|
|
Badania naukowePlotka jest zjawiskiem powszechnym i towarzyszy nam na co dzień. Piotr Kieraciński Jeden z moich wykładowców w uniwersytecie podkreślał na marginesie wykładu z metafizyki, jak ważna dla życia społecznego – nawet w najbliższym, najwęższym wymiarze – jest plotka. Zwykł mawiać, że pełni ona funkcję fatyczną, pozwala się ludziom skomunikować, porozumieć. Nie można sobie bez niej wyobrazić życia społecznego czy rozwoju kontaktów międzyludzkich. Dwadzieścia lat później spotkałem prof. Dionizjusza Czubalę, folklorystę z Uniwersytetu Śląskiego, który uświadomił mi, że nie chodzi jedynie o życie społeczne. Plotka jest nam potrzebna jak powietrze. Każdemu z nas osobiście, a nie tylko w celu nawiązania lub utrzymania kontaktu z innymi. LEGENDY MIEJSKIEJednak prof. Czubala, folklorysta, też znalazł w plotce temat godny zainteresowania. Opowiada, jak od klasycznego folkloru garncarzy, przez badanie podań Zagłębia Dąbrowskiego, bajek śląskich opowiadanych wnukom przez babcie, przeszedł do badania plotki. Natrafił na to zjawisko – choć wówczas jeszcze nie potrafił go właściwie nazwać – podczas zbierania i badania tzw. opowieści biograficznych. – Są bardzo często traktowane jako prawdziwe relacje z życia. Każdy z nas ma repertuar własnych przeżyć, które chętnie opowiada w gronie znajomych czy rodziny. Jeżeli zauważymy, że powtarzamy pewne historie po kilka razy, to właśnie uczestniczymy w tworzeniu gatunku folklorystycznego: opowieści biograficznej – mówi. Wtedy natrafił na historie, które nie pasowały do typowych opowieści biograficznych. Nazwał je „sensacjami”. Później zorientował się, że podobne zjawisko badane jest przez folklorystów zachodnich. Nazywali je różnie: legendami miejskimi, mitami współczesnymi czy wreszcie – makroplotkami, w odróżnieniu od mikroplotek, czyli tych ploteczek codziennych. Czym różni się mikroplotka, ploteczka codzienna, od swej odmiany folklorystycznej – makroplotki? Pewne cechy są dla obu typów plotki wspólne. Noszą cechy prawdopodobieństwa, słyszymy je od osób znajomych, którym zwyczajowo ufamy. Z grubsza biorąc, na tym podobieństwa się kończą. Ploteczka codzienna dotyczy osób z bardzo bliskiego kręgu i tylko w wąskiej grupie znajomych funkcjonuje. Makroplotka powstaje co prawda w klasycznie folklorystycznym obiegu ustnym, ale bardzo szybko przedostaje się do mediów, gdzie nabiera „wielkiej gęby”, która nadaje do tysięcy czy nawet milionów ludzi. – Zajmuję się tylko tymi plotkami, które mają zasięg co najmniej regionalny – mówi prof. Czubala. Gdy plotkujemy o sąsiedzie, który jest właścicielem warsztatu szewskiego, uprawiamy mikroplotkę. Jeżeli jednak nasz sąsiad jest prezydentem miasta – zatem jego osobą będzie zainteresowane znacznie większe grono, także nieznajomych – uprawiamy już makroplotkę. Zaczynamy tworzyć legendę miejską. Związek z miastem nie jest przypadkowy. Taka forma plotkowania wymaga bardzo dużej grupy uczestników. Legenda miejska, o ile dotyczy ważnych osób lub spraw – np. prezydenta – rozpowszechnia się na cały kraj, a czasami nawet świat. Prof. Czubala wiele podobnych wątków typowych dla plotki odnalazł w krajach bardzo odmiennych. Stały się „dobrem wspólnym” współczesnej kultury masowej. – Jestem na wątki plotkarskie szczególnie wyczulony – mówi. – Właściwie pracuję cały czas, nawet podczas zupełnie prywatnych rozmów wychwytuję i notuję wątki plotkarskie. Różnie reagują na to znajomi. Jedni obawiają się, żeby przypadkiem nie stać się obiektem plotek, inni reagują dobrotliwym uśmiechem, podpowiadają zasłyszane przez siebie plotki. Cały czas w gabinecie prof. Czubali działa automatyczna sekretarka, na którą można nagrywać „nowinki”. Tematem plotki może stać się wszystko. Wątki plotkarskie dotyczą m.in. zdrowia, kuriozów, makabry, seksu, jedzenia, zatruć, obrzydliwości. Szczególny charakter mają plotki dotyczące polityki oraz wątki merkantylne, do których jeszcze wrócę. ZIARENKO PRAWDYProf. Czubala swoje badania nad plotką rozpoczynał z kwestionariuszem do badań terenowych liczącym kilkadziesiąt wątków. Dziś – m.in. dzięki kontaktom z uczonymi zagranicznymi – ma ich 250. – Nie będę go dalej rozszerzał, bo to przestaje być praktyczne. Nikt nie chce wypełniać tak długich kwestionariuszy. Plotka jako przedmiot badań folklorystycznych jest obiektem niezbyt starym. Bodaj pierwszą książką na ten temat był Znikający autostopowicz Jana H. Brunvanda z 1981 r. Sam Czubala dotychczas napisał na temat plotki dwie książki (Współczesne legendy miejskie i Nasze mity współczesne). Ma w planie kolejne. Dowodzi to, że plotka – makroplotka, legenda miejska, czy jak to określa we wnioskach o pieniądze na projekty badawcze sam Czubala – mit współczesny, stanowi poważny przedmiot poważnych badań naukowych. Właściwie określeniem „plotka” prof. Czubala posługuje się na co dzień, bo krótkie, oraz przy dziennikarzach, bo nośne medialnie. Nie dziwi go zainteresowanie dziennikarzy plotką: Oni, podobnie jak folkloryści, zbierają nowiny. Dostrzega też różnicę w podejściu do ludzkich relacji historyka i folklorysty. O ile pierwszy stara się zweryfikować przedstawiane przez ludzi fakty, dopytując w tym celu o szczegóły, konfrontując jedne relacje z innymi, o tyle drugi jedynie uważnie słucha i notuje, starając się nie zakłócić i nie zmodyfikować opowieści narratora. Historyk szuka prawdy o faktach. Folklorysta – zbiera opowieści takimi, jakie ludzie je przedstawiają. Różne gatunki folklorystyczne wiodą bardzo odmienny żywot. Najtrwalsze są mity. Ich żywotność to tysiące lat. Stanowią one bardzo istotny wkład w rozwój kultury człowieka. Były traktowane bardzo poważnie. Stanowiły – paradoksalnie – próbę racjonalizacji niezrozumiałego dla dawnych społeczności świata. Choć, jak sądzi prof. Czubala, w Polsce przestały być „żywe” już w XVI stuleciu, nadal pełnią istotną rolę w poznaniu kultury przodków oraz w wychowaniu. Także bajki trwały przez tysiąclecia, a przynajmniej stulecia. Od plotki różniły się tym, m.in., że nigdy nie były traktowane ani przez narratorów, ani słuchaczy jako prawda. Opowieść biograficzna żyje tylko tak długo, jak jej narrator. Plotka żyje najkrócej – tydzień, dwa, rzadko dłużej. Nie znika jednak zupełnie. Pewne wątki trwają gdzieś w stanie „hibernacji”, by po jakimś czasie odżyć na nowo. W zasadzie można powiedzieć, że legendy miejskie wyrastają na jakichś faktach, a przynajmniej opierają się na myśleniu logicznym, przyczynowo-skutkowym, co w połączeniu z zaufaniem do narratora nadaje im cechy prawdopodobieństwa. Plotka nie ma jednak autora. Pojawia się nie wiadomo skąd i nie bardzo wiadomo dlaczego funkcjonuje. Prof. Czubala przytacza dwa przysłowia, które, jak sądzi, wiele mówią o naturze plotki: „W każdej plotce jest ziarenko prawdy”; „Plotka żywi się sama sobą”. ŻYWOT PLOTKIMakroplotka ma szczególne znaczenie w biznesie i polityce. Może być początkiem końca politycznej kariery bohatera plotki. Może przyczynić się do upadku solidnej firmy. Dlatego specjaliści od public relations interesują się plotką. Badają jej strukturę i sposób funkcjonowania, aby móc przeciwstawić się jej niekorzystnemu wpływowi, a być może także kreować plotki „wspomagające” biznes. Mechanizm funkcjonowania plotki jest wszędzie na świecie podobny: pojawia się nie wiadomo skąd i gdy trafi na podatny grunt, jest prawdopodobna, zaczyna się rozpowszechniać, w czym niekiedy pomagają media. Zmierza do punktu kulminacyjnego. Wtedy znana jest w różnych odmianach bardzo szeroko. Poprzez tę powszechność i częstotliwość powtarzania traci nagle wiarygodność. Już przestaje się ją traktować poważnie, budzi uśmiech na twarzy, zaczyna nudzić. Następuje zmęczenie plotką. To oznacza jej kres. W punkcie kulminacyjnym zmienia się charakter plotki – z dramatycznego staje się komicznym. Plotki makabryczne ewoluują w taki sposób, że doprowadzają makabrę do granic absurdu. Wtedy giną. Dr hab. Dionizjusz Czubala, prof. Uniwersytetu Śląskiego (ur. 1935), pracuje w Zakładzie Teorii i Historii Kultury Instytutu Nauk o Kulturze UŚ Zajmuje się prozą folklorystyczną i mitologią współczesną. Opublikował ponad 50 artykułów i 8 książek. |
|
|