Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 6/1998

Manteufflowie
Poprzedni Następny

Do przekazu, jaki podjęło następne pokolenie, należą także owe szczególne
powinowactwa rodzinno-intelektualne: małżeństwa kolegów z tej samej specjalności,
zażyłość mistrzów i uczniów. Wszystko to tworzy duchową tkankę wciąż czynnej
w życiu narodu inteligencji i naznacza aurę jej dzisiejszych domów.

Magdalena Bajer

Tadeusz Manteuffel

Do końca XVI wieku wszyscy przodkowie po mieczu polsko-inflanckiej linii Manteufflów mieli swe posiadłości w Estlandii oraz w północnej części Inflant, które czas jakiś należały do Polski (woj. wendeńskie), a później otrzymały nazwę Inflant Szwedzkich. Nasz bezpośredni przodek, Andrzej Manteuffel-Szoega, jako rotmistrz Jego Królewskiej Mości, w wojnie polsko-szwedzkiej opowiedział się za Polską, a w roku 1621 na skutek tego, że prowincja ta odpadła od Polski, utracił swe posiadłości i przeniósł się do posiadłości swej żony, położonej w Kurlandii stanowiącej lenno Polski. Wnuk jego uzyskał dobra Berzygał położone w Inflantach Polskich i tak to moja rodzina od siedmiu pokoleń jest jedną z rodzin polsko-inflanckich, podobnie jak Platerowie, Zyberkowie, Borchowie, Hylzenowie, Mohlowie, Weyssenhoffowie i wiele innych.

Ryszard Manteuffel-Szoege, Szkic autobiograficzny, "Kwartalnik Historii Nauki i Techniki PAN", Warszawa 1989.

POLSCE

W dawnych wiekach Manteufflowie zajmowali się uprawą ziemi i wojowaniem. Bogatą ich genealogię pokazują piękne tablice, które oglądałam w domu państwa Anny (z Manteufflów) i Tomasza Szarotów, podczas spotkania tam z siostrą gospodyni, panią Małgorzatą, po mężu Cymborowską oraz cioteczno--stryjecznym (tak właśnie) bratem obu pań, Henrykiem Janem Manteufflem. Wszystkie te osoby parają się pracą naukową (o tym dalej), a moi gospodarze są historykami w drugim pokoleniu: pani Anna jako córka profesora Tadeusza Manteuffla, pan Tomasz jako jego uczeń i... zięć.

Manteufflowie, polonizujący się poprzez małżeństwa, przeszli z protestantyzmu na katolicyzm w wieku XIX i, jak niejedna rodzina cudzoziemskiego pochodzenia, już wtedy zasłużyli się Polsce uczestnictwem w powstaniach albo pomocą powstańcom.

"Uczony" wątek tradycji sięga początkami tej samej epoki, kiedy to dwaj bracia Manteufflowie - dziadek pań Anny i Małgorzaty oraz dziadek Henryka, zwanego w rodzinie Nikiem - ożenili się z siostrami Zielińskimi, co przyniosło "korzystne wymieszanie genów" i pierwszego doktora medycyny, Edwarda Zielińskiego, który stał się wzorem dla wielkiego chirurga naszych czasów - Leona Manteuffla.

Brat Leona, Tadeusz, ojciec moich rozmówczyń, miał na biurku fotografię innego przodka, Gustawa Manteuffla, którego Nik nazywa "Kolbergiem Łotyszów", gdyż, choć prawnik z wykształcenia, z zamiłowania był etnografem oraz historykiem, autorem m.in. Inflant Polskich, książki opatrzonej wstępem J.I. Kraszewskiego, z którym się przyjaźnił. Gustaw Manteuffel, uważany również za twórcę literackiego języka łotewskiego, uczestniczył w krakowskim zjeździe historyków w roku 1880, zaproszony nań jako polski badacz dziejów. Czuł się Polakiem-Inflantczykiem i, ze smutną zapewne ironią, zapisał w swojej książce, powtarzane później zdanie: O Inflantach wiemy mniej niż o Sumatrze czy Borneo. Nie odnosi się ono, naturalnie, do licznych w rodzinie historyków ani też do przedstawicieli innych specjalności, którym takie nazwy, jak Taunagi, Grycany, Stary Zamek, Bonifaców są bliskie, choć nigdy tam nie byli.

Późniejsze pokolenia, służąc Ojczyźnie pracą umysłową, bywały od tej pracy odrywane nagłymi potrzebami. Szli Manteufflowie do Legionów, na wojnę bolszewicką, do konspiracji w drugiej wojnie światowej.

WSZYSCY

Do Polski rodzina zjechała wraz z niepodległością. Najstarszy z pokolenia ojców, stryjów, wujów, dzisiejszych warszawskich Manteufflów, Jerzy - późniejszy profesor, twórca polskiej popirologii - miał 18 lat, kiedy odumarł go przedwcześnie ojciec. Ryszard (ojciec Nika), czternastoletni, zajął się samodzielnie prowadzeniem majątku jeszcze w Inflantach i już wtedy zdał sobie sprawę, że rolnictwo będzie jego powołaniem, choć może nie przewidywał późniejszej akademickiej kariery w tej dziedzinie. Główne etapy kariery przypadły na niełatwy czas powojenny, kiedy Ryszard Manteuffel wrócił spod Riazania, dokąd go - członka wileńskiej AK - na trzy lata wywieźli Sowieci.

Najmłodszy stryj, Edward, zmobilizowany w 1939 r., został rozstrzelany pod Charkowem i jest na liście katyńskiej. Był już przed wojną wybitnym grafikiem, gdyby dane mu było przeżyć niewątpliwie byłby jeszcze jednym profesorem, tylko w ASP.

Duszą pokrewną był syn Manteufflówny, Michał Walicki, międzynarodowej miary historyk sztuki, zmarły w 1966 roku. Podczas wojny pełnił ważne funkcje w kontrwywiadzie Armii Krajowej, co przypłacił PRL-owskim więzieniem. Później został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i jednocześnie kustoszem Muzeum Narodowego. Pozostawił fundamentalne prace ze swej dziedziny. Syn, Andrzej Walicki, jest profesorem filozofii w Stanach Zjednoczonych, skąd przyjeżdża do kraju, by prowadzić zajęcia ze studentami. Jak wszyscy z profesorskiego pokolenia rodu cieszy się światową renomą.

LEON

W biografiach tych ludzi z elity umysłowej Drugiej Rzeczypospolitej - światłych, otwartych, aktywnych, splatają się w jeden wątek działania patriotyczne, powinności obywatelskie, praca naukowa. Ich wielka aktywność (cecha podkreślana przez potomków) miała bowiem najgłębsze swe źródło w mocno zakorzenionej i mądrze pojmowanej miłości Ojczyzny, "dużej ojczyzny" takich jak oni rodzin, długo żyjących na pograniczach "rodzinnej Europy".

U prof. Henryka Manteuffla wisi obrazek ofiarowany jego stryjowi Leonowi przez wdzięcznego pacjenta, któremu podczas Powstania Warszawskiego... przyszył odstrzelony nos. Na obrazku, odnalezionym gdzieś na Pomorzu, widnieje nazwisko znanego chirurga i dlatego został nim obdarowany. Wojenne poświęcenia w licznych akcjach medycznych na zapleczu działań AK poświadczają odznaczenia i wzmianki w pracach historycznych. Prof. Tomasz Szarota, specjalista od historii najnowszej, podkreśla postawę moralną stryja swej żony przypominając, jak ten odmówił zatruwania żywności wysyłanej żołnierzom niemieckim na front, uważając to za niegodne polskiego lekarza.

Sporo lat później sprzeciwił się kategorycznie i skutecznie usunięciu z kliniki, którą kierował, sióstr zakonnych. Wszyscy ówcześni bonzowie chcieli być przez niego krajani.

W domu Leon Manteuffel gościł nie tylko kolegów w zawodzie, ale też artystów, znawców i miłośników sztuki, do których sam należał.

Na grobie profesora, zmarłego wiele lat temu, pacjenci do dzisiaj składają kwiaty.

TADEUSZ

Był studentem pierwszego roku historii Uniwersytetu Warszawskiego, kiedy poszedł na wojnę bolszewicką i wrócił z niej bez prawej ręki. We wspomnieniach córek pozostał człowiekiem, który znakomicie uporał się kalectwem i nawet prowadził samochód - lewą ręką.

Młodsza, Małgorzata: Nasz dom rodzinny był bardzo szczęśliwym domem. Par excellence - intelektualnym. Obydwoje rodzice pracowali zawodowo, mamusia też była historyczką, młodszą koleżanką ojca. W tym domu bywali, naturalnie, uniwersyteccy koledzy, bywał bardzo często wspominany przez obie panie, mistrz ich rodziców, Marceli Handelsmann.

Podczas wojny Tadeusz Manteuffel robił właściwie to samo, co przedtem i później. Oficjalnie pracował w archiwum, ale podziemny nurt pracy był wtedy szerszy. Należało doń redagowanie "Wiadomości Polskich" (był sekretarzem redakcji) - jednego z głównych organów najpierw ZWZ, później AK - powierzone mu przez powołanego do innych zadań ciotecznego brata, Michała Walickiego. Publikował tam pod pseudonimem "Sey", co jest rodzinnym zawołaniem, zapisanym w polskim indygenacie przodków rodu. Na polecenie prof. Handelsmanna stworzył Sekcję Historyczną tajnego Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Tomasz Szarota stara się kontynuować dzieło i pomnażać dorobek Manteufflów-historyków, tradycję idącą od pradziada Gustawa. Mówiąc o swoim teściu i mistrzu zarazem, stwierdza: Gdyby Tadeusz Manteuffel był ceniony tylko za swoje osiągnięcia naukowe podejrzewam, że dwadzieścia parę lat po jego śmierci nie pamiętano by o nim tak, jak pamięta się go do dzisiaj w naszym środowisku. Ludzie pamiętają go jako kogoś, kto był drogowskazem, kto w czasach stalinowskich okazał się człowiekiem godnym największego zaufania i jego postępowanie uznawano za słuszne. Córkom był od dzieciństwa wzorem - we wszystkim.

Instytut Historii PAN nosi imię Tadeusza Manteuffla. W czasach stalinowskich znajdowali tam schronienie ludzie prześladowani lub zgoła usuwani z uniwersytetu, aby nie mieli wpływu na młodzież. Tolerancja i poszanowanie innych to główne dobro, jakie córki państwa Manteufflów wyniosły z domu i zaszczepiają swoim dzieciom. Ich ojciec poważał ludzi o niekiedy mocno lewicowych poglądach, jeśli uważał ich za wiernych owym poglądom, po prostu uczciwych.

Obie panie zgodnie podnoszą jeszcze jedną cechę swego ojca, a także stryja Ryszarda - grzeczność, bez względu na osoby i urzędy. Kuzyn Nik nazywa to "kindersztubą", właściwą potomkom dobrych domów, w jakim sam się wychował. Godzi ich prof. Szarota dzieląc się obserwacjami z czasów, gdy był studentem, i późniejszymi, gdy wszedł do rodziny profesora: dla ludzi z zawodowego otoczenia Tadeusz Manteuffel bywał surowy, oschły, nawet szorstki. Maskę, za którą chronił swoje kalectwo, zrzucał w domu, odsłaniając niezmiernie wrażliwą, wielką dobroć i wesołe usposobienie. Wszyscy moi rozmówcy zapamiętali śpiewane przezeń piosenki - legionowe i modne francuskie.

PRZEKAZANIE

Prof. Henryk Jan Manteuffel: Trzeba powiedzieć, że zarówno stryj Tadeusz, jak i mój ojciec, Ryszard, stryj Jerzy, którego znaliśmy najmniej, wuj Walicki, którego nie znałem wcale, to byli ludzie, którzy niesłychanie serio traktowali naukę i swój profesorski zawód. To się wyrażało w ich postawie, bardzo zasadniczej i surowej. Stąd i ja, i moje kuzynki, i mój brat wyobrażaliśmy sobie przyszłe życie zawodowe w badaniach i w dydaktyce, nie gdzie indziej. Byliśmy tak przez nasze domy ukierunkowani.

Do przekazu, jaki podjęło następne pokolenie, należą także owe szczególne powinowactwa rodzinno-intelektualne: małżeństwa kolegów z tej samej specjalności, z tego samego czasem wydziału, zażyłość mistrzów i uczniów, którzy stawali się członkami rodziny. Wszystko to tworzy duchową tkankę wciąż czynnej w życiu narodu inteligencji i naznacza aurę jej dzisiejszych domów.

Małżeństwem historyków, jak już wiemy, są państwo Anna z Manteufflów i Tomasz Szarotowie. Pani Anna mówi o sobie: Byłam muzealnikiem. Przez długie lata była też redaktorem prac naukowych. Syn, Piotr Szarota, jest doktorem psychologii i pójdzie zapewne dalej drogą naukową.

Pani Małgorzata Cymborowska podczas naszego spotkania była tuż przed habilitacją. Nie idzie śladem rodziców, wybrawszy specjalność bliższą jednemu ze stryjów - biochemię. Jej mąż, Bronisław Cymborowski, poznany, jak to bywało w rodzinnej tradycji, jako asystent, jest teraz, podobnie jak pan Tadeusz Szarota, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego - na Wydziale Biologii.

Henryk Jan - Nik - ukończył najpierw historię, potem ekonomię, następnie zaś "wszedł w buty ojca", prof. Ryszarda Manteuffla, wybitnego specjalisty w zakresie ekonomiki rolnictwa, i jest profesorem na tym samym wydziale Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, zajmując się ekonomiką środowiska, w szczególności wody, jako ważnego czynnika w środowisku naturalnym i gospodarce człowieka.

Z jego dziećmi (czwórka) wiążą się rodzinne nadzieje na podtrzymane formalne rodu, na kontynuację nazwiska.

W rodzie Manteufflów są jeszcze nie przedstawione tutaj osoby, które przyczyniły się do wzbogacenia zasobów umysłowych i duchowych narodowej skarbnicy. Biografie wszystkich tych ludzi powtarzają główne rysy - patriotyczną żarliwość, z aktywnością na wielu polach działania, prawość, oddanie innym - w rozmaitych wariantach modelowanych przez zewnętrzne okoliczności. Owo sedno tradycji przekazuje się następnym pokoleniom poprzez wzory z pokoleń poprzednich, nie przywoływane dla dydaktycznych potrzeb, zwyczajnie, stale obecne w domowym życiu.

Tekst powstał na podstawie audycji "Rody uczone", nadawanej cyklicznie w Programie I Polskiego Radia S.A., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Uwagi.