Aktualności
Sprawy nauki
12 Sierpnia
Źródło: iStock
Opublikowano: 2025-08-12

Jak ocena parametryczna psuje standardy metodologiczne

Ewaluacja jednostek naukowych, jeśli ma wspierać jakość, powinna uwzględniać także takie aspekty, jak rzetelność prowadzenia badań, zgodność analiz z planem badawczym oraz zaangażowanie w rozwój kompetencji metodologicznych wśród młodszych badaczy. Wymaga to zmian w systemie, który obecnie kładzie zbyt duży nacisk na liczbę publikacji – uważa dr Michał Ordak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący Grupy Statystycznej Światowego Stowarzyszenia Edytorów Medycznych.

Od 2015 roku, jako edytor i recenzent statystyczny w wielu medycznych czasopismach (m.in. „Thorax”, „Allergy”, „Brain and Behavior”), obserwuję narastający problem psychologicznego obciążenia istotnością statystyczną. Autorzy często odmawiają wdrożenia zaleceń dotyczących analizy, obawiając się, że ich zastosowanie sprawi, iż wyniki stracą na znaczeniu i trudniej będzie je opublikować. Często deklarują, że skorzystają z tych wskazówek dopiero w kolejnych badaniach. W wielu przypadkach przyczyną nie jest brak wiedzy, lecz presja przedstawienia wyników uznawanych za znaczące. Niestety, także w polskim środowisku naukowym sytuacje tego typu nie należą do rzadkości. Zjawisko to szerzej opisałem w artykule opublikowanym w „European Science Editing”, wskazując między innymi na emocjonalne reakcje autorów oraz traktowanie istotności jako warunku publikacyjnego.

Równolegle, od ponad dekady, studenci wielu uczelni w Polsce sygnalizują, że praktyczne nauczanie statystyki jest ograniczone, a praca z artykułami naukowymi należy do rzadkości. Wyniki przeprowadzonego przeze mnie badania wskazały, że podejście oparte na analizie publikacji wiązało się z niższym poziomem stresu, lepszym przyswajaniem wiedzy oraz większą satysfakcją. Studenci oceniali tę formę jako bardziej przydatną w kontekście przyszłej pracy badawczej.

Presja osiągania istotnych statystycznie wyników nie wynika wyłącznie z oczekiwań wydawnictw czy redakcji, ale jest głęboko zakorzeniona w systemie oceny dorobku naukowego. W praktyce wielu badaczy utożsamia wartość pracy z obecnością gwiazdek przy wartościach p, ponieważ to one mają zwiększać szansę akceptacji artykułu i tym samym przekładać się na liczbę publikacji wymaganych w procesach ewaluacyjnych. Istotność staje się tu nie tyle narzędziem analizy, co warunkiem uzyskania punktów, które decydują o ocenie jednostki naukowej, awansie zawodowym czy dostępie do finansowania.

W ostatnich latach wielokrotnie spotykałem się z sytuacjami, w których autorzy deklarowali, że analiza danych zgodna z zaleconymi im rekomendacjami może prowadzić do uzyskania wyników nieistotnych statystycznie, co ich zdaniem mogłoby utrudnić publikację. Zdarzało się, że prosili o akceptację testów niedostosowanych do danych tylko dlatego, że dawały lepsze rezultaty. Nawet w trakcie przeprowadzania analizy statystycznej często pojawiające się pytania dotyczyły, przykładowo, usunięcia wartości odstających lub zastosowania innych metod, nie z powodu nieznajomości zasad analizy, lecz z obawy przed odrzuceniem pisanego manuskryptu.

W wielu przypadkach autorzy wskazywali, że muszą liczyć się z oczekiwaniami zespołu, instytucji lub promotora. Jednocześnie część z nich zaznaczała, że w przyszłości skorzysta z rekomendowanego podejścia, ale nie w bieżącej pracy, ponieważ teraz zależy im na publikacji. Tego typu postawy nie osłabiają znaczenia statystycznej recenzji, ale uwidaczniają jej potrzebę tam, gdzie decyzje analityczne bywają kształtowane przez presję publikacyjną. Analiza statystyczna bywa traktowana jako formalność, którą należy przejść bez komplikacji, a nie jako narzędzie wspierające wnioskowanie naukowe. W dłuższej perspektywie prowadzi to do upowszechnienia uproszczonych, szablonowych analiz i zaniżania jakości publikowanych wyników. Rekomendacje, które w normalnych warunkach byłyby traktowane jako szansa na poprawę artykułu, zaczynają być odbierane jako ryzyko, nie tylko dla publikacji, ale i dla dorobku całego zespołu.

Nie bez znaczenia pozostaje również to, w jaki sposób prowadzona jest edukacja dotycząca analizy statystycznej. Brak doświadczenia w samodzielnym stosowaniu metod, nauczanie skupione głównie na obsłudze narzędzi zamiast na rozumieniu zasad, mogą sprzyjać traktowaniu statystyki jako przeszkody technicznej, a nie jako elementu krytycznego myślenia naukowego. W takich warunkach rośnie podatność na upraszczanie procedur, unikanie niestandardowych rozwiązań i dostosowywanie analiz do oczekiwanych wyników.

W artykule opublikowanym przeze mnie w czasopiśmie „BMC Medical Education”, 527 studentów kierunków medycznych porównywało dwie formy nauczania: tradycyjną, opartą na odtwarzaniu procedur w pakiecie statystycznym, oraz praktyczną, polegającą na pracy z opublikowanymi artykułami i analizie danych w kontekście rzeczywistych problemów badawczych. Wyniki badania pokazały, że podejście praktyczne było oceniane jako bardziej efektywne, nie tylko pod względem redukcji stresu i zwiększenia satysfakcji, ale również jako forma lepiej przygotowująca do przyszłej samodzielnej pracy naukowej. Studenci wskazywali, że możliwość pracy z rzeczywistymi publikacjami i odwołanie do kontekstu badawczego pozwala bardziej zrozumieć sens analizy i wzmocnić zaufanie do własnych kompetencji. Jednocześnie postulowali większe uelastycznienie form zaliczeń, takich jak przegląd artykułu pod kątem poprawności analizy statystycznej lub przeprowadzenie własnego badania i zastosowanie omówionych metod. Takie podejście nie tylko ułatwia przyswajanie wiedzy, ale także może sprzyjać kształtowaniu postaw opartych na rzetelności i niezależności metodologicznej.

Opisane zjawiska pokazują, że w systemie silnie zorientowanym na parametryczną ocenę dorobku naukowego może dochodzić do wypaczenia celów analizy statystycznej oraz osłabienia standardów metodologicznych. W praktyce edytorskiej coraz częściej spotykam się z sytuacjami, w których decyzje analityczne nie są podejmowane w oparciu o rzetelność metodologiczną, lecz o oczekiwany efekt w kontekście publikacyjnym. Jednocześnie obserwuję systemowy deficyt w zakresie praktycznego nauczania analizy statystycznej, co może dodatkowo pogłębiać problem. Jeśli ewaluacja nauki w Polsce ma rzeczywiście służyć podnoszeniu jakości badań, nie może opierać się na pośrednich wskaźnikach sukcesu, takich jak liczba publikacji, bez uwzględnienia sposobu prowadzenia analiz i rzetelności wnioskowania. Potrzebne są działania na kilku poziomach.

Po pierwsze, uczelnie powinny wzmacniać komponent praktycznego nauczania analizy statystycznej nie tylko jako umiejętności technicznej, ale elementu całej kultury badawczej. Po drugie, czasopisma naukowe, także krajowe, powinny wdrażać systematyczne wsparcie redakcyjne i recenzenckie w zakresie oceny metod analitycznych, niezależnie od siły wyników. Po trzecie, polityka naukowa powinna w większym stopniu doceniać transparentność, poprawność metodologiczną oraz gotowość do publikowania wyników niezależnie od ich rozmiaru czy kierunku.

Ewaluacja jednostek naukowych, jeśli ma wspierać jakość, powinna uwzględniać także takie aspekty, jak rzetelność prowadzenia badań, zgodność analiz z planem badawczym oraz zaangażowanie w rozwój kompetencji metodologicznych wśród młodszych badaczy. Bez takich działań presja pozostanie, a liczba punktów może wciąż rosnąć bez realnego przełożenia na jakość wiedzy naukowej. Polityka naukowa powinna bardziej premiować jasno opisaną metodę badawczą i zgodność analiz z zasadami rzetelnej nauki. Wymaga to zmian w systemie ewaluacji, który obecnie kładzie zbyt duży nacisk na liczbę publikacji, zamiast na jakość zastosowanych metod i przejrzystość raportowania.

dr Michał Ordak

Dyskusja (66 komentarzy)
  • ~Hubert Wojtasek 12.11.2025 14:14

    Zdumiewające. Dr Ordak ma 16 publikacji z Mohammedem Rezą Saebem, wszystkie w różnych wariantach Lancetu. Do tego np. 27 artykułów z Amirhosseinem Sahebkarem (10 retrakcji). Pewnie nawet o tym nie wie. Tak to jest z tymi publikacjami medycznymi, które mają 1000+ autorów. Tego typu rzeczy wychodzą przy analizie uczelni w bazie Argos.

  • ~dr-On 20.08.2025 20:35

    Dzisiaj podali wyniki kolejnego rangkingu szanghajskeigo uczelni, no i po raz kolejny najlepszymi uczelniami z Polski okazały się: UW oraz UJ. Jak podaje portal onet:
    cyt. "Pod uwagę brane są m.in.:

    liczba laureatów Nagrody Nobla i Medalu Fieldsa wśród absolwentów i pracowników,
    publikacje w prestiżowych czasopismach jak "Nature" i "Science",
    liczba cytowań w bazach Science Citation Index-Expanded i Social Science Citation Index,
    wydajność naukowa w przeliczeniu na jednego pracownika."

    My mamy w Polsce na UJ "omc" noblistę z prawa, tj. prof. dr hab. Z., gdyż parę lat temu tak go nazwał ówczesny rektor UJ...
    Mamy w ogóle zastępy filozofów, historyków, politologów, socjologów etc. etc. oraz sytuację nauki polskiej, jaka jest, i nikomu to jakoś nie przeszkadza...
    PYTANIE: a ile osób, które NIE DOSTAŁY szansy na karierę naukową (z różnych powodów), mogły mieć znaczące wyniki naukowe (i może nawet Nagrodę Nobla lub Medal Fieldsa), ZOSTAŁO ZMARNOWANYCH "dzięki" BEZNADZIEJNEMU systemowi nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce?

    • ~Maciek 21.08.2025 07:18

      dr-On,

      No tak, ale UW znajduje się w przedziale 401-500, a UJ 501-600. Nie najlepiej to wygląda. Przecież UW i UJ to zwycięzcy konkursu IDUB. Świat Nam odjechał, a My od lat siedzimy na stacji.

      • ~dr-On 21.08.2025 16:44

        Ależ przecież ja to świetnie wiem. Napisałem w formie sarkazmu (bo chyba tylko to pozostało), jak wygląda sytuacja w dużym skrócie. Należy dopisać, że dużą rolę odgrywa tutaj MENTALNOŚĆ polskiego społeczeństwa, z którego przecież biorą się studenci, będący swego rodzaju większą częścią "paliwa" dla funkcjonowania uczelni. Otóż, ta mentalność, to NIECHĘĆ do dziedzin ścisłych, połączona z zabobonnym podziwem zaprawionym nabożnym wręcz lękiem przed tymi dziedzinami, PLUS mniemanie, że takie dziedziny, jak filozofia, prawo, socjologia itp., wystarczą do zapełnienia nimi systemu, a fizyka czy matematyka to takie kosztowne "brylanty" tzn. podziwiamy je, ale w sumie, gdyby ich nie było, to nic by się strasznego nie stało. Ta właśnie mentalność RAZEM z głupawym polskim mechanizmem stwarzania warunków do badań naukowych oraz warunków dla wdrażania zastosowań badań naukowych, powoduje iż jest to, co jest.

        • ~Maciek 21.08.2025 21:51

          dr-On,

          Poruszył pan zagadnienie ciekawe i trudne zarazem, które niejednokrotnie było przedmiotem dyskusji na tutejszym forum. Nie mam prostej odpowiedzi, ale wiem jedno, iż pomimo wiecznych reform systemu edukacji, szkolnictwa wyższego i nauki, które na ogół wnoszą chaos, to mamy zdolnych uczniów, studentów i naukowców z zakresu nauk internacjonalnych, a którzy zdobywają prestiżowe międzynarodowe nagrody i wysokie miejsca w globalnych konkursach. Natomiast nie mamy dobrze zorganizowanego państwa ani elit politycznych. Wszystko wokoło jest mirażem. Każdy kraj zmaga się z różnymi strukturalnymi problemami, ale inne społeczeństwa starają się je rozwiązywać. U Nas panuje jakaś niemoc i majaki o potędze.

          • ~Hubert Wojtasek 22.08.2025 07:44

            "U Nas panuje jakaś niemoc i majaki o potędze."
            Dzisiaj (a może jeszcze wczoraj) dowiedzieliśmy się, że "niezidentyfikowany obiekt", który wybuchł pod Osinami, nadleciał ze strony Białorusi. Ale to niemożliwe, bo w środę słyszeliśmy, że "przestrzeń powietrzna Polski nie została naruszona". 🤔
            Tak, niestety, działa nasze państwo, które, jak to ktoś kiedyś powiedział, istnieje tylko teoretycznie. Każda władza boi się podjąć radykalne i zazwyczaj trudne i niepopularne, choć bardzo potrzebne, decyzje, bo boi się narazić tej czy innej grupie wyborców. Wszak różnica w wyborach jest minimalna i każdy głoś się liczy.

            • ~dr-On 22.08.2025 16:37

              Może ten obiekt był zbudowany z samych neutrin i dlatego nie dali rady go wykryć? ;))) Teraz NA POWAŻNIE. Wszystkie osoby, których decyzje i działania mają bezpośredni wpływ na życie innych ludzi: kierowców samochodów, ale też lekarzy, prawników, POLITYKÓW, należałoby poddawać dwóm sprawdzianom, ZANIM podjęliby swoje obowiązki:
              pierwszy sprawdzian z fizyki: parę prostych doświadczeń z fizyki z opracowaniem wyników pomiarów (tzw. "laborki"),
              a drugi sprawdzian z logiki formalnej: także prosty sprawdzian, mianowicie z elementów logiki formalnej z zastosowaniami jej w praktyce.
              OBA te sprawdziany miałyby przede wszystkim wykazać zdolność danej osoby do LOGICZNEGO i KRYTYCZNEGO rozumowania. Bowiem, niestety, WĄTPIĘ w tego rodzaju umiejętności u niemałego odsetka np. polityków (niezależnie od ich poglądów).

              • ~sc 25.08.2025 10:00

                Powiem tak politycy celowo niszczyli ten sektor edukacyjny latami, lub wykorzystywali do robienia przekretow finansowych - rozkradania publicznej kasy. nikt nie chcial zreforomowac ani cos zrobic z tym sektorem, to taki niechciany kartofel. pochodze z prowincji. nauczanie przedmiotow scislych typu matematyka, fizyka czy informatyka zawsze lezalo i kwiczalo. ludzie ktorzy przyszli do zawodu nauczyciela z przypadku, brak kasy samorzadow na dodatkowe lekcje, ja w liceum mialem wiecej lekcji religii niz fizyki, wiec o czym rozmawiamy? niestety w tym zawodzie wyladaly kiepskie osoby z liceum, wiec wiecie. slabi uczniowe zostali nauczycielami.
                duzo ludzi wyjechalo w swiat lub zmienilo zawod. to jest przyczyna waszych rozwazan

                • ~dr-On 25.08.2025 13:55

                  No cóż... ma Pan dużo racji. Dodam jeszcze, że nikt jakoś nie zauważa, iż te wszystkie "reformy" szkolnictwa, czy nauki w Polsce, które miały dać tyle dobrego, dotyczyły tylko PEWNEGO ODSETKA ludzi zajmujących się nauką. Z reguły byli oni w grupach badawczych, reszta (nazywam ich "naukowymi roninami", czyli z różnych przyczyn, pozostawionymi samymi sobie), praktycznie i tak nie miała zbyt wielkich szans na skorzystanie z domniemanych dobrodziejstw tych "reform"... Sam byłem takim "roninem", znam kilku takich, jak ja, i dobrze wiem, o czym piszę.
                  A skoro, jak Pan pisze "nauczanie przedmiotow scislych typu matematyka, fizyka czy informatyka zawsze lezalo i kwiczalo", więc efekt był do przewidzenia.
                  Teraz za ponad miesiąc ogłoszą kolejnych laureatów Nagród Nobla z chemii, fizyki, czy fizjologii lub medycyny, i chyba wiele się nie zaryzykuje, stawiając pensję, że nie będzie wśród nich ani jednego naukowca pracującego w Polsce. Za to na inauguracji kolejnego roku akademickiego, na polskich uczelniach, w większości przypadków, będzie wykład inauguracyjny o filozofii Pana X. w kontekście przemian w XXI w., albo o czymś w rodzaju "Co wy wiecie o kobiecie" (był taki wykład inauguracyjny na jednej uczelni - bez komentarza), albo o prawie takim-a-siakim (i bynajmniej nie o prawa fizyki, czy chemii będzie chodziło). Autorzy tych wykładów uważają zapewne, że obecny porządek jest dobry, ma być tak, jak jest itp. itp. No to jest, jak jest.

            • ~Maciek 22.08.2025 14:02

              @ Hubert Wojtasek,

              To prawda panie Hubercie. Wystarczy spojrzeć jak zorganizowana jest np. Republika Czeska. Z Opola jest blisko i podejrzewam, że zna pan Czechy i Morawy. Dziękuję panu za link z Elizabeth Bik. Właściwie owa holenderska uczona potwierdziła wszystko to, co napisałem poniżej. Jednym słowem naukometria musi trafić na śmietnisko historii, gdyż inaczej naukę czeka destrukcja. Decyzję w tej sprawie powinny podjąć rządy państw, które finansują naukę. Nie ma innej drogi.

      • ~Hubert Wojtasek 21.08.2025 08:49

        ~Maciek (czy to aby ten sam Maciek?) 😉
        Dokładnie wygląda to tak:
        1) Alumni of an institution winning Nobel Prizes and Fields Medals - 10%
        2) Staff of an institution winning Nobel Prizes and Fields Medals - 20%
        3) Highly Cited Researchers - 20%
        4) Papers published in Nature and Science - 20%
        5) Papers indexed in Science Citation Index-Expanded™ and Social Science Citation Index™ - 20%
        6) Per capita academic performance of an institution - 10%
        Tak więc wcale nie trzeba mieć noblistów, ani artykułów w Science i Nature. Wystarczy zatrudnić kilku papierników, którzy produkują 100+ artykułów i 5000+ cytowań rocznie (kryteria 3+5+6 = 50%) by gwałtownie awansować. Tak zrobiła np. Politechnika Opolska. Mówił o tym też pan rektor Pawełczyk.
        https://forumakademickie.pl/rektor-politechniki-slaskiej-w-obronie-zasad-etyki-naukowej/
        Wszelkiego rodzaju rankingi (instytucjonalne i indywidualne, np. Highly Cited Researchers) są jedną z podstawowych przyczyn patologii. Dlatego np. wiele uczelni z Chin, Arabii Saudyjskiej a nawet Iranu awansowało niedawno do pierwszego tysiąca, a nawet pierwszej setki. Shanghai Jiao Tong University (alma mater Muhammada Bilala, 312 retrakcji w Retraction Watch Database) jest na 30. miejscu! Afiliowanie publikacji Rafaela Luque’a z uniwersytetem RUDN spowodowało jego gwałtowny wzrost w rankingach, a uniwersytet w Kordobie spadł po jego zwolnieniu o 150 miejsc.
        https://english.elpais.com/science-tech/2025-06-10/eleven-studies-by-spanish-scientist-rafael-luque-are-retracted-due-to-fraudulent-practices.html
        https://english.elpais.com/science-tech/2024-12-05/dozens-of-the-worlds-most-cited-scientists-stop-falsely-claiming-to-work-in-saudi-arabia.html#?rel=mas
        Wydaje mi się więc, że nie ma się co za bardzo ekscytować rankingami. Lepiej się skupić na pracy organicznej i pracy u podstaw, a efekty przyjdą. Tylko nie tak od razu.

        • ~Maciek 21.08.2025 14:09

          @ Hubert Wojtasek,

          Tak to ja panie Hubercie. Dziękuję za szczegółowe info w sprawie powyżej. W tym układzie należałoby w ogóle odejść od wszelkich wskaźników liczbowych/naukometrycznych, gdyż fałszują one rzeczywisty obraz rozwoju nauki. Naukometria wygenerowała i spółdzielnie cytowań i papiernie. Ten nowotwór niszczy naukę praktycznie w każdym kraju globu. Według mnie już czas najwyższy pożegnać się z naukometrią, bo inaczej nauka będzie podlegała procesowi destrukcji. Krytyczne artykuły na temat naukometrii były publikowane w Science i Nature, ale najwidoczniej naukometria stała się dla wszystkich wyjątkowo wygodna. Żyje nadzieją, że w końcu zostanie odrzucona raz na zawsze. Natomiast zgadzam się z panem, iż nie ma się co za bardzo ekscytować rankingami, a lepiej skupić się na pracy organicznej i pracy u podstaw. Pozdrawiam pana i Opole.

          • ~Hubert Wojtasek 21.08.2025 20:43

            Link do ciekawej propozycji podał "Wojciech" w komentarzu pod wywiadem z prof. Węgrzynem.
            https://www.researchprofessionalnews.com/rr-news-world-2025-8-researchers-suggest-one-a-year-publication-limit/
            Nie jest to zresztą nowy pomysł. Ograniczenie "produkcji" publikacji postulowała np. w ubiegłym roku Elizabeth Bik.
            https://english.elpais.com/science-tech/2024-04-26/elisabeth-bik-expert-in-scientific-integrity-we-need-to-slow-down-scientific-publishing.html#?rel=mas
            Takie rozwiązanie jest oczywiście praktycznie niewykonalne, ponieważ napotka na zdecydowany opór nie tylko wielkich wydawców, dla których oznaczałoby to ogromne zmniejszenie dochodów, ale także znacznej części środowiska naukowego, które dzięki temu systemowi zrobiło kariery. No bo jak oni by się wtedy wykazali, gdyby trzeba było cały rok starannie projektować eksperymenty, następnie je wykonać i opisać? No a wcześniej jeszcze przeczytać ze zrozumieniem kilkaset artykułów. W ciągu 20 lat obowiązywania punktozy wykształcone zostało już całe pokolenie osób (w tym wielu profesorów belwederskich w wieku ca. 40 lat), którzy nie znają innego systemu i nie wiedzą, że badania można prowadzić w innym celu niż dla osiągnięcia "dorobku".

        • ~Przemo 21.08.2025 10:56

          Cóż, liczy się tylko wydajność gospodarki: produkcji i handlu. W przypadku uczelni – liczy się tylko to, na ile nauka i edukacja wzmacnia państwo i gospodarkę, a targi próżności i rankingi to zabawa przy okazji – coś dla reklamy i dla mediów. Nie da się na podstawie targu próżności, prestiżu (czytaj iluzji) budować sensownej polityki naukowej państwa.
          Zdrowy rozsądek – dobra rzecz, zawsze godna polecenia: liczmy ile poszczególne jednostki naukowe dają państwu i gospodarce. Przecież Im więcej dają, tym więcej mogą odstać. To nie tylko polski problem. Cały Zachód staje się skansenem w miarę zamożnych rentierów, a to prosta droga do ubóstwa i katastrofy w świecie, w którym zaczynamy z roku na rok coraz mniej.

  • ~Przemo 18.08.2025 14:14

    Poruszył Pan dwa bardzo istotne zagadnienia:
    1. Właściwy czas i sposób nauczania statystyki. Miałem wiele lat temu zajęcia ze statystyki na pierwszym roku studiów i to faktycznie źle działa, kiedy studenci nie zdają sobie jeszcze sprawy, z niedokładności pomiarów i z tego jak powinien być zaplanowany eksperyment z odpowiednio dobranymi próbami kontrolnymi. Tu pojawia się jeszcze jeden problem, bardziej ogólny: nauczanie niektórych przedmiotów, żeby było skuteczne musi trwać dłużej niż jeden semestr. Pracowałem np. ze studentami, którzy uczyli się programowania na pierwszym roku, a przez kolejne dwa lata mieli inne ważne przedmioty, i trochę czasu im zajęło zanim sobie przypomnieli jak to się robi. Ponieważ matematyka i statystyka są w naukach eksperymentalnych niepomijalne, należy zapewnić ciągłość w zajęciach z tych przedmiotów, żeby po egzaminie lub zaliczeniu studenci wszystkiego nie zapominali. Podobny problem dotyczy, choć w mniejszym stopniu przedmiotów, na których trzeba dużo zobaczyć i zapamiętać. Żeby nie zapomnieć szybko – konieczna jest ciągłość zapotrzebowania na zdobytą już wiedzę. Niestety przeliczanie pensum na liczbę zatrudnianych Państwa N, nie sprzyja powstawaniu programów nauczania, w których podmiotem jest solidne kształcenie studentów.
    Żeby taką sytuację naprawić, należałoby oddzielić wynagrodzenie za dydaktykę od wynagrodzenia za pracę naukową dla uczelni. Być może wtedy program nauczania byłby dla dziekanów podmiotem organizowanej pracy edukacyjnej.
    2. Do ważności zdobywania umiejętności metodycznych przez młodych naukowców, dodałbym studentów. Faktycznie coraz częściej mamy do czynienia z produkcją doktoratów, w których praca eksperymentalna lub analiza danych opiera się na outsourcingu, ponieważ trzeba szybko realizować program awansów. W takiej sytuacji, kiedy budowanie karier naukowych wypiera naukę, te awanse mają coraz bardziej wątpliwą jakość, a fatalne efekty takiego obrotu spraw będą nam szkodzić przez dziesięciolecia: czego może uczyć studentów osoba, która zbudowała całą karierę naukową na outsourcingu?
    Odnośnie studentów - mamy problem rozcieńczania programu studiów na rzecz studiów podyplomowych, na których uczelnia "sobie dorobi".

  • ~hjgjyhkklnbnm 15.08.2025 20:05

    Te wszystkie artykuły na forum akademickie to tematy zastępcze.

    Pytanie roku jest takie: dlaczego z KPO na uczelnie poszły grosze? jak mamy konkurować z całym światem np. aparaturowo? Media trąbią na jakie cuda wydano te pieniądze. Ludzie z uczelni - OBUDŹCIE SIĘ i pytajcie ministra o to właśnie. Nasza szansa na skok do poziomu europejskiego właśnie odjeżdża nam....

    • ~Przemo 15.08.2025 22:47

      Na polskich uczelniach aparatura nie jest szczególnie nadużywana ;-)
      Ponieważ nie na nią brakuje środków, ale na prowadzenie badań.

      • ~Ireneusz 20.08.2025 08:34

        Na której uczelni w Polsce jest aparatura za pomocą której można obserwować pojedyncze atomy?

        • ~Przemo 20.08.2025 14:05

          Kilkanaście lat temu nie było w Polsce sprzętu do masowego sekwencjonowania. Teraz jest - po kilka sztuk w każdym większym mieście, a w całej Polsce pewnie około setki. Niestety używane są od święta, a każdy jeden był kupowany z założeniem, że będzie to pracownia środowiskowa, świadcząca usługi innym jednostkom w okolicy.
          Takich przykładów jest bez liku.
          Brak koordynacji działań, brak umiejętności zarządzania. Wniosek - trzeba było kupić mniej sprzętu, a przyznać więcej grantów. Taniej pojechać do pracowni, w której sprzęt jest, niż go kupować, żeby po kilku eksperymentach bezczynnie stał.
          Uzasadniony jest tylko zakup większego sprzętu, który jest faktycznie dzień w dzień wykorzystywany. Pozostałe wydatki uznałbym za nieuzasadnione i szkodliwe dla całego środowiska naukowego.

          • ~sdf 22.08.2025 19:07

            Zależy od sprzętu. W niektórych przypadkach, aparaty używane przez wszystkich do wszystkiego, często jeszcze obsługiwane przez niekoniecznie kompetentnych ludzi, po prostu przestają dawać miarodajne wyniki. Można tak przepalić duże pieniądze na zlecane badania, których wyniki w zasadzie od razu należałoby wyrzucić do kosza.

            A z drugiej strony, jak ma działać pracownia środowiskowa, świadcząca usługi innym w okolicy, na polskiej uczelni? Jeśli miałoby to działać, to trzeba zatrudnić operatora. Oczywiście na stanowisku technicznym, za coś w okolicy minimalnej krajowej. Jak już operator będzie coś potrafił, to ucieknie do biznesu. Alternatywnie, można tym obciążyć kogoś na etacie badawczo-dydaktycznym, ale taka osoba siłą rzeczy nie ma czasu, żeby regularnie świadczyć usługi zewnętrzne. Kiedy?

            • ~Przemo 24.08.2025 21:51

              To tylko (np. w Niemczech) lub aż (np. tu i ówdzie w Polsce) kwestia organizacji. Kiedy to działa? Na przykład, kiedy, żeby prowadzić własną grupę badawczą i dostawać kolejne czasowe kontrakty, trzeba mieć wyniki konkurujące z innymi grupami, ale kiedy zdecydujesz się pracować dla całego instytutu i odpowiadać za część infrastruktury za bardzo dobre wynagrodzenie, otrzymujesz stały etat. Nic dobrego na tym świecie nie dostaniemy za darmo 😊
              Wtedy sprzęt śmiga i pracuje dla wszystkich 24/7.
              Ale to nie wszystko: kontroler reprezentujący podatnika lub firmę sponsorującą badania pilnuje rok w rok czy zakupione sprzęty są wykorzystywane w stopniu większym niż 50% maksymalnego obciążenia. Jeśli nie – zmniejsza się budżet instytucji na przyszyły rok o wartość niewykorzystanego sprzętu, na korzyść innego instytutu, który radzi sobie lepiej.
              Do tego dochodzi sprawa pieniędzy na prowadzenie badań. Jeśli Instytucja ma pieniądze na badania statutowe i pracuje pełną parą, niezależnie od grantów i grancików – wszystko działa wspaniale 😊

              • ~sdf 25.08.2025 00:15

                Ale przecież w Niemczech też jest dość powszechną sytuacją, że sprzęt kupiony, ale na etat nie bardzo są pieniądze. Nawet w bardzo dobrych grupach. A praca na rzecz całego instytutu (w naszej rzeczywistości - na rzecz całego wydziału) nie wiąże się w Polsce z bardzo dobrym wynagrodzeniem. I tu jest problem. Kto ma obsłużyć ten sprzęt w ramach udostępniania go innym? Skoro nie idzie za tym bardzo dobre, ani nawet dobre, wynagrodzenie? Idzie za tym wynagrodzenie żałośnie niskie. I to jest polska rzeczywistość.

                Fragment o badaniach statutowych litościwie pominę. W naszych warunkach, te środki nie są wystarczające do utrzymania żadnej dużej aparatury. Koszty eksploatacji i serwisu JEDNEJ sztuki dużej aparatury przekraczają to, co dostaje jednostka. A nawet nie zaczęliśmy mówić o kosztach badań poza utrzymaniem tej aparatury.

                Fragment o konkurowaniu z innymi grupami podniósł u mnie brew. Czyżbyśmy mówili o wysokich IF i dużej liczbie publikacji? Kolega Bilal lubi to podejście.

                • ~Przemo 25.08.2025 09:55

                  Stan rzeczywisty znam.
                  Jeśli nie chcemy zastosować dobrych rozwiązań i wolimy pozostawać w systemie, który nie działa i nie będzie działał, po co go opisywać i narzekać?
                  Pieniądze na naukę trzeba wydawać mądrze - tylko wtedy działa dobrze.

                  "Skoro nie idzie za tym bardzo dobre, ani nawet dobre, wynagrodzenie?"
                  Musi pójść albo darujmy sobie naukę. Udawanie działalności naukowej nie ma sensu, a tym jest dalsze stosowanie się do reguł, które naukę w Polsce od lat skutecznie likwidują.

    • ~sdf 15.08.2025 22:26

      Ano. Na jacht i klub swingerski było. Na LC-MS nie mamy. I nie mówię tu o nowoczesnej maszynie, takiej za 3-4 bańki, które powoli stają się normą na zachodzie i na wschodzie. Mówię o takiej podstawowej, za bańkę z kawałkiem. Zbyt droga, by kupić z NCN. Zbyt normalna, by kupić z grantów aparaturowych. Takie życie.

      • ~maciej 23.08.2025 17:52

        Granty aparaturowe to też jest ciekawa sprawa:w poprzedniej edycji, recenzja sprzętu z 7 milionów PLN miała całe trzy zdania, z czego dwa i pół to było powtórzenie informacji z wniosku. W tym roku natomiast zarzucono mi, że nie przedstawiłem strategii komercjalizacji aparatury. Mam zaplanować komercjalizację aparatury która jest obecnie w kilku, kilkunastu miejscach na świecie i służy praktycznie wyłącznie do badań podstawowych? Ciekawe jak.

        W innej edycji natomiast "ekspert" stwierdził, że skoro jest jedna sztuka takiej aparatury w Polsce to to już nie jest nic unikalnego.

      • ~Nika 21.08.2025 08:23

        Swoją drogą, po pandemii ceny aparatury poszybowały do góry (jak wszystkiego). Wzrost co najmniej o 100 - 150%. A limit 500 000 zł na pojedyncze urządzenie w NCN pozostał...

        • ~sdf 22.08.2025 19:02

          To prawda. Jak ostatnio zacząłem wyceniać, to za rok-dwa przy utrzymanym limicie nowej aparatury pomiarowej dowolnego typu, a stosowanej w mojej działce powszechnie, nie da się już kupić. Większość od dawna się nie mieści, a te co się mieściły, za chwilę przestaną. A jak próbowałem rzutem na taśmę przemycić w projekcie zakup, to "eksperci" bardzo mocno kręcili nosami.

  • ~kk 14.08.2025 11:57

    A co to zmieni w polskiej nauce ?

    Wielu profesorów polskich nie zna treści, ani nawet nie wie czego dotyczą artykuły, których są współautorami.

    • ~dd 20.08.2025 13:23

      Temu miały zapobiegać sloty, mnożeniu autorów przez "honorowe" dopisywanie szefów katedr jako senior. Każdy, kto trochę w polskim środowisku akademickim popracował wie, że prędzej wypadnie z artykułu główny badacz niż szef katedry... Nie sądzę, żeby IV kryterium cokolwiek z tą sytuacją zrobiło.

      • ~Alek Rachwald 28.08.2025 15:31

        Mam nadzieję, że ostatni akapit dotyczy tylko dziedzin specyficznie-egzotycznych, jak nauki medyczne, a nie nie głównego nurtu. Muszę powiedzieć, że w mojej okolicy takich zjawisk nie ma.

  • ~Jan Cieśliński 13.08.2025 18:08

    Problem ważny, ale dotyczy przede wszystkim edytorów i recenzentów w dobrych czasopismach. Owszem, nacisk ewaluacji generuje coraz większy strumień artykułów, z których wiele jest pisanych coraz bardziej pobieżnie, z błędami metodologicznymi. Rolą edytorów jest odrzucanie takich prac, lub wymuszanie poprawek i uzupełnień. Przecież jest z czego wybierać, skoro produkcja naukowa gwałtownie rośnie.

    Ewaluatorzy jakości nauki w danym kraju nie są w stanie ocenić merytorycznie tak wielu artykułów, nie mówiąc już o tym, że są o wiele mniej kompetentni niż recenzenci w renomowanych czasopismach. Moim zdaniem, powtórna ocena już raz ocenionej pracy nie ma sensu, a będzie kosztowała dużo czasu (zatem i pieniędzy).

    Natomiast można ocenić jakość czasopisma, poprzez odpowiednią punktację. Niestety, nasi eksperci mają z tym permanentny problem. Nawet na poziomie bardzo ogólnym, a co dopiero mówić o niuansach typu docenianie lub nie metod statystycznych itp. Największe szkody przynosi eksperckie podwyższanie punktacji (wynikającej z jakichś bibliometrycznych). Gdyby więc ekspertom dać możliwość TYLKO OBNIŻANIA punktacji (np. czasopismom przepuszczającym prace powierzchowne, niedopracowane statystycznie),, to byłby to krok w dobrym kierunku.

    • ~Przemo 13.08.2025 23:07

      Zdaje się, że jest wybór, ale przechodzą artykuły, które przejść nigdy nie powinny i zdaje się, że jest takich coraz więcej. Jeśli nie ma czasu i pieniędzy na ocenianie tego co ocenione, trzeba liczyć cytowania artykułów, a nie tylko IF czasopism. Może najlepiej jedno przez drugie pomnożyć. Dokładniejsza ocena za tę samą cenę.

      • ~Jan Cieśliński 14.08.2025 08:42

        Nie jest to dobry pomysł. Premiowałby (i to ogromnie) tzw. papierników. Ich spółdzielnie potrafią "wykręcać" niesamowite liczby cytowań (nawet setki rocznie), oni już ograli system cytowań :) Obecnie zarówno IF jak i liczba cytowań to miary "popularności", a nie jakości. W niektórych dyscyplinach jest jeszcze spora korelacja między popularnością, a jakością, ale trzeba szybko szukać czegoś nowego. Widzę tylko dwie opcje: wspomniana wyżej ocena pisma pod kątem jakości i "ostrości" recenzentów oraz ocena czasopisma post factum, poprzez obniżenie (wsteczne) punktów tym czasopismom, które w wyniku zawyżonej punktacji "wchłonęły" zbyt duże liczby polskich autorów (co dowodzi braku selektywności, czyli zbyt pobłażliwych/niedbałych recenzentów). Więcej: https://forumakademickie.pl/podnoszenie-poziomu-badan-czy-wyscig-o-punkty/

        • ~Przemo 14.08.2025 09:58

          Czy to nie jest tak, że mamy nadmierną tendencję do wylewania dziecka z kąpielą?
          W Polsce zrezygnowano z egzaminów wstępnych na studia, ponieważ ludzie oszukiwali, a w USA raz po raz oszuści są łapani, usuwani z uczelni i karani. Wydaje mi się, że warto mieć odwagę działać w ten drugi sposób, ponieważ nie ma systemu, którego ludzie nie będą próbowali ograć.
          Ponadto, oceniane działania to układ dynamiczny i systemu oceny nie da się ustalić raz na zawsze.

          Przy liczeniu cytowań ocenianych prac proponuję nie nadużywać liczby zero i każdej opublikowanej przyznać kredyt = 1. Wtedy prace niecytowane i jeszcze nie cytowane byłyby oceniane jak poprzednio – na podstawie IF czasopisma, a liczba cytowani byłaby liczona w tym samym czasie co dla czasopism – czyli po dwóch latach. Przy ocenie co 5 lat, większość prac ocenianych w takim okresie miałaby policzone cytowania po dwóch latach. Można by też oczywiście liczyć okres pięcioletni, nawet z nałożeniem z poprzedniego okresu oceny. Należałoby tu odrzucić cytowania ze strony autorów ocenianej publikacji, lub przypisać im mniejszą wagę, np. 0,3.

          Dodatkowy sposób oceny jakości publikowanych prac bez ich ponownego recenzowania mógłby polegać na wymaganym umieszczaniu ich na stronach uczelni i instytutów z możliwością oceny przez czytelników. Tak, jak ocenia się kupione książki – od 1 do 5 gwiazdek, z wymaganym komentarzem i dwiema opcjami oceny i komentarza - anonimową i imienną. Widziałbym tu i inne zalety, jak zachęcenie do czytania prac kolegów, a także reklama uczelni i jej tematyki badawczej dla studentów i ew. współpracowników.

          • ~sdf 14.08.2025 19:29

            Na ostatni punkt jesteśmy moim zdaniem całkowicie niegotowi, a miałby on sens jedynie przy pełnej jawności danych osób oceniających. Otóż, plan ten mógłby się powieść, gdybyśmy zrezygnowali z całej ścieżki kariery po doktoracie. Przy tak, jak obecnie, przyznawanej habilitacji i profesurze zbyt wiele zależy od układów, koterii, itp. Taka możliwość stała by się szybko narzędziem do utrącania niewygodnych i niepokornych. Jakiś uznany profesor krytykuje (nieważne, czy sensownie, czy nie) artykuł młodego doktora i jeśli on/ona nie ma wsparcia innego uznanego profesora, to jest ugotowany/a. Zbyt dobrze przyjrzałem się polskiemu systemowi, żeby być entuzjastą takich rozwiązań.

            • ~Przemo 14.08.2025 20:55

              Dlaczego wymuszać jawność? Chodzi o intelektualną zabawę w wymianę argumentów, a nie o dyskusję "z pozycji". Ta druga opcja zbyt często staje się drętwa i nieproduktywna. Po pewnym czasie ludzie sami przekonają się do wartości jawności, ale powinno się to odbywać stopniowo i całkowicie dobrowolnie.

              A jeśli chodzi o koterie, utrącanki itp. to może przydałby się polskiej nauce kodeks dobrej praktyki naukowej?
              Kiedyś proponowałem, ale .... po krótkiej chwili entuzjazmu, jakoś jednak rozeszło się po kościach. Szkoda. Mając taki kodeks mielibyśmy mniej problemów, konfliktów i bylibyśmy środowiskiem przyjaznym dla nas samych :-)

              • ~sdf 14.08.2025 22:40

                Oj przydałby się, przydał. Ale realia są na razie takie, że poszczególnymi dyscyplinami rządzą jak udzielni władcy starzy profesorowie, którzy wprawdzie żadnych nowych sensownych wyników nie mają, ale za to są wybitni. Nie jestem tu optymistą.

                • ~Przemo 15.08.2025 22:49

                  Pesymista: gorzej być nie może.
                  Optymista: ależ, oczywiście, że może
                  :-)

          • ~Jan Cieśliński 14.08.2025 10:49

            Niestety, mam inne zdanie. Z wielu względów. Drobne uwagi:

            1) Co do egzaminów: gdy na jedno miejsce jest 10 kandydatów, to ocena ekspercka MUSI mieć jakiś bias, oraz MOŻE łatwo mieć elementy korupcyjne, i to nie do wykrycia. Dlaczego? Bo z tylu kandydatów łatwo wybrać DOBRYCH kandydatów, których (z jakichś niemerytorycznych względów) preferujemy względem innych dobrych, a może i troszkę lepszych. To samo dotyczy grantów, jeśli współczynnik sukcesu jest bardzo niski.

            2) Repozytoria, komentarze, jawna ocena prac przez środowisko. Teoretycznie pomysł dobry, nawet jest parę takich platform, ale na razie naukowcy jakoś tego nie podłapują. Gdyby to włączyć do oceny: niezwykle podatne na manipulacje.

            3) Liczenie cytowań z ostatnich 2-3-5 lat uważam za kiepski pomysł (może jakoś tam wygodny technicznie przy liczeniu IF), bo najcenniejsze cytowania, świadczące o randze i wpływie danej pracy, pochodzą właśnie sprzed wielu lat. Te aktualne cytowania starych prac są (w wielu dyscyplinach) o wiele lepszą miarą jakości.

            • ~Przemo 14.08.2025 19:27

              1. Egzaminy wstępne podałem tylko jako przykład. Każdy egzamin, także maturalny, jak również udział w olimpiadzie przedmiotowej TAKŻE MOŻE mieć charakter korupcyjny, co nie znaczy, że powinniśmy zrezygnować z wszystkich egzaminów. Egzaminy wstępne zwykle (kiedy nieskorumpowane) raczej pomagają w selekcji najlepszych kandydatów.

              2. Nie chodzi o platformy, tylko o konkretne przypięcie do instytucji. To coś innego. Nie wszystkie komentarze nadają się do oceny, a prawdziwa cnota krytyk się nie boi 😉warto zatem spróbować czy wpłynie to korzystnie na jakość publikowanych prac. Założę się, że tak.

              3. Praca cytowana (nie auto-cytowana) ma zwykle większą wartość, niż niecytowana. Jeśli oceniamy prace na podstawie IF czasopisma, nie można nie uwzględniać cytowani konkretnych prac. Moim zdaniem nie ma na razie lepszego sposobu do motywowania ludzi do prowadzenia solidnych badań naukowych, niż liczenie im cytowań. To jest wysiłek, który musi zostać nagrodzony, żeby badacze go ponownie podejmowali. Taki jest przecież cel ewaluacji.

              • ~dscv 25.08.2025 10:09

                Studiowalem na wydziale bezprawia na uniwersycie klasycznym, ja jestem pewien ze takie egzaminy wstepne pisemne prowadzone przez kadre wydzialu byloby wielkim nie wypalem. jesli na studiach dzieci prawnikow przychodzily sobie na konsultacje poza terminami sesji zdawac sobie egzaminy i byli z kadra na czesc. to podejrzewam ze taki egzamin wstepny bylby farsa. takie osoby z srodowiska dawno mialyby pytania i z odpowiedziami na egzamin wstepny.. W polsce to by sie nie udalo, jeszcze z punktami i listami rekrutacyjnymi cuda by sie wydarzyly, u prawnikow to raczej norma.

  • ~Sławomir Wacewicz 12.08.2025 17:21

    Bardzo dobry i ważny tekst, z którym się zgadzam. Poszedłbym nawet dalej - w konkursach MSCA jest kryterium oceny eksperckiej pn. "otwartość nauki", gdzie premiuje się badania prerejestrowane, szeroko udostępniające dane pierwotne, szybko udostępniające wyniki poprzez repozytoria itd. (nb. nie ocenia się OA, ponieważ byłby to błąd formalny, ponieważ wszystkie publikacje MSCA i tak muszą być publikowane OA jako wymóg konkursu).
    Podobne kryteria fajnie byłoby wdrożyć do oceny publikacji ('kryterium I"). W praktyce byłoby to trudne, ale nie zupełnie niemożliwe.

  • ~ANONIM 12.08.2025 14:22

    Presja na naukowców - idio.yzm punktacyjny wprowadzony przez zasady ewaluacji. Im więcej - TYM LEPIEJ. Już w tym momencie, porażająca większość naukowców (zwłaszcza w dziedzinie nauk technicznych i przyrodniczych) NIE WYRABIA! NIE MA CZASU NA POWTARZANIE EKSPERYMENTU, NIE MOŻNA POZWOLIĆ SOBIE NA EKSPERYMENTOWANIE Z ZUPEŁNIE NOWYMI MATERIAŁAMI, ZJAWISKAMI, JEŻELI NIE UZYSKA SIĘ OCZEKIWANYCH WYNIKÓW! Praca naukowa powoli ogranicza się do pojedynczych eksperymentów, przeprowadzanych na szybko, aby mieć materiał do artykułów! Większość czasu schodzi nam na:
    -pisaniu projektów,
    -pisaniu raportów,
    -robieniu planów publikacyjnych,
    -pisaniu artykułów,
    -opiece nad studentami,
    -pisaniu recenzji,
    -pełnieniu roli edytorów w czasopismach,
    -przygotowywaniu imprez naukowych, konferencji,
    -ROZLICZANIU GRANTÓW,
    -ROBIENIU ZAMÓWIEŃ, SZUKANIU OFERT ZAKUPU SPRZĘTU I MATERIAŁÓW (WTF - TO W OGÓLE POWINIEN BYĆ OSOBNY ETAT!),
    -WYKONYWANIU POMIARÓW "NA ZEWNĄTRZ", Z CZEGO WIĘKSZOŚĆ KASY ZABIERA INSTYTUT,
    -OPIECE NAD DYPLOMANTAMI WSZELKIEJ MAŚCI'
    -WYMUSZONEJ OBECNOŚCI NA SEMINARIACH, WYKŁADACH, ZEBRANIACH
    -OCENIE PROJEKTÓW NAUKOWYCH INNYCH OSÓB, ETC
    I to wszystko za pensję niższą, niż standardowy śmieciarz, piekarz, czy inny pracownik fizyczny, który nie musi wykorzystywać
    tak szerokiej wiedzy, skończy zmianę i idzie odpoczywać. FAJNIE CO?

    PRAWDZIWA NAUKA - EKSPERYMENT, OBLICZENIA -JEST NA SZARYM KOŃCU. MÓWIĄC BRZYDKO I WPROST - NIEDOBRZE SIĘ ROBI!
    Jeżeli to czyta ktoś z ministerstwa - to powiem tyle - DALEJ OGRANICZAJCIE FINANSOWANIE NAUKI, SKOŃCZY SIĘ NA TYM, ŻE NIKT NIE BĘDZIE CHCIAŁ BYĆ PRACOWNIKIEM NAUKOWYM. JUŻ TERAZ PRZYJEŻDŻAJĄ NA DOKTORATY GŁÓWNIE LUDZIE Z ZAGRANICY. Bo Polak, który chce założyć rodzinę nie wyżyje za 3500 zł na rękę!

    NA UWAGĘ ZASŁUGUJE DODATKOWY PUNKT DO SYSTEMU EWALUACJI, UWZGLĘDNIAJĄCY MOBILNOŚĆ, KURSY I SZKOLENIA.
    NAPRAWDĘ - SPRZYJA TO ZAKŁADANIU RODZIN W POLSCE, BARDZO. DRUGA KWESTIA - LUDZIE PO HABILITACJACH BĘDĄ ROBIĆ DODATKOWE STUDIA PODYPLOMOWE? IDIO.YZMY WYMYŚLANE PRZEZ RZĄDZĄCYCH KŁADĄ POLSKĄ NAUKĘ PO CAŁOŚCI, ZABIJAJĄ W LUDZIACH PASJĘ I WYGANIAJĄ TYCH NAJZDOLNIEJSZYCH DO PRZEMYSŁU, ORAZ ZA GRANICĘ.

    A WIĘC - TYLKO TAK DALEJ - RZĄDZIE!

    • ~Pan Tadeusz 13.08.2025 11:19

      Słyszę w tym głosie dużo zrozumiałej frustracji i zmęczenia. I współczuję. Postanowiłem napisać, bo byłem w podobnej sytuacji i postanowiłem coś z tym zrobić. Nie powiem – nie było łatwo i nie było tanio – ale… „ja” nie musi odpowiadać za wszystko. Słyszę w tym wpisie potrzebę asertywności. To będzie głos osobisty – w żadnym razie nie chcę przenosić na jednostkę cech całej populacji.

      Zawsze chciałem być naukowcem i wyraźnie rozdzieliłem kilka obszarów aktywności: nauka (badania), wdrożenia, dydaktyka, popularyzacja. Ponieważ interesowała mnie przede wszystkim nauka, z założenia odrzuciłem pracę na uczelni – bo uczelnie, o ile nie oferują etatów stricte naukowych, to głównie dydaktyka, uczenie innych, kształcenie. Nie jest tajemnicą, że nie trzeba być aktywnym badaczem, by być świetnym wykładowcą (tak jak bycie świetnym badaczem nie gwarantuje bycia świetnym wykładowcą).

      Świadomie nie biorę na siebie dodatkowych obciążeń poza nauką, w postaci permanentnej opieki nad studentami i doktorantami. Wspieram wielu z nich praktykami i stażami, udziałem w moich projektach (nauka przez pracę), ale nie bawię się w sylabusy, wykłady, kolokwia i sprawdzanie prac domowych. Choć prowadziłem też wykłady i ćwiczenia – podobało mi się to, a studenci oceniali mnie wyżej niż średnia ocen pracowników w instytucie – to był mój wybór, by z tego zrezygnować na rzecz badań.

      Analogicznie postąpiłem z wdrożeniami. Nie są one moim celem, choć kilka moich rozwiązań znalazło zastosowanie w praktyce i czasem widuję je w mediach, gdy inni o nich piszą, pokazują, jak są stosowane. Wdrażali jednak inni – ci, którzy nie mieli powołania do nauki czy dydaktyki, a świetnie czuli się we wdrożeniach, w tańcu z rynkiem i gospodarką.

      Popularyzacja – to coś, co kiedyś chciałem robić zawodowo, ale znów: świadomie powiedziałem „nie”. Wolę prowadzić badania, niż opisywać i promować badania innych osób. Efekt? W ciągu roku tylko 2–3 razy biorę udział w imprezach popularnonaukowych, co w zupełności wystarcza, bym nie czuł zbyt dużej tęsknoty za kontaktem z publicznością. Tak, wspieram też działania w mediach społecznościowych mojej instytucji – wystarcza, że podeślę kilka ciekawych zdjęć, komentarz plus grafikę. Bo te media więcej i tak nie przyjmą.

      I na sam koniec – nie pcham się do gremiów, które istnieją głównie po to, by „mielić papierami”. Członkostwo w radach naukowych nie jest obowiązkowe, nie muszę kandydować. Swoje zdanie zawsze mogę wyrazić – czy jestem w radach, czy nie. To, czy będzie wysłuchane, nie zależy od tego, czy w nich zasiadam. Recenzje i komisje konkursowe – znów, nie ma przymusu. Jeśli mam w danej chwili zasoby, by napisać recenzję lub oceniać wnioski, to się tego podejmuję. Jeśli nie – to grzecznie dziękuję. Jeśli seminaria czy wykłady okazują się nudniejsze, niż się zapowiadało – wychodzę.

      Serią osobistych wyborów doprowadziłem więc do tego, że chcąc być naukowcem, nie zajmuję się tym, co nauką nie jest (dydaktyka, popularyzacja, wdrożenia). Przy ewaluacjach nie mam problemu, bo choć słabiej wypadnę w tych kategoriach, to w nauce – bardzo przyzwoicie. A oceniana jest dyscyplina, nie osoba, więc mam istotny wkład w pozytywny wynik ewaluacyjny. I bez tej frustracji. Frustruje mnie tylko żałosna pensja, jaką za tę pracę dostaję, ale to osobny temat ;)

      Napisałem to, bo zrobiło mi się bardzo przykro, gdy przeczytałem powyższy wpis. Podwójnie przykro – bo rozpoznałem w nim siebie sprzed lat. Nigdy nie jest łatwo, ale jeśli „PRAWDZIWA NAUKA – EKSPERYMENT, OBLICZENIA – JEST NA SZARYM KOŃCU”, to (ponownie: moje osobiste zdanie) nie winię rządu, "innych" czy pogody. Wszystko to ma wpływ (tak, pogoda też! i są na to badania), ale... niebagatelny wpływ mam jednak ja. Więc za cenę asertywności w dość dużym stopniu można jednak sobie poukładać życie zawodowe – świadomie dokonując wyborów i nie biorąc na siebie wszystkiego.

      Niemniej – to mój osobisty głos i moje osobiste doświadczenie.

      • ~Profesor PAN 14.08.2025 12:49

        Nie wyobrażam sobie nauki oddzielonej od dydaktyki, popularyzacji i zastosowań. To tak jakby ktoś chciał się zająć zdrowiem w zupełnym oddzieleniu od medycyny i higieny.

        • ~sdf 14.08.2025 19:33

          Nie wiem. Nie ma możliwości oddzielenia tych rzeczy systemowo, ale na poziomie jednostki? Jak najbardziej można. Dobry naukowiec w ogóle nie musi (choć może) uczyć. Dobry naukowiec w ogóle nie musi (choć może) popularyzować. Dobry naukowiec może (ale nie musi) zajmować się wdrożeniami. Człowiek-orkiestra to rzadkie zjawisko. Większość z nas jest dobra co najwyżej w dwóch z tych czterech obszarów. Często w zaledwie jednym.

          • ~Profesor PAN 14.08.2025 20:46

            Brzmi to jak: dobry lekarz wcale nie musi znać się na medycynie.

            • ~sdf 14.08.2025 22:43

              Nie, wcale nie. Dobry badacz nie musi znać się na nauczaniu. Nie musi znać się na popularyzacji, to dwa odrębne światy. Nie musi znać się na wdrożeniach, jeśli zajmuje się wyłącznie badaniami podstawowymi. Nie widzę sensu w tej analogii.

              • ~Profesor PAN 18.08.2025 09:25

                Z wybitnych uczonych, którzy programowo oddzielali się od dydaktyki, popularyzacji i zastosowań, przychodzi mi do głowy tylko jedna postać: Alexander Grothendieck. Jego koniec nie był specjalnie zachęcający. Jak to rzekł wielki GK Chesterton: Orzeł szybuje wysoko ale wzrok kieruje nie ku niebiosom ale ku ziemi.

                Wydaje się, że im kto wznosi się wyżej, tym bardziej powinien dbać o kontakt z ziemią, a to zapewniają właśnie dydaktyka, popularyzacja i zastosowania. Bez tego zawrót głowy gwarantowany.

      • ~Adiunkt 13.08.2025 13:59

        Asertywność w wersji uczelnianej:
        - Może chcesz za 4 tygodnie poprowadzić wykład i ćwiczenia z [tutaj nazwa przedmiotu].
        - Nie, nie znam się na tym zupełnie a 4 tygodnie (w czasie których jest jeszcze sesja, egzaminy dyplomowe itd.) to za mało, żeby przygotować 30h wykładu i 15h ćwiczeń. To będzie złe i dla mnie i dla studentów.
        - A to szkoda, że nie chcesz, bo i tak musisz go wziąć, bo zmieniliśmy program studiów i twój poprzedni wykład wypadł.

        Moje własne doświadczenie z zeszłego roku.

        • ~Magda 19.08.2025 10:57

          Panie @Adiunkt,

          30h wykładów nie umie Pan przygotować?
          W 4 tygodnie proszę przygotować pierwszy wykład albo dwa - resztę sukcesywnie (co tydzień jeden); 15h ćwiczeń - 15x1h czy 5x3h ? też ma Pan z tym problem? ćwiczenia startują z początkiem semestru?
          No proszę Pana...

          analizując posty na Forum Aka wyłania się obraz słabo zorganizowanego (pomimo że młodego, to już)
          pre-frustrata - ale na fizyce i widmach się Pan zna - to na plus.

          • ~Hubert Wojtasek 19.08.2025 22:11

            "30h wykładów nie umie Pan przygotować?"
            Ależ oczywiście, że się da. W ciągu 25 lat pracy na Uniwersytecie Opolskim przygotowałem 25 nowych przedmiotów, w tym 2 w mijającym roku akademickim (na szczęście w zdecydowanej większości były one zgodne z zakresem moich zainteresowań i kompetencji). Przygotowanie 2-godzinnego wykładu (ca. 60 slajdów - zastrzegam, że nie tekstu skopiowanego z podręcznika lub wygenerowanego przez chata GPT) zajmuje ok. 2 dni. Przygotowanie listy zadań na 1-godzinne konwersatorium (5-6 takich, których nie rozwiąże chat GPT) – kolejnych 5-6 godzin. W semestrze letnim mam 195 godzin zajęć, w minionym - 45 nowego przedmiotu i 150 „starych”. To dwa pełne dni do ich przeprowadzenia. To ile czasu zostaje na badania? Poza tym w roku akademickim nie ma okresu „4 tygodni wolnych od zajęć”. Pomiędzy semestrem zimowym i letnim mamy tydzień przerwy. W semestrze letnim sesja w tym roku zakończyła się 11.07. Sesja poprawkowa zaczyna się 2.09. Żeby wykorzystać 30 dni urlopu musiałem go zacząć tydzień po sesji, czyli 18.07 i zakończę 31.08. Sesja poprawkowa kończy się 13.09, nowy rok akademicki zaczyna się 1.10.
            W ubiegłym tygodniu natomiast dowiedziałem się, że państwo Królczykowie, po wielu latach pracy na stanowiskach badawczych (mieli przecież wybitne osiągnięcia w zakresie publikowania i zdobywania grantów), mają w przyszłym roku wrócić na etaty badawczo-dydaktyczne. Można? Można! Trzeba się tylko postarać. Ciekawe, na jakim etacie jest/był zatrudniony np. pan Boczkaj. Bo Nobeliści to chyba zajęć nie prowadzą z definicji.

            • ~Krzysiek 20.08.2025 12:53

              Hubert W. wchodzi na nowy poziom - prowadzi debatę sam-ze-sobą korzystając z różnych Nicków (?)

              • ~Hubert Wojtasek 20.08.2025 16:13

                Że niby "Magda" to ja? Nieee, na tych łamach to pan GK występował często np. jako "Joanna". Ale fakt, wchodzę na nowy poziom. Wykupiłem sobie subskrypcję na ImageTwin, załatwiłem sobie konto Argos Pro. Tych, co jeszcze nie wiedzą, co ten program umie, zapraszam do przeczytania ostatniego artykułu na temat Rafaela Luque'a w el Pais
                https://english.elpais.com/science-tech/2025-06-10/eleven-studies-by-spanish-scientist-rafael-luque-are-retracted-due-to-fraudulent-practices.html
                Rozpracowanie siatki Królczyk-Pimenov za pomocą Scopusa zajęło mi rok temu ok. 2 tygodnie.
                https://forbetterscience.com/2025/07/29/sons-of-poland/
                Teraz robię to jednym kliknięciem. Zaczniemy od pana Khaneghaha, potem pan Saeb, potem może jeszcze panowie Amirhossein Sahebkar, Ashok Pandey i Manoj Kumar. A potem się zobaczy. Kiedyś pisałem, że dni papierników w Polsce są policzone. Teraz ten czas zaczął się gwałtownie kurczyć.

        • ~czytelnik 13.08.2025 17:45

          Hm, widzę tu słabe [tragiczne!] zarządzanie działalnością dydaktyczną jednostki [tzn. brak zarządzania, kpina z ludzi, brak szacunku dla zespołu]. Jednak - sorry - dydaktyka nie jest tożsama z badaniami naukowymi. Ewaluacja dotyczy natomiast działalności naukowej, a nie dydaktycznej.

        • ~Pan Tadeusz 13.08.2025 14:41

          Smutne i przykre. Przechodziłem przez to przez 4 lata, co roku, bo co roku ktoś zmieniał program, otwierał/zamykał kierunki/specjalności. I powiedziałem temu NIE. Bo to nie miało nic wspólnego z prowadzeniem badań naukowych. Pożegnałem się z uczelnią (z małym dzieckiem na ręku i hipoteką do spłacenia).

    • ~007 13.08.2025 00:04

      I jeszcze dodam:
      -udział w komisjach i radach (rekrutacyjnej, rady kierunku, rady dyscypliny, itp)
      -udział w akcjach promocyjnych
      -popularyzacja nauki w socialach
      Niestety zgadzam się z @ANONIMEM, wszystkie te aktywności zabijają w nas pasję... Brakuje czasu na rzetelne, wartościowe badania.

      • ~Przemo 13.08.2025 09:05

        Pytanie się pojawia: czy rząd i administracja uczelni tworzy te wszystkie pozanaukowe zajęcia (co roku więcej) tylko dlatego, że nie ma i żeby nie było pieniędzy na barania naukowe, i żeby czymś ludzi zająć, i zabrać im czas, wydając w tym czasie (skradzionym) środki na WSZYSTKO, tylko nie na naukę (zbędną przecież ;-)).

        Prawdopodobnie dlatego mamy za dużo uczelni, że wyścig o dotacje rządowe wygrywa z naukowcami lobby budowlane oraz korporacje sprzedające specjalistyczny sprzęt w cenach nierzadko kosmicznych kiedy tylko się nie targujesz ;-)
        win - win?

        • ~Adiunkt 13.08.2025 14:13

          To chyba wygląda tak:
          Minister: czyta internety, dowiaduje się o nowej polityce [tu wpisz organizację] dotyczącej [tu wpisz tematykę], która rozwiąże [tu wpisz problemy].
          Minister: panie [tu wpisz imię sekretarza], proszę natychmiast przygotować mi raport o tym jak wdrożymy nową politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę] w podległych nam uczelniach i instytutach
          Sekretarz: panie [tu wpisz imię pracownika MNiSW, zastępcy pionka ds. nieważnych], proszę (na wczoraj) przygotować listę działań, które wdrożą politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę].
          Sekretarz: [tu wpisz nazwę modelu językowego, np. ChatGPT], napisz mi e-maila, którego roześlę do rektorów uczelni, aby przygotowali listę działań, które wdrożą politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę]
          [tu wpisz nazwę modelu językowego, np. ChatGPT]: Oczywiście! Poniżej znajdziesz szkic e-maila (...).
          Sekretarz: Szanowny Panie [tu wpisz tytuły itp. oraz imię i nazwisko rektora wybranej uczelni], w związku z pracami MNiSW dotyczącymi wdrożenia nowej polityki [tu wpisz organizację] dotyczącej [tu wpisz tematykę] proszę o niezwłoczne przygotowanie raportu dotyczącego działań (...)
          Rektor: pani [imię żeńskie], proszę to rozesłać jako PILNE! do dziekanów.
          Dziekan: pani [imię żeńskie #2], proszę rozesłać pilnie żądanie (bo przecież nie prośbę) do wszystkich pracowników żeby w ciągu 24h przygotowali listę podjętych przez siebie działań, które wdrożą politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę].
          pani [imię żeńskie #2]: Wszyscy pracownicy wydziału zobowiązani są w ciągu 12h do przesłania listy podjętych działań, które wdrożą politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę]. Nie przesłanie listy w terminie skutkuje natychmiastowym rozstrzelaniem, defenestracją i/lub obowiązkowymi dyżurami w komisji rekrutacyjnej.
          dr [Imię i nazwisko]: pisze maila w przerwie między zajęciami, w trakcie obiadu (zupa trochę kapie na klawiaturę, ale to nic), po nocy itp. Cudem po 11h i 59min wysyła maila i ze zmęczenia zasypia na klawiaturze.


          2 tygodnie później
          Sekretarz do Ministra: mamy już gotowy kompleksowy raport działań, które już podjęliśmy aby wdrożyć politykę [tu wpisz organizację] dotyczącą [tu wpisz tematykę].
          Minister: Że co? Jaką politykę?

          • ~Nika 13.08.2025 18:17

            Z małą korektą - dr wcinający zupę też nie jest idiotą i natychmiast wrzuca prompt do chata, który konstruuje e-mail. Gorzej, że tych idiotycznych poleceń jest coraz więcej. I tym nas chyba w końcu wykończy sztuczna inteligencja...A tak w ogóle to gratuluję przezabawnej i obawiam się, że trafnej diagnozy i opisu ponurej sytuacji adiunktów.

    • ~Korekta 12.08.2025 19:21

      Korekta. Stypendium doktoranckie na rękę wynosi 3076,50 zł. Minimum socjalne jednoosobowego gospodarstwa domowego wynosi 1896,57 zł. Uwaga. Wedle kryteriów minimum socjalnego, kategoria "edukacja" to...37,10 zł/miesięcznie. Dodajmy wynajem pokoju w ośrodku akademickim za 1800 (bo przecież na kawalerkę za 3500 doktoranta nie stać, nie mówiąc już o zakładaniu rodziny). Wychodzi ok. 3700 miesięcznie na przeżycie, czyli sporo powyżej stypendium. A w 2023 stypendium wynosiło 2367 zł...
      Nie dziwię się, że raporty różnych organizacji alarmują o kryzysie zdrowie psychicznego polskich doktorantów. Spróbuj wypełnić obowiązki naukowe i organizacyjne, przeprowadzić badania, zrobić publikację, pojechać na staż zagraniczny czy konferencję, licząc każdy grosz. W takim miejscu proszę Państwa jesteśmy. Szkoły doktorskie, wielki sukces. I kilkadziesiąt stypendiów rocznie dla wybitnych nie zmieni rzeczywistości barier rozwojowych dla reszty. Obecnie mamy razem ok. 19 tys. doktorantów, a w latach 2011–2018 każdego roku w Polsce kształciło się ok. 40 tys. doktorantów. Podziwiam tych, którzy jakoś dają radę.

      • ~Anonim 14.08.2025 00:11

        Spokojnie, doktoranci mogą mieć poniżej najniższej krajowej i być tanią siłą roboczą - w końcu nie są pracownikami i pewnie ten doktorat robią w max 5 min dziennie, na pewno nie po 10h pracy dziennie. A fundusze to są wg. Ministra potrzebne na.... eee... wojnę na Ukrainie (?) teraz... No bo tak ten problem nie istniał przed wojną na Ukrainie, tylko po niej się pojawił. I że co? Jakieś KPO na jachty i inne kluby? Nie, to na pewno nie tak nie było.... Te miliardy to przecież jakieś grosze, doktorantom się niech nie śni.

        To jest tak niepoważne, że ciężko żeby nauka w Polsce miała jakikolwiek sens. Kształci się kadra, która z góry wie że nauka w Polsce to jest porażka i lepiej pracować w fast-foodzie, albo wynieść się za granicę. Gdyby jeszcze tej pracy było, nie wiem, godzina dziennie, albo ilość obowiązków to jakiś dodatek do pracy dziennej. Ale w STEM to jest praktycznie nie do ogarnięcia, jeśli ktoś chce robić realną naukę. A przy wszystkich ministerialnych dyskusjach od dzień dobry jest powiedziane że Doktoranci to sobie mogą pod mostem umierać...

      • ~Doktorant 13.08.2025 20:48

        Dokładnie tak a KRD nie robi nic by to zmienić, wśród najważniejszych postulatów są punktowe zmiany legislacyjne... serio to są obecnie najważniejsze problemy doktorantów w Polsce? Mam wrażenie, ze ludzie reprezentujący doktorantów w KRD są oderwani od rzeczywistości a ich celem jest promowanie własnej osoby a nie chęć podjęcia naprawdę ważnych problemów... ale z drugiej strony komu kto poważnie interesuje się badaniami naukowymi chciałoby się marnować czas na te aktywności... w rezultacie doktorantów reprezentują słabe osoby, które potem są zapraszane do zespołów ministerialnych ds ewaluacji... i potem dziwimy się czemu ciągle jest nie tak jak powinno...

        • ~sdf 14.08.2025 19:39

          Gratuluję, właśnie dowiedziałeś się, jak działają wszelkiego typu Rady ds. Galaktycznej Wybitności Polskiej Nałki. Tak, KRD nie jest tu wyjątkiem.

    • ~Pracownik naukowy jeszcze z okruchami pasji... 12.08.2025 17:22

      Niestety dużo prawdy :(:(:(

  • ~Ireneusz 12.08.2025 13:19

    W RZECZY SAMEJ 🥸🥸🥸🥸🥸