Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 1/1998

Dobrzyccy i Kolbuszewscy
Poprzedni Następny

Humanistyka z przyrodoznawstwem i osmoza między nimi,
otwartość na przyrodę i na sztukę - pojawiają się w historii
tych dwu rodzin co najmniej przez trzy pokolenia.

Magdalena Bajer

Stanisław DobrzyckiJeden z bohaterów tej opowieści o dwu uczonych rodach, które połączyły się poprzez małżeństwo, był moim profesorem na powojennej polonistyce wrocławskiej. Wykładał w tamtym trudnym okresie literaturę romantyczną. Nie wiedzieliśmy, jak rozległe jest pole poszukiwań naukowych prof. Stanisława Kolbuszewskiego. Nie znałam, naturalnie, rodzinnej tradycji, wiedząc tylko, że na równoległym roku germanistyki studiuje Stanisław Franciszek Kolbuszewski, jeden z synów naszego mistrza. Drugi, młodszy Jacek, poszedł później w ślady ojca. Jego właśnie, już profesora we wrocławskim uniwersytecie, spotkałam w Warszawie w domu wujostwa, państwa Dobrzyckich. Prof. Jerzy Dobrzycki, astronom z wykształcenia, zajmuje się już od dawna historią nauki, pracując w Instytucie Historii Nauki PAN, którym kierował w latach 1990-1995. Na spotkanie przyszła także siostra, prof. Irena Dobrzycka, która śladem humanistycznej części rodu, wybrała filologię angielską. Pośród pamiątek rodzinnych leżała na stole książka Jacka Kolbuszewskiego o dziadku Stanisławie Dobrzyckim, rozpoczynającym "uczoną" tradycję.

AWANS "KLASYCZNY"

Skrzyżowanie pauperyzującej się szlachty mazowieckiej z awansującą rolniczą ludnością małopolski - mówi o początkach rodu prof. Jerzy Dobrzycki. Jego dziadek był organistą w małej wiosce koło Skawiny. Pięć córek i jedynak, ojciec profesora, dziad zaś Jacka Kolbuszewskiego - to już pokolenie wykształcone w warunkach małopolskiej względnej autonomii i pracujące w fachu nauczycielskim.

Studia akademickie kończył Stanisław w Krakowie i Pradze dzięki otrzymanemu stypendium. Przedmiotem studiów były literatura i język, lecz to stwierdzenie nie pokazuje rozległości zainteresowań Stanisława Dobrzyckiego, ucznia Stanisława Tarnowskiego, Jana Baudouina de Courtenay, Lucjana Malinowskiego. Był humanistą, badaczem wielorakich przejawów ludzkiej myśli i rozmaitych gatunków twórczości, pozostając nim i wówczas, gdy humanistyka dzieliła się na węższe specjalności, przekazując taki sposób jej uprawiania następnym pokoleniom.

Po doktoracie, zrobionym u Józefa Kallenbacha, wielkiego badacza romantyków, zaproponowano mu Katedrę Języków i Literatur Słowiańskich w szwajcarskim Fryburgu. Był wtedy nauczycielem, szkolne władze galicyjskie nie chciały go zwolnić z posady. W październiku 1901 r. Stanisław Dobrzycki po prostu ją opuścił, zostając profesorem uniwersytetu. Najbardziej interesowały go wówczas zagadnienia językowe i badania folklorystyczne, co zaowocowało dziełem o kolędach polskich, uważanym do dzisiaj za kanoniczne w literaturze przedmiotu. We Fryburgu prof. Dobrzycki poznał swą przyszłą żonę, Marcjannę Świerczewską, którą rodzina wysłała tam na studia polonistyczne.

Starszy brat Marcjanny Dobrzyckiej, wuj i dziadek ("wujeczny") moich rozmówców, Czesław, należy do uczonej linii rodziny, gdyż z dyrektora gazowni warszawskiej i organizatora gazownictwa w Polsce, został po wojnie profesorem Politechniki Gdańskiej.

Z FRYBURGA - POLSCE

W roku 1905 urodziło się pierwsze z sześciorga dzieci Marcjanny i Stanisława Dobrzyckich - Stanisław, junior. Został matematykiem, ze szczególnym zainteresowaniem historią tej dziedziny. Wykładał w WSI, potem w Politechnice w Lublinie. Odziedziczył ową rozległą ciekawość, gromadząc imponującą bibliotekę książek poświęconych wyprawom wysokogórskim, alpinizmowi, ekspedycjom polarnym.

Rok później przyszła na świat we Fryburgu córka Maria, która później, już w Poznaniu, studiowała pod okiem ojca polonistykę. Wyszła za Stanisława Kolbuszewskiego, zostając matką humanistów - ciągle tak trzeba ich nazywać, mimo bardziej szczegółowych określeń w dyplomach - wśród nich obecnego profesora, Jacka. Sama polonistyki nie ukończyła, robiąc magisterium na romanistyce i osiągając biegłą znajomość około dziesięciu języków. Hiszpański poznała w dość późnym wieku, aby tłumaczyć teksty z zakresu historii sztuki. Tłumaczyła też z francuskiego, niemieckiego i angielskiego.

Druga córka - Irena studiowała w Poznaniu anglistykę, choć ten wybór był trochę przypadkowy. Myślała bowiem o architekturze. Ojciec zapisał ją po maturze na roczną naukę języków: angielskiego i niemieckiego. Polubiłam literaturę angielską i już zostałam - wspomina prof. Irena Dobrzycka.

Będąc asystentką uczyła angielskiego w Gimnazjum Sióstr Urszulanek, kiedy wybuchła wojna. Po wojnie nagle we wszystkich uniwersytetach angielski, ilości studentów niesamowite. Równie nagle, u progu lat pięćdziesiątych, zamknięto anglistykę wszędzie, z wyjątkiem Uniwersytetu Warszawskiego i KUL, wyrzucając wykładających cudzoziemców, nierzadko pod zarzutem szpiegostwa. Irena Dobrzycka, która, prowadząc de facto studia filologii angielskiej w Poznaniu, jeździła co tydzień na wykłady do Torunia, została... lektorem. Z okresu tamtych "szalonych" zajęć i podróży ma do dzisiaj uczniów na całym świecie.

Gdy opresja ideologiczna po Październiku zelżała, Stanisław Helsztyński, wielki filolog i tłumacz, ściągnął panią Irenę do Warszawy. Tutaj habilitowała się, została profesorem nadzwyczajnym, a tytułu profesora zwyczajnego - "z rozmaitych powodów", jak mówi rodzinna opowieść - do emerytury się nie doczekała. Natomiast uniwersytet w Bristolu obdarzył ją doktoratem honorowym, być może mając w pamięci, prócz całego późniejszego dorobku, także przedwojenny roczny pobyt Ireny Dobrzyckiej w tej uczelni.

JAN I ANNA

Pragnąc być choć jako tako skrupulatnym kronikarzem rodu Dobrzyckich, z Kolbuszewskimi połączonego, muszę powiedzieć o wszystkich sześciorgu dzieciach Stanisława i Marcjanny ze Świerczewskich, gdyż każde przyczyniło coś dorobkowi rozmaitych dziedzin nauki.

Brat średni, Jan, miał w chwili wybuchu wojny gotową pracę magisterską z chemii. Okupację przeżył jako robotnik w cukrowni, gdzie wcześniej odbywał praktykę wakacyjną, a po wojnie został kierownikiem technicznym. Opublikował prace z zakresu automatyzacji, kontroli jakości, kontroli procesu produkcyjnego. Powołany na adiunkta Politechniki Łódzkiej przeszedł wszystkie szczeble kariery akademickiej, pozostając żywo zaangażowanym w sprawy naukowego nadzoru cukrownictwa w Polsce.

Nie było wśród rodzeństwa całkowitego odstępstwa od zamiłowań przodków - wielkich humanistów. Jan amatorsko interesował się językoznawstwem i "więcej niż amatorsko" - jak mówi jego brat, Jerzy Dobrzycki - muzyką. Muzyka przenikała w tym domu "przez osmozę", co wszyscy moi rozmówcy stwierdzają zgodnie.

Anna, najmłodsza w pokoleniu Ireny i Jerzego, jest także autorką wielu prac naukowych: monografii z zakresu malarstwa holenderskiego, katalogów i artykułów. Wiele lat była kuratorem Galerii Malarstwa Obcego w poznańskim Muzeum Narodowym. Brat wspomina, jak prowadząc badania posągów pod stropem Fary w Poznaniu, wspinała się tam, pokonując lęk wysokości. Opublikowała też prace dotyczące galerii obrazów założonej przez Atanazego Raczyńskiego. Słuchając opowieści rodzinnej trójki profesorów, reprezentujących dwa pokolenia i dwa rody, nabierałam przekonania, że ta bogata w indywidualności rodzina jest rzadkim dzisiaj połączeniem wątków humanistycznych i przyrodoznawczych.

OSMOZA DZIAŁA NADAL

Przez osmozę przenikała, jak już wiemy, muzyka, ale także pasje literackie. Kiedy ktoś z rodziny musiał zostać w domu albo leżeć w łóżku, był przez rodziców zaopatrywany w lektury. Pani Irenie ojciec przynosił w takich razach Fredrę albo Szekspira (po polsku jeszcze), Jackowi Kolbuszewskiemu i jego siostrom oraz braciom matka mówiła: Choroba to jest czytanie Kolberga, w czym on sam upatruje dzisiaj źródła własnych zainteresowań folklorem. Ujmując rzecz ogólnie, powiada: Bardzo to jest charakterystyczne dla ścisłych Dobrzyckich, którzy są astronomami albo chemikami, że każdy z nich prędzej czy później zdradza swoje profesjonalne zainteresowania dla historii kultury albo językoznawstwa. To nie jest dyletantyzm, lecz po prostu zorientowanie na wartości historyczne, kulturowe.

Najmłodszy z opisywanego rodzeństwa, prof. Jerzy Dobrzycki, jest z wykształcenia właśnie astronomem. Wspomina, że uczestniczył w badaniach doświadczalnych (wraz z żoną, która również zrobiła akademicką karierę i jest docentem w Instytucie Geodezji i Kartografii, zajmując się astronomią satelitarną), prowadzonych z pomocą najnowocześniejszej wówczas aparatury, i właśnie zdradził je, poświęcając się dziejom nauki, zatem - jak dopowiada siostrzeniec - kultury. Wierność astronomii przetrwała w następnym pokoleniu, syn i synowa jej bowiem się poświęcili. Jego samego nurtuje kwestia: Jak dalece można sobie pozwalać, z jednym zapleczem, na wycieczki w inne tereny? Ma się swoją dziedzinę i uzupełnia, zawsze z tym pytaniem w tle. Zapuszczam się w takie zagadnienia, które już nie mają nic wspólnego z moim formalnym przygotowaniem akademickim.

Humanistyka z przyrodoznawstwem - jak najkrócej próbuję określić opisane tu zainteresowania i intelektualne zatrudnienia - idą przez co najmniej trzy pokolenia, a mają początek w filozoficznym przygotowaniu, językowo-literaturoznawczej erudycji oraz oczytaniu ogólnym prof. Stanisława Dobrzyckiego, wykładowcy z Fryburga i Poznania. Jacek Kolbuszewski widzi jego wpływ także "po naszej, Kolbuszewskiej stronie". Szczególnie wyraźnie w drodze naukowej nieżyjącego już starszego brata, Stanisława Franciszka, który po studiach germanistycznych "wrócił do łotewszczyzny" - przy czym powrót oznacza tu nawiązanie do tradycji ojca, który od lat trzydziestych do roku 1945 wykładał w uniwersytecie w Rydze, przyczyniając się ogromnie do szerzenia tam znajomości literatury polskiej. Prace syna na tym polu można nazwać kontynuacją zgoła bezpośrednią. Są pośród nich tłumaczenia pisarzy łotewskich, rozprawy o ich twórczości, o wzajemnych związkach i literackich powinowactwach.

WARIANTY TRADYCJI

Jacek Kolbuszewski doktoryzował się na polonistyce wrocławskiej, gdzie, jak wiemy, jego ojciec wykładał po wojnie. Habilitował się jednak "slawistycznie" i mówi dzisiaj o sobie, że jest trzecim pokoleniem slawistów we wspólnych rodzinnych dziejach Dobrzyckich i Kolbuszewskich. Napisał sporo książek, które należą do szerokiego nurtu badań nad kulturą. Taką książką są wydane dwa lata temu Kresy - rzecz z rozległego pogranicza historii narodów, idei i pojęć wpływających na tę pierwszą historię - literatury, sztuki, obyczaju. Mówiąc o tej książce autor odwołuje się do stwierdzeń swego wuja, Jerzego Dobrzyckiego, o granicach niekompetencji i mianem bezczelności określa swoje wycieczki na inne pola niż te, do których wstęp daje mu dyplom oraz stopnie naukowe. Usprawiedliwia się, że uprawianie badań historycznoliterackich (dyplom), prowokuje do takich wycieczek, wodzi po obszarach historiozofii, każe rozważać poetykę przestrzeni, kulturowe funkcjonowanie przestrzeni itp., a jak się tam bywa, można napisać Kresy albo Tatry w kulturze polskiej, albo Co dziś tobie, jutro mnie - studium o inskrypcjach nagrobnych i, szerzej, funeraliach.

I Dobrzyccy i Kolbuszewscy miewali, zwłaszcza w dawniejszych pokoleniach, liczne potomstwo. Dlatego też wszystkie wątki tradycji trwają, przeplatając się wzajemnie i dopełniają o rozmaite warianty. Skoro parokroć stwierdziliśmy zgodnie, ja i bohaterowie opowieści, że ród ten zajmował się "humanistyką z przyrodoznawstwem" - łatwo o afiliacje i odniesienia.

Nie każda postać znalazła należne jej wedle zasług miejsce, trzeba wszakże choćby wspomnieć jeszcze kilka. Siostra Jacka Kolbuszewskiego, Aniela, jest bibliografem-muzykologiem, ma spory rejestr publikacji z tego zakresu, pracuje w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. W młodszym pokoleniu Kolbuszewskich mamy dwójkę filologów angielskich, przy czym jedna z córek Stanisława Franciszka jest ponadto dobrą ugrofinistką z publikacjami. Syn mego rozmówcy, autora Kresów, studiował chemię i nawet wykładał za granicą, nawiązując do odleglejszej nieco tradycji.

Rozmiłowanie w muzyce i literaturze obecne jest wśród najmłodszych - uczniów dzisiaj i studentów, co dowodzi błogosławionego nadal działania osmozy, przenikania w atmosferę domową tradycyjnych cech polskiego inteligenta, wśród których szczególnie cenna jest wrażliwość na przyrodę i sztukę.

Tekst powstał na podstawie audycji "Rody uczone", nadawanej cyklicznie w Programie I Polskiego Radia S.A., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Uwagi.