Aktualności
Badania
04 Lutego
Źródło: Facebook/Instytut Filologii Angielskiej UJ
Opublikowano: 2025-02-04

O emocjach, które wychodzą z tła

„Gwiaździsta noc”, „Krzyk”, „Guernica” – czy dzieła impresjonistów, ekspresjonistów bądź kubistów da się opisać osobom niewidomym? A czy sam opis może wywołać u nich doświadczenia poznawcze i estetyczne? Badają to naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Audiodeskrypcja, umożliwiająca osobom niewidomym dostęp do filmów, programów telewizyjnych czy wystaw, od niedawna jest także przedmiotem badań naukowych. Dr hab. Agata Hołobut z Uniwersytetu Jagiellońskiego wraz z zespołem bada audiodeskrypcję muzealną, za pomocą której osoby z dysfunkcją wzroku mogą „odczytywać” dzieła sztuki. Obowiązujące w ramach tej praktyki rekomendacje wskazują, w jaki sposób należy opisywać każdy obraz, tak by zachować pewną ustandaryzowaną strukturę.

Na otwarcie mamy metryczkę, a więc zbiór podstawowych informacji dotyczących konkretnego dzieła. Słuchacz poznaje imię i nazwisko autora oraz tytuł. Potem dokładną albo przybliżoną datę powstania. Dowiaduje się, jakie są wymiary obrazu i w jakiej technice został wykonany. Po takim, powiedziałabym, dość „suchym” wstępie, rozpoczyna się najważniejsza część audiodeskrypcji, czyli opis tego, co widać na obrazie, najpierw w ujęciu ogólnym, a później bardziej szczegółowym – tłumaczy badaczka.

Sztuka słowa

Jak dodaje, na tym etapie najistotniejszą rzeczą jest trafne oddanie przedstawionych na płótnie elementów wraz ze wskazaniem ich funkcji i wzajemnego położenia. Często dzieło osadza się również w szerszym kontekście historycznym. Za każdym razem chodzi o to, aby zaplanować opis w taki sposób, by angażował odbiorcę. Nie powinien więc być nudny, niezrozumiały, ani tym bardziej sztampowy. Dodatkowym utrudnieniem jest czas trwania audiodeskrypcji – średnio to zaledwie kilka minut. Tyle musi wystarczyć na przyciągnięcie uwagi słuchacza.

Uważam, że jest to naprawdę ogromne wyzwanie, szczególnie ciekawe z perspektywy badawczej. Zasady audiodeskrypcji wskazują, że jej podstawową funkcją, opartą na analizie formalnej dzieła sztuki, jest identyfikacja i opis tego, co na obrazie. Nas natomiast zainteresowała możliwość innego spojrzenia na tę praktykę. Potraktowania jej jako próby odzwierciedlenia doświadczeń estetycznych – wskazuje Hołobut.

Czy jednak przy klasycznie skonstruowanym opisie jest w ogóle możliwe wywołanie u odbiorcy emocji? W końcu obcuje się ze sztuką właśnie po to, aby doznać różnego typu wzruszeń czy zachwytów.

Jeśli spojrzymy na audiodeskrypcję wyłącznie jak na tekst użytkowy, to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z komunikatem stricte informacyjnym. Można ją jednak potraktować też jako sztukę słowa, co jest moim zdaniem właściwsze, i wówczas dostrzeżemy, jak wiele niesie za sobą dodatkowych wartości – podkreśla Hołobut.

W swoich badaniach podąża tą drugą ścieżką. Wraz z zespołem przygląda się temu, co upodabnia opis do przekładu i patrzy, jak deskryptorzy wykorzystują narzędzia języka do oddania doświadczenia estetycznego dzieła. To np. często dostrzegalne w audiodeskrypcji wzorowanie kompozycji opisu na kompozycji obrazu, określone zestrojenie głosek, tembr głosu lektora czy dobranie odpowiedniego podkładu muzycznego. W sposób szczególny interesują ją mechanizmy, które wykorzystują zabieg metafory do nadbudowania dodatkowego doświadczenia.

Weźmy choćby przykład koloru. Można postawić pytanie, czy w percepcji dzieła pomaga używanie takich sformułowań, jak „przytłumiony”, „przydymiony” czy „przygaszony”, zamiast prostego operowania barwą? – zastanawia się badaczka.

I podkreśla od razu, że używanie nazw kolorów w przypadku opisów dla osób niewidomych nie jest niewłaściwe. To celowe działanie, wynikające z przyjęcia założenia, że kolor to nie tylko doświadczenie wizualne, lecz także pojęcie uwarunkowane kulturowo. Bez względu na dostęp do doświadczeń wizualnych, słuchacz będzie kojarzyć czerwień np. z surowym mięsem albo z krwią.

Ponadjęzykowe „lustro” obrazu

W najnowszym projekcie przekładoznawczyni z Instytutu Filologii Angielskiej UJ chce się dowiedzieć, w jaki sposób na poziomie języka, a nawet brzmienia wypowiedzi, można uchwycić efekty osiągnięte przez konkretnych malarzy. Interesujące jest to, czy poprzez stosowanie np. metafor lub specyficzne operowanie gramatyką udaje się oddać to, co dzieje się na obrazach.

Jeśli dostrzegamy, że w konkretnych opisach dominują czasowniki ruchu, a na płaszczyźnie dźwiękowej przeważają głoski eksplodujące w uszach, to wskazuje to jednoznacznie, że autorom audiodeskrypcji zależało na uzyskaniu efektu dynamizacji. Podobnie odpowiednie operowanie rytmem może być sygnałem, że chodzi o oddanie tempa sytuacji przedstawionej na obrazie. Ciekawi nas, czy warstwa akustyczna może stać się ponadjęzykowym „lustrem” dzieła sztuki. Chcemy patrzeć na te teksty, jak na pewnego rodzaju wydarzenia dźwiękowe, które rozciągają się w czasie i które mogą, poprzez zastosowane zabiegi artykulacyjne i intonacyjne, nadbudowywać nowe znaczenia.

Badacze do analizy wybrali anglo- i polskojęzyczne audiodeskrypcje odzwierciedlające pięć kierunków w sztuce: impresjonizm, ekspresjonizm, kubizm, abstrakcjonizm i surrealizm. Decyzja nie była przypadkowa. Chodziło o to, by wybrać style, które będą stanowiły szczególne wyzwanie. O ile bowiem tradycyjne malarstwo figuratywne ułatwia identyfikację przedstawionych przedmiotów, o tyle ruchy awangardowe wymagają od odbiorcy zdecydowanie większego zaangażowania poznawczego. Dlatego właśnie audiodeskryptorzy muszą sięgać po bardziej twórcze narzędzia pozwalające na ich opis. Można powiedzieć, że samo dzieło niejako wymusza na nich odwołanie się do języka doświadczeń, które są w dużej mierze związane z emocjami.

Zawsze fascynowało mnie to, jak pomysłowo, a jednocześnie konsekwentnie audiodeskryptorzy posługują się metaforą, chcąc przedstawić to, co trudno opisywalne – mówi Hołobut. – W jednym z badań przyglądaliśmy się opisom obrazów Marka Rothki i Jacksona Pollocka. O twórczości tego pierwszego można powiedzieć, że jest właściwie barwą na płótnie, a tego drugiego – głównie ruchem na płótnie.

W badaniach okazało się, że wiele metafor związanych z twórczością Rothki stanowiły metafory synestezyjne, których cechą charakterystyczną jest odwoływanie się do różnych typów percepcji zmysłowej. Mówiąc na przykład o kolorach, audiodeskryptorzy przywoływali zmysł smaku i dotyku. Stąd w opisach czerwieni pojawiały się porównania do surowej wątróbki, głębokiego wina czy miękkości aksamitu. Nieodłącznym elementem każdego z opisów są także metafory dźwiękowe. U Rothki były to odwołania do ciszy. Spokojny ruch form dryfujących na płótnie łączony był z pochłanianiem i tłumieniem dźwięków. Próbując oddać kontemplacyjną atmosferę obrazów, audiodeskryptorzy mówili, że odbiorca jest w jakiś sposób zanurzony w ich rzeczywistości. Zupełnie inaczej wyglądało to u Jacksona Pollocka. Opisy jego dzieł oparte były na przykładach eksplozji i wybuchów. Pojawiała się energia, która rozsadza płótno i rozbryzgujące kolory atakujące słuchacza poprzez swój dynamizm. Metafory dźwiękowe odwoływały się do doświadczenia zgiełku.

Niezależnie od radykalnych różnic, uwagę zwraca konsekwentne trzymanie się wąskiego zestawu metafor. Z naszych obserwacji wynika, że to coś, co charakteryzuje nie tylko specyficzne style malarskie, ale wręcz poetykę konkretnych twórców i często znajduje oddźwięk w poetyce audiodeskrypcji – zaznacza badaczka.

Obiektywizm deskryptora

Czy twórcze posługiwanie się językiem nie powoduje jednak, że autor audiodeskrypcji niejako narzuca swoje subiektywne wyobrażenie innym? Dyskusje wokół tego tematu toczą się od dawna. Jak przyznaje moja rozmówczyni, bardziej widoczne są w przypadku audiodeskrypcji dynamicznej, która towarzyszy produkcjom rozciągniętym w czasie, na przykład filmom. Znawcy tego obszaru częściej stoją na stanowisku, że zgodnie z etyką nie powinno się narzucać odbiorcom swoich własnych interpretacji. Słuchacz ma prawo dochodzić do wniosków samodzielnie, bez konieczności korzystania z cudzych, nie zawsze bliskich mu, opinii. Obecnie górę biorą argumenty, wedle których kreatywnie tworzone – czasem jawnie ocenne – opisy mogą być ciekawym doświadczeniem dla osób niewidomych właśnie dlatego, że stanowią pewnego rodzaju osobisty komentarz autora pozwalający intensywnie emocjonalnie doświadczyć słuchaczowi tego, co dzieje się na ekranie. Jeśli chodzi o audiodeskrypcję muzealną, zarzutów o brak obiektywizmu jest mniej.

W wielu rekomendacjach dla audiodeskryptorów, do których udało mi się dotrzeć, zarówno anglojęzycznych, jak i polskich, wskazywano potrzebę tworzenia opisów tak, by próbowały oddawać doświadczenie dzieła sztuki. Nie starano się na siłę redukować do minimum tego, co osobiste czy wrażeniowe. Tym niemniej zawsze podkreślano, że to, co jest formułowane w opisie, powinno być weryfikowalne, nie zaś bazujące wyłącznie na osobistych impresjach niepopartych wiedzą i głębszą analizą – wskazuje badaczka związana z Zakładem Pragmatyki Językoznawczej i Teorii Tłumaczenia UJ.

Czy autor audiodeskrypcji dysponuje zatem wolnością, może sobie pozwolić na całkowitą swobodę? Hołobut sugeruje, by spojrzeć na audiodeskrypcję dzieł sztuki, posiłkując się pojęciem przekładu. Dobrą ilustracją jest poezja.

Wiadomo, że od każdego z tłumaczy dostaniemy, niejednokrotnie, całkowicie odmienne interpretacje konkretnego wiersza. Każdy z takich przekładów będzie miał swoją wartość wynikającą z pokazania nowego, unikatowego spojrzenia na tekst wyjściowy. To jednak nie znaczy, że tłumacz może dowolnie traktować dany utwór poetycki. Musi przecież dogłębnie go pojąć i przeanalizować, dobrze znać język, z którego i na który przekłada oraz wypracować trafną strategię przekładu, dostosowaną do potencjalnych potrzeb odbiorców. Wydaje mi się, że dokładnie tak samo jest z opisami dzieł sztuki poprzez audiodeskrypcję – mówi, dodając, że choć opisy opierają się na pewnych założeniach formalnych i metodologicznych, to są filtrowane przez konkretną wrażliwość i przez to stanowią cenny zapis tego, co mamy przed sobą.

Inspirujący van Gogh

Jej zdaniem, obecnie coraz większy nacisk kładzie się na to, aby audiodeskrypcja była bardziej twórcza. Odchodzi się już od opisów obrazów traktowanych wyłącznie jako teksty informacyjne czy użytkowe. Pojawia się za to coraz więcej eksperymentów bazujących np. na multimodalności, łączeniu słowa z muzyką, gestem czy efektami dźwiękowymi. Związki pomiędzy różnymi dziedzinami sztuki stanowią od dawna przedmiot dociekań artystycznych i naukowych. Ten aspekt również będzie przedmiotem najnowszego projektu badaczy z UJ.

Przyjrzymy się, po pierwsze, tekstom literackim, a po drugie utworom muzycznym inspirowanym dziełami malarskimi. Chcemy się dowiedzieć, jak te utwory nawiązują do dzieł sztuki i czy mogą stanowić jakąś podpowiedź dla audiodeskrypcji. W kręgu naszych zainteresowań znajdzie się poezja inspirowana ruchami awangardowymi oraz twórczość kompozytorów, którzy nawiązują w swoich pracach do wybranych kierunków w malarstwie. Zbadamy, czy istnieją jakieś cechy wspólne łączące utwory muzyczne, literackie i audiodeskrypcje inspirowane konkretnymi nurtami w sztuce – zapowiada dr hab. Agata Hołobut.

W tej części projektu nieocenione będzie doświadczenie jednego z członków zespołu badawczego – kompozytora, dyrygenta i instrumentalisty, Nadima Husniego (Katedra Arabistyki UJ), który odpowiada za to, żeby do zbioru audiodeskrypcji zawierającego konkretne dzieła malarstwa dobrać przykłady adekwatnych utworów muzycznych. Naukowcy będą się im przysłuchiwać i dokonywać analizy, starając się modelować ewentualne analogie pomiędzy tym, co muzyczne, a tym, co językowe. Interpretacją materiału wizualnego zajmie się dr hab. Miłosz Pobiedziński (Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie), a za analizę fonetyczną i prozodyczną audiodeskrypcji będzie odpowiadał językoznawca Szymon Pindur (Szkoła Doktorska Nauk Humanistycznych UJ), który opracował na potrzeby projektu autorski model badań z zastosowaniem uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Jednym z rozpatrywanych dzieł będzie Gwiaździsta Noc Vincenta van Gogha. To obraz, który doczekał się kilku audiodeskrypcji, stanowił też inspirację dla poetów. Na jego bazie narodził się między innymi wiersz Amerykanki Anne Sexton. Był ponadto impulsem dla francuskiego kompozytora Henri’ego Dutilleux do stworzenia dzieła Timbres, espace, movement.

W ogóle malarstwo Holendra stanowi wspaniałe źródło inspiracji do rozmaitych typów ekspresji, zarówno językowej, jak i dźwiękowej. Pamiętam, że opis jego Irysów był prezentowany jako jeden z modelowych przykładów audiodeskrypcji dzieł sztuki przygotowanej na potrzeby osób niewidomych – przypomina Hołobut.

W jej ocenie, każde doświadczenie jest przekładalne. Oczywiście, trudniej o to w sztuce prowokacyjnej, która przekracza pewne granice związane choćby ze sferą tabu. W tego typu sytuacjach audiodeskryptorzy muszą wykazać się szczególnym wyczuciem. Niezależnie jednak od stopnia skomplikowania takiego zadania, zdaniem badaczki zawsze znajdzie się sposób pozwalający na wyrażenie doświadczenia estetycznego.

Aneta Zawadzka

Dyskusja (0 komentarzy)