Pirackie wyczyny


Marek Wroński


W poprzednim odcinku (Piratka wśród filozofów, FA 01/2013) opisałem pierwszą część kariery naukowej mgr Magdaleny Otlewskiej, byłej doktorantki (filozofia) Uniwersytetu Wrocławskiego. Po wpłynięciu recenzji stwierdzających, że prawie 2/3 jej pracy doktorskiej Teofania stworzenia według Hildegardy z Bingen (promotor: prof. Janina Gajda-Krynicka) zostało dosłownie przepisane z książek trzech autorów, 14 listopada 2012 r. dysertacja nie została dopuszczona do obrony. Jednak w Radzie Naukowej Instytutu Filozofii UWr. (dyrektor: dr hab. Leon Miodoński, prof. UWr.) nadal toczyły się dyskusje nad celowością zamknięcia przewodu doktorskiego, tak aby ewentualnie nie odbierać doktorantce szans na rozwój kariery naukowej i aby mogła napisać nową pracę (sic!).

III posiedzenie Rady

12 grudnia 2012 r. miało miejsce trzecie posiedzenie Rady Naukowej w tej sprawie. Otwierając je prof. Miodoński powiedział, że sytuacja jest jednoznaczna: w obydwu recenzjach stwierdzono plagiat, zaś w ostatnich dniach dotarły informacje o plagiatach p. Otlewskiej w kolejnych publikacjach naukowych, dlatego należy zamknąć przewód, aby ten przypadek nie szkodził dobremu imieniu instytutu. Dodał, że ostatnio słyszał o podobnej sprawie doktoratu na Akademii Leona Koźmińskiego, rozliczanego jako grant promotorski NCN, wówczas recenzent zarzucił plagiat na kilku stronach. I mimo obrony doktorantki przez promotora, że badania wykonano rzetelnie, uznano, że jest to „ciężkie przestępstwo naukowe” i odwołanie oddalono.

W dyskusji zabrał głos dr hab. Damian Leszczyński, zauważając, że w przypadku, kiedy obie recenzje są negatywne, zamknięcie przewodu powinno być automatyczne. Prof. Adam Chmielewski oświadczył, że Instytut został całą tą sprawą bardzo mocno dotknięty, ale sądzi, że „to nie my jesteśmy źródłem tego problemu, bowiem nie ponosimy odpowiedzialności za czyny p. Otlewskiej”. Jego zdaniem, reakcja Rady Instytutu była poprawna. Zabierający ponownie głos dr Leszczyński stwierdził, że broniąc mgr Otlewskiej instytut podważa kompetencje recenzentek. Obecne debatowanie nad sprawą stawia instytut w złym świetle.

Do tej wypowiedzi odniosła się dr hab. Maria Kostyszak, uważając, że dyskusja nie podważa kompetencji recenzentek, które zdyskwalifikowały dysertację ze względu na plagiat, „natomiast my chcemy docenić dokonania własne doktorantki”. Sam doktorat został przez rzecznika dyscyplinarnego przekazany ekspertowi prawa autorskiego, który ma wydać stosowną opinię. Wtrącił się tutaj dyrektor Miodoński, podkreślając, że w opinii NCN „dokonania własne” nie liczą się, gdy w treści pracy jest plagiat. Odpowiedziała mu dr Kostyszak, stwierdzając: „Ja już przerabiałam komunizm. Czuję jakby NCN był instytucją, która się nie kieruje sprawiedliwością, tylko formalnym prawem. Chodzi mi o tryb postępowania, w którym liczą się tylko formalne względy – to, co powie maszyna, a nie zmysł sprawiedliwości. Jako pracownik Zakładu Etyki odmawiam bezdyskusyjnej zgody na taki tryb postępowania”. Z kolei dr Leszczyński stwierdził, że mgr Otlewska nie zasługuje, aby z powodów etycznych zastanawiać się nad jej pracą doktorską. Poparł go prof. Miodoński, który przypomniał list emailowy prof. Honoraty Jakuszko z Lublina, mówiący o wycofaniu z druku w wydawnictwach UMCS dwóch prac mgr Otlewskiej ze względu na zarzut plagiatu.

Po przerwie zabrała głos promotorka doktorantki, prof. Janina Gajda-Krynicka, która podkreśliła, że mgr Otlewska złożyła wyjaśnienie, zgodnie z którym to nie ona oddała do druku dwa inkryminowane artykuły. O tym zaświadcza korespondencja byłej doktorantki z prof. Leszkiem Kopciuchem [redaktorem publikacji – MW], który potwierdził, że nie otrzymał od niej rzeczonych maszynopisów. Według mgr Otlewskiej, artykuły w postaci referatów wysłała ona dr hab. Małgorzacie Kowalewskiej, z którą pozostawała w ścisłym kontakcie. Referaty te nie były przeznaczone i kierowane do publikacji, w związku z tym nie można obciążać nimi mgr Otlewskiej. Co do kwestii plagiatu w doktoracie, prof. Gajda-Krynicka rozróżnia plagiat formalny od plagiatu merytorycznego. Formalny to zwykłe przepisanie tekstu, posłużenie się szeregiem zwrotów. Plagiat merytoryczny zachodzi ostatnio bardzo często, istnieją prace, które są streszczeniami innych książek. W jej opinii plagiat merytoryczny w przypadku p. Otlewskiej nie występuje, bowiem badała ona materiały źródłowe, posługiwała się swoją metodą, analizowała teksty i wyciągała wnioski. Np. wyróżniła zupełnie inne stanowiska badawcze oraz przywoływała inną literaturę niż prof. Kowalewska. Zdaniem prof. Gajdy-Krynickiej powinna to zbadać Komisja Dyscyplinarna, do której sprawa została słusznie skierowana. Ma jednak obawy, czy specjalista prawa autorskiego potrafi odróżnić te dwa aspekty plagiatu. Prosi też Radę Instytutu, aby spojrzeć na sprawę plagiatu p. Otlewskiej z perspektywy sprawiedliwości, docenić dokonania własne doktorantki oraz zaznaczyć w protokole, że pozostawała ona w kontakcie z recenzentkami. Zabierając ponownie głos, dyrektor instytutu prof. Miodoński stanowczo podkreślił, że cała ta sprawa szkodzi instytutowi. Jego zdaniem instytut zachował się poprawnie i wszystkie formalne elementy zostały wypełnione, dlatego teraz pozostaje kwestia zamknięcia przewodu doktorskiego. W odpowiedzi prof. Gajda stwierdziła: „Nie pierwszy raz instytut staje przed takim problemem i jeszcze nigdy mu to nie zaszkodziło”.

W głosowaniu na 17 uprawnionych osób wzięło udział 10 samodzielnych pracowników naukowych. Głosów „tak” było 5, „nie” – 2, zaś „wstrzymujących się” – 3. Stąd wniosek w sprawie zamknięcia przewodu doktorskiego nie uzyskał wymaganej większości głosów.

Po głosowaniu wywiązała się dyskusja, w której zarysowały się dwa główne stanowiska. Dr hab. Maria Kostyszak stwierdziła, że z jednej strony jest autorytet dwóch pań recenzentek, ale z drugiej - autorytet prof. Gajdy-Krynickiej i ojca Matusiaka, który nie widzi powielenia struktury merytorycznej książki. Zdaniem prof. Gajdy należy się skupić na aspekcie merytorycznym i aspekcie sprawiedliwości. Plagiat nie powinien się zdarzyć, ale też nie podważa wieloletniej pracy, którą wykonała doktorantka.

Następnie wypowiedział się dr hab. Damian Leszczyński, który zwrócił uwagę na kuriozalność sytuacji. Rada miała stać na straży pewnych wartości nauki, bowiem za tego rodzaju działania i naruszenie praw autorskich dyskwalifikowane są licencjaty, a obecnie debatuje nad nierzetelnym doktoratem. Poparł go prof. Adam Chmielewski, który także powiedział: „Nasze stanowisko było poprzednio zbyt mocno zniekształcone elementami subiektywnymi, stąd bez osądu Komisji Dyscyplinarnej nasze głosowanie w dalszym ciągu będzie dawało wyraz raczej emocjom aniżeli trzeźwemu osądowi”. W opinii wicedyrektora Instytutu ds. nauki, dr hab. Leszka Kleszcza, „osąd rzecznika dyscyplinarnego będzie nowym elementem, który da podstawy do nowego głosowania. Dzisiejsze głosowanie podtrzymuje stan rzeczy”.

IV posiedzenie Rady

16 stycznia 2013 odbyło się czwarte posiedzenie Rady Instytutu w tej sprawie, w którym po raz pierwszy wzięły udział obie recenzentki: prof. dr hab. Agnieszka Kijewska z Wydziału Filozofii KUL w Lublinie oraz dr hab. Małgorzata Kowalewska z Instytutu Filozofii UMCS w Lublinie.

Otworzył je prof. Leon Miodoński i powiedział, że obecne posiedzenie jest konieczne, bo doktorantka wprowadzała całą radę w błąd przez podawanie fałszywych informacji, które spowodowały, że na posiedzeniu grudniowym nie zamknięto przewodu. Błędem było to, że nie zaproszono wcześniej recenzentek, ale on sądził, iż recenzje są tak druzgocące i jednoznaczne, że członkowie rady jednogłośnie zamkną przewód doktorski.

Pierwsza głos zabrała prof. Agnieszka Kijewska, która podtrzymała w całości swoją recenzję i stwierdziła, że dysertacja mgr Otlewskiej jest masywnym plagiatem. Krótko odniosła się do listu doktorantki z 25 listopada 2012 r. dziwiąc się, że na Uniwersytecie Wrocławskim akceptują 10-procentowy plagiat, ale i tak liczba przepisanych dosłownie stron doszła do 70 proc. tekstu. Poinformowała zebranych, że na fakt zapożyczeń w pracy doktorskiej wpadła już na początku lektury, bowiem na stronie 14 wstępu jest błędne odniesienie do jej książki. Kiedy sprawdziła swój tekst i zobaczyła, że paragraf dosłownie przepisano, zaczęła sprawdzać odniesienia bibliograficzne z tekstami konkretnych książek. Szybko odkryła, że całe rozdziały są dosłownie przepisane z książki dr Małgorzaty Kowalewskiej, w tym wstęp i zakończenie. Około 27 stron przepisano z książki o. Matusiaka, wydanej w 2003 roku. Doktorantka świadomie zmieniała tekst, czasami z treści książki Kowalewskiej wpisywała go do swoich odnośników, zamieniała tłumaczenia na swoje, ale czasami bezkrytycznie przepisywała tekst, popełniając kompromitujące błędy. Pisze np. we wstępie (przepisując słowo w słowo od Kowalewskiej!), że prezentowana praca składa się z dwóch części, ale przecież jej doktorat składa się z 5 rozdziałów. Ogółem przepisała sto kilkadziesiąt stron, natomiast własnych zdań w splagiatowanym tekście prawie nie ma. Jedyna „własna” informacja to ta o zamiarze mianowania Hildegardy z Bingen „doktorem Kościoła” przez papieża Benedykta XVI. Cała sprawa jest bardzo denerwująca i trudno uwierzyć, że doktorantka do tego stopnia naruszyła różnorodne normy.

Uwagi splagiatowanego recenzenta

Z kolei dr hab. Małgorzata Kowalewska na początku rozdała zgromadzonym swoje obszerne, pisemne ustosunkowanie się z 6 stycznia br. do „Odpowiedzi Doktorantki” na recenzje. Następnie ustnie wyjaśniła, że jej kontakty z doktorantką były sporadyczne. [Opisuje je w osobnym artykule w tym numerze FA na str. 54-55 – red.] Nie czytała wcześniej jej żadnej pracy ani nie widziała żadnego rozdziału z doktoratu, który miała w ręku dopiero w październiku 2012 r., kiedy przysłano go jej oficjalnie do recenzji. Pani Otlewska nie tylko splagiatowała expressis verbis 151 stron z jej książki do 253-stronicowego doktoratu, ale przejęła treść wielu rozdziałów książki do swoich 11 publikacji naukowych, które wydrukowała w recenzowanych czasopismach w kraju. Ogółem tych plagiatowych prac jest w tej chwili 14.

Następnie dr Kowalewska pokazała zebranym jak wygląda doktorat z „ukradzionymi” i podkreślonymi zdaniami oraz jak wygląda jej książka, gdzie również zaznaczyła czarnymi liniami „żywcem” przepisany od niej tekst. Na sali zapadła cisza, bowiem większość stron była zaczerniona. Zakwestionowała też jakoby „doskonałą” znajomość łaciny doktorantki, pokazując bezmyślne błędy, jakie powstały przy przepisywaniu i „poprawianiu” jej tekstu. Przedstawiła też przykłady fałszowania przypisów. Poinformowała o fakcie fałszerstwa listu o. Matusiaka przez mgr Otlewską. Na koniec oświadczyła, że jest insynuacją, iż mogła nie poznać swojego tekstu w rozdziałach doktoratu Magdaleny Otlewskiej, które jakoby ta do niej wcześniej przysyłała.

Dyskusja

Prof. Miodoński stwierdził, iż bezczelność p. Otlewskiej jest tak wielka, że gdy w połowie grudnia 2012 umieścił w Internecie na stronie domowej instytutu informację, że jej doktorat jest plagiatem, to Magdalena zadzwoniła do niego z pretensjami, dlaczego to zrobił!

Zabrała głos promotorka, prof. Janina Gajda-Krynicka, oświadczając, że współpracowała z p. Otlewską od czasu pisania jej pracy magisterskiej. Jest pewna, że doktorantka czytała teksty łacińskie, gdyż wielokrotnie dyskutowała z nią na ten temat. Podkreśliła, że była już promotorką w kilkunastu przewodach doktorskich, jednak nigdy nie przyszła jej myśl, aby sprawdzać doktoraty pod kątem zapożyczeń. Była głęboko przekonana i pewna, że pani Otlewska utrzymuje ścisłe relacje i kontaktowała się z prof. Kowalewską.

Doktorantka powiedziała jej, że już po otrzymaniu negatywnej recenzji prof. Kijewskiej rozmawiała telefonicznie z prof. Kowalewską, która stwierdziła, że jest dużo zastrzeżeń merytorycznych, ale plagiatu nie ma. „Magda przekazała mi także list emailowy od o. Matusiaka i powiedziała, że rozmawiała z nim telefonicznie, gdy był on w Grecji”.

Dr Kowalewska odpowiedziała, że nie widziała się z p. Otlewską od konferencji w Lublinie w maju 2012 r. Kiedy pod koniec września 2012 r. dostała do recenzji jej pierwszy lubelski artykuł pokonferencyjny (wysłany do UMCS), stwierdziła, że to plagiat.

Rzeczywiście, pod koniec października 2012 p. Otlewska zadzwoniła do niej z innego („obcego”) telefonu komórkowego. Była zaskoczona, dlatego w rozmowie odpowiadała monosylabami. Kiedy p. Otlewska opowiadała, że zarówno ona, jak i jej promotor nie zgadzają się z recenzją prof. Kijewskiej i zapytała o jej zdanie, odpowiedziała, że była zajęta i nie miała czasu, aby przeczytać jej doktorat. Zapozna się z nim w najbliższym czasie. „Powiedziałam jej: Zrobię to, co muszę zrobić, ale słowa »plagiat« nie użyję”. Dlatego napisała w recenzji, że strony są identyczne. Jeśli p. Magdalena powiedziała prof. Gajdzie, że ona gwarantowała, iż nie ma tam plagiatu, to jest to kłamstwo.

Po kilku dalszych wypowiedziach dyrektor Miodoński zamknął dyskusję i podał pod głosowanie wniosek o zamknięcie przewodu doktorskiego. W głosowaniu tajnym rada jednogłośnie (14 głosów „za”) zamknęła przewód.

Prof. Miodoński, po wcześniejszych konsultacjach z kilkoma członkami rady, zaproponował uchwalenie następującego oświadczenia: „Wobec stwierdzonych ponad wszelką wątpliwość, bezprecedensowych i wielokrotnych naruszeń prawa autorskiego, zasad rzetelności w pracy naukowej oraz dobrych obyczajów akademickich popełnionych przez mgr Magdalenę Otlewską w jej rozprawie doktorskiej oraz licznych jej publikacjach, Rada Naukowa Instytutu Filozofii wyraża swe najsurowsze potępienie dla jej praktyk.

Mając na względzie dobre imię Uniwersytetu Wrocławskiego oraz kierując się zasadą braku tolerancji dla bezprawnego zawłaszczania i wykorzystywania cudzej własności intelektualnej, Rada Naukowa zwraca się do władz rektorskich Uniwersytetu Wrocławskiego o wykluczenie Magdaleny Otlewskiej ze społeczności akademickiej naszej uczelni”. Jego zdaniem Rada Instytutu musi się jednoznacznie określić w tej smutnej sytuacji.

Do tej propozycji z rezerwą odniosła się dr hab. Maria Kostyszak, adiunkt Zakładu Etyki, która oświadczyła, że sprzeciwia się akapitowi odnoszącemu się „do wykluczenia”, bowiem nie da to możliwości otrzymania doktoratu na innym wydziale. Poparł ją prof. Marek Łagosz, uważając, że wykluczenie to za mocne słowo. „Pani Otlewskiej nie powiodło się u nas. Teraz jest studentką kulturoznawstwa i może tam jej się uda”. Głos zabrała prof. Kijewska, która stwierdziła, że jeśli ktoś się tak skompromitował, to nie ma szans na nowy doktorat. Jeśli doktorantka nie nauczyła się, jak rzetelnie pracować pod opieką prof. Gajdy, to taki fakt ją kompromituje i już się tego nie nauczy.

Dalsi dyskutanci, dr Leszczyński, prof. Paź i prof. Krasicki, uważali, że rada „trochę się spóźniła” z zamknięciem przewodu, stąd obecne oświadczenie jest ważnym sygnałem, że w instytucie nie toleruje się plagiatów. W głosowaniu jawnym 20 osób było za przyjęciem oświadczenia, zaś dwie osoby się wstrzymały. Przyjęto też wniosek dr. Romana Konika, aby pracę magisterską p. Otlewskiej, która również dotyczy Hildegardy z Bingen, przekazać obydwu recenzentkom z prośbą o zbadanie, czy magistrantka napisała ją rzetelnie.

Uwagi i fakty

W połowie grudnia ub.r. wyszło na jaw, że Magdalena Otlewska ponownie przedstawiła swojej promotorce, prof. Gajdzie-Krynickiej, sfabrykowany list – tym razem jakoby od prof. Leszka Kopciucha z UMCS w Lublinie. Było tam napisane, że doktorantka nie przesłała żadnego maszynopisu do publikacji w wydawnictwach pokonferencyjnych. Magdalena Otlewska skierowała fałszywe oskarżenie pod adresem dr hab. Małgorzaty Kowalewskiej, utrzymując, że ta bez jej wiedzy i zgody wysłała maszynopisy artykułów do publikacji – nie wiadomo, co tam umieszczając. To kłamstwo, bez wcześniejszego sprawdzenia, przekazała Radzie Instytutu promotorka, prof. Gajda-Krynicka.

W rzeczywistości prof. Kopciuch przedstawił korespondencję z doktorantką, potwierdzającą, że to p. Otlewska przesłała splagiatowane maszynopisy, intensywnie je poprawiała po jego wstępnych uwagach i nawet poprosiła o zaświadczenie, że pierwszy maszynopis zakwalifikowano do druku.

14 stycznia 2013 r. Magdalena Otlewska, po wcześniejszej rozmowie z jej nowym opiekunem naukowym, prof. Mirosławem Kocurem, zrezygnowała z nowo podjętych studiów doktoranckich na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych na kierunku „kulturoznawstwo”.

Jak mnie poinformował ostatnio rzecznik prasowy UWr, wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne zostało zakończone. Rzecznik dyscyplinarny dla doktorantów czeka tylko na zapoznanie się p. Otlewskiej z dokumentacją postępowania, aby skierować wniosek dyscyplinarny i zapoznać rektora, prof. Marka Bojarskiego, z ustaleniami.

Ciekawy jest fakt, że 15 publikacji M. Otlewskiej, w których stwierdzono poważne naruszenie praw autorskich innych osób, zostało wydrukowanych w czasopismach recenzowanych i wszystkie przeszły wcześniej przez „sito recenzenckie”. Na podstawie tych publikacji (ogółem jest ich chyba około 20) młoda „uczona” otrzymywała liczne stypendia naukowe oraz trzy granty.

Mam obawy, że brak nadzoru promotorskiego połączony z ambicją i brakiem skrupułów młodych naukowców „pociągnie na dno” jeszcze niejedną nadzieję polskiej nauki.

Marekwro@gmail.com