Rody uczone (97)

Witwiccy

Władysław Witwicki skupił w sobie wiele talentów. Zdaniem bratanka, &8222;stworzył własny świat poglądów, sposobów zachowania, dróg do prawdy&8221;.
Magdalena Bajer
Władysław Witwicki

Najdawniejsi ze znanych Witwickich - pamięć rodzinna sięga połowy XVII wieku - nosili imiona: Bazyli, Teodor, Samuel. Potem były Michały, Jany, Stefany. Pieczętowali się starym herbem Sas. Profesor Michał Witwicki, architekt i konserwator, tak zaczął rodzinną opowieść: &8222;My jesteśmy z najemnego żołdactwa. Kazimierz Wielki, zdobywszy Grody Czerwieńskie, nie miał ich kim obsadzić, sprowadził więc z Wołoszczyzny ród Dragów Sasów, dając im nadziały ziemi na południe od Lwowa - od Sanoka po Kołomyję&8221;.

Jak Rusini w Polskę wrastali

Licznie rozrodzeni, ubożeli z czasem, a droga awansu ze szlacheckiej zagrody wiodła albo poprzez stan duchowny w obrządku prawosławnym, później greckokatolickim, albo służbę ekonoma bądź rządcy w majątkach ziemskich. Dalszym dopiero etapem, w XIX wieku, było miasto i status inteligencki, co łączyło się ze zmianą języka (z rusińskiego na polski) oraz obrządku.

Wielką karierę zrobił syn najzamożniejszych mieszkańców Witwicy, Stanisław, który przywdziawszy suknię duchowną, po studiach w Polsce i za granicą, doszedł do godności arcybiskupa poznańskiego i został kierownikiem kancelarii Jana III Sobieskiego.

Do rzędu &8222;encyklopedycznych&8221; Witwickich należy Mikołaj, pionier i propagator pszczelarstwa, autor podręczników z tej dziedziny wydawanych w Polsce i Rosji.

W porządku chronologicznym mój rozmówca - badacz genealogii swojej rodziny - wspomina profesora Liceum Krzemienieckiego, a po likwidacji szkoły - kijowskiego uniwersytetu, oraz jego syna, który opuścił kraj i zapoczątkował żyjącą do dzisiaj francuską linię Witwickich.

Do Ameryki wyemigrował Stefan, działacz niepodległościowy... ukraiński i był prezydentem Ukraińskiej Republiki Ludowej na obczyźnie. - Siedzieliśmy okrakiem między dwoma narodami. Mam teraz bliskie kontakty z tą częścią lwowskiej inteligencji, która chce pojednania.

Sofron Witwicki poszedł pierwszą z wymienionych wyżej dróg i służąc Bogu na probostwie w rodzinnych stronach rozmiłował się w huculszczyźnie. Pierwsze książki o mieszkańcach połonin pisał po polsku, po ukraińsku zaś dramaty historyczne. Na tej postaci zamykają się (wedle kryteriów genealogicznych) dzieje rodu, a zaczyna rodzinna historia utrwalona we wspomnieniach potomków, którą prof. Michał Witwicki starannie bada i zapisuje. Pierwszy zeszyt ma na stronie tytułowej herb i dewizę: &8222;Dla pamięci i honoru domu mego&8221;.

Wybuch talentu

Tak mój rozmówca określa pojawienie się na polskim horyzoncie intelektualnym swego stryja Władysława Witwickiego, konstatując, że w jego rodzinie inteligenckie kariery zaczęły się późno. Urodzony w roku 1878 w Lubaczowie, najmłodszy syn pisarza sądowego, ukończył gimnazjum we Lwowie, po czym studiował w Uniwersytecie Jana Kazimierza filozofię, stając się później jednym z mistrzów Lwowskiej Szkoły Filozoficznej, powołanej do życia przez Kazimierza Twardowskiego. W domu panowała atmosfera uznania dla twórczych ambicji - jedna z sióstr została zakonnicą i przez kilkanaście ostatnich lat życia, już w trudnych powojennych warunkach, zarządzała zgromadzeniem szarytek oraz jego znacznymi dobrami w Przeworsku. Syn Tadeusz, ojciec profesora Michała, nie mogąc sobie pozwolić na kosztowne studia medyczne, ukończył historię i uczył w gimnazjach, a w Drugiej Rzeczypospolitej został wizytatorem szkół.

Władysław skupił w sobie zaiste wiele talentów. Zdaniem bratanka, &8222;stworzył własny świat poglądów, sposobów zachowania, dróg do prawdy&8221;. Gdy uczył w gimnazjum, zastępując pewnego razu polonistę, wypełnił lekcję rysowaniem scen z Pana Tadeusza. Rysował znakomicie, co można zobaczyć przeglądając jego książki, które sam ilustrował. Zdaniem bratanka, malował gorzej, gdyż założona wierność prawdzie krępowała wyobraźnię.

W historii nauki zapisał się przede wszystkim jako jeden z ojców psychologii polskiej, twórca m.in. teorii uczuć, teorii sprzeczności, pionier psychologii społecznej, ale jego zainteresowania obejmowały także psychologię religii, etykę, estetykę. W każdej z tych specjalności publikował podręczniki, monografie i artykuły naukowe. Najbardziej znane książki to: Zarys psychologii (1928), Wiadomości o stylach (1934), Platon jako pedagog (1947), Pogadanki obyczajowe (1957), Przechadzki ateńskie (cykl pogadanek radiowych opublikowanych z rysunkami autora).

W roku 1904 Władysław Witwicki został docentem UJK, a w 1919 powierzono mu Katedrę Psychologii Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego. Zamieszkawszy w domu profesorskim przy ulicy Brzozowej, rzadko przyjeżdżał do Lwowa, ale przysyłał bratu wszystkie kolejne tłumaczenia Platona, które opatrywał własnymi komentarzami. Kilka egzemplarzy z dedykacjami zachowało się u pana profesora Michała, razem z listami doń adresowanymi i zwykle ilustrowanymi przez nadawcę.

Profesor, znany ze swych śmiałych idei naukowych, był w Warszawie znienawidzony przez endecję, której bojówki nie wpuścił kiedyś na salę wykładową. Podczas okupacji kontaktował się ze swymi studentami zamkniętymi w getcie, mimo że sam nie opuszczał domu. Pracował nad Platonem, a zarabianiem na życie i sprawami codziennymi zajmowała się druga żona, lekarka. Bratanek, który przeniósł się do Warszawy, będąc już wcześniej, we Lwowie, żołnierzem AK, odwiedzał go wtedy często. Rozmawiali długo o zagadnieniach wiary - Michał Witwicki utracił ją po wybuchu wojny. Stryj przed wojną napisał książkę Wiara oświeconych, której wydaniu sprzeciwił się episkopat, więc ukazała się najpierw po francusku (po polsku w r. 1958 i 1980).

Powstanie warszawskie państwo Witwiccy przeżyli w Busku, spakowawszy wcześniej cały dorobek profesora do &8222;żelaznej walizki&8221;, którą schowano w piwnicy. Większość ocalała w wypalonym domu. Po wojnie odebranoprofesorowi katedrę i tym samym chęć życia. Zmarł w 1947 roku w Konstancinie.

Dziedzice talentów

Starszy syn wielkiego humanisty, Tadeusz, poszedł śladem ojca i był docentem psychologii w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Wielorakie talenty odziedziczył młodszy - Janusz. Ukończył architekturę i historię sztuki. Projektował, ale bardziej chyba pasjonowały go dzieje zabudowy Lwowa, szczególnie ten okres, kiedy miasto było warowne. Jak ojciec odznaczał się umiejętnościami plastycznymi, które wyzyskał w dziele życia, jakim stała się trójwymiarowa panorama miasta, oddająca jego wygląd z końca XVIII stulecia. Pomysł podsunęła Wystawa Kolonialna w Paryżu, na której Janusz Witwicki zobaczył pokazaną po raz pierwszy kolekcję makiet miast francuskich. Powstawały od XVII wieku, jako dokumentacja techniczna do prac fortyfikacyjnych, prowadzonych na polecenie Ludwika XIV.

Polski architekt postanowił w taki sam sposób pokazać dawny Lwów. Podjął ogromną kwerendę, zbierając plany miasta, widoki na obrazach kościelnych, ryciny, które inżynierowi o dużej wrażliwości plastycznej wiele mówiły. Doszło do konfliktu ze środowiskiem historyków lwowskich, którzy zarzucili mu niedostatek &8222;naukowości&8221;. Specjalnie powołana komisja przyznała rację Witwickiemu, a czas pokazał, że był on pionierem metody dzisiaj powszechnie stosowanej, polegającej na odtwarzaniu układów przestrzennych, modyfikowanych w kolejnych epokach, a nawet już nieistniejących - ze starych planów, rysunków, wszelkich dostępnych dokumentów.

Do prac nad panoramą dostał od miasta lokal, a projektując i prowadząc badania, zarabiał na nie. Zaprojektował ją w kształcie koła o średnicy piętnastu metrów, otoczonego wałami z bastionami, po czym wypełniał środek modelami budowli. Wojna nie przerwała prac, w których uczestniczyła grupa zapaleńców, wśród nich stryjeczny brat Michał. Kiedy nadszedł moment przesiedlenia polskich mieszkańców, gotowych było około 350 obiektów (kościoły, urzędy, kamienice). Władze sowieckie nie chciały wypuścić cennego dzieła, proponując autorowi profesurę czy to we Lwowie, czy gdziekolwiek by zechciał. Janusz Witwicki interweniował u... Nikity Chruszczowa, ówczesnego władcy Ukrainy i uzyskał zgodę na wyjazd do Warszawy - z panoramą. Gdy wszystko było zapakowane, w pociągu został skrytobójczo zamordowany (przez NKWD, jak się okazało).

Przywieziony przez żonę plastyczny wizerunek miasta zawsze wiernego przetrwał złe czasy w piwnicach Zakładu Architektury Polskiej Politechniki Warszawskiej, gdzie tajemnym skrzyniom miejsca użyczył prof. Jan Zachwatowicz, jeden z mistrzów Michała Witwickiego, mojego rozmówcy. Z Warszawy, po odejściu na emeryturę prof. Zachwatowicza, panorama trafiła do Wrocławia i doczekała zwrotu rodzinie autora oraz wystawienia na widok publiczny w kamienicy Muzeum Miejskiego przy Rynku. Tam ją oglądałam parę lat temu, okaleczoną podczas tułaczek, gdyż ukradziono kilkadziesiąt najpiękniejszych obiektów. Niektóre już odtworzono na koszt córek Janusza Witwickiego, nad pozostałymi trwają prace. Równocześnie toczą się pertraktacje z Ossolineum o przejęcie panoramy, co byłoby właściwym i godnym uwieńczeniem jej losu. Zwiedzający ekspozycje Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, który ze Lwowa historia przeniosła nad Odrę, będą mogli zobaczyć Lwów w dawnym kształcie, ale także, jak obiecuje prof. Michał Witwicki, &8222;wielką rewolucję urbanistyczną, jaką było zniesienie fortyfikacji, przynoszące miastu nowe areały i otwierające je ku przedmieściom, które zaczęły się szybko rozwijać&8221;.

Michał Witwicki ma nie tylko rodzinne powody do &8222;pilnowania tych spraw&8221;. Ma po temu duże kompetencje. Wojna zaskoczyła go po maturze. Szczęśliwe dzieciństwo gwałtownie przerwały krwawe walki w obronie Lwowa, trwające dziesięć dni, w których uczestniczył na pierwszej linii. Potem musiał imać się różnych zajęć zarobkowych, w końcu wyjechał do Warszawy. Z Warszawy pochodziła matka - wnuczka malarza Wojciecha Gersona - miał więc młody człowiek oparcie u rodziny, sprzedającej po trochu artystyczną spuściznę. Konspirował, jak wszyscy z jego środowiska. Po powstaniu, przeszedłszy piechotą 900 kilometrów, spotkał się z narzeczoną w obozie pod granicą holenderską i tam wzięli ślub.

Po powrocie do Polski skończył architekturę, pracował w instytutach naukowych, w politechnice, w pracowniach projektowych także za granicą. Sześć lat spędził na kontrakcie w Algierii, wiele podczas urlopów podróżując, aby dzieciom pokazać świat. Córka kontynuuje tradycję - jest architektem, podobnie jak jej mąż. Syn wybrał medycynę, zrobił doktorat, utrzymując, że organizm ludzki jest &8222;najpiękniejszym urządzeniem, jakie stworzyła natura&8221;. Może odezwały się niespełnione marzenia dziadka?

Michał Witwicki także odziedziczył i rozwinął wielorakie zainteresowania. Jest konserwatorem zabytków. Razem z drugą żoną odrestaurowali zamek książąt pomorskich w Darłowie. Dużo publikował i publikuje z historii urbanistyki. Projektował w kraju i za granicą, między innymi centrum Ząbkowic Śląskich, osiedle i zespół sklepów w Lyonie, w Algierii zaś modernizację najstarszej części stolicy. Teraz jest ekspertem kilku urzędów i organizacji.

Kończąc opowieść o rodzie i rodzinie za fundament tradycji, z którą się utożsamia, uznał patriotyzm. Sprawdzony w historycznych próbach, dzisiaj zaświadczany troską o pamięć zbiorową nakazującą wzbogacać jej zasoby uczciwą pracą. Jest przekonany, że taki patriotyzm cechuje młode pokolenie.