Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 10/1999

Wileński szok
Poprzedni Następny

Język litewski należy do najstarszych w Europie. Brzmi pięknie. 
Równie pięknie brzmią wszelkie imiona i nazwiska w wersji litewskiej.

Halina Bykowska

W Uniwersytecie Wileńskim, jednej z najstarszych uczelni w Europie, Polacy doznają szoku widząc na tablicach pamiątkowych nazwiska wybitnych polskich uczonych podane w litewskiej wersji językowej. Nawet poeta Adam Mickiewicz upamiętniony został w stolicy Litwy jako Adomas Mickevićius.

ZSZOKOWANI GDAŃSZCZANIE

Grupa nauczycieli z Zespołu Szkół Morskich w Gdańsku przyjechała do Wilna zaledwie na kilka godzin. Wyprawa do stolicy Litwy stanowiła tylko część skromnego programu krótkiej pielgrzymki, której celem było odwiedzenie zespołu klasztornego zakonnic w Kownie. Jednych gdańszczan przywiódł na Litwę sentyment, a innych zwykła ciekawość. Ci pierwsi pamiętali Wilno z czasów przedwojennych, drudzy zaś niemało o nim wiedzieli z książek lub ze słyszenia. Wszyscy ucieszyli się bardzo, gdy przewodniczka, władająca biegle polskim, zaproponowała, aby wejść choć na chwilkę na dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego. Czasu było mało. Nadchodził zmrok. Lada moment miały być zamknięte uniwersyteckie wrota.

Przewodniczka (Polka zamieszkała na Litwie, jak się później okazało) zaimponowała wiedzą. Dużo mówiła o Polakach, którzy wykładali bądź studiowali w Wilnie. Niemało uwagi poświęciła Adamowi Mickiewiczowi, którego rzeźba ozdabia mocno sfatygowane zewnętrzne mury uniwersyteckie. Gdy pobyt w szacownej uczelni (udało się zajrzeć do hallu Wydziału Humanistycznego z gustownymi malunkami na ścianach) dobiegł końca, przybyszom z Gdańska zaprezentowano tablice pamiątkowe na murach zabudowań głównego dziedzińca. Tablice były nowe. Wszystkie wykonane z jasnego kamienia, w którym wyryto nazwiska i imiona uczonych (w większości polskich). Każde imię i nazwisko podane było w litewskiej wersji językowej. – Hańba! Hańba! – dało się słyszeć tu i ówdzie z ust nauczycieli gdańskich. – Jak wśród tych nazwisk rozróżnić kto jest Polakiem, a kto Litwinem? – pytano. Komentarz, jaki usłyszano od przewodniczki pod koniec zwiedzania, brzmiał następująco: – Język litewski należy do najstarszych w Europie. Brzmi pięknie. Równie pięknie brzmią wszelkie imiona i nazwiska w wersji litewskiej.

PRZEDWOJENNE WSPOMNIENIA

– Przed wojną w Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie studiowali prawie sami Polacy – wspomina dr n. med. Danuta Dybicka, która w owym czasie była jedną z tamtejszych studentek medycyny, a jej ojciec, prof. Stanisław Hiller (specjalista histologii i embriologii), pełnił funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego. – Wśród studiujących było również niemało Żydów, a także Tatarów. W ogóle nie przypominam sobie Litwinów. Chyba było ich bardzo niewielu... Pewne jest natomiast, że język litewski słyszało się w uniwersytecie dopiero w okresie okupacji – podkreśla dr Dybicka, która przed przejściem na emeryturę zatrudniona była jako adiunkt w Klinice Okulistycznej Akademii Medycznej w Gdańsku. Pełniła też funkcję wojewódzkiego konsultanta ds. okulistyki. – Doskonale pamiętam antyżydowskie ekscesy, poprzedzające wybuch drugiej wojny światowej – mówi dr Dybicka. – Studentom, którzy byli Żydami, kazano zajmować miejsca po prawej stronie sali wykładowej. A oni, na znak protestu, słuchali wykładów na stojąco, zajmując miejsca na tyłach audytorium. Polscy studenci, solidaryzujący się z Żydami, siedzieli na miejscach po prawej stronie – zamyśla się dr Dybicka i opowiada o tym, jak w wigilię Bożego Narodzenia w 1939 r. Liwini zażądali, by jej rodzice wyprowadzili się z uniwersyteckiego mieszkania przy ul. Zakrętowej w Wilnie w ciągu zaledwie kilku godzin.

– Przygarnęli nas wtedy pod swój dach profesorowie, którzy mieli po dwa pokoje w tej samej dzielnicy – opowiada dr Dybicka. Mówi, że bardzo niechętnie wraca do wileńskich wspomnień okresu przedwojennego, które przypominają jej o zamordowaniu prof. Kazimierza Pelczara (wybitnego onkologa) oraz prześladowaniach wielu innych Polaków. Na szczęście część Polaków wyjechała do Polski, w tym także nieżyjący już ojciec prof. Dybickiej (dziś jedna z sal wykładowych gdańskiej Akademii Medycznej nosi jego imię), prof. Kornel Micheida (świetny chirurg), prof. Włodzimierz Mozołowski (wybitny znawca chemii organicznej) oraz prof. Michał Reichel (specjalista anatomii). Każdego z nich wspomina się dziś z ogromnym szacunkiem. Dla kilku pokoleń studentów medycyny byli przykładem cnót i zalet godnych naśladowania.

– Zlitewszczanie polskich imion i nazwisk jest zjawiskiem osobliwym – stwierdza dr Dybicka, komentując napisy na tablicach pamiątkowych na dziedzińcu Uniwersytetu Wileńskiego. – Amerykanie pozostawiają imiona i nazwiska obcokrajowców w oryginalnym brzmieniu – dodaje mąż dr Danuty Dybickiej, prof. Jerzy Dybicki, były szef I Kliniki Chirurgii Ogólnej gdańskiej Akademii Medycznej, od kilku lat będący na emeryturze. Oboje często bywają w USA. – Ze względu na zniekształcanie nazwisk Litwa nie powinna być przyjęta do Unii Europejskiej – konkluduje prof. Dybicki.

– Wileński ośrodek akademicki był szczególny – powiada dr Dybicka. – Wykładali w nim znakomici specjaliści. Kształcono nas gruntownie i równocześnie wychowywano w duchu patriotyzmu i poszanowania wszelkich cnót. Głosił to zresztą napis nad głównym wejściem do uniwersyteckiego gmachu – zaznacza i pokazuje pamiątkową fotografię, wykonaną pod koniec lat 30., gdy wileńską uczelnię odwiedzili studenci z Węgier.

Z KART HISTORII

Wśród cennych przedmiotów, jakie ojciec dr Dybickiej przywiózł z Litwy do Gdańska, szczególne miejsce zajmuje księga pamiątkowa, wydana w Wilnie w 1929 r. z okazji 350. rocznicy założenia i 10. rocznicy wskrzeszenia Uniwersytetu Wileńskiego przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Jest to niezwykle frapująca pozycja, w sposób szczegółowy opisująca dzieje uczelni, niemałym sentymentem darzonej zwłaszcza przez polską inteligencję, która część życia spędziła na Litwie. Wileński ośrodek akademicki założony został na bazie kolegium jezuickiego, utworzonego w 1570 r. Dzięki staraniom króla Stefana Batorego dawne kolegium zyskało status Akademii Wileńskiej, co potwierdził bullą papież Grzegorz XIII. W latach 1780-93 dawna akademia funkcjonowała jako Szkoła Główna Księstwa Litewskiego, zaś w latach 1803-32 stała się Carskim Uniwersytetem Wileńskim.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę marszałek Józef Piłsudski sprawił, że wileńska uczelnia, zwana Uniwersytetem im. Stefana Batorego, przeżyła okres świetności. Na przestrzeni wieloletnich dziejów wileńskiego ośrodka akademickiego Polacy odegrali niemałą rolę. Jego rektorami byli m.in.: Piotr Skarga, Jakub Wujek i Jan Śniadecki. A wiedzę z wileńskiej uczelni czerpali m.in.: Jędrzej Śniadecki, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Ignacy Kraszewski, Wincenty Pol oraz Melchior Wańkowicz. Nie dziwi zatem, że Polaków irytują dziwnie brzmiące imiona i nazwiska wybitnych rodaków związanych z dziejami wileńskiej uczelni. – Patrząc na nazwiska w wersji litewskiej, cudzoziemiec z Zachodu mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z samymi Litwinami – powiada dr Dybicka.

Uwagi.