ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
Forum bibliotekarzy

Kseromania, jako symptom pewnej dolegliwości

To jest u początkującego studenta drobna dolegliwość, ale „nieleczona” może przerodzić się w cięższe „schorzenie” typu library anxiety, a nawet w cały „zespół chorobowy”, znany w psychologii jako zjawisko wyuczonej bezradności.
Jolanta Sobielga

Fot. Stefan Ciechan Kserograf zasługuje na pomnik. Stał się tak niezbędnym narzędziem kształcenia, jak onegdaj kałamarz z inkaustem. Wokół niemal każdej uczelni punkty kserowania wyrastają jak grzyby po deszczu. Trudno sobie też wyobrazić bibliotekę akademicką bez tego zasłużonego urządzenia, często bardziej obleganego niż katalog on-line czy miejsca z dostępem do Internetu. Co więc tak nakręca kserograficzną koniunkturę? Odpowiedź nasuwa się spontanicznie. Dużo młodzieży z wtórnego wyżu demograficznego, drogie książki, szczątkowe księgozbiory w większości szkół prywatnych zmuszają studentów do kserowania źródeł informacji. Trochę te argumenty jednak weryfikuje następujący obrazek. Oto nowoczesna biblioteka, w uporządkowanym otoczeniu, z nieźle zaopatrzoną czytelnią z wolnym dostępem do zbiorów, o takiej powierzchni, że można swobodnie jeździć gokartem, kabiny do cichej, zespołowej i tym podobnej pracy, wygodne krzesła, światła tyle, ile trzeba, klimatyzacja w standardzie, aranżacja wnętrz bez zarzutu, profesjonalna obsługa, a na peryferiach wygodne miejsca do relaksu. Na marginesie, opis dotyczy bibliotek, w których obserwowałam to, o czym niżej.

Błysk zrozumienia

Otóż, do takiej czytelni przychodzi student, bierze potrzebne mu czasopismo, siada na tym wygodnym krześle, wśród pastelowych kolorów i dyskretnie rozmieszczonej zieleni, czyta tekst i nawet próbuje coś zanotować, po czym wstaje, idzie do kserografu, kseruje i wychodzi ze swoją zdobyczą, by ją „skonsumować” poza biblioteką. Zastanawiające, co powoduje naszym bohaterem, by rezygnować z tak komfortowego miejsca do pracy, gdzie wszystko, co potrzebne jest w zasięgu ręki?

Trudno sądzić bez stosownych badań, jaka jest skala tego typu zachowań, lecz choćby z pobieżnych obserwacji wynika, że „kserujących” jest sporo. Jaka zatem siła wypycha naszego bohatera z czytelni? Myślę, że jest nią pewien niedostatek, który można scharakteryzować następująco. W opisanej sytuacji, zadaniem użytkownika było wykorzystanie potrzebnego źródła informacji, czyli dodanie do tego zasobu wiedzy, którą już dysponował, informacji zawartej w rzeczonym artykule.

Wydaje się, że tu właśnie „zaczynają się schody”, bo aby skorzystać z informacji, którą zawierał artykuł, należało ją przekształcić w wiedzę, czyli jakoś zinterpretować. Mówiąc obrazowo, należało ją jakoś zakotwiczyć w istniejącym zasobie wiedzy, aby nie stanowiła oddzielnego „pliku”, narażonego na atak wirusów zapominania. Gdyby nasz bohater w trakcie czytania artykułu spróbował wykonać wysiłek intelektualny, np. typu: ta definicja gorzej opisuje proces od innych, które znam; nie, z tym nie mogę się zgodzić; okazuje się, że można użyć tego narzędzia zupełnie do innych celów; co to za pojęcie? – muszę zajrzeć do słownika; tego fragmentu nie rozumiem, ciekawe, czy autor pisał o tym również w innym miejscu?; wg mojej wiedzy wygląda to inaczej, ciekawe, co to oznacza?; czy ten fragment, którego nie rozumiem, jest istotny dla zrozumienia tego, po co tutaj przyszedłem?; o metodzie, którą autor opisuje mówi tak, że niewiele z tego pojmuję, a może, skoro nie jest jej autorem, warto sięgnąć do cytowanego źródła?; muszę ustalić kryterium, bo nie rozumiem tej klasyfikacji; słowem, gdyby nasz bohater zadał sobie kilka pytań, coś porównał, coś ocenił, czemuś się zdziwił, coś przeliczył lub narysował, coś sprawdził, coś zweryfikował, coś podał w wątpliwość, coś wyjaśnił, coś wstawił w nowy kontekst, zapewne nie musiałby niczego kserować, bo uruchomiłby proces przyswajania informacji.

Wprawdzie predyspozycje intelektualne wpływają na dynamikę tego procesu, ale jest to przecież zwykła umiejętność, którą każdy może opanować. A warto, bo to właśnie powoduje ten „błysk zrozumienia”, którego zabrakło u naszego bohatera. W konsekwencji zadziałał mechanizm unikania aktywności, który wypchnął go z czytelni. To jest u początkującego studenta drobna dolegliwość, tym bardziej że również powody są zrozumiałe, ale „nieleczona” może przerodzić się w cięższe „schorzenie” typu library anxiety, a nawet w cały „zespół chorobowy”, znany w psychologii jako zjawisko wyuczonej bezradności.

Na pomoc!

Myślę, że omawiane tu zachowania wpisują się w pewien narodowy już problem braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Informacja, szczególnie naukowa, jako produkt wiedzy jej autora, jest bowiem zawsze uwikłana w kontekst innych źródeł informacji. Natomiast kserujący użytkownicy często traktują źródła informacji naukowej tak, jakby one były jakimiś bytami autonomicznymi, co jest sprzeczne z naturą kumulacji wiedzy. Przykładem jest nasz bohater, który przemieszczając „użytkowanie” artykułu w czasie i przestrzeni, wypreparował go z szerszego kontekstu informacyjnego, którym dysponuje biblioteka. W tym miejscu warto się zastanowić, czego tak naprawdę oczekują nauczyciele akademiccy od studentów, zadając im literaturę. Ile z zachowań opisanych „sekwencją trzech z” - zakuć, zdać i zapomnieć - nie miałoby miejsca, gdyby ktoś pomógł studentom w korzystaniu z informacji. Szczera odpowiedź na te pytania poruszyłaby sumienie niejednego z wykładowców.

Jolanta Sobielga, Biblioteka Główna Politechniki Świętokrzyskiej.