Aktualności
Sprawy nauki
11 Stycznia
Źródło: Łukasiewicz
Opublikowano: 2024-01-11

Łukasiewicz. Między nauką a biznesem

W 2019 roku w systemie polskiej nauki pojawił się nowy organizm – Sieć Badawcza Łukasiewicz. Wkrótce – 1 kwietnia 2024 roku – minie pięć lat jej funkcjonowania, warto zatem ocenić efekty powstania, szczególnie w świetle celów, które przyświecały powołaniu tej organizacji, oraz perspektyw, przed którymi stoi.

Istnienie dużej organizacji badawczej, której podstawowe zadanie to prowadzenie badań naukowych i prac rozwojowych we współpracy oraz na rzecz przemysłu, jest w państwach, mających ambicje większe niż eksport orzeszków ziemnych, czymś nie tylko normalnym, ale wręcz koniecznym. Z tej perspektywy powołanie do życia Łukasiewicza nie było kuriozalnym pomysłem na reformę wymyśloną w celach politycznych, jak najłatwiej dziś sugerować, ale oczywistą koniecznością, którą przyjmie każdy, kto odróżnia epitaksję od epilepsji, antygen od Antygony, a metale nieżelazne od metali niezależnych, i kto rozumie procesy rozwoju technologii oraz przepływu wiedzy między nauką i gospodarką. Koniecznością, która powinna się dokonać w Polsce już ćwierć wieku wcześniej – na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy kraj przechodził gwałtowną transformację systemową, upadały bądź radykalnym przemianom poddawane były kolejne gałęzie przemysłu, a pracujący na ich potrzeby sektor badawczy i dziesiątki tworzących go instytutów na ponad dwie dekady został pozostawiony sam sobie – bo państwo polskie uważało, że ma ważniejsze rzeczy na głowie (i zapewne miało…).

Twórcy Sieci Badawczej Łukasiewicz nie wymyślali koła, lecz wzorowali się na instytucjach działających od dziesięcioleci w innych państwach: na Towarzystwie Fraunhofera w Niemczech, VTT w Finlandii, Carnot we Francji, ITRI na Tajwanie czy TNO w Holandii. Tworzący Łukasiewicza zapewne popełnili szereg błędów, a z wielu problemów nie zdawali sobie sprawy. Tak jest zawsze, gdy przeprowadza się jakąkolwiek reformę – a już szczególnie na styku dwóch tak odmiennych obszarów, jak nauka i gospodarka – oraz gdy ta zmiana narusza nie zawsze właściwe mechanizmy działania i interesy środowiskowe.

Na styku dwóch światów

Tak czy inaczej, Sieć Badawcza Łukasiewicz w końcu powstała. Czym jest dzisiaj? Przede wszystkim bardzo złożoną organizacją, działającą na styku nauki i biznesu, tworzoną przez 22 instytuty badawcze z kilkudziesięcioma oddziałami w całej Polsce oraz 23 spółki technologiczne, w których instytuty te mają udziały. Wyjątkowość Łukasiewicza w polskim systemie nauki nie polega jednak tylko na skali, na tym, że zatrudniając ponad 7 tys. pracowników (nie wliczając spółek zależnych) oraz dysponując budżetem na poziomie 1,7 miliarda złotych rocznie jest większy niż Polska Akademia Nauk czy największe polskie uniwersytety. Wyjątkowość Łukasiewicza polega na tym, że jest on organizacją, która łączy rozumienie tego, jak funkcjonuje i rozwija się nauka, z rozumieniem tego, jak funkcjonuje i czego potrzebuje przemysł, biznes, firmy, na których rzecz, i dzięki którym Sieć funkcjonuje. Nie jest ona zatem ani czystą organizacją naukową, ani czystą organizacją biznesową. Działa na styku obu tych światów, rozumiejąc je oba, godząc sprzeczne często cele, interesy i mechanizmy ich funkcjonowania.

Menadżerowie Łukasiewicza organizują pracę zespołów badawczych, rozwijają kadrę naukową i zarządzają skomplikowaną infrastrukturą badawczą – jak każdy z dziekanów czy rektorów uczelni. Jednak muszą również – jak szefowie giełdowych spółek – zdobywać klientów, negocjować i realizować kontrakty z partnerami przemysłowymi, przewidywać trendy rynkowe i technologiczne czy analizować dynamikę zmian struktury przychodów podległej sobie jednostki czy spółki zależnej – bo finansowa strata oznacza dla nich i ich pracowników nie tylko utratę miejsc pracy, ale ryzyko wypadnięcia z rynku, co nie grozi żadnej innej jednostce naukowej.

Pomnożona złotówka

Łukasiewicz jest również organizacją, która w prawie 80% utrzymuje się sama dzięki temu, że jest w stanie dostarczyć realną wartość swoim partnerom biznesowym – polskim i międzynarodowym firmom. Tak, to nie jest pomyłka. Subwencja rządowa stanowi zaledwie 21,8% przychodów instytutów Łukasiewicza! Pozostałe środki zdobywają one samodzielnie, czy to współpracując bezpośrednio z przemysłem, prowadząc na jego rzecz badania, prace rozwojowe, certyfikacje i akredytacje (ponad 50% przychodów Sieci), czy też pozyskując środki grantowe w otwartych krajowych i międzynarodowych konkursach (około 15% przychodów), czy gospodarując swoim majątkiem (kolejne 15% przychodów). Efektywności Łukasiewicza nie weryfikuje ministerialny urzędnik, sprawdzający liczbę naszych publikacji według listy czasopism punktowanych. Weryfikują ją Airbus, Siemens, LG Electronics, KGHM, Azoty, PGZ czy mały polski przedsiębiorca, kiedy płacą rachunek za badania wykonane dla nich przez pracowników instytutów Sieci. Płacą za zaprojektowanie elementów nowego silnika odrzutowego, za zmniejszenie energochłonności produkcji nawozów, za wytworzenie cząsteczki aktywnej leku, za opracowanie kluczowych elementów polskich rakiet przeciwlotniczych czy opracowanie nowych rodzajów materiałów budowlanych.

W praktyce oznacza to, że każda złotówka, którą polski rząd przekazuje w postaci subwencji instytutom Łukasiewicza, generuje cztery złote obrotu w polskiej gospodarce. Jeśli weźmiemy pod uwagę oczywisty fakt, że prace badawcze mają ze swojej natury charakter inwestycyjny, a przedsiębiorstwa finansują je po to, by zwiększyć swoje przychody i zyski, a nie po to, by powstała wysoko punktowana publikacja, to tzw. „efekt mnożnikowy” subwencji, którą państwo polskie przeznacza na Łukasiewicza, jest jeszcze większy, niż owa czterokrotność.

Pomagać biznesowi zarabiać pieniądze

Oczywiście, instytuty tworzące dzisiaj Łukasiewicza działały także i przed 2019 rokiem, często bardzo efektywnie – wszak pozostawione same sobie przetrwały transformację ustrojową. Jednak utworzenie Sieci i – niekiedy kontrowersyjna, a zawsze trudna – konsolidacja instytutów z 38 na początku do 22 dzisiaj, pozwoliły zoptymalizować koszty funkcjonowania, przeznaczać większe środki na badania oraz ocalić niektóre mniejsze instytuty przed nieuchronnym upadkiem i likwidacją. Ale przede wszystkim, pozwoliła ocalić i wykorzystać doświadczenie i potencjał intelektualny ich pracowników naukowych. To dzięki temu przychody Sieci wzrosły w ciągu czterech lat o 27,5%, spadły koszty administracyjne, a zysk zwiększył się z 16,5 do 125 milionów złotych – zysk reinwestowany przez Łukasiewicza w działalność badawczą. Łukasiewicz nie powstał po to, by produkować noblistów – od tego jest Polska Akademia Nauk – lecz po to, by pomagać biznesowi zarabiać pieniądze. I z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze.

Interesujący jest też inny parametr finansowy związany z wartością, którą generuje Łukasiewicz nie tylko dla polskiej gospodarki, ale również dla samego budżetu państwa – parametr nieoczywisty, a w zagranicznych organizacjach tego typu brany pod uwagę przez władze publiczne. Otóż z każdej złotówki, którą polski rząd przeznacza na subwencję dla Łukasiewicza, do budżetu państwa wraca w postaci podatków i innych danin 1,2 złotego. Żartobliwie można by więc napisać, że polski rząd z zainwestowanych w Łukasiewicza pieniędzy co roku otrzymuje około 20% zysku. Nieźle, jak na publiczną organizację naukową…

Jednak Łukasiewicz generuje nie tylko wartość finansową dla swoich partnerów przemysłowych, świata biznesu czy polskiego rządu. Każdego roku instytuty Sieci realizują około stu projektów badawczych we współpracy z naukowcami z wielu polskich uczelni i instytutów Polskiej Akademii Nauk. Ze względu na swoją specyfikę, SBŁ jako jeden z elementów polskiego systemu nauki w naturalny sposób uzupełnia działania tych jednostek, dostarczając im kompetencji w obszarze prowadzenia badań aplikacyjnych, transferu technologii czy nawiązywania współpracy z partnerami przemysłowymi, wtedy, gdy takiego wsparcia oczekują. Jednocześnie Łukasiewicz na tej współpracy również korzysta – dzięki dwukierunkowemu przepływowi kadry, zwiększaniu zdolności pozyskiwania grantów czy inicjowaniu rozwoju nowych technologii.

Trzy wyzwania

Oczywiście, byłoby nieprawdą stwierdzenie, że utworzenie Sieci Badawczej Łukasiewicz dokonało się bez błędów – w tym błędów, których można było uniknąć – lub że po kilku latach funkcjonowania Sieć rozwiązała najważniejsze ze swoich problemów i czeka ją już tylko jasna przyszłość, rozświetlana lampą patrona. Dzisiaj stoją przed nami trzy potężne wyzwania.

Pierwszym z nich jest poziom finansowania Sieci przez państwo. Jeśli finansowanie z budżetu państwa organizacji zajmujących się badaniami na rzecz i we współpracy z przemysłem oscyluje na świecie pomiędzy 30 a 70 procent, a członkowie rad instytutów Łukasiewicza pochodzący z zagranicy (minimum 30% ich składu) dziwią się, jak jesteśmy w stanie przeżyć przy 20-procentowej subwencji, to trzy kluczowe dla nas problemy stają się oczywiste. Dla mnie osobiście fundamentalną kwestią jest zbyt niski poziom wynagradzania naszych pracowników naukowych, których tak często tracimy na rzecz firm, z którymi współpracują. Kolejną sprawą jest ograniczona zdolność finansowania długoletnich programów badawczych, które, jakkolwiek obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia, mogą prowadzić do prawdziwych przełomów technologicznych i budować przewagi konkurencyjne polskiego biznesu. I wreszcie, bardzo ograniczone finansowanie rodzi długoterminowe ryzyko dekapitalizacji infrastruktury badawczej, niezbędnej do utrzymania naszej zdolności prowadzenia atrakcyjnych z perspektywy biznesu badań. Zwiększenie subwencji dla Łukasiewicza w roku 2024 o 80 milionów złotych, jakkolwiek ciągle niewystarczające (to zaledwie 5% naszego rocznego budżetu), daje jednak nadzieję na to, że władze państwowe rozumieją znaczenie Sieci Badawczej Łukasiewicz dla polskiej nauki i gospodarki, i chcą długoterminowo wspierać jej rozwój – tak, jak to się dzieje w innych krajach.

Wyzwanie drugie to możliwość stabilnej realizacji opracowanej w minionym roku 10-letniej strategii rozwoju Sieci, zakładającej przede wszystkim uruchomienie Kluczowych Programów Badawczych, prowadzących do opracowania nowych technologii wykorzystywanych w polskiej gospodarce, oraz realne, głębokie umiędzynarodowienie Sieci – dwa filary, na których powinien się wspierać Łukasiewicz za kilka lat.

Wyzwanie trzecie ma najpoważniejszy charakter. Sieć powstała jako efekt reformy przeprowadzonej w 2019 roku w warunkach narastającego politycznego konfliktu w państwie. To obiektywny fakt, ale i niezawiniony „grzech pierworodny” Sieci. Tyle, że ta konieczna reforma przez któryś rząd musiała być i byłaby przecież w końcu przeprowadzona. Dzisiejszy Łukasiewicz to duża, bardzo złożona, publiczna organizacja badawcza, rozumiejąca swoją misję i działającą w bardzo specyficzny sposób na styku dwóch światów – nauki i biznesu. I dzisiaj Łukasiewicz staje przed pytaniem – czy będzie postrzegany, wbrew swojemu charakterowi, jak kolejna spółka skarbu państwa poddana logice politycznych wpływów – i dziać się tak będzie już zawsze, czy też będzie mógł budować swoją pozycję jako niezależna organizacja badawcza, działająca zgodnie z najlepszymi międzynarodowymi wzorcami i generująca wartość dla polskiej gospodarki?

dr Andrzej Dybczyński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz

Dyskusja (9 komentarzy)
  • ~Ola 12.01.2024 12:48

    Wielokrotnie rozmawiałam z osobami z mojego kręgu znajomych, które pracują w Instytutach Łukasiewicza. Podzielam ich opinię, że istnieje tam pewien istotny problem związany z postrzeganiem instytucji jako silnie związanej z polityką. Wśród wielu badaczy budzi to obawy, zwłaszcza jeśli chodzi o proces powoływania kolejnych Dyrektorów, gdzie istnieje ryzyko, że wybór może zależeć od członkostwa w konkretnej partii, a nie od kompetencji. W instytucjach badawczych o międzynarodowym standardzie, takich jak Łukasiewicz, oczekuje się, że stanowiska kierownicze zajmować będą osoby z szerokim doświadczeniem zarówno w obszarze nauki, jak i w zarządzaniu czy wdrażaniu projektów.

    W kontekście ostatnich zmian i wyboru apolitycznego dr Dybczyńskiego na Prezesa, sytuacja w Łukasiewiczu, zdaje się być w miarę ustabilizowana, a strategia wyznaczona. Jednakże, istnieje silna potrzeba odpolitycznienia Łukasiewicza, co zapewniłoby organizacji większą stabilność.

    Co do kwestii finansowania, jestem zdumiona faktem (z czego nie zdawałam sobie sprawy), że Łukasiewicz w dużym stopniu sam siebie utrzymuje, generując wartość dla partnerów biznesowych i przyczyniając się do budżetu państwa. Jeśli faktycznie z każdej złotówki subwencji państwowej generuje się cztery złote obrotu w gospodarce, wydaje się być to imponującym wynikiem.

    • ~Pavle 16.01.2024 11:08

      Z kwestią finansowania i przedstawionymi w artykule liczbami bardzo bym uważał. Subwencja faktycznie wynosić może tylko 20%, ale należy pamiętać, że te pozostałe źródła to także w dużej mierze środki publiczne. 15% pozyskwianych w ramach projektów (głównie NCBiR ale także NCN, FNP i projekty europejskie) w ogóle nie liczyłbym jako obrotu generowanego w gospodarce. Kolejne 15% to zarządzanie "własnym" majątkiem, czyli w gruncie rzeczy majątkiem państwowym. Można się kłócić, czy inne instytucje państwowe zarządzałyby nim skuteczniej czy nie. Tak czy inaczej byłby to przychód generowany niezależnie od istnienia Łukasiewicza. Kolejne 50% to zlecenia z przemysłu i tutaj też należałoby się zastanowić a jakim stopniu te środki pozyskiwane z "rynku" są dofinansowywane z pieniędzy publicznych. Nawet jeśli tylko 1/5 pochodzi ze środków publicznych (to chyba dosyć ostrożne założenie) to suma sumarum każda złotówka dofinansowania do Łukasiewicza generuje dwa (a nie cztery) złote obrotu w gospodarce, a to już nie wygląda tak bardzo imponująco. Należałoby się też zastanowić ile z tego "przejada" administracja Łukasiewicza, bo jak wiemy instytucje państwowe w Polsce słyną z niegospodarności. Niestety nie dotyczy to tylko Łukasiewicza.

      Co do odpolitycznienia zgadzam się w stu procentach i znów, niestety, nie dotyczy to tylko i wyłącznie ŚBŁ.

      • ~kuzo 25.01.2024 21:02

        Też zwracam uwagę na księgowość kreatywną. Uważam także, że powstanie ŚBŁ wpłynęło negatywnie na efektywność poszczególnych Instytutów, są one niejako teraz sterowane centralnie, jest bardzo dużo zmian kadrowych, organizacyjnych i często dochodzi do łączenia zupełnie różnych Instytutów.

        Co do zarządzania "własnym" majątkiem to Instytut Badawcze musiały i muszą działać w mniej "stabilnym" środowisku w porównaniu do uczelni lub Instytutów PAN. Trzeba także zaznaczyć że instytut mogły być zlikwidowane (i były, ich liczba stale spadała np. Instytut Celulozowo-Papierniczy).

        Z tego co mi wiadomo w SBŁ liczba pracowników, w ostaniach latach spadła o około 1000 osób. Daleko jeszcze do instytutów Carnot i instytutów Fraunhofera.
        Zastanawiam mnie ile Instytutów dołączyło by do SBŁ, gdy miały wybór (jak np. w Carnot).

  • ~Katarzyna 12.01.2024 12:20

    Z zainteresowaniem śledzę dynamiczne zmiany zachodzące w instytutach Łukasiewicza, które dowodzą ich zdolności do szybkiego dostosowania się do nowych wyzwań i skutecznej reakcji na potrzeby rynku. W szerszym kontekście ewolucji instytutów naukowo-badawczych w Polsce zauważam, że ten proces był opóźniony i obecnie manifestuje się głównie w efektywnym łączeniu nauki z biznesem jedynie w przypadku Łukasiewicza. Brawo Łukasiewicz!

    Z drugiej strony, z pewnym zaniepokojeniem obserwuję brak postępu w PAN, gdzie stagnacja i ograniczona współpraca z przemysłem wydają się być nieuzasadnione, szczególnie w kontekście pełnego finansowania przez Państwo, analogicznego do jednostek skoncentrowanych głównie na dydaktyce, takich jak uniwersytety. Chociaż istnieją wyjątkowe instytuty PAN o imponujących dokonaniach naukowych na skalę światową (np. IFCh PAN), to większość pozostaje niejasna w swojej roli. W świetle współczesnych wymogów i dynamicznego otoczenia biznesowego, dostrzegam konieczność bardziej efektywnego dostosowania większości instytutów PAN.

    • ~Maciek 12.01.2024 12:42

      Szanowna Pani,

      Instytuty naukowe PAN-u, jak i jednostki organizacyjne publicznych uczelni wyższych, koncentrują się głównie na badaniach podstawowych i częściowo pracach rozwojowych. Natomiast instytuty badawcze m. in. z Sieci Badawczej Łukasiewicz odpowiadają za badania aplikacyjne/stosowane i prace rozwojowe. Taka jest ich misja. Mam do Pani pytanie. Jakimi sukcesami może pochwalić się Sieć Badawcza Łukasiewicz, w kontekście uzyskanych patentów, wynalazków i wdrożeń wzorów użytkowych na przestrzeni 5 lat egzystencji???

      • ~Katarzyna 12.01.2024 13:59

        Szanowny Panie, Z przykrością informuję, że nie jestem pracownikiem Łukasiewicza i nie dysponuję szczegółowymi danymi dotyczącymi wartości, o którą Pan pyta. W związku z tym, polecam skontaktowanie się bezpośrednio z Prezesem Sieci Badawczej Łukasiewicz lub upoważnionym przedstawicielem instytucji, którzy posiadają pełniejszą wiedzę na ten temat i mogą udzielić Panu kompleksowej odpowiedzi.

        Jako jednak naukowczyni, w kontekście oceny skuteczności działań badawczo-rozwojowych, wyrażam przekonanie, że rzeczywista wartość kryje się w realnym przychodzie ze sprzedaży wynikającym z posiadanej własności intelektualnej. Ilość patentów, chociaż może stanowić istotny wskaźnik aktywności badawczej, nic nie oznacza (bo wiemy, że większość patentów w Polsce jest robiona do szuflady). Prawdziwy sukces mierzymy efektywnym wdrażaniem tych innowacyjnych rozwiązań na rynek...a liczby przedstawione przez Prezesa Sieci mówią same za siebie.

        • ~Marcin Przewloka 12.01.2024 18:04

          Pani Katarzyno, jest Pani w bledzie. "Rzeczywista wartość" NIE "kryje się w realnym przychodzie ze sprzedaży wynikającym z posiadanej własności intelektualnej". Rzeczywista wartosc i absolutnie najwazniejszy cel badan naukowych lezy w odkrywaniu tego, jak dziala swiat wokol nas. To jest pierwsza, bardzo wazna sprawa. Druga, rownie istotna, to ta, ze ostatecznie WSZYSTKIE (nie znam zadnego wyjatku w tym temacie) istone zmiany i postep w przemysle, oryginalnie ma swoje korzenie w odryciach w naukach podstawowych. Dlatego tez, na przyklad wszystkie liczace sie firmy wprowadzajace w zycie innowacje technologiczne, powstaja w okolicach swietnych uniwersytetow, na ktorych prowadzi sie wysokiej jakosci badania podstawowe, a nigdy odwrotnie. "Badania translacyjne", jak sama nazwa wskazuje, maja na celu wprowadzic odkrycia naukowe w zycie. Bez odkryc w badaniach podstawowych nie bedzie absolutnie zadnego postepu w opracowywaniu nowych technologii, poniewaz nie bedzie niczego do "translacji".

  • ~Maciek 12.01.2024 09:58

    Najpierw trzeba zdefiniować gospodarkę nad Wisłą, a czego nie zrobiono po 1989 r., czyli nie wiemy w oparciu o jakie dziedziny wiedzy, życia mamy oprzeć nasz rozwój cywilizacyjny, i skąd pozyskać nań fundusze. Brak zdefiniowanej gospodarki, brak krajowego przemysłu innowacyjnego wraz z bardzo niskimi nakładami na szkolnictwo wyższe i naukę 31 mld zł./8 mld USD czynią z Sieci Badawczej Łukasiewicz jedynie zleceniobiorcę oddziałów międzynarodowych korporacji i firm zagranicznych w Polsce. Trudno też ową Sieć porównywać np. z niemieckim Towarzystwem Fraunhofera, a jeśli przełożymy działalność takich sieci na liczbę uzyskanych patentów, wynalazków czy wdrożeń wzorów użytkowych. Poza tym Towarzystwo Fraunhofera osadzone jest na platformie zaawansowanej współpracy z niemieckimi koncernami narodowymi. Sieć Badawcza Łukasiewicz powstała w oparciu o wydzielone instytuty badawcze dawne jednostki badawczo-rozwojowe, ale przełomu technologicznego w gospodarce narodowej z 40% udziałem kapitału zagranicznego nie dokonała, i nie dokona. To tak, jak z ustawą 2.0 zwaną szumnie Konstytucją dla Nauki, która miała w zamyśle wywindować w międzynarodowych rankingach akademickich krajowe uniwersytety klasyczne np. Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagielloński. Niestety z trzeciej setki wówczas, awansowały do piątej. Smutny obraz po 34 latach od upadku realnego socjalizmu.

  • ~Jarek 11.01.2024 18:42

    Ładnie, pieknie, wszystko wygląda tylko co z podwyzkami dla pracownikow Lukasiewicza. Robimy konkretna robotę, piszemy projekty a koszty posrednie sa przejadane przez Centrum Lukasiewicz a my pracownicy Badawczy nie mamy z tego nic, satysfakcją czynszu nie opłacimy. Sporo młodych rezygnuje z pracy w Instytutach Lukasiewicza, pensa slaba a wymogi kosmiczne. Nie tedy droga..