, rozpoczęła się właśnie wojna pomiędzy Anglią i Francją. Po powrocie do kraju Fusoris został uznany za szpiega i zesłany do Reims, gdzie jednak, pomimo odosobnienia, kontynuował przyjmowanie i realizację zamówień na przyrządy.

Innym doskonałym przykładem słynnego zakładu rzemieślniczego prowadzonego przez znanego naukowca może być założony w Norymberdze, mniej więcej w 1525 roku, zakład cieszącego się uznaniem matematyka, teologa i astrologa, uważanego za odkrywcę inklinacji magnetycznej, Georga Hartmanna. Ciekawostką biografii Hartmanna, oprócz oczywiście posiadania znanego zakładu rzemieślniczego, jest to, że podczas pobytu we Włoszech poznał on i zaprzyjaźnił się z bratem Mikołaja Kopernika - Andrzejem. Zakład Hartmanna zasłynął przede wszystkim z olbrzymiej liczby wykonywanych przyrządów. Wszystko to dzięki wprowadzeniu częściowego podziału pracy, który był czymś nowym i umożliwiał prawie masową (jak na tamte czasy) produkcję przyrządów. W zakładzie wykonywano kilka do kilkunastu przyrządów jednocześnie. Wszystko odbywało się w ten sposób, że poszczególne elementy były odpowiednio oznaczane, a następnie wykańczane w tym samym czasie przez różnych artystów. Wreszcie, kierując się oznaczeniami, składano je w jedną całość.

Frisius i mercator

Na koniec prawdziwa perełka - belgijskie miasto Louvain i tamtejszy ośrodek uniwersytecki. Mniej więcej od 1500 roku cieszył się on stale rosnącą sławą związaną przede wszystkim z tradycjami matematycznymi. Jako uczelnia prestiżowa przyciągał najzdolniejszych profesorów i studentów z całej Europy. Oprócz blasku intelektualnego, już od 1520 roku uniwersytet zaczął świecić nowym blaskiem, zupełnie już materialnym. Zasłynął z produkcji wysokiej jakości globusów, które powstawały przy okazji opracowywania różnego rodzaju geograficznych traktatów naukowych. Z czasem produkcja rozszerzyła się na pozostałe przyrządy, których używano i o których pisano w uczelni. Już od początku wyroby z Louvain słynęły z bardzo wysokiej jakości i dużych walorów artystycznych. Uniwersytet potrafił zebrać w jedno i przekuć na wyjątkowy produkt wiedzę swoich profesorów, zdolności artystów Antwerpii, a także środki finansowe, którymi regularnie wspierał go tron Habsburgów.

Przełomowym momentem w rzemieślniczej tradycji Louvain stało się jednak przybycie do miasta dwóch młodych mężczyzn. Byli to Gemma Frisius i Gerard Mercator. Pierwszy był profesorem medycyny i matematyki, który nauczał także astronomii i przy okazji pisał sporo na tematy związane z przyrządami astronomicznymi, drugi - uznanym kartografem, który przez pewien czas pobierał nauki u Frisiusa. Łączył ich ogromny talent i pasja w zakresie konstruowania przyrządów astronomicznych. Frisius współpracował początkowo z grawerem i uzdolnionym złotnikiem Gaspardem Van der Heydenem. Razem wykonali m.in. serię map i globusów.

Gemma Frisius, jak na naukowca przystało, nie ograniczał się tylko do prac praktycznych. Między innymi poprawił kilka znanych prac naukowych swojego czasu, był także autorem własnych opracowań. Cieszył się dużym uznaniem w kręgach naukowych i wiąże się z tym faktem jedna ciekawostka. Otóż ówczesny ambasador Polski w Brukseli John Flaxbinder, świadom ogromnych talentów Frisiusa, zaprosił go któregoś dnia do siebie i bardzo starał się przekonać, aby ten pojechał do Polski i rozpoczął współpracę z Mikołajem Kopernikiem. Propozycja była bardzo kusząca, jednak naukowiec nie skorzystał z niej i pozostał w Louvain. W 1534 roku został nauczycielem wspomnianego już Gerarda Mercatora i po kilku latach, poznawszy się na wyjątkowych talentach wychowanka, rozpoczął z nim współpracę. Razem opracowali szereg usprawnień astrolabiów, które stały się później charakterystyczne dla wszystkich przyrządów tego typu pochodzących z Louvain. Wymienię tu chociażby wprowadzenie dodatkowych linii horyzontu, co umożliwiło, w ograniczonym zakresie, wykorzystanie astrolabium na różnych szerokościach geograficznych bez konieczności podmiany tympanów czy też wmontowanie kompasu, co z kolei ułatwiało orientację przyrządu w przypadku wykonywania pomiarów kartograficznych i geodezyjnych. Oprócz usprawnień technicznych, nadali oni swoim przyrządom rys wyjątkowości poprzez niespotykane walory artystyczne wykonywanych prac. Ich sława szybko rozeszła się po ówczesnych salonach i zostali nawet odszukani przez nadwornego astrologa królowej Elżbiety I, znanego Johna Dee, który zakupił u nich kilka przyrządów.

Naukowcy w swoim warsztacie wykształcili także godnego siebie następcę, nie mniej znanego Gualterusa Arseniusa, po którym do naszych czasów przetrwały 43 instrumenty. Podobnie jak w przypadku opiekunów, wszystkie charakteryzują się wyjątkową wykwintnością formy. Sfery armilarne, astrolabia, pierścienie astronomiczne, teodolity i zegary słoneczne, które wyszły z jego rąk, są przyrządami wręcz luksusowymi.

Jako ciekawostkę dodam, że Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, wśród bogatego zbioru kartograficznego, posiada kilkadziesiąt globusów, wśród których najcenniejsze to globus nieba i globus ziemi z pierwszej połowy XVI w., wykonane w pracowni Gerarda Mercatora.

Schyłek i „drugie życie”

Gwałtowny rozwój rzemiosła związanego z instrumentami astronomicznymi stał się paradoksalnie źródłem spadku zainteresowania samym astrolabium. Producenci przyrządów i ich klienci w dążeniu do jak największej specjalizacji i dokładności opracowywali coraz to doskonalsze narzędzia. Coraz więcej z nich z powodzeniem wypełniało rolę do tej pory zarezerwowaną dla astrolabium. Do obserwacji astronomicznych coraz częściej używano teleskopu. Dokładne zegary wahadłowe budowane przez Huygensa sprawiły, że straciła na znaczeniu możliwość dokładnego odczytu czasu właśnie za pomocą astrolabium. Przyjęcie i zaakceptowanie keplerowskiego obrazu wszechświata oraz zrozumienie zasad proponowanych przez Newtona sprawiły, że także astrologia, która stanowiła potężną siłę napędową produkcji przyrządów, straciła na znaczeniu.

Te i wiele innych czynników sprawiło, że miłość do astrolabium wygasła tak samo szybko, jak się pojawiła. Europejskie społeczeństwo przestało potrzebować tego narzędzia. Końcówka XVII wieku to już schyłek zainteresowania. Nieco dłużej, bo do XIX wieku, astrolabium było jeszcze aktywnie wykorzystywane na Wschodzie.

Ponowny rozkwit zainteresowania przyrządem nastąpił dopiero w XX wieku. Piękno i precyzja astrolabium zaczęły przyciągać kolekcjonerów i hobbystów, naukowcy dostrzegli w przyrządzie spuściznę po swoich przodkach, a także doskonałą pomoc naukową. Co ciekawe, „odżyły” zakłady produkujące astrolabia i inne przyrządy astronomiczne. Może brak im już polotu poprzedników? Produkują głównie repliki znanych przyrządów, jednak sam fakt ich funkcjonowania jest niezwykle interesujący. W XX wieku, tak jak setki lat temu, prawie każdy może nabyć astrolabium, bardzo często wierną replikę przyrządów używanych setki lat temu. Kilka przykładów tych przyrządów można zobaczyć na stronie www.zegarysloneczne.pl.

Przedstawione przeze mnie przykłady to prawdopodobnie tylko wycinek fascynujących poczynań dawnych naukowców. Przy pisaniu tekstu starałem się weryfikować dostępne mi informacje w różnych źródłach, które, niestety, bardzo często są ze sobą sprzeczne. Mam nadzieję, że udało mi się uniknąć niedokładności i przekłamań. Przede wszystkim dlatego, że to nie one powinny zajmować uwagę czytelnika, bardzo chciałbym, aby przede wszystkim uwagę tę wypełniła historia astrolabium i nierozerwalnie związane z nią - historia nauki i tradycyjnego rzemiosła.

Marcin Egert, www.egert.pl, marcin@egert.pl