Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 10/1999

Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

Były czasy, gdy sierocińce, szkoły, urzędy i fabryki utrzymywały przyzakładowe hodowle trzody. Okazuje się, że to już przeszłość. Ostatni zwierzyniec zniknął także z Politechniki Warszawskiej.

KOT SIĘ NIE PRZEMKNIE

Kotów na Politechnice już właściwie nie ma, ale za to szczury – mimo że wydaje się niemałe pieniądze na trutki – mają się bardzo dobrze. W listopadzie ubiegłego roku, przy piętnastostopniowym mrozie, wygoniono koty z ciepłych piwnic. (...) W tej chwili z siedmiu dorodnych kotów pozostały trzy. Nie wyglądają dobrze, są osowiałe. Niewykluczone, że spróbowały trutki; suchy pokarm, do którego są przyzwyczajone, wygląda przecież podobnie. Gdzieś w ukryciu są też (albo już ich nie ma) małe kotki. Jeśli nic się nie zmieni, czeka je niewesoły los. (...) A przecież widok kota przemykającego się przez uczelnię na pewno jest przyjemniejszy niż widok szczura. (...) Politechnika jest przecież uczelnią postępową, niech więc i w tym względzie wykarze postęp. Można przecież pomyśleć o adaptacji jakiegoś pomieszczenia, niewielkiej piwnicy dla naszych bezdomnych politechnicznych kotów. To fragmenty listu nadesłanego do redakcji „Miesięcznika Politechniki Warszawskiej” przez 34 pracowników tej uczelni i opublikowanego w numerze lipcowo-sierpniowym (7-8/1999). Nie wiem, dlaczego dbanie o koty ma być postępowe, ale przecież można pomyśleć o adaptacji jakiegoś pomieszczenia...

TAKIE SAME ŻOŁĄDKI

W artykule Kryzys w szkolnictwie wyższym i w nauce w opinii Federacji Związków Nauczycielstwa Polskiego Szkół Wyższych („Biuletyn Informacyjny ATR”, nr 1(9) marzec 1999) Zygmunt Cybulski, prezes wymienionej Federacji pisze: (...) pozwolę sobie przytoczyć sytuację w uczelniach Pomorza i Kujaw. W Uniwersytecie Mikołaja Kopernika tylko dwie osoby mają najwyższą stawkę uposażenia, a 39 proc. nauczycieli akademickich jest zatrudnionych w grupie płacowej poniżej średniej. W Wyższej Szkole Pedagogicznej 71 proc. nauczycieli akademickich pobiera wynagrodzenia w najniższych grupach zaszeregowania. Akademia Rolniczo-Techniczna ma tylko 3 nauczycieli płatnych z najwyższych grup płacowych, a aż 52 proc. otrzymuje płace poniżej średniej grupy płacowej. W Akademii Medycznej aż 60 proc. nauczycieli akademickich jest zaszeregowanych do najniższych grup płacowych. Tylko 4 otrzymuje płace w grupie najwyżej opłacanych. W Akademii Muzycznej, wg stanu na 27 stycznia br., ani jeden nauczyciel akademicki nie był zaszeregowany do najwyższej grupy płacowej, a 54,4 proc. pobierało wynagrodzenia najniższe w swojej grupie zatrudnienia.

I tak powinno być – należałoby powiedzieć. Płace powinny przypominać górę lodową. Najwięcej zarabiających powinno być mało, bo najlepszych jest zawsze garstka, średnio zarabiających byłoby już więcej, a najwięcej powinno być tych, którzy zarabiają najmniej. Tyle, że owo „najmniej” nie powinno wynosić w przypadku pracownika naukowego 800 zł, bo prędzej czy później zabraknie na uczelniach asystentów. Ale prezes ZNP chciałby dać wszystkim po równo, a wszystkiemu winien jest oczywiście prawicowy rząd, bo jak ogólnie wiadomo, za rządów lewicy uczonym powodziło się świetnie.

LIKWIDACJA ROLNICTWA

„Zarządzanie Zmianami”, kwartalnik Wyższej Szkoły Zarządzania – The Polish Open University w Warszawie (nr 2/1999) publikuje prace studentów. Zajrzyjmy do artykułu Tomasza Budrewicza Polskie rolnictwo – eutanazja czy reanimacja? Tekst nieźle napisany, sensowny w warstwie myślowej. Dobrze się dzieje, że studenci tej uczelni mogą się pokazać na łamach uczelnianego periodyku. Rząd polski – pisze autor – próbując rozwiązać w wymiarze społecznym i ekonomicznym problem wsi, ma do wyboru kilka dróg. Jedną jest postawienie na mechanizmy rynku, co zlikwiduje polskie rolnictwo, drugą – likwidacja z finansową pomocą państwa, trzecie wyjście to kompromis, stopniowa, ewolucyjna restrukturyzacja. Autor kompetentnie rozważa plusy i minusy każdego z rozwiązań, przychylając się raczej ku ostatniemu.

LEKARZE MINIONEGO CZASU

W miesięczniku „Z życia Akademii Medycznej w Warszawie” (nr 6-7, czerwiec-lipiec 1999) pojawił się nowy cykl LEKARZE PATRONAMI ULIC WARSZAWSKICH. Autor, dr Tadeusz Kocon znalazł w Warszawie kilkanaście ulic, których patronami są lekarze zasłużeni dla lecznictwa i higieny w Warszawie i w Polsce. Są to m.in. Oczko, Chałubiński, Mianowski, Hirszfeld, Korczak, Zamenhof. W pierwszym odcinku autor cyklu przedstawia biogram rentgenologa Witolda Zawadowskiego, profesora UW i AM, którego imieniem nazwano ulicę na Służewie nad Dolinką.

Cieszy, gdy ludzie mają potrzebę przypomnienia postaci z przeszłości, szczególnie w dzisiejszych czasach, nastawionych tak bardzo na przyziemne sprawy dnia powszedniego.

(fig)

Uwagi.