Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 3/1999

Rektor - ciągłość i zmiana
Poprzedni Następny

Mniej więcej co sześć lat następuje zmiana rektora.
Zmiana może naruszyć dotychczasowy porządek.
Nowy rektor powinien zapewnić ciągłość tych działań, które na to zasługują.

Aleksander Wesołowski

Fot.Stefan CiechanPierwszy raz z wyrazem "rektor" spotkałem się jako chłopiec przy oglądaniu fotografii szkolnej ojca. Pod zaborem pruskim uczęszczało się do szkoły podstawowej zaczynając od siódmej klasy, a kończąc na pierwszej. Pamiątkowe fotografie z ukończenia szkoły, a więc pierwszej klasy, robiono sobie z samym rektorem. Wszyscy kierownicy placówek oświatowych, od szkoły podstawowej po uniwersytet, byli wówczas rektorami.

W Polsce międzywojennej w szkołach podstawowych na czele grona nauczycielskiego stali kierownicy szkół, w gimnazjach i innych szkołach ponadpodstawowych przeważnie dyrektorzy lub przełożone. Stanowisko rektora uchowało się jedynie w szkołach wyższych, cywilnych, w uniwersytetach. W szkołach wyższych nieakademickich byli przeważnie dyrektorzy. Dzisiaj rektor występuje w szkołach wyższych, państwowych i prywatnych. Aktualnie jest urodzaj na prywatne szkoły wyższe i ich rektorów.

Rektorskie mity

"Rektor" funkcjonuje w świadomości społecznej jako postać mityczna, od której wszystko zależy. Pochodzi to chyba stąd, że w statutach szkół wyższych jest taki paragraf, którzy orzeka, że jeśli zajdzie sytuacja, której nie rozwiązuje konkretny przepis, to ostatnie słowo należy do rektora. Tak więc organ nadrzędny zaufał rektorowi i liczy na jego mądrość i morale. Sądzę więc, że na tym paragrafie buduje się prestiż władzy najwyższego stanowiska w uczelni.

Stanowisko rektora, jak przypomina Słownik wyrazów obcych PWN, spotyka się w seminariach duchownych czy też w kościołach nieparafialnych. Pewnego splendoru tej funkcji dodaje tradycja specjalnego stroju, jak: berło symbolizujące władzę, łańcuch z emblematami, toga wyróżniająca się purpurą i obszernym, pokrywającym ramiona kołnierzem z "gronostajami". Koniecznie do tego czerwone rękawice i, jeśli jest, pierścień. Jednym słowem, przypomina to strój wysokiej rangi duchownego. Wydaje się, że nie ma rektora bez tych akcesoriów. Stroje tego typu (birety, togi, łańcuchy itp.) to tradycja średniowiecza, kiedy to, przy walnym udziale duchowieństwa, powstawały pierwsze wyższe uczelnie. Tradycja rzecz święta i pożądana. Utrzymuje się ona jeszcze dotąd w sądownictwie i nadaje kolegium sądziowskiemu powagi i większego przekonania do wydawania wyroków. Tak to wygląda na zewnątrz. Mity i jeszcze raz mity.

Zwyczaj wyboru rektora

Powiedział mi kiedyś jeden z profesorów w latach PRL, kiedy udawało się wyborczą demokrację, że uczelnia wyższa jest jedyną jej ostoją. Nie wiem, czy wierzył w to, co mówił, bo ja nie. Nie ma ideałów w tym zakresie, zwłaszcza gdy jakiejś grupie interesów zależy, aby rektorem został ten a nie inny. Lepiej, gdy jest swój. Demokracja w zarządzaniu uczelnią jest możliwa o tyle, o ile możliwe jest oddziaływanie "twarzą w twarz" osób wchodzących w skład gremium, z którego wybiera się rektora. Dzisiaj, przy bardzo licznych gremiach profesorskich, bywa że ludzie nie znają się i dlatego wybory są pośrednie, przez elektorów. Jednakże atmosfera wyborcza zaczyna się spontanicznie na długo przed samym harmonogramem przebiegu kampanii. Wiąże się to z wyborami dziekanów i prodziekanów, z "typowaniem", kto ma szansę na prorektora a kto na rektora.

Na ogół wiadomo, kto będzie rektorem, szczególnie wówczas, gdy nikt nie chce być dublerem, który musi przepaść w wyborach. Atoli bywa, że ten "podstawiony" może być wybrany, mimo że głoszono, iż to despota, a przy tym jest chory, ma wiele wad. Przekora ludzka robi jednak niespodzianki a elektorzy idą za intuicją. Często ten przeznaczony na "kozła" okazuje się znakomitym znawcą środowiska i potrafi przypilnować realizację podjętych zobowiązań, potrafi sięgnąć po uśpione rezerwy.

Rektorem powinien być uznany autorytet naukowy danego środowiska. To ułatwia wybór. Jednakże są tacy, którzy wolą pracę naukową, aniżeli jałową obecność na częstych uroczystościach i wysłuchiwanie pochlebstw.

Wyniesienie do godności rektora nobilituje, bo myśli się, że nie było "lepszego". Podobno powiedział kiedyś Lech Wałęsa, że "jaki naród, taki prezydent". Można to spokojnie przenieść na daną społeczność akademicką. Wydaje się, że oprócz pewnych formalnych wymogów zapisanych w ordynacji wyborczej uczelni, najważniejszą cechą kandydata na rektora jest nobilitas. Nobilitas nobilitat virum.

Niektóre typy rektorów

W świadomości ludzi funkcjonują różni rektorzy. Przeważnie każdy rektor pełni swoją funkcję przez dwie kadencje. Pierwsza jest zapoznaniem się z urzędem, druga to praca oparta na doświadczeniu. Jedni lubią biurko i pracę w godzinach popołudniowych. Są wśród nich biurokraci, którzy widzą raczej drobiazgi, mniej zaś sprawy ogólne. Współpraca z nimi może być uciążliwa. A więc bywają nieporozumienia. Tylko lojalność współpracowników łagodzi konflikty.

Przeważnie jest tak, że każdy nowy rektor poświęca uwagę jakiejś, jego zdaniem, sztandarowej sprawie, która ma zostać po nim "na pamiątkę". Są więc rektorzy budowniczowie. Budują sale gimnastyczne, gmachy bibliotek, budynków dydaktycznych czy domów studenckich. To jest rzeczywiście widoczny i trwały dorobek. Są rektorzy, którzy rozwijają współpracę z innymi uczelniami, szczególnie zagranicznymi. Aktualnie sprawa jest wyklarowana. Możliwości bardzo duże. Tylko trochę przedsiębiorczości i dorobku naukowego, aby było z czym wyjeżdżać. Są też tacy, co dbają o wzrost kadry naukowej, a więc doktoraty, habilitacje. Cisną. Pozbywają się "zastygłych". Byli tacy, a może jeszcze będą, którzy stworzyli kreację nie do pobicia. Godzinną mowę inauguracyjną wygłaszali z pamięci, ze szczegółami nazwisk i tytułami prac naukowych nagrodzonych przez ministra. Słuchacze dziwili się i pytali: "Czy ma on komputer w głowie?" Podziwiali go.

Dominikanin, o. Józef Bocheński, jak pisze w swoich wspomnieniach, był przez dwa lata rektorem Uniwersytetu Fryburskiego w Szwajcarii. Czas ten poświęcił propagandzie uniwersytetu. Dbał też o swój autorytet. Jeździł tylko czarną limuzyną. Organizował konferencje prasowe i zabiegał o finanse dla uczelni, co mu się na ogół udawało. Za nic miał takich rektorów, którzy jeździli do pracy rowerem i lansowali tylko młodych. Ale to było dawno.

Dzisiaj tolerancja zachowań ludzi publicznych, a do takich zaliczam rektorów, jest bardzo duża. Na przykład, można zdobyć popularność przez uprawnianie sportu. Wyczytałem w gazecie, że jeden z poznańskich rektorów organizuje raz do roku gonitwę wokół jeziora. Mimo, że ma samochód, jeździ na uczelnię rowerem, uprawia turystykę rowerową, także zagraniczną. Jest zapalonym sportowcem. Można i tak.

Ciągłość i zmiana

Podobno Helmut Kohl martwi się o utrzymanie ciągłości poziomu życia akademickiego, dorobku socjalnego i politycznego społeczeństwa niemieckiego. A przecież nie chodzi tylko o utrzymanie tego poziomu przez następców, ale również o dalszy rozwój.

Z uczelnią jest podobnie. Mniej więcej co sześć lat następuje zmiana rektora. Zmiana może naruszyć dotychczasowy porządek. Nowy rektor powinien zapewnić ciągłość tych działań, które na to zasługują i wynikają z funkcji uczelni. Inne zaś - rozsądnie starać się naprawić, jeśli jest taka konieczność.

Jak można zapewnić ciągłość pracy uczelni? Chyba nie wynika to z ceremonii przekazania insygniów rektorskich czy klucza od biurka. Sądzę, że punktem wyjścia może być analiza i rzetelne sprawozdanie ustępującego rektora z działalności uczelni. Nie zawsze jednak jest ono dobrym doradcą. Potrzebna jest własna analiza. Przy takich rewolucyjnych zmianach, jakie zachodzą dzisiaj, przy braku doświadczenia w demokratycznym zarządzaniu, przy niejasności modelu szkoły wyższej, przy dużej potrzebie zarobkowania i uzupełniania budżetu, sprawa jest bardzo trudna. A jednak nowy rektor i jego pomocnicy winni zapewnić dobrym tradycjom uczelni ciągłość, zaś niezbędne zmiany, które niesie bieżąca rzeczywistość, powinni rozpoznać co do ich trwalszych wartości i stopniowo, organicznie wprowadzać we wrażliwy, często bardzo konserwatywny system uczelnianego organizmu. Uczelnia jest instytucją potrzebującą spokoju, a nie rewolucji i zamętu.

Dr Aleksander Wesołowski, socjolog wychowania, rodziny i pracy, jest emerytowanym docentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Uwagi.