W nowej kadencji Rada Główna pracuje w składzie zmniejszonym do 30 osób. Jednocześnie znacząco zmniejszył się także zakres jej działania. Dużą część dotychczasowych kompetencji - związanych z jakością kształcenia i tworzeniem nowych uczelni i kierunków - przejęła Państwowa Komisja Akredytacyjna. Jak Rada czuje się w nowej roli?
- Zadań, jakie nadal stoją przed Radą, jest wciąż bardzo dużo. W swoich obowiązkach Rada ma opiniowanie wszystkich aktów prawnych dotyczących szkolnictwa wyższego i nauki. Ponadto Rada opiniuje np. projekt budżetu, a także statuty wyższych uczelni oraz współpracuje ze wszystkimi najważniejszymi instytucjami z obszaru szkolnictwa wyższego i nauki. Może także występować z inicjatywami i przedstawiać wnioski w różnych sprawach z tego obszaru - i to czyni. Od ponad roku trwają intensywne prace nad ustawą o szkolnictwie wyższym, w których - w ramach prezydenckiego zespołu - brał udział prof. Jerzy Błażejowski, przewodniczący Rady, a Rada jako całość przedstawiała swoje oceny i propozycje.
Podjęliśmy się także - na prośbę ministra edukacji, choć to formalnie nie jest w zakresie obowiązków Rady - ogromnego dzieła wypracowania i uzupełnienia standardów kształcenia. Standardy to jeden z kluczowych elementów całego systemu edukacji na poziomie wyższym, zwłaszcza od kiedy funkcjonujące wcześniej jako zalecenia minima programowe stały się obowiązującym prawem, którego przestrzeganie kontroluje PKA.
- Na lipcowym posiedzeniu RG zostały zaproponowane ogólne zasady tworzenia nowych standardów. Zapowiedziano, że do 15 września Rada oczekuje na opinie w tej sprawie, a po tej dacie kilkuosobowe zespoły ekspertów zbiorą dotychczasowe uwagi i opracują nowe standardy.
- Dotychczasowe minima programowe, ogłoszone przez ministra edukacji jako standardy, nie obejmowały wszystkich kierunków, a niektóre z istniejących powstały kilka lat temu i tym samym już się często zdezaktualizowały. Ponadto, w związku z wyodrębnieniem studiów pierwszego i drugiego stopnia (licencjackich i magisterskich) zaszła także potrzeba wypracowania standardów dla obu tych poziomów. Nastąpiła zatem konieczność uporządkowania całej sfery i opracowania nowego modelu kształcenia, a w jego ramach - nowych standardów. Dodatkowe znaczenie ma fakt, że wypełnianie istniejących standardów kontroluje PKA i na tej podstawie przyznaje akredytację bądź zawiesza kierunek. Także w niektórych uczelniach, np. w Uniwersytecie Warszawskim, wewnętrzne algorytmy przydziału środków dla jednostek uwzględniają wyniki akredytacji przeprowadzonej przez PKA.
- A jeszcze rozporządzenie ministra edukacji z maja br. nakazuje na studiach zaocznych przeprowadzić 100 proc. zajęć dla danego kierunku, tak by student dysponował tą samą wiedzą, co student studiów dziennych.
- Jest to zatem kluczowe zagadnienie dla funkcjonowania szkolnictwa wyższego. Wspomniane lipcowe posiedzenie Rady jest efektem ponadpółrocznej pracy. Opracowanie standardów to rzecz skomplikowana i odpowiedzialna, ponieważ przesądza o wielu istotnych kwestiach - stąd też wrażliwość środowiska na ich kształt. Na przykład próba pogrupowania poszczególnych kierunków - których mamy obecnie ponad sto - aby było możliwe zaproponowanie paru modeli standardów, przyniosła kilka kontrowersji. Nie było zgody co do tego, gdzie ma się znaleźć na przykład informatyka. Środowisko uczelni technicznych zaprotestowało przeciwko umieszczeniu jej w grupie nauk matematyczno-przyrodniczych, a nie technicznych. Nie chcemy oczywiście nic przesądzać we własnym gronie. Rozwiązanie, które ostatecznie Rada zaproponuje, powinno mieć szerokie poparcie, ale naiwnością byłoby oczekiwanie, że uda się we wszystkim osiągnąć pełną zgodność.
Termin 15 września, do którego miały napływać opinie, w sposób naturalny wydłużył się ze względu na okres wakacyjny. Cały czas napływają kolejne uwagi różnych gremiów, a wiemy, że na przykład dalsze uchwały senatów są w przygotowaniu. Informacje na temat najważniejszych aktualnych ustaleń dyskusji znajdują się na naszej stronie internetowej (www.rgsw.edu.pl).
Gdy już będą ustalone zasady ogólne, to oczekujemy, że zostaną powołani przez ministra edukacji eksperci (spośród kandydatów zgłoszonych przez środowisko), którzy wypracują szczegółowe propozycje standardów. Te propozycje zostaną następnie poddane jeszcze dyskusji i ostatecznie zweryfikowane, a później zatwierdzone przez ministra jako obowiązujące standardy. Chcielibyśmy, aby następny rok akademicki mógł się rozpocząć z kompletem zweryfikowanych standardów.
- Okazuje się, że nie na wszystkich kierunkach prace idą łatwo. Spore emocje budzą standardy dla kierunku prawo. Prawnicy nie chcą zaakceptować takich, jak gdzie indziej ilości godzin zajęć i ilości studentów przypadających na jednego pracownika naukowego.
- Wiele dyscyplin ma swoją specyfikę i trzeba to zrozumieć. Stanowisko prawników spowodowało potrzebę głębszego spojrzenia, czy powinien powstać jeden model standardów, czy też w grupach kierunków są możliwe pewne różnice. Trudno jest jakiemuś środowisku narzucić całkowicie z zewnątrz model kształcenia. Musimy jako Rada brać pod uwagę argumenty przedstawicieli tego kierunku, tak by przyjęte rozwiązania były zaakceptowane przez to środowisko.
- Wypracowanie standardów dla poszczególnych kierunków, a także rozwiązania przyjęte w projekcie ustawy przesądzają, że kształcenie będzie musiało odbywać się na kierunkach. Tymczasem jest wiele głosów, że to zbyt sztywny gorset dla nowoczesnego kształcenia, a autonomiczne uczelnie powinny mieć możliwość decydowania o tym, jak kształcą. Istnieją też na przykład inicjatywy doskonale funkcjonujące i doskonale oceniane, choćby Międzywydziałowe Studia Humanistyczne czy system funkcjonujący w Szkole Głównej Handlowej, gdzie student był przyjmowany do szkoły i dopiero po pewnym czasie wybierał ścieżkę kształcenia. Jest też kwestia nowych kierunków - w kolejce czeka ponad 30 wniosków, ale nowych kierunków, nawet takich, na których kształci się za granicą, nie widać. Czy nie powstaje właśnie taki sztywny gorset, który na wiele lat zamrozi możliwości kształcenia w inny sposób i w niektórych nowych specjalizacjach? Czy nie powinniśmy być bardziej elastyczni?
- To, co robi Rada, jest próbą uporządkowania jednego z ważniejszych obszarów w szkolnictwie wyższym i nie ogranicza możliwości kształcenia. Zresztą fakt, że dana specjalizacja nie będzie miała rangi kierunku, nie przesądza o możliwości kształcenia, ponieważ może to być specjalność w ramach jakiegoś kierunku. Myślę natomiast, że rzeczywiście system musi być na tyle elastyczny, aby pozwalał na kształcenie nie tylko na określonych kierunkach, ale także dopuszczał inne formy kształcenia. Stąd na przykład koncepcja kształcenia na makrokierunku, jako grupie kierunków pokrewnych. Rolą MENiS, Rady Głównej i PKA jest znalezienie takich rozwiązań, które to umożliwią.
- Drugi ważny obecnie obszar aktywności Rady, to prace nad nową ustawą.
- Rada od początku aktywnie uczestniczy w tych pracach. Ostatnio opiniowaliśmy oba projekty, tzn. prezydencki oraz poselski. Co do obu mieliśmy cały szereg uwag. To zresztą nic dziwnego, ponieważ Rada jest wybierana spośród całego środowiska, a więc reprezentuje różne poglądy. Wypracowanie i przedstawienie wspólnego stanowiska zajęło nam sporo czasu.
- Na co Rada szczególnie zwracała uwagę?
- Trudno to przedstawić w paru zdaniach, gdyż mieliśmy w obu wypadkach różne uwagi ogólne i szczegółowe - zainteresowanym polecam lekturę odpowiednich uchwał i stanowisk, dostępnych na stronach internetowych Rady. Jeśli chodzi o projekt prezydencki, to przede wszystkim wydawało nam się, że pomimo deklarowanej zasady autonomiczności uczelni zbyt wiele szczegółowych regulacji i uprawnień zostało przekazanych w ręce ministra edukacji.
- W jednym z międzynarodowych raportów porównawczych polskie szkolnictwo wyższe znalazło się na pierwszym miejscu jeśli chodzi o autonomię uczelni i na jednym z dalszych jeśli chodzi o jakość kształcenia.
- Co do jakości, to zdecydowanie się nie zgodzę, choć oczywiście istnieją uczelnie, które są raczej manufakturami „produkującymi” absolwentów niż uczelniami wyższymi. Natomiast zasada demokratycznych wyborów wewnątrz szkoły wyższej i autonomia uczelni to fundament uniwersytetu od wielu wieków. Uniwersytet oparty na tych zasadach wnosił i wnosi bardzo wiele w naukę, kulturę, technikę i w edukację.
- Główna kontrowersja pomiędzy oboma projektami polega na odmiennej wizji kariery akademickiej, a w szczególności zniesieniu habilitacji.
- To jest niezwykle trudny problem i pojawia się w dyskusjach od wielu lat. Wydaje mi się, że w przyszłości habilitacja zniknie, ale nie można tego zrobić jednym ruchem i na pewno nie przed uporządkowaniem całego systemu szkolnictwa wyższego i nauki. Rada w swojej opinii zaproponowała, aby jak najszybciej pojawiła się nowa ścieżka kariery naukowej i aby był to proces równoległy. Musi też - tak jak to jest w propozycji poselskiej, a de facto Krajowej Sekcji Nauki „Solidarności” - wzrosnąć ranga doktoratu, skoro miałby to być ostatni stopień w karierze akademickiej. Mam nadzieję, że znajdzie to zrozumienie posłów pracujących nad ustawą. W obu projektach są zresztą rzeczy nowe, które warto wprowadzić w życie.
- Na koniec naszej rozmowy chciałem zapytać o Pańskie sukcesy jako nauczyciela akademickiego i uczonego. Rozmawiamy w gabinecie, w którym wiszą dziesiątki dyplomów i stoją liczne puchary za osiągnięcia zespołów, których był Pan szefem i trenerem, łącznie z nagrodami za zajęcie pierwszego miejsca w zawodach traktowanych jako mistrzostwa świata w programowaniu. Jak dochodzi się do takich sukcesów i utrzymuje ten poziom przez wiele lat?
- Naukowo zajmuję się informatyką, a bardziej szczegółowo - inżynierią oprogramowania. Nim zostałem prorektorem - bo ta i następne funkcje zdecydowanie zmniejszyły ilość czasu, jaki mogę poświęcić nauce - udało mi się zachęcić mnóstwo młodych zdolnych ludzi do współpracy. Ale warto podkreślić, że większość moich obecnych współpracowników poznawałem, gdy byli jeszcze nastolatkami, uczestnikami programu Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, których wówczas uczyłem informatyki i programowania. Fundusz to wspaniała organizacja, działająca już ponad 20 lat, która stara się wspomóc najbardziej uzdolnione dzieci we wszystkich dziedzinach - począwszy od nauk humanistycznych, poprzez ścisłe, a skończywszy na dziedzinach artystycznych i balecie. Z nich też zwykle rekrutują się zwycięzcy szkolnych olimpiad (w tym informatycznych), a następnie, już na studiach, zwycięzcy międzynarodowych konkursów programistycznych. Moja rola z czasem się oczywiście zmieniła. Gdy 11 lat temu drużyna UW pierwszy raz wystartowała w mistrzostwach Europy Środkowej wygrywając je niejako „z marszu”, to zawodników sam wybrałem spośród swoich wychowanków i sam zajmowałem się wszystkimi sprawami organizacyjnymi. Od tego czasu corocznie awansujemy w trakcie Mistrzostw Europy do światowych finałów tych zawodów, ale jest to poprzedzone i konkursami lokalnymi w uczelni, i Mistrzostwami Polski, w których bierze udział bardzo wiele osób. A głównymi bohaterami są oczywiście studenci, w większości byli uczestnicy programu Funduszu.
- Ale jak z tego zdolnego narybku wychowuje się zwycięzców? W wielu dziedzinach nawet taki potencjał rodzi zupełnie przeciętne efekty.
- Staram się pomagać tym młodym ludziom w rozwoju, staram się mieć z nimi dobry kontakt, być dla nich trochę drugim ojcem i matką oraz zachęcam - także swoim przykładem - do różnych rzeczy przekraczających rutynę. Staram się wpoić im zasadę, że również w naszym kraju są szanse na rozwój i ciekawe życie. Trzeba oczywiście wyjeżdżać w świat, żeby zobaczyć, co robią inni, ale z pomysłami trzeba wracać, ponieważ także w Polsce jest wiele szans dla młodych zdolnych ludzi.
Rozmawiał Andrzej Świć