Badania naukowe
Obowiązkiem historyków w IPN jest zajmowanie się sprawami drażliwymi,
kontrowersyjnymi, bo jak my się nie będziemy nimi zajmować, to dalekie od standardów doskonałości naukowej książki publicystyczne będą określały ramy debaty.
Rozmowa z dr. hab. Pawłem Machcewiczem,
dyrektorem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej
|
Fot. Grzegorz Filip
 |
Dr hab. Paweł Machcewicz (ur. 1966) absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (1989). w 1993 doktoryzował się na Wydziale Historycznym UW w dziedzinie nauk humanistycznych; w 2000 przeprowadził habilitację w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk w dziedzinie politologii. w latach 1990-2000 pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN oraz redaktor działu historii najnowszej w Magazynie Historycznym „Mówią Wieki”. od 1999 wykładowca Collegium Civitas. stypendysta m.in. w Woodrow Wilson International Center for Scholars, Georgetown University (w ramach programu Fulbrighta), Maison des Sciences de l`Homme.
Zajmuje się historią XX wieku, opublikował m.in.: Polski rok 1956 (1993), Władysław Gomułka (1995), Historia Hiszpanii (1998; wraz z Tadeuszem Miłkowskim), Emigracja w polityce międzynarodowej (1999); Kampania wyborcza i wybory do Sejmu 20 stycznia 1957 r. (2000). obecnie przygotowuje książkę o wojnie psychologicznej Zachodu wobec Polski i innych krajów satelickich ZSRR w latach 1947-56. Od sierpnia 2000 r. dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej.
|
Działalność Biura Edukacji Publicznej ma się koncentrować na trzech podstawowych obszarach. Pierwszy stanowi praca naukowo-badawcza, drugi – wspieranie kształcenia historycznego młodzieży i upowszechnianie w różnych formach wiedzy o najnowszej historii Polski, trzeci – działalność wydawnicza i edytorska, w tym aktywna obecność w Internecie. Czy wszystkie te trzy dziedziny już funkcjonują?
– Instytut ciągle jest w fazie organizacji, która jednak dobiega już końca. Mamy prawie pełną obsadę etatową, w skali całego kraju pracuje już sto kilkanaście osób. Nasze działania naukowe to kwerenda w archiwach, przygotowywanie artykułów, książek, organizowanie konferencji. Działalność edukacyjna, popularyzatorska polega na organizowaniu wystaw – było ich już wiele – a także szkoleń dla nauczycieli, które pełną parą ruszą jesienią. Przygotowujemy pakiety edukacyjne, czyli materiały, które pomogą nauczycielom uzupełnić podręcznik. Stanowią one wskazówki i propozycje, jak prowadzić lekcje. Na szkoleniach zaproponujemy, jak robić użytek z tych pakietów.
Trzy sfery naszej pracy przenikają się. Moim założeniem jest to, żeby te trzy piony ze sobą współpracowały. Jeżeli prowadzimy działalność edukacyjną, to jej zapleczem są badania naukowe. Np. w tym roku największym przedsięwzięciem będzie program dotyczący stanu wojennego. 13 grudnia planujemy otwarcie w Warszawie wielkiej wystawy o stanie wojennym, przygotowanej na podstawie materiałów filmowych i zdjęciowych, które przejmujemy z MSW i UOP. Jednocześnie w dziesięciu miastach Polski, tam gdzie są oddziały IPN, byłyby wystawy lokalne. Wystawom towarzyszyłaby dwudniowa konferencja naukowa o przygotowaniach do stanu wojennego, jego realizacji i pierwszych kilku miesiącach zawiązywania się konspiracji i oporu społecznego.
– Jakie publikacje IPN już się ukazały?
– Wydaliśmy książkę o zbrodniach sądowych 1944-56, zbiory dokumentów dotyczące aparatu bezpieczeństwa na początku lat 50., grudnia 1970 i czerwca 1976, dokumenty związane z WiN, zbiór na temat zabójstwa Stanisława Pyjasa i raport Katzmana (funkcjonariusz SS, który dowodził likwidacją Żydów w Galicji) w dwóch wersjach językowych, po niemiecku i po polsku. Oprócz istniejącego „Biuletynu IPN” uruchamiamy periodyk naukowy „Pamięć i Sprawiedliwość”, na razie półrocznik, potem prawdopodobnie kwartalnik.
Jesienią wyjdzie pierwszy tom słownika opozycji, konspiracji i oporu społecznego 1944-56. Publikację podobnego słownika, dotyczącego okresu po roku 1956, rozpoczął ośrodek „Karta”. Nasz będzie uzupełnieniem. Mamy do tego dobre przygotowanie. Jeden z naszych centralnych projektów badawczych, realizowanych przez wszystkie oddziały, dotyczy właśnie lat 40. i 50. Prowadzimy m.in. kwerendy w materiałach wojskowych sądów rejonowych. Tam znajdujemy bardzo wiele informacji dotyczących różnych grup konspiracyjnych, rozbitych przez UB, o których bardzo niewiele wiadomo. Te materiały źródłowe będą podstawą do opracowania biogramów znanych i mniej znanych uczestników podziemia, konspiracji młodzieżowej.
Naszym założeniem jest współpraca naukowców z popularyzatorami. Nie ma dobrej popularyzacji bez zaplecza w postaci badań naukowych, a z drugiej strony brak upowszechniania badań ogranicza ich sens.
– Pracował Pan w redakcji „Mówią Wieki”, popularyzował Pan najnowszą historię. Czy praca w IPN jest kontynuacją tamtej pracy? Z jakim nastawieniem przyszedł Pan do IPN? Co Pan chciał osiągnąć?
– Zanim tu przyszedłem, zbierałem różne doświadczenia. Dziesięć lat pracowałem w „Mówią Wieki” i to mi dawało perspektywę, której często nie mają naukowcy. Redagowałem pismo, które miało nakład dwudziestu kilku tysięcy egzemplarzy, było czytane. Wiedziałem, że teksty historyków często nie nadają się do czytania bez gruntownego przeredagowania. Ale także przez ponad dziesięć lat pracowałem w instytucie PAN, uczyłem też studentów. Wszystkie te doświadczenia były przydatne.
Dlaczego podjąłem się pracy tutaj i dlaczego uważam ją za wielką szansę? Po raz pierwszy w historii Polski, także Polski po roku 1989, powstała szansa stworzenia instytucji, która byłaby instytutem naukowym mającym oddziały w całym kraju, instytutem historii najnowszej, jakiego nie ma w Polsce. Jest to szansa, by realizować programy ogólnokrajowe, jak ten dotyczący stanu wojennego. Jesteśmy w stanie koordynować badania obejmujące całą Polskę. Sądzę, że w ciągu kilku lat będzie widać efekty tych działań. Po drugie, od początku budowałem tę instytucję z takim założeniem, że połowa etatów to etaty naukowe, a połowa edukacyjne. Zatrudnialiśmy więc nauczycieli, przede wszystkim historyków, ale też historyków sztuki, którzy przygotowują wystawy. Pociągająca jest w tej pracy możliwość upowszechniania badań naukowych.
– Biuro bada archiwa służb specjalnych. Na jakim etapie jest przejmowanie tych archiwów?
– Część archiwaliów została już przejęta i znajduje się w naszych zbiorach. Zajmuje się tym pion archiwalny. Część jest pakowana w MSW i UOP z udziałem naszych archiwistów. Materiały te będą przewiezione, gdy skończą się remonty budynków. Potrzebujemy ogromnej powierzchni magazynowej, która będzie spełniała wszystkie kryteria przechowywania materiałów tajnych. Skala tej operacji jest ogromna. Mamy przejąć dziewięćdziesiąt kilka kilometrów akt. To największa operacja archiwalna III Rzeczpospolitej. W Warszawie i dziewięciu innych miastach trzeba było znaleźć budynki, wyremontować je. Do końca roku dokumenty znajdą się fizycznie w naszym posiadaniu. Historycy będą wtedy mogli składać wnioski do prezesa IPN o odtajnienie tych czy innych
dokumentów. Rozpocznie się wielka praca historyków, która powinna doprowadzić do przewartościowania wielu opinii i ustaleń dotyczących historii Polski. Do obiegu naukowego zostanie wprowadzony nowy, ogromny korpus źródeł.
– Czy Biuro Edukacji Publicznej współpracuje z uczelniami?
– Tak. Współpraca ta ma kilka wymiarów. Większość historyków, którzy pracują i w Warszawie, i w oddziałach IPN przyszła ze środowisk akademickich, z uniwersytetów i PAN. To wymiar środowiskowy. Istnieje też wymiar formalny. Została np. podpisana umowa między IPN i UMCS, przygotowywana jest umowa z Uniwersytetem Jagiellońskim. Umowy regulują zasady wymiany dokumentów, dopuszczania historyków do archiwów, wspólne przedsięwzięcia edukacyjne. Np. w Krakowie planowane są wspólne studia podyplomowe w zakresie historii najnowszej, organizowane przez UJ i IPN. Mamy ogromny potencjał naukowy, wielu naprawdę dobrych specjalistów, chcemy prowadzić studia podyplomowe, a na razie mają do tego prawo tylko uczelnie wyższe. Musimy więc współpracować z uczelniami.
– A jak wygląda współpraca z takimi instytucjami, jak urząd Gaucka w Niemczech, Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, Muzeum Holokaustu, rosyjska organizacja pozarządowa „Memoriał”?
– Jesteśmy na etapie nawiązywania współpracy z tymi placówkami. Z urzędem Gaucka nawiązał kontakty prof. Kieres. Jesienią przyszłego roku planujemy zorganizowanie wielkiej konferencji międzynarodowej, która będzie dotyczyła działań aparatu bezpieczeństwa wobec różnych środowisk: Kościoła, inteligencji, opozycji w Polsce i innych krajach. Zaprosimy na tę konferencję historyków z urzędu Gaucka, z analogicznej do IPN instytucji w Pradze, z Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu na Litwie. Z tą ostatnią placówką już współpracujemy, planujemy polsko-litewską konferencję na temat kontrowersyjnych kwestii w stosunkach polsko-litewskich w latach 40. Natomiast jeśli chodzi o Muzeum Holokaustu i Yad Vashem, to nawiązaliśmy współpracę ze względu na sprawę Jedwabnego, która stała się tak paląca i ważna społecznie. Uczestniczyłem w debacie wokół książki Grossa w Muzeum Holokaustu, wraz z prof. Kieresem byłem w Yad Vashem. Mamy już szereg pomysłów dotyczących współpracy naukowej i edukacyjnej, wymiany naukowców.
– Co Pan sądzi o książce Grossa?
– Wielokrotnie na temat tej książki polemizowałem, uważam ją za książkę o wielu brakach warsztatowych. Całe nieporozumienie polega na tym, że Jan Gross napisał esej, pracę publicystyczną.
– Ale o historii, nie o fantastyce...
– Ta książka pozostawia wiele do życzenia, jest oparta na wąskiej bazie źródłowej, jest tam wiele twierdzeń nie do obrony i to zarówno jeśli chodzi o interpretację samych wydarzeń w Jedwabnem, jak i tę drugą część książki, gdzie autor formułuje ogólne tezy. Ja bym tę książkę potraktował jako bardzo kontrowersyjny wstęp do dyskusji. Natomiast Gross broni każdego słowa tej książki „jak niepodległości”. To, co może być punktem wyjścia do dyskusji, staje się kanonem, świętością. Uważa się, że kwestionowanie różnych sformułowań książki Grossa jest dowodem intencji zaciemniania rzeczywistości, relatywizowania odpowiedzialności Polaków. Muszę stanowczo odrzucić takie zarzuty. Już w tym momencie wiadomo, że w wielu sprawach Gross nie miał racji, wielu spraw nie uwzględnił.
Biuro Edukacji Publicznej przygotowuje dwa tomy dotyczące historii Jedwabnego i tego, co się działo w Łomżyńskiem i na Białostocczyźnie w 1941 roku. Będzie to tom studiów polskich historyków i tom dokumentów. Ukażą się one na przełomie tego i następnego roku. Wówczas dyskusja zostanie wprowadzona na zupełnie inny poziom.
– Najlepszym sposobem szerokiej popularyzacji historii może być telewizja. Jak Państwo mają zamiar trafić do tej instytucji?
– To sprawa trudna. Telewizja coraz mniej czasu poświęca historii i w ogóle ambitniejszym tematom. Telewizja Edukacyjna w Warszawie jest właściwie w rozsypce. Do tej pory istnieje współpraca między lubelskim Biurem Edukacji Publicznej i telewizją regionalną. Raz w miesiącu przygotowywany jest tam program o historii. To byłby idealny model współpracy na poziomie lokalnym, natomiast nie udało się jeszcze ustalić mechanizmów współpracy na poziomie centralnym.
– Z ludźmi, którzy tam pracują, trudno rozmawiać?
– Tak, natomiast jest pozytywny odzew ze strony radia. Od 15 lipca rozpoczynamy przygotowany przez IPN cykl audycji radiowych w III programie. Co dwa tygodnie, w dobrym czasie antenowym, będą emitowane godzinne programy o historii najnowszej.
– Jak wygląda współpraca Biura z MEN?
– Niedługo ma być podpisana, na szczeblu ministra i prezesa Instytutu, umowa o współpracy między MEN i IPN. Natomiast robocza współpraca polega na tym, że nasi historycy mają się znaleźć na liście recenzentów podręczników szkolnych. MEN ma umożliwić, by IPN miał pełne prawa wydawania certyfikatów na kursach dla nauczycieli.
– A w dziedzinie wytycznych programowych...
– Mam nadzieję, że będziemy konsultowani, jeśli chodzi o wytyczne programowe. Na razie nie ma w tej sprawie konkretnych działań.
– W rozmowie z historykami IPN w ostatnim numerze dwumiesięcznika „Arcana” pojawiła się nadzieja, że IPN będzie oddziaływać na naszą świadomość historyczną. Jak Pan widzi tę kwestię?
– Widzę siebie w roli koordynatora, osoby inspirującej badania naukowe, wystawy, szkolenia nauczycieli, wydawanie książek i to powinno wpływać na świadomość historyczną, budzić zainteresowanie historią, zwłaszcza młodzieży. Na zorganizowaną przez nas wystawę o Grudniu 1970 roku, eksponowaną w dwudziestu kilku miastach, przychodziła tłumnie młodzież. Trzeba znaleźć odpowiedni język i sposób mówienia o historii. Nasza wystawa była niezwykle poruszająca, były tam materiały filmowe, kurtka człowieka zastrzelonego na ulicach Gdańska.
– Podczas rozmowy w „Arcanach” mówiono o konieczności budowania pozytywnej pamięci narodowej. Natomiast jeden z historyków IPN powiedział, że jego interesują tylko fakty i ich ustalanie.
– IPN został powołany po to, by kreować i zachowywać pamięć o naszej historii. Robiąc wystawy dokonujemy selekcji, wybieramy rzeczy, które uważamy za pozytywne, o których warto pamiętać: o buncie robotniczym w czerwcu 1976 roku, represjach wobec duchowieństwa. Jest jasne, że musimy budować pamięć pozytywną. Ale z drugiej strony ciążą na nas obowiązki naukowe, trzeba się zajmować sprawami, które nam przynoszą chwałę i sprawami ciemnymi, kontrowersyjnymi. Uczony nie może myśleć tylko o tym, żeby budować pozytywny wizerunek, bo wtedy z historyków przeistoczymy się w propagandystów. To jest cienka linia: gdzie się kończy kreowanie pozytywnej pamięci o rzeczach chwalebnych czy o cierpieniach narodu, a gdzie się zaczyna propaganda. Każdy to musi ocenić we własnym sumieniu. Uważam, że obowiązkiem historyków w IPN jest zajmowanie się sprawami drażliwymi, kontrowersyjnymi, bo jak my się nie będziemy nimi zajmować, to dalekie od standardów doskonałości naukowej książki publicystyczne, takie jak książka Grossa, będą określały ramy debaty. Gdyby IPN powstał wcześniej, gdybyśmy wcześniej podjęli badania stosunków polsko-żydowskich, to może my opublikowalibyśmy książkę na temat Jedwabnego czy Radziłowa, która wprowadziłaby nieco inny ton debaty, mniej polityczny, mniej emocjonalny.
Jesteśmy na początku drogi. Czy będziemy mieli wpływ na świadomość historyczną, okaże się za kilka lat.
Rozmawiał
Grzegorz Filip
|