Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Modele polityki

Jest to ksi±¿ka na temat polityki rz±dowej wobec uniwersytetów. Autor przedstawia historiê tego zagadnienia: od mecenatu do polityki naukowej, dzieje uniwersytetu od korporacji do instytucji, omawia problemy autonomii (powinna byæ ustawowo zagwarantowana, ale uczelnie nie mog± siê stawiaæ ponad prawem). Pisz±c o wspó³czesnych modelach polityki naukowej wobec szkolnictwa wy¿szego, Antonowicz wyró¿nia: model tradycyjny, pluralistyczny, biurokratyczny, totalitarny i ewaluacyjny. W dalszych rozdzia³ach omawia kwestie legislacji i nadzoru, polityki finansowej i personalnej w poszczególnych modelach. Pisze te¿ o nowych sposobach zarz±dzania mened¿erskiego, wypieraj±cych model biurokratyczny i przeprowadza krytykê uniwersytetu przedsiêbiorczego.

Ostatni rozdzia³ kieruje nasz± uwagê w stronê przysz³o¶ci. Jakie s± perspektywy polityki pañstwowej w stosunku do uniwersytetów? Obecno¶æ pañstwa w sferze akademickiej - powiada autor - ma racje spo³eczne i ekonomiczne. Pierwsze nios± ryzyko ideologizacji uniwersytetu, drugie - ryzyko jego komercjalizacji. Ani rynek, ani pañstwo nie gwarantuj± optymalnego dzia³ania uczelni. Polityka rz±dowa powinna wynikaæ z okre¶lenia priorytetów: czy uniwersytety maj± byæ „bastionami merytokracji”, czy instrumentem polityki spo³ecznej.

Urynkowienie uniwersytetów, zwi±zane z procesem komercjalizacji wiedzy, sprzyja racjonalizacji zmian strukturalnych i zbli¿a uczelnie do spo³eczeñstwa. Zderzaj± siê jednak dwie kultury: akademicka (bezinteresowno¶æ badañ i nauczania, s³u¿enie ca³emu spo³eczeñstwu, kierowanie siê chêci± poznania ¶wiata) i kultura przedsiêbiorstw (zysk, czesne, sprzeda¿ wyników badañ, sprzeda¿ us³ug).

Pomimo urynkowienia, pañstwo pozostanie g³ównym ¼ród³em finansowania uniwersytetów - pisze autor. Jednak podstawow± kategori± w polityce rz±dowej wobec instytucji akademickich staje siê ich „finansowa i spo³eczna rozliczalno¶æ”. Pañstwo patrzy na akademiê, jako na instytucjê u¿yteczn± ekonomicznie. Na drugi plan schodzi kulturowa, cywilizacyjna funkcja uniwersytetu. Wspó³czesna polityka rz±dowa musi znale¼æ równowagê miêdzy wymiarem kulturowym a utylitarnym uczelni.

Kre¶l±c zalecenia dla polskiej polityki wobec uniwersytetów w sferze legislacyjnej, autor postuluje stabilny porz±dek prawny, wyznaczenie kompetencji organów ministerialnych, wytyczenie zakresu autonomii. Wyzwaniem legislacyjnym jest zmiana zapisu o bezp³atno¶ci nauki. Autor opowiada siê za wspó³p³atno¶ci±, jako rozwi±zaniem sprawiedliwszym. W sferze finansowania musi doj¶æ do zwiêkszenia nak³adów pañstwowych i hierarchizacji celów, przejrzystej metody przydzielania pieniêdzy na inwestycje. Z punktu widzenia interesu publicznego - mówi autor - korzystniejsza bêdzie polityka wspierania najlepszych uczelni. Szko³y nastawione tylko na dydaktykê nie maj± przed sob± przysz³o¶ci, ze wzglêdu na ograniczony potencja³ demograficzny kraju. Stawiaæ trzeba na uczelnie, które prowadz± badania.

W sferze zarz±dzania uczelni± polityka rz±dowa powinna zmierzaæ do „uelastycznienia i wzmocnienia przywództwa organizacyjnego oraz wewnêtrznej integralno¶ci podejmowanych dzia³añ”. Natomiast w wymiarze personalnym winna umo¿liwiæ modernizacjê i uelastycznienie form zatrudnienia, decentralizacjê polityki personalnej. „Polska polityka rz±dowa wobec uniwersytetów, podobnie jak w stosunku do ca³ego szkolnictwa wy¿szego, musi byæ czytelna, d³ugofalowa i wewnêtrznie spójna” - konkluduje autor.

(fig)

Dominik Antonowicz, Uniwersytet przysz³o¶ci. Wyzwania i modele polityki, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2005.

Osobowo¶æ do kupienia

Wydaje siê nam, ¿e nale¿ymy do pewnej specyficznej kultury narodowej, która, jak s±dzimy, powinna byæ przedmiotem naszej troski. Konsumujemy jednak tak¿e produkty z globalnego supermarketu kultury, w przekonaniu (w du¿ej mierze nies³usznym), ¿e mo¿emy kupiæ, robiæ i byæ wszystkim, czym tylko chcemy. A nie da siê obu tych rzeczy mieæ naraz. Nie mo¿emy wybieraæ ze wszystkich kultur ¶wiata i równocze¶nie zachowaæ w³asnej specyfiki. Je¿eli s±dzisz, ¿e mo¿esz wybieraæ elementy swego ¿ycia i kultury z zasobów ca³ego ¶wiata, to gdzie w³a¶ciwie jest twój dom? Czy istnieje jeszcze jaka¶ ojczyzna, do której mo¿esz powróciæ? Czy ojczyzna i korzenie mog± byæ po prostu jeszcze jednym konsumenckim wyborem?

Tymi pytaniami Gordon Mathews wprowadza czytelnika w kr±g zagadnieñ, które przedstawi³ w swojej ksi±¿ce. Dla autora polem badañ s± trzy olbrzymie sfery geograficzno-kulturowe: Japonia, Chiny i USA. Mathewsa interesuje przede wszystkim rzeczywisto¶æ koñca XX w. Dokona³ jej prezentacji w odniesieniu do trzech obszarów geograficznych, ukazuj±c nie ich odmienno¶æ, lecz d±¿enie do spójno¶ci. W wyniku kilkuletnich badañ okaza³o siê bowiem, i¿ to, o czym tak czêsto mówimy, czyli ¶wiadomo¶æ specyfiki narodowej, identyfikacja z okre¶lon± kultur± kszta³towan± przez wieki - jest w dobie globalizacji medialnej pustym frazesem.

Globalizacja medialna, dziêki której w Waszyngtonie, Tokio i Pekinie ludzie ogl±daj± nie tylko te same filmy, lecz i kana³y telewizyjne, s³uchaj± tych samych piosenek czy korzystaj± z tych samych zasobów internetowych, wprowadzi³a ca³e spo³eczeñstwa w dziwaczny model ¶wiata. Zdaniem Mathewsa, sposób my¶lenia czy zachowania bardziej ³±czy dzi¶ amerykañskiego biznesmena z japoñskim ni¿ japoñskiego dyrektora fabryki z japoñsk± sprz±taczk±. Wspólnota kulturowa, w swoim tradycyjnym rozumieniu, nie istnieje. To nie kilkupokoleniowa przynale¿no¶æ do konkretnej ojczyzny po¶wiadcza nasz± osobowo¶æ. Cz³owiek wspó³czesny przede wszystkim pragnie sam j± stworzyæ. Uwa¿a, ¿e ma do tego niczym nie ograniczone prawo, gdy¿ w³a¶nie media, szybki, elektroniczny przep³yw informacji umo¿liwiaj± mu bycie w ca³ym ¶wiecie, choæby nigdy nie opu¶ci³ swego rodzinnego miasta. Przestrzeñ wirtualna zast±pi³a fizyczn±, a zatem kultura, jak± akceptujemy, nie ma ¿adnego zwi±zku z miejscem naszego pobytu ani ze ¶wiadomo¶ci± wpisania nas w tradycjê przodków. Dzi¶ przeciêtny Amerykanin mo¿e zostaæ bez problemów buddyst± tybetañskim, a japoñska malarka - siêgaæ do wzorców kultury zachodniej, odrzuciwszy uprzednio wszelkie zwi±zki z rodzim± tradycj±. A skoro tak, to co dalej z cywilizacj±, nauk±?

Autor zastrzeg³, ¿e jako antropolog nie mo¿e udzieliæ jednoznacznej odpowiedzi, gdy¿ nie wiadomo, jak bêdzie wygl±da³a przysz³o¶æ. Jednak ton ostatniego rozdzia³u nie nastraja czytelnika pozytywnie: „Tak czy inaczej, nie mo¿emy ju¿ wróciæ do domu: nie czeka na nas ¿adna kulturowa ojczyzna”.

Czy naprawdê? Po lekturze ksi±¿ki mo¿na powiedzieæ tylko - tak. Jednak s±dzê, ¿e warto przede wszystkim odnie¶æ to stwierdzenie do nas samych i mo¿e ogólnie - do Europejczyków. Czy nasz ¶wiat jest tak¿e ju¿ tylko supermarketem, po którym b³±dzimy bezwiednie i, korzystaj±c z promocji, kupujemy feng shui, pokemony i McDonalda? My¶lê, ¿e warto postawiæ sobie te¿ inne pytanie: w jakim stopniu przyswojenie obcych wzorców kulturowych niszczy moj± odrêbno¶æ? S±dzê, ¿e inne roz³o¿enie akcentów, postawienie pobocznych pytañ, da³oby odbiorcy wiêcej mo¿liwo¶ci do naprawdê g³êbokiej refleksji nad kondycj± wspó³czesnej kultury.

Monika Szab³owska-Zaremba

Gordon Mathews, Supermarket kultury, t³um. Ewa Klekot, Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej

Encyklopedia aktorów i samolotów

Nie ma ¿adnej przesady w tekstach reklamowych rozpowszechnianych przez PWN, które g³osz±, ¿e „Wielka Encyklopedia PWN” (30-tomowa, 2001-05) bêdzie przez wiele lat autorytatywnym ¼ród³em informacji o wspó³czesnej Polsce i Polakach. Funkcjê tê mo¿e spe³niæ tylko narodowa encyklopedia w postaci ksi±¿kowej i nie zast±pi± jej w tym ani zagraniczni konkurenci, ani encyklopedie internetowe. Dlatego te¿ „Wielka Encyklopedia PWN” jest poniek±d z góry skazana na sukces, który przedtem by³ udzia³em jej poprzedniczki, encyklopedii 12-tomowej (1962-69). Od autorów hase³ i redaktorów mo¿na by wiêc oczekiwaæ szczególnej staranno¶ci i odpowiedzialno¶ci w porównaniu z wymaganiami stawianymi innym publikacjom. Nie kwestionuj±c ogromu pracy i kwalifikacji wiêkszo¶ci autorów hase³, nale¿y podkre¶liæ, ¿e o powodzeniu tego typu przedsiêwziêæ decyduj± najs³absze punkty.

W encyklopedii nie zadbano o w³a¶ciwe proporcje miêdzy poszczególnymi dziedzinami, a nadmierne eksponowanie tematyki lotniczej, sportowej, teatralnej i filmowej przybiera rozmiary wrêcz groteskowe. Ponad 10 proc. wszystkich tabel dotyczy tematyki lotniczej. Na ogó³ s± to szczegó³owe dane techniczne ró¿nych typów samolotów, w tym modeli wyprodukowanych w jednym lub paru egzemplarzach.

W encyklopedii PWN zabrak³o miejsca dla najczê¶ciej cytowanego matematyka, chemika, astronoma i dla 8 najczê¶ciej cytowanych fizyków w Polsce (liczby cytowañ wg „Wprost” z 8 kwietnia 2002) oraz dla wiêkszo¶ci cz³onków korespondentów PAN, natomiast dowiemy siê z niej, jak± rolê gra³ Zdzis³aw Kozieñ w Mazepie. Odnotowano tak¿e zajêcie przez Adama Ma³ysza 51. i 52. miejsca w konkursie olimpijskim. Biografia Tadeusza £omnickiego liczy 74 wiersze, natomiast urzêduj±cemu prezydentowi RP po¶wiêcono 32 wiersze, Kazimierzowi Funkowi za¶ (odkrywcy witamin i jednemu z najwiêkszych polskich uczonych wszech czasów) - zaledwie 18. Znany dzia³acz SLD Krzysztof Martens trafi³ do encyklopedii tylko dziêki swoim osi±gniêciom w bryd¿u sportowym. W encyklopedii pominiêto wielu polityków PRL, w tym cz³onków Rady Pañstwa i Biura Politycznego. Czy¿by to mia³a byæ zemsta za czasy PRL, kiedy nazwiska ówczesnych prominentów mo¿na by³o znale¼æ wszêdzie?

Prymat filmu nad nauk± i polityk± w has³ach biograficznych obejmuje tak¿e przedstawicieli innych narodowo¶ci. Felliniemu po¶wiêcono a¿ 80 wierszy (w encyklopedii 12-tomowej - zaledwie 19), natomiast Mussoliniemu - 55 (przedtem - 74), Fermiemu (najbardziej znany w³oski fizyk, noblista) - 39 (przedtem - 46). Czytaj±c biografiê innego noblisty, Johna Nasha, mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e jego najwiêkszym dokonaniem by³o dostarczenie tematu twórcom filmu Piêkny umys³. W ha¶le W³ochy dzia³ film zajmuje trzy szpalty, a dzia³ nauka - tylko jedn±.

Zastrze¿enia budzi dobór ilustracji. Nie ma ich tam, gdzie by siê bardzo przyda³y: przy opisie egzotycznych zwierz±t (np. mangusta) i zjawisk fizycznych (np. micela). Z drugiej strony, rysunki ilustruj±ce has³a Narew i Narocz (jezioro) przedstawiaj± krajobrazy, które mo¿na spotkaæ w ca³ej Europie.

W niektórych has³ach, w tym dotycz±cych intensywnie rozwijaj±cych siê dziedzin nauki i techniki, najnowsze pozycje w spisie literatury licz± po kilkadziesi±t lat. Autor has³a Teoria nauki otwarcie przyznaje, ¿e opracowano je na podstawie tekstu z 1968 roku.

S± te¿ zwyk³e b³êdy merytoryczne, np. w ha¶le Uniwersytet Marii Curie-Sk³odowskiej, licz±cym 12 wierszy, znalaz³em a¿ dwa. Dotycz± one filii w Rzeszowie (od 2001 roku - samodzielna uczelnia) oraz Wydzia³u Matematyki i Fizyki (obecnie Matematyki, Fizyki i Informatyki). PWN zapowiada kolejne wydania encyklopedii - oby by³y one gruntownie poprawione.

Marek Kosmulski

Wielka Encyklopedia PWN, T. 1-30, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2001-2005.

Kontrowersyjne listy

Nad spraw± wydania listów Stanis³awa Ignacego Witkiewicza do ¿ony Jadwigi od dawna trwa³y dyskusje. Z jednej strony, to trudne do przecenienia ¼ród³o wiedzy o arty¶cie, z drugiej - bardzo intymny zapis jego uczuæ i my¶li. Witkacy nieraz prosi³, nakazywa³ wrêcz ¿onie, by pali³a jego listy zaraz po przeczytaniu. Wiedzia³ jednak, ¿e ukochana tego nie robi i przestrzega³: „(...) nie mogê o tym pisaæ, poniewa¿ nie chcesz spaliæ moich listów. A je¶li komu po ¶mierci mojej do r±k wpadn±, bêdê skompromitowany (i Ty tak¿e), ¿e o takich rzeczach musia³em pisaæ do ¿ony (!)”.

Prawdopodobnie do kompromitacji ani Witkacego, ani jego ¿ony nie dojdzie, bo przyzwyczaili¶my siê, ¿e arty¶ci to czêsto szokuj±cy stylem swego ¿ycia ekscentrycy. Ale rzeczywi¶cie ³atwo zbulwersowaæ siê przy lekturze tej korespondencji. Witkiewicz by³ szczery do granic przyzwoito¶ci, a w³a¶ciwie nieraz te granice przekracza³. Bywa³ obsceniczny, wulgarny, szorstki wobec ¿ony. Z listów wy³ania siê obraz cz³owieka uzale¿nionego od nikotyny, du¿o pij±cego, za¿ywaj±cego narkotyki i ogarniêtego mani± samobójcz±. Witkacy pisa³ do ¿ony (nazywa³ j± Nin± lub Nineczk±) niemal codziennie i o wszystkim: o swoich wycieczkach w góry, „orgiach seksualnych” (czyli spotkaniach z przyjació³mi, podczas których bawiono siê, rozmawiano i nieraz brano narkotyki), o portretach, które aktualnie malowa³, dzie³ach, które pisa³ i o interesach, którymi w Warszawie zajmowa³a siê Jadwiga. I oczywi¶cie o swoich uczuciach do ¿ony.

Ale jego listy wcale nie opowiadaj± o piêknej, romantycznej mi³o¶ci. Wrêcz przeciwnie - mówi± o losach nieudanego ma³¿eñstwa. Jadwiga wyprowadzi³a siê od mê¿a dwa lata po ¶lubie, a i wcze¶niej czêsto wyje¿d¿a³a, nie mog±c znie¶æ w¶cibskiej te¶ciowej. I w³a¶nie z powodu problemów w zwi±zku powsta³y te listy. Witkacy prosi³ ¿onê o przyjazd, o listy, które tak rzadko do niego pisa³a. Zapewnia³ o swej mi³o¶ci i przywi±zaniu. Dlaczego wiêc Jadwiga nie zdecydowa³a siê na powrót? Nie by³o to ma³¿eñstwo zawarte z wielkiej mi³o¶ci, a raczej z rozs±dku. Chocia¿, czy rozs±dn± mo¿na nazwaæ decyzjê tej pary? Witkacy na ¶lub zdecydowa³ siê prawdopodobnie pod wp³ywem s³ów wró¿ki, która przepowiedzia³a mu wa¿ny w jego ¿yciu rok (artysta wywnioskowa³, ¿e albo umrze, albo o¿eni siê). Jadwiga, niezbyt ³adna stara panna, w ma³¿eñstwie z Witkacym widzia³a ostatni± szansê na zam±¿pój¶cie. Jemu imponowa³o jej arystokratyczne pochodzenie ze starego rodu Unrugów, jej - s³awa narzeczonego. W swoich wspomnieniach Jadwiga pisa³a, ¿e Witkacy opowiada³ wszystkim, ¿e j± kocha, a ona go „zaledwie znosi”. Podobno bawi³a go ta nowa sytuacja. Wydawa³oby siê, ¿e Jadwiga rzeczywi¶cie nie doceni³a uczuæ wielkiego artysty. Ale mia³a te¿ powody do z³o¶ci - Witkacy nie pozwoli³ za³o¿yæ sobie „³añcucha na szyjê” (jak sam pisa³), co oznacza³o m.in., ¿e niejednokrotnie zdradza³ ¿onê.

Janusz Degler, twórca przypisów, wykona³ niebywa³± pracê wyja¶niaj±c konteksty i odszukuj±c informacje o osobach wystêpuj±cych w listach. I choæ lektura jest naprawdê wci±gaj±ca, mam spore w±tpliwo¶ci co do s³uszno¶ci wydawania tych listów (bêd± jeszcze trzy tomy, bo pierwszy obejmuje tylko lata 1923-27). To w koñcu zapis autentycznych prze¿yæ, uczuæ i my¶li autora. To nie wydanie fikcyjnych opowiadañ, jak w przypadku dzie³ Kafki, które te¿ mia³y byæ spalone. Czy te listy nie powinny zostaæ w bibliotece i stanowiæ jedynie ¼ród³o wiedzy dla badaczy? Czy pod pretekstem umi³owania sztuki mo¿na upubliczniaæ najintymniejsze sprawy z ¿ycia cz³owieka, bez wzglêdu na jego wolê? W dobie reality show widocznie wszystko mo¿na.

JZJ

Stanis³aw Ignacy Witkiewicz, Listy do ¿ony, czê¶æ I (1923-1927), Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Dzie³a zebrane Stanis³awa Ignacego Witkiewicza.

Uszczê¶liwiæ ludzi na si³ê

Badania porównawcze nie nale¿± do tych najchêtniej podejmowanych, i to niezale¿nie od problematyki, bo i nie s± najprostsze w realizacji. Owszem, czêsto formu³uje siê taki postulat, ale z jego spe³nieniem jest ju¿ gorzej. Ma³gorzacie Mazurek uda³o siê jednak doprowadziæ swoje „podwójne” przedsiêwziêcie do koñca. W efekcie powsta³a ksi±¿ka bezsprzecznie godna polecenia. Autorka próbuje w niej, z doskona³ym skutkiem, odpowiedzieæ na dwa pytania: jak± rolê pe³ni³ zak³ad pracy w „realnym socjalizmie” i jak wygl±da³a praca robotników w rzeczywisto¶ci PRL i NRD prze³omu lat 50. i 60. Swoje studia porównawcze autorka ograniczy³a do dwóch reprezentacyjnych fabryk (zapewniaj±c tym samym swojej ksi±¿ce klarowny uk³ad): Zak³adów im. Józefa Stalina w Berlinie i Zak³adów im. Ró¿y Luksemburg w Warszawie.

W NRD mapê spo³eczn± wyznacza³y w wiêkszym stopniu fabryki ni¿ miasta i miasteczka. Organizacja spo³eczna i polityczna, a tak¿e wysoki stopieñ uprzemys³owienia, pe³ne zatrudnienie oparte na obowi±zku pracy i w koñcu gospodarka (a nie naród), traktowana jako spoiwo spo³eczeñstwa, wszystko to powodowa³o, czy raczej wymusza³o, maksymalne skupienie wokó³ zak³adów pracy. Zatem, chc±c nie chc±c, stawa³y siê one g³ównymi miejscami socjalizacji, integracji spo³ecznej i o¶rodkami pañstwowej polityki socjalnej.

W Polsce zak³ad pracy równie¿ postrzegano jako kluczow± instytucjê, gdzie tworzy siê ¶wiadomo¶æ i zró¿nicowanie spo³eczne ¶rodowiska robotniczego, ale nie by³a to ju¿ enerdowska „ortodoksja”. U nas realizacja ideologicznych postulatów nie by³a traktowana a¿ tak serio. Owszem, wskazywano np. na wychowawcz± i opiekuñcz± rolê zak³adów pracy, opisywano je jako najwa¿niejsze instytucje ¿ycia politycznego i miejsca samoorganizowania siê spo³eczeñstwa (fenomen tzw. uspo³ecznienia tego, co pañstwowe), ale, mimo wszystko, w o wiele mniejszym zakresie ni¿ czyniono to w NRD. Zak³ady im. Stalina mia³y ambicjê byæ miejscowym o¶rodkiem kultury i miejscem nowej obrzêdowo¶ci komunistycznej. Urz±dzano w nich ¶luby socjalistyczne, ¶wieckie chrzciny i socjalistyczne bierzmowania dla dzieci pracowników. Komiczn± ciekawostk± (pewnie tylko z dzisiejszej perspektywy) by³ jeden z punktów umowy zak³adowej, w którym zak³ad zobowi±zywa³ siê zaj±æ kszta³ceniem dobrego smaku w¶ród swoich pracowników i odzwyczajeniem ich od kiczu. Odbywa³y siê spotkania pod has³em: „Jakie obrazy powinny wisieæ w pokojach?”, „Jakie meble powinny staæ w mieszkaniu?” albo: „Jak powinienem siê ubieraæ?” Na tego, kto zbyt wcze¶nie szed³ siê przebraæ i umyæ po pracy, równie¿ czeka³y liczne atrakcje. Jedna z dzia³aczek-opiekunek wchodzi³a prosto do przebieralni z aparatem fotograficznym i robi³a zdjêcia, zamieszczane pó¼niej w zak³adowej gazetce z podpisem: „Kto wcze¶niej urz±dza sobie fajrant”.

W Polsce od czasów Solidarno¶ci zak³ady pracy zaczêto ju¿ otwarcie nazywaæ najni¿szym ogniwem chorego systemu, a tak¿e miejscem, gdzie odzwierciedla³y siê zjawiska ogólnospo³eczne.

Zachowane akta zak³adowe, jak mo¿na siê domy¶laæ, reprezentuj± przede wszystkim g³os pañstwowego pracodawcy. Szeregowy pracownik rzadko mia³ szansê przebiæ siê do sfery publicznej. Dlatego te¿ Mazurek wykorzysta³a w swojej pracy metodê wywiadu biograficznego (i to bodaj najciekawszy element ksi±¿ki!). Swoich rozmówców w obu przypadkach pyta m.in.: o codzienno¶æ (najbardziej interesuj±c± i wci±¿ zadziwiaj±c±) w du¿ych zak³adach pracy, o rozd¼wiêk miêdzy propagand± a rzeczywisto¶ci±, o konflikty wokó³ warunków pracy i skomplikowane interakcje miêdzy celami pracodawcy a interesami pracowników.

Ma³gorzata Pawe³czyk

Ma³gorzata Mazurek, Socjalistyczny zak³ad pracy. Porównanie fabrycznej codzienno¶ci w PRL i NRD u progu lat sze¶ædziesi±tych, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2005, seria: W Krainie PRL/W Krainie KDL.

Przydatny komplet

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje