Szkoły wyższe

Nietypowe przypadki Politechniki Rzeszowskiej

Opublikowano: 2020-02-13

forum akademickie
Źródło: www.prz.edu.pl

Niestandardowy sposób „promocji” kadr, atmosfera strachu wśród pracowników, wojna na dyscyplinarki, coraz gorsze wyniki finansowe – co się dzieje na Politechnice Rzeszowskiej? 

Od jakiegoś czasu „Gazeta Wyborcza” w Rzeszowie zajmuje się sytuacją na Politechnice Rzeszowskiej. Najpierw opublikowała artykuł z informacją, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy rektor Politechniki Rzeszowskiej mianował na stanowiska profesorów uczelni 66 osób legitymujących się jedynie stopniami naukowymi doktora, a bez habilitacji, dotychczasowych adiunktów i wykładowców. Sugeruje też, że może to mieć związek z nadchodzącymi wyborami rektorskimi. W kolegium elektorów profesorowie mają 51% głosów, zatem nowe nominacje mogą zadecydować o wyniku wyborczym. Gazeta opisała też koszty związane z zatrudnieniem na stanowiskach profesorskich, znacznie wyższe niż w przypadku adiunktów. Z drugiej strony, zatrudnienie pracowników na stanowiskach profesorów uczelni to przywilej szkół wyższych wynikający z ich autonomii, zagwarantowanej w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Zwiększenie liczby profesorów uczelni może się jej nawet opłacać, gdyż idą za tym większe środki w subwencji – współczynnik kadrowy w algorytmie naliczania subwencji uwzględnia bowiem nie stopnie i tytuły naukowe, ale stanowiska. Zatem na profesora – także na doktora zatrudnionego na stanowisku profesora uczelni – uczelnia dostaje większą subwencję niż na tego samego doktora, zatrudnionego na stanowisku adiunkta. Jednak awansowanie aż tak dużej liczby doktorów w tak krótkim okresie jest bezprecedensowe. Tym bardziej, że według informacji do których dotarło „Forum Akademickie”, przy tych awansach nie uwzględniano kryteriów merytorycznych.

Niestandardowy sposób „promocji” kadr to nie jedyne odstępstwo PRz od zasad uznawanych za typowe w uczelniach akademickich. Na stanowiskach kierowniczych w PRz pracuje kilkoro członków rodziny rektora. Córka rektora prof. Tadeusza Markowskiego – dr Adrianna Gardzińska, fizjoterapeutka – jest dyrektorem specjalnie dla niej utworzonej jednostki. Centrum Fizjoterapii i Sportu powstało w 2017 r. w miejsce zlikwidowanego Studium Wychowania Fizycznego i Sportu. Zięć rektora, Piotr Gardziński, jest kierownikiem dwóch zamiejscowych jednostek PRz: Ośrodka Naukowo-Dydaktycznego w Albigowej i Akademickiego Ośrodka Szybowcowego w Bezmiechowej. Obie jednostki oddalone są od siebie o ok. 80 km. Także druga córka rektora, dr inż. Olimpia Markowska, pracuje na uczelni, na stanowisku naukowo-dydaktycznym w katedrze, którą kieruje prof. Grzegorz Budzik, prorektor PRz, i w której pracuje prof. T. Markowski. Wbrew temu, czego się może Czytelnicy spodziewają, nie ma tu mowy o łamaniu prawa. Art. 118 ust. 2 Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce sankcjonuje nepotyzm w uczelniach, o ile dotyczy on… rektorów.

Politechnika Rzeszowska dysponuje wspaniałym kampusem i całkiem niezłym zapleczem laboratoryjnym. Obecne władze zrealizowały, przygotowaną w poprzedniej kadencji, budowę obiektu Wydziału Zarządzania. Jedyną inwestycją, którą całkowicie przygotowało obecne kierownictwo PRz, jest pracownia Centrum Fizjoterapii i Sportu, na którą wydano 5 mln zł, a której szefową jest córka rektora. Co ciekawe, w obu miejscach kierowanych przez rodzinę rektora planowane są kolejne inwestycje i są to jedyne inwestycje PRz przewidziane w najbliższym czasie. Na Studencki Kompleks Sportowy Politechniki Rzeszowskiej uczelnia zapewniła sobie kredyt w wysokości 35 mln zł, który ma kosztować 17,5 mln zł, co w sumie daje aż 52,5 mln zł. Senat i Rada Uczelni zgodziły się na tę operację oraz na zabezpieczenie kredytu na należących do politechniki działkach w atrakcyjnych lokalizacjach na terenie miasta. Półtora miliona złotych ma kosztować Międzyuczelniane Wielofunkcyjne Centrum Sportów Zimowych i Lotniczych Politechniki Rzeszowskiej w Bezmiechowej-Paszowej. Nazwa jest myląca, chodzi w gruncie rzeczy o zbudowanie stacji narciarskiej na północnym stoku góry, na której ulokowany jest ośrodek szybowcowy. Odpowiednią działkę zakupiono po okazyjnej cenie jeszcze w poprzedniej kadencji rektorskiej. Jak widać, władze politechniki inwestują w sport, rekreację i rehabilitację.

Obecne władze rządzą metodą konfliktu, twierdzą pracownicy politechniki, choć pozory są inne. Posiedzenia Senatu trwają wyjątkowo krótko. Niektóre, jak twierdzą członkowie tego gremium, z którymi rozmawialiśmy, kończyły się nawet po kilkunastu minutach i to nie wskutek zerwania obrad. Wprost przeciwnie, głosowania są niemal zawsze zgodne z wolą władz rektorskich, przeprowadzanie sprawnie i skutecznie. Wyniki głosowań, także tajnych, są dokładnie kontrolowane, z listą obecności w ręku, przez prorektora dr. hab. inż. Mariusza Oleksego. Nawiasem, mówiąc, jakiś czas temu złożył on wniosek o tytuł profesorski. W autoreferacie, prezentującym dorobek – dziwnym trafem nie ma go na dedykowanej awansom stronie CK, podobnie jak recenzji – kandydat przypisał sobie udział w konferencjach, na których z pewnością nie był – w jednym przypadku nie ma go wśród uczestników, a w drugim przypisał sobie udział w konferencji, która miała się odbyć kilka miesięcy po złożeniu wniosku i autoreferatu.

W politechnice trwa wojna na dyscyplinarki. Rektor Markowski zwolnił kilku, jak twierdzą pracownicy PRz, cenionych profesorów, a wielu innym wytoczył sprawy dyscyplinarne z błahych powodów. Kilku pracowników uczelni, w tym jeden z prorektorów, złożyło na niego skargę do ministra nauki. Ten skierował ją do rzecznika dyscyplinarnego. Jedna z pracownic uczelni złożyła też przeciwko rektorowi prywatny pozew o mobbing. Sprawa ma związek m.in. z powstawaniem nowego statutu PRz.

Z inną formą represji spotkał się poprzednik T. Markowskiego na stanowisku rektora PRz. W listopadzie przeprowadzono ocenę okresową jego działalności, która obejmowała… no właśnie, trudno to ustalić, bo co innego jest w informacji o rozpoczęciu oceny, a co innego w dokumentach dotyczących jej wyników. Błędów formalnych jest więcej. Naukowiec zamierza na tę bezprecedensową sytuację odpowiedzieć na drodze prawnej.

Działania obecnych władz Politechniki Rzeszowskiej mają określone skutki. I nie mam tu na myśli tylko stanu zastraszenia i rozbicia społeczności akademickiej, o czym informują pracownicy PRz, ale skutki mierzalne. Od kilku lat spada wynik finansowy uczelni. Na podstawie sprawozdań zamieszczonych w BIP widać, że o ile w latach 2012-2016 wynik finansowy systematycznie rósł od kwoty 4,3 mln zł w 2012 r. do ponad 11 mln zł w roku 2016, o tyle od 2017 r., czyli pierwszego pełnego roku obecnej kadencji rektorskiej, systematycznie maleje. W 2017 r. wyniósł 1,8 mln zł, a w roku 2018 już tylko 313 tys. zł. To wciąż wynik dodatni, ale wskazuje na systematyczne pogarszanie się sytuacji finansowej uczelni. Na dodatek niemal zniknęły przychody z działalności badawczej, mówią pracownicy PRZ, którzy skontaktowali się z redakcją.

Zatrudnieni przez wiele lat w PRz na umowach zleceniach badacze z innych uczelni wskazywali nam, że ostatnio, już po wykonaniu pracy na rzecz politechniki, zostali poinformowani o radykalnej obniżce ich wynagrodzeń. Niektórzy mówili, że za tę samą pracę zapłacono im mniej niż połowę ustalonego wcześniej, i wypłaconego w poprzednich latach, honorarium. Wyjaśniano to trudną sytuacją finansową uczelni. Żaden z pokrzywdzonych nie zgłosił sprzeciwu, ani nie skierował sprawy do sądu.

Od kilku lat do redakcji spływały anonimowe listy opisujące metody zarządzania uczelnią stosowane przez rektora Markowskiego. Rozmawiałem z nim o tym. Redakcja FA dotarła do pracowników PRz, którzy mieli odwagę przedstawić problemy uczelni. Twierdzą, że członkowie wspólnoty akademickiej są zastraszani i nikt nie ośmieli się sprzeciwić rektorowi z obawy o ewentualne represje. Na uczelni panuje atmosfera strachu i niemocy.

Jednego w tym wszystkim nie rozumiem. Politechnika ma Senat złożony z profesury, przedstawicieli administracji, studentów, doktorantów; ma Radę Uczelni, w której skład wchodzą także przedstawiciele uczelni (sami doktorzy, bez habilitacji, ale także przedstawiciel związków zawodowych). Duża część nauczycieli akademickich to samodzielni pracownicy nauki. Skoro część wykładowców, w tym profesury, czuje się zastraszana, a postępowanie władz uczelni uważa za nieprawidłowe, dlaczego nie sprzeciwią się temu? Dlaczego nie zgłoszą problemów do ministerstwa nauki? Na takie działania zdobyła się rada znacznie mniejszej uczelni zawodowej w Tarnowie. Czy władzom PRz udało się aż tak skutecznie zatomizować środowisko akademickie, że ludzie nie potrafią wspólnie przedstawić swoich racji i razem walczyć o swoje sprawy i swoją uczelnię? Co robią związki zawodowe, w tym „Solidarność”? Czy na Politechnice Rzeszowskiej istnieje jeszcze w ogóle wspólnota akademicka?

Piotr Kieraciński

Komentarze (4)

  1. student WBMiL pisze:

    Jako student lotnictwa, który “przeżył” dwóch rektorów – prof. Orkisza i prof. Markowskiego dochodzę do wniosku, że nauka przegrała z polityką. Politechnika jest piękna na targach pracy, politechnika jest piękna gdy przyjdzie się pochwalić osiągnięciami jej studentów, politechnika jest piękna podczas dni otwartych i dni nauki gdzie pan rektor wraz z politykami samorządowymi związanymi z partią rządzącą postoi i powie jak dużo się nie robi i jak dużo się nie inwestuje, a potem nawet nie zostanie wysłuchać prelekcji zaproszonych gości.

    Jaka jest rzeczywistość? Szara, z wydziałów w których faktycznie powstają projekty (i które kiedyś świadczyły o sile PRz) odchodzą stare wilki bo tak należałoby nazwać większość kadry której książki i opracowania uczą po dziś dzień. Widać wiele awansów, ale widać też wiele tarć personalnych, ośrodek szybowcowy bywa zablokowany dla dyspozycji studentów, naprawdę trzeba się wiele nawalczyć aby z niego skorzystać (komu więc on ma służyć?). Koła naukowe szukają pieniędzy, wszystko co robią jest własnością PRz a i tak jakby nie pilnowały kopii dokumentacji to dostaną po łapkach od administracji, która potrafi ją zgubić i wręcz atakować studentów. Nie będę tutaj atakował kadry, bo wydaje mi się że jak na warunki jakie oferuje PRz pracownikom to zdarzają im się perły (zmęczone nieraz krótkowzrocznymi studentami), które siedzą chyba tylko aby realizować granty i wręcz przynosić zyski uczelni (bo dlaczego ci sami ludzie nie mieliby robić tego komercyjnie?).

    Z pewnością prof. Markowski jest świetnym ekonomistą i świetnie zarządza, ale niech zarządza jakimś biznesem. Nauka to nie biznes, potrzeba lekkiego wyczucia gdzie leży ciężar problemu, nie wystarczy wybudować nowego wydziału na 500 osób i utworzyć nową jednostkę, aby brać więcej pieniędzy przez ustawę Gowina. Nie wydaję mi się żeby to była droga do pozycji uczelni gdy w między czasie mocna pozycja w konkursach areny międzynarodowej Politechniki dosłownie umarła. A ja jako student lotnictwa, kierunku którego śmigło tkwi w logo uczelni, przejdę obok nowo wybudowanych, sztucznie tworzonych wydziałów ze szkła, popatrzę na powieszone tam śmigło, wejdę do swojego starego wydziału z krzywymi schodami, depresyjnymi ścianami błagającymi o świeżą farbę i usiądę przy oscyloskopie (i innym sprzęcie którego utrzymanie na uczelniach technicznych kosztuje i musi kosztować) i się dowiem, że wyjazd do AOS nie jest możliwy bo coś tam, że dostępu do symulatora nie ma bo coś tam. I myślę że studenci dają znak niezadowolenia rezygnując często z kontynuowania studiów na drugim stopniu.

  2. Verayher pisze:

    Divide et impera! Atmosfera zapewne jak z kacetu.

  3. student WBMiL pisze:

    politechnika rzeszowska to jeden wielki cyrk
    mam wrażenie że mają na celu zgnębienie, zgnojenie studenta a nie przekazanie jakiejś wiedzy.
    ps. której pewnie sami nie posiadają w wielu sytuacjach wykazują się niekompetencją.
    Taka przestroga dla przyszłych studentów nie warto iść na taka uczelnie.
    Wszystkie spoty dni otwarte to jedna wielka ściema.

    • Arnolf pisze:

      Wielki cyrk, gnojenie studentów, brak kompetencji kadry? A jakież to kompetencje posiada autor tego komentarza, żeby w tak skrajny sposób oceniać uczelnię? Tak się jakoś składa, że najwięcej do powiedzenia mają zazwyczaj najgorsi studenci. To widać choćby w tzw. ankietach.

      Cyrk to owszem i jest, ale z rekrutacją na polskich uczelniach. Kiedyś takie osoby zamiast na studia szły do zawodówki. Dzisiaj przyjmuje się prawie każdego, a do tego daje absurdalne prawa do wypowiadania się o kwalifikacjach kadry.


PARTNERZY

forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie
forum akademickie