![]() |
| Stefan Moszczeñski |
Profesora Janusza Andrzeja Zakrzewskiego znam od paru dziesi±tków lat. Du¿o rozmawiali¶my o fizyce, ostatnio o fundamentalnym odkryciu pó³ wieku temu hiperj±der atomowych przez polskich uczonych Mariana Danysza i Jerzego Pniewskiego, których by³ uczniem. Kiedy przyszli do mnie z ¿on± Krystyn± z Lisowskich, synem profesorem Piotrem Zakrzewskim i wnuczk± Joann±, licealistk±, us³ysza³am na wstêpie: - Moi rodzice uwa¿ali siê za demokratów, to znaczy tradycje, genealogie, pochodzenie nie odgrywa³y roli. Liczy³y siê w³asne zas³ugi. O¶mieli³am siê zauwa¿yæ, ¿e taka postawa nale¿y do rdzennego zasobu polskiej tradycji inteligenckiej. Okaza³o siê, ¿e oboje, Janusz i Krystyna, s± pod tym wzglêdem bogaci.
Najwyrazistsze wspomnienia Janusza wi±¿± siê z... rokiem 1863, bliskim poprzez opowie¶ci babki, matki i ciotek, ¿ywo przypominaj±ce zdarzenia z Wiernej rzeki. W rodzinnych dworach ukrywano powstañców, przepisywano dokumenty. ¯eromski nale¿a³ do najchêtniej czytanych i mocno prze¿ywanych autorów, a literatura w ogóle nie tylko kszta³towa³a obraz ¶wiata minionego - z niej bra³y siê wzory postêpowania, w niej odbija³y postaci z najbli¿szego otoczenia.
W XIX stuleciu rodzina wysz³a ze szlacheckich gniazd Wielkopolski i Galicji do miasta. Janusz Zakrzewski pozna³ jeszcze Bronisze pod Warszaw±, maj±tek stryjecznego dziadka Stefana Moszczeñskiego, profesora SGGW, którego siostra Maria Bogdani zaszczepi³a przysz³emu fizykowi umi³owanie historii rodzinnej i narodowej oraz w³a¶nie literatury ojczystej. O literaturze najwiêcej w domu rozmawiano, przerzucaj±c siê cytatami z klasyków.
Jeszcze pod zaborami ¶wiat³ym Polakom zale¿a³o bardzo na szerzeniu wiedzy w ka¿dej dziedzinie ¿ycia. Stefan Moszczeñski w roku 1909 zorganizowa³ Zak³ad Ekonomiki Gospodarstw Wiejskich Towarzystwa Kursów Naukowych, a kilka lat pó¼niej opublikowa³ fundamentaln± pracê o prowadzeniu tych gospodarstw. W Polsce niepodleg³ej po¶wiêci³ siê badaniom z zakresu statystyki rolniczej i polityki agrarnej, wspó³tworz±c szko³ê zastosowañ matematyki w rolnictwie, bêd±c od roku 1919 profesorem SGGW. Podczas okupacji bra³ udzia³ w tajnym nauczaniu.
Po ojcu Janusz ma tradycje prawnicze. Liczni sêdziowie i adwokaci w tym pokoleniu pojmowali sw± pracê zawodow± jako s³u¿bê spo³eczeñstwu, które po latach niewoli uczy³o siê samorz±dno¶ci. Sympatie polityczne, zw³aszcza babki i matki, skupia³y siê na Marsza³ku, czyni±c zeñ dla m³odszego pokolenia wzór i mi³o¶ci ojczyzny, i demokratyzmu, pojmowanego jako równo¶æ ró¿nicowana indywidualnymi cnotami oraz dorobkiem.
Autorytetem bliskim by³ wuj Wac³aw Gajewski, jeden z czo³owych polskich genetyków, którego dobrze pamiêtam, gdy¿ chêtnie mówi³ o swojej dziedzinie badañ, a ta zawsze budzi³a ¿ywe zainteresowanie popularyzatorów. Za protest przeciwko ba³amuctwom £ysenki (pozna³ go osobi¶cie w Zwi±zku Radzieckim i okre¶la³ jako jednego z wp³ywowych szaleñców, charakterystycznych dla rosyjskiej kultury) profesor Gajewski zap³aci³ utrat± warsztatu naukowego na kilka lat.
Ma³¿eñstwo Janusza Zakrzewskiego z Krystyn± Lisowsk± przymno¿y³o rodzinie postaci zas³u¿onych dla nauki, a tak¿e uwydatni³o artystyczny w±tek tradycji, zaznaczony dot±d zainteresowaniami literatur± i odniesieniami do literackich wzorów. Babka Lisowska, mieszkaj±ca na Kaukazie, podtrzymywa³a niepodleg³o¶ciowe aspiracje i dzia³ania w¶ród tamtejszej polskiej kolonii. W 1918 roku nies³ychanym wysi³kiem zorganizowa³a powrót ca³ego tego licznego ¶rodowiska do kraju.
Ojciec, Zbigniew Piotr, urodzony w Gruzji, ukoñczy³ Politechnikê Lwowsk±, pó¼niej, do wybuchu wojny, pracowa³ w Instytucie Lotnictwa w Warszawie, zajmuj±c siê nowoczesnymi technikami spawalniczymi. Produkowali¶my wtedy bombowce „£o¶” i „Kara¶” - Zbigniew Lisowski uczestniczy³ we wdra¿aniu wyników badañ do praktyki przemys³u lotniczego. Po wojnie wyk³ada³ w Szkole Wawelberga i Rotwanda, nastêpnie w Politechnice Warszawskiej, znowu, jak dawniej, s³u¿±c wiedz± oraz in¿yniersk± intuicj± gospodarce.
Zainteresowania techniczne odziedziczy³ syn Bogdan, który jest elektronikiem i pracuje w miêdzynarodowym o¶rodku CERN pod Genew±.
W±tki humanistyczne i artystyczne, obecne dawno - jedna z babek Krystyny by³a pianistk± - przed³u¿aj± siê. Do nieco dalszej rodziny, z któr± wszak¿e utrzymywano bliskie kontakty, nale¿y pisarka i publicystka „Tygodnika Powszechnego”, zmar³a w 1983 roku Hanna Malewska. W na³êczowskim domu Malewskich „Maria” chronili siê podczas okupacji liczni krewni. Tam zjawi³ siê pewnego dnia ojciec Krystyny w polskim mundurze, który musia³ zmieniæ na cywilne ubranie, kiedy nie da³o siê d³u¿ej walczyæ, a trzeba by³o prze¿yæ, ¿eby utrzymaæ rodzinê i, jak zawsze, pomagaæ innym, bêd±cym w ciê¿szym po³o¿eniu.
To samo robili ró¿ni cz³onkowie rodziny Zakrzewskich. Wujostwo dzisiejszego profesora fizyki, Ewa i Janusz Sipaj³owie, zostali uhonorowani drzewkami Sprawiedliwych w¶ród Narodów ¦wiata, ale za dzia³alno¶æ w podziemiu akowskim wuja aresztowano. Obie rodziny moich rozmówców maj± w swojej historii wiele ¶wiadectw wierno¶ci idea³om patriotycznym i demokratycznym, o których us³ysza³am na pocz±tku spotkania.
Krystyna z Lisowskich Zakrzewska skoñczy³a po wojnie historiê sztuki. Córka Anna Jagielska - szko³ê muzyczn± i kursy mistrzowskie w Hiszpanii oraz Anglii. Gra na gitarze klasycznej i ¶piewa, koncertuj±c w ró¿nych krajach, a tak¿e uczy muzyki. Podzieli³y siê miêdzy rodzeñstwo m³odych Zakrzewskich dziedziczne zainteresowania.
Próbowa³am dociekaæ, jak ewoluuje poczucie powinno¶ci wobec szerszego otoczenia, wobec spo³eczeñstwa. Jaki kszta³t ma w nastêpnych pokoleniach patriotyzm. Janusz, dzi¶ „starszy w rodzie”, powiedzia³, ¿e choæ jasne by³o, i¿ nie akceptuj± powojennej rzeczywisto¶ci, ani on ani inni cz³onkowie rodziny nie starali siê od niej odwracaæ. Do¶æ d³ugo by³y w domu plecaki z ciep³± odzie¿± na wypadek wywózki. Krystyna pamiêta to samo, a jednocze¶nie wspomina swoj± szkoln± i studenck± m³odo¶æ jako prze¿yt± „normalnie”. Uwa¿a dzisiaj, ¿e za ma³o mówi³a swoim dzieciom o dramatycznych prze¿yciach wojennych, które s± przecie¿ czê¶ci± tak¿e ich w³asnej historii. Nadrabia to jeszcze.
Fizyka by³a wyborem Janusza Zakrzewskiego dyktowanym zainteresowaniami - bezpo¶rednich wzorów nie wymienia. Jakie¶ znaczenie mog³a mieæ dobra s³awa wydzia³u, który pó¼niej ukoñczy³ w Uniwersytecie Warszawskim. Oczekiwaniem nigdy wobec dzieci nie wys³owionym, ale oczywistym, by³y studia, pragnieniem rodziców, by zajê³y siê tym, co w ich otoczeniu ceniono bardzo wysoko - prac± naukow±. Siostra Janusza, Teresa z Zakrzewskich Sawicka, jest doktorem habilitowanym biochemii, jej m±¿ profesorem medycyny, specjalist± w zakresie histopatologii.
On sam doktorat zrobi³ w Bristolu, w Anglii. Od roku 1976 jest profesorem zwyczajnym rodzimej uczelni, nieco krócej cz³onkiem PAN, a tak¿e PAU i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Zajmuje siê fizyk± wysokich energii i cz±stek elementarnych, maj±c w dorobku liczne publikacje z tych dziedzin. Profesor Zakrzewski nieraz opowiada³ mi o prze¿yciach zwi±zanych z „autentycznym przenikaniem materii”, jakie by³y jego udzia³em podczas pracy z takimi badaczami, jak wspomniani na pocz±tku Danysz i Pniewski, albo w zespo³ach przoduj±cych laboratoriów zagranicznych.
Pod koniec spotkania wróci³a w rozmowie literatura. D³ugo kszta³towa³a obraz ¶wiata bardziej ni¿ realne do¶wiadczenie. - Je¿eli w czym¶ uczestniczy³em, to na ogó³ dlatego, ¿e mnie ¿ycie wci±ga³o, ¿e ludzie, do których mia³em zaufanie, do czego¶ mnie namawiali. Za najwymowniejszy przyk³ad uwa¿a przyjêcie funkcji prorektora UW do spraw studenckich w 1980 roku. Namawiali do tego wuj Gajewski i inny wybitny genetyk W³adys³aw Goldfinger-Kunicki. Pamiêtam rektora Zakrzewskiego z dyskusji telewizyjnej o potrzebnych i przewidywanych reformach w szkolnictwie wy¿szym. Æwieræ wieku pó¼niej us³ysza³am: - Prze¿y³em okres wielki w sensie historycznym, a zarazem nies³ychanie ciê¿ki, mo¿e najciê¿szy w ¿yciu. Odpowiedzialno¶æ za studentów, lêk o ich los wobec nieustaj±cych nacisków w³adz, czarne przewidywania dalszego biegu spraw ojczystych, przypomina³y profesorowi fizyki przeczytane ksi±¿ki o tym, „jakie bywa³y losy wspania³ej m³odzie¿y w historii Polski”.
S³u¿bê publiczn± pe³ni kszta³c±c m³odzie¿. To uwa¿a za g³ówn± swoj± powinno¶æ. Staraj±c siê daæ studentom nie tylko wiedzê z fizyki, ale te warto¶ci, które sam ceni najbardziej, to jest przede wszystkim uczciwo¶æ - intelektualn± i cz³owiecz±, co dzieñ obowi±zuj±c±, tak¿e kulturê obcowania wzajemnego i kulturê jêzyka, na któr± uwra¿liwi³a go trwale literatura.
Profesor Zakrzewski m³odszy, Piotr, wiele z tego, co uzna³ za wa¿ne, czemu chce byæ wierny, wyniós³ z domu, jakkolwiek rozmów takich, jak ta podczas naszego spotkania, kiedy próbuje siê nazywaæ poszczególne sk³adniki rodzinnej tradycji i domowego klimatu, raczej nie pamiêta. Poszed³ ¶ladem ojca, zajmuj±c siê nauk± „bardziej teoretyczn± czy te¿ bardziej podstawow±” ni¿ fizyka cz±stek. Jest specjalist± od teorii mnogo¶ci. Studentów tak¿e stara siê nie tylko uczyæ, ale formowaæ wedle wzorów uznanych za najlepsze i dla niego samego najbardziej ponêtne. W dydaktyce uniwersyteckiej widzi s³u¿bê innym i pe³nienie powinno¶ci obywatelskiej, nie znajduj±c w sobie predyspozycji do udzia³u w ¿yciu publicznym na forum szerszym ni¿ akademickie. Kultywuje zainteresowania literackie, co owocuje praktycznie g³o¶nym czytaniem ksi±¿ek kolejnym córkom, teraz najm³odszej. Najstarsza zaczê³a studia i pewnie pójdzie drog± przodków, choæ jej, tak jak rodzicom, niczego nie nakazywano.
Na sam koniec spyta³am wyra¼nie, czy to, czego Krystyna i Janusz oczekiwali od swoich dzieci (nie formu³uj±c wprost), czego oczekuj± od wnuczek, spe³nia siê? Powiedzieli, ¿e tak, dodaj±c: - Nie zdarzy³o siê im dot±d zrobiæ niczego, co by³oby nie do usprawiedliwienia. A co by³oby czym¶ takim? - pyta³am syna i wnuczkê. Pogarda dla innych, a nawet tylko brak szacunku. Joanna wyzna³a, ¿e ca³kiem niedawno dowiedzia³a siê, co to jest antysemityzm i ¿e takie zjawisko istnieje. S³uchaj±c nas, starszych, uprzytomni³a sobie, jak mocno to wszystko, o czym mówili dziadkowie, nasyci³o atmosferê jej dziecinnego domu, choæ nigdy nie s³ysza³a w nim „kazañ”, choæ zdawa³o jej siê, ¿e wymagania s± niewielkie, a spodziewania dotycz± tego, co najbardziej naturalne, jak wiara, mi³o¶æ wzajemna rodziców i dzieci, nadzieje na ich przysz³e wybory i dobre skutki wyborów ¿yciowych. Pytanie o to, do czego rodzinna tradycja, jak j± opisali przedstawiciele trzech pokoleñ, zobowi±zuje, wywo³a³o krótk± stanowcz± odpowied¼: - Do identyfikowania siê z tym wszystkim.