Aktualności
Sprawy nauki
26 Marca
Źródło: AdobeStock
Opublikowano: 2024-03-26

Plagiatowy doktorat nie dał się poprawić

W Polsce od wielu lat zanika krytyka naukowa, zarówno w czasopismach – w postaci listów do redakcji – jak i w recenzjach prac awansowych. Bez krytycyzmu nie ma porządnej nauki.

Jesienią 2022 roku opisałem w krótkiej nocie dostrzeżone przez recenzenta, prof. Adama Szyszkę (SGH w Warszawie), naruszenie praw autorskich w postaci tłumaczenia z angielskiego w tekście dysertacji doktorskiej mgr Urszuli Mentel z Wydziału Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej (Plagiatowy doktorat do poprawy?, FA 9/2022 oraz Zawieszenie przewodu doktorskiego poprawionego plagiatu, FA 10/2022). Przewód doktorski toczył się od 10 maja 2021 roku w Instytucie Ekonomii i Finansów Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego. Przewodniczącą komisji doktorskiej została prof. Beata Zofia Filipiak, a jednym z członków dr hab. Stanisław Hońko, prof. USz, przewodniczący rady naukowej instytutu i uznany badacz rachunkowości. Uważam, że ten ostatni miał konflikt interesów, gdyż „szefowie” nie powinni zasiadać w takich ciałach, których uchwały/decyzje później z urzędu muszą sami zatwierdzać.

Doktorantka, mgr Urszula Mentel, nie była uczestnikiem studiów doktoranckich prowadzonych na Uniwersytecie Szczecińskim. Otworzyła sam przewód eksternistycznie, jednocześnie będąc asystentem badawczo-dydaktycznym Zakładu Zarządzania Projektami (kierownik: dr hab. Jacek Strojny) Politechniki Rzeszowskiej. Muszę też dodać, że aczkolwiek formalnym promotorem był Sebastian Majewski, prof. USz., wicedyrektor Instytutu Ekonomii i Finansów, to „ojcem chrzestnym” doktoratu został prof. Waldemar Tarczyński, rektor uniwersytetu. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że był on promotorem doktoratu męża doktorantki, dr. hab. Grzegorza Mentla, kierownika Zakładu Metod Ilościowych Politechniki Rzeszowskiej, pracującego z żoną na tamtejszym Wydziale Zarządzania. Obroniona w Szczecinie habilitacja G. Mentla pt. Wartość zagrożona jako instrument zarządzania ryzykiem pogodowym wchodzi w zakres tego samego pola badawczego, co doktorat jego żony pt. Warunki pogodowe jako determinanta zmienności na rynku akcji. Na dodatek promotor żony Sebastian Majewski był recenzentem wydawniczym monografii habilitacyjnej Grzegorza Mentla.

Natomiast rektor Tarczyński jest współautorem dwóch artykułów wydrukowanych wspólnie z „obcą”, czyli „nie swoją” doktorantką w czasopiśmie „Energies” (2021, vol. 14, issue 21, str. 1-25) oraz w „Journal of International Studies” (2022, vol. 15, issue 2, str. 122-139). To ostatnie czasopismo jest wydawane przez Uniwersytet Szczeciński, zaś redaktorem naczelnym jest prof. Jurij Bilan z Wydziału Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej. Z kolei korektorem języka angielskiego (English proof-reader) w czasopiśmie jest prof. Grzegorz Mentel, z którym prof. Tarczyński opublikował co najmniej 10 wspólnych artykułów.

I jeśli słuszny jest niepisany wymóg etyczny, aby członkowie rodziny lokalnego profesora przeprowadzali swoje wnioski awansowe na innych uczelniach, po to aby nie zarzucono im „przepychania” przez tatę/mamę czy żonę/męża lub wujka/ciocię itp., to wybór Szczecina był, moim zdaniem, błędny. Uważam też, że prof. Mentel „nie dopilnował” żony Urszuli, która zeszła ze ścieżki rzetelności naukowej. Jeden z trzech recenzentów doktoratu, prof. Adam Szyszka z SGH w Warszawie, odkrył dwa obszerne zapożyczenia z pracy w języku angielskim bez odniesienia bibliograficznego, czyli plagiat. Jednak recenzent był na tyle „miłosierny”, że zamiast napisać negatywną recenzję, jak to się robi w takich przypadkach, w lutym 2022 r. dał doktorantce tzw. drugą szansę i odesłał dysertację „do poprawy”, mimo że plagiatu nie da się poprawić…

Kiedy zainteresowałem się tą sprawą w sierpniu 2022 r., rektor Waldemar Tarczyński natychmiast – ale jednak pół roku po ujawnieniu plagiatu – polecił powiadomić Prokuraturę Rejonową Szczecin-Niebuszewo. Prowadząca przez cały następny rok dochodzenie (tzw. postępowanie przygotowawcze) prokurator Beata Skucińska-Veljković umorzyła je 24 sierpnia 2023 r. z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. Postanowieniu zabrakło uzasadnienia, ale rektor Tarczyński nie złożył odwołania. Decyzja się uprawomocniła.

Ponowne recenzje

Po umorzeniu prokuratorskim Uniwersytet Szczeciński podjął przerwany przewód doktorski i w połowie listopada 2023 r. mgr Urszula Mentel przysłała poprawioną dysertację. Tydzień później prof. Beata Filipiak wysłała egzemplarze „nowej” dysertacji do recenzentów. Do końca stycznia 2024 r. ponowne trzy recenzje wróciły na jej ręce do komisji doktorskiej. Zapewne czytającym je członkom komisji oczy stanęły w słup. Wszystkie recenzje były definitywnie negatywne. Każdy z recenzentów samodzielnie odkrył nowe nieoznaczone zapożyczenia, które wraz z innymi niedociągnięciami przekreśliły pozytywną ocenę doktoratu.

Dr hab. Leszek Czerwonka z Wydziału Ekonomii UG (jego pierwsza recenzja była pozytywna) uznał, że doktorantka słabo poprawiła wskazane przez prof. Adama Szyszkę zapożyczenia. Sprawdził więc inny rozdział, gdzie odnalazł nowe długie zapożyczenie z artykułu angielskiego bez odniesienia do oryginału. W innym miejscu tekstu „poprawionej” dysertacji znalazł podobne naruszenie. Dlatego w podsumowaniu swojej negatywnej recenzji napisał: „Jednak najbardziej kuriozalną sytuacją jest przywłaszczenie fragmentu artykułu, który umieszczono we własnych «Wnioskach»! Wnioski – to esencja przeprowadzonego przez siebie badania. Tymczasem większość pierwszej strony (s. 197) to dwa pierwsze akapity (s. 79) wstępu do artykułu Lu J., Chou R.K. (2012), Does the weather have impacts on retums and trading activities in order-driven stockmarkets? Evidence from China, «Journal of Empirical Finance», 19. W tym miejscu można postawić pytanie – skoro tyle fragmentów opartych na analizach innych autorów udało się znaleźć, to ilu jeszcze się nie udało?”.

Druga recenzentka, dr hab. Katarzyna Kuziak z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, poprzednio miała szereg uwag, ale ostatecznie pozytywnie oceniła doktorat. Czytając poprawioną dysertację, uznała jednak, że duża część wcześniejszej krytyki nie została uzupełniona i poprawiona. Przeglądając kolejne strony, sama znalazła nowe zapożyczenia. Podsumowując ocenę poprawionej pacy doktorskiej, prof. Kuziak napisała: „Mogę uznać, na podstawie rozdziałów teoretycznych pracy, pomimo niedociągnięć, że kryterium ogólnej wiedzy teoretycznej osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora w dyscyplinie ekonomia i finanse zostało spełnione. Niestety pozostałe warunki, tj. umiejętność samodzielnego prowadzenia pracy naukowej oraz oryginalne rozwiązanie problemu naukowego, nie zostały spełnione. Sformułowane przez doktorantkę hipotezy pomocnicze nie zostały w pracy zweryfikowane. Zapożyczenia tekstu artykułu bez powołania na niego przeczą umiejętności samodzielnego prowadzenia pracy naukowej”.

Trzecia recenzja prof. Adama Szyszki też była negatywna. Napisał: „Formułując wniosek końcowy, w pierwszej kolejności należy się zastanowić, czy przedłożona poprawiona rozprawa doktorska spełnia kryteria Ustawy. W moim przekonaniu odpowiedź na to pytanie jest negatywna. W przypadku ocenianej rozprawy nie można mówić o spełnieniu kryterium «oryginalnego rozwiązania problemu naukowego» (art. 187 ust. 2 Ustawy). Stanowisko to motywuję zastrzeżeniami odnośnie [do] badań empirycznych, które szczegółowo wskazałem w punkcie 2 niniejszej recenzji, z których najistotniejszym jest kwestia ewentualnej przypadkowości uzyskanych wyników. Na to nakładają się problemy z oryginalnością samego tekstu rozprawy. Wskazane w poprzedniej wersji dysertacji fragmenty, będące nieudolnym tłumaczeniem innych opracowań w j. angielskim, zostały przez Doktorantkę skorygowane pod kątem językowym i opatrzone przypisem literaturowym. Nie zmienia to jednak faktu, że cały wywód w tych fragmentach, kolejność cytowań innych prac, a także wnioski z nich płynące nie są autorstwa Doktorantki. Dodatkowo w poprawionej wersji pracy ujawniono kolejne przypadki tłumaczenia fragmentów opracowań innych autorów i przytaczania ich jako własne, bez stosownego przypisu literaturowego. Tym samym podtrzymuję moje wcześniejsze zastrzeżenia odnośnie [do] «umiejętności samodzielnego prowadzenia pracy naukowej» przez Doktorantkę (art. 187 ust. 1 Ustawy). Ponadto, zgodnie z art. 195 Ustawy, ujawnienie plagiatu może prowadzić do stwierdzenia nieważności ewentualnej decyzji o nadaniu stopnia”.

Doktorat nie do obrony

Posiedzenie Komisji Doktorskiej odbyło się 9 lutego 2024 r. Dwóch jej członków wyraziło początkowe zdziwienie, że dwaj recenzenci, którzy poprzednio pozytywnie oceniali dysertację, obecnie zmienili zdanie. Jednak po argumentach, że mimo poprawek w tekście wykryto kolejne zapożyczenia, Komisja jednogłośnie zagłosowała za odmową dopuszczenia Urszuli Mentel do publicznej obrony. Jednak na to co stało się 7 marca br. na posiedzeniu rady naukowej (równoważnik rady dyscypliny) Instytutu Ekonomii i Finansów, to nawet ja, pesymista bez wiary w rodzimą profesurę, nie byłem przygotowany. Otóż na prośbę doktorantki umorzono postępowanie doktorskie! Z 21 członków Rady, w posiedzeniu wzięło udział zaledwie 12 osób. Dziesięć zagłosowało za umorzeniem, a tylko dwie były przeciw. Niestety, z taką nierzetelnością profesury coraz częściej się spotykamy. Dlatego już bez zdziwienia stwierdzam, że po 14 dniach od emaila zarówno niedoszła doktor finansów, jak i jej promotor oraz recenzentka nie odpowiedzieli na moją pisemną prośbę o komentarz. Podobnie postąpili prof. Beata Z. Filipiak i prof. Stanisław Hońko.

Przy okazji zauważyłem, że wbrew ustawowym przepisom prawnym komisja doktorska nie udostępniła w internecie na stronie BIP-u ani tekstu poprawionej dysertacji doktorskiej, ani nowych recenzji, ani nowych uchwał dotyczących odwieszenia postępowania doktorskiego, jak również o odmowie dopuszczenia do obrony. I to w sytuacji, gdy członkiem rady naukowej Instytutu jest aktualny rektor, bardzo doświadczony administrator. Zwykle najciemniej jest pod latarnią…

Postępowanie dyscyplinarne w Rzeszowie

Ze smutkiem muszę stwierdzić, iż kroki dyscyplinarne zapoczątkowane moją skargą do rektora Politechniki Rzeszowskiej, prof. Piotra Koszelnika, zakończyły się niczym. Rzecznikiem dyscyplinarnym w tej sprawie rektor uczynił prawnika, dr. Andrzeja Kieltykę, siedemdziesięcioletniego adiunkta w Katedrze Prawa i Administracji na tym samym wydziale. To doświadczony, ale emerytowany prokurator, który 10 lat temu był zastępcą prokuratora apelacyjnego w Rzeszowie. Jednak jako rzecznik dyscyplinarny nie dał sobie rady z tą sprawą i wzorem szczecińskiej prokurator po rocznym zawieszeniu w końcu umorzył postępowanie, niczego nie badając, ani nie sprawdzając. W dodatku jako adiunkt z tego wydziału miał konflikt interesów i nie powinien zostać powołany przez rektora do tej sprawy, ewentualnie powinien sam z niej zrezygnować.

Poza kontaktem z obwinioną Urszulą Mentel rzecznik dyscyplinarny nie powołał biegłego ani nikogo nie przesłuchał. Kiedy prokuratura w Szczecinie umorzyła bez uzasadnienia postępowanie, rzecznik z PRz wziął to za dobrą monetę i również 19 stycznia br. umorzył postępowanie wyjaśniające. Dla każdego naukowca plagiat z angielskich artykułów jest w tym przypadku ewidentny. Jednak rzecznik dyscyplinarny w blasku prawa z czarnego zrobił białe. Trudno zrozumieć, dlaczego w tej sytuacji nie zareagował rektor Piotr Koszelnik. Co więcej, 9 listopada 2023 r. – przed zamknięciem i umorzeniem dyscyplinarnego postępowania wyjaśniającego – przyznał on mgr Urszuli Mentel 8 tys. zł nagrody rektorskiej za współautorstwo czterech wysokopunktowanych publikacji. Jak to wygląda teraz, kiedy w świetle nowych recenzji doktorskich okazało się, że plagiatów w dysertacji U. Mentel jest znacznie więcej niż początkowo sądzono?

Finał „Polowania na nieistniejącego plagiatora”

W grudniu 2023 r. w artykule Polowanie na nieistniejącego plagiatora ukazałem fakty leżące u podstawy zarzutów dr. Józefa Wieczorka z Krakowa, jakoby łódzki profesor pedagogiki Bogusław Śliwerski popełnił plagiat, przywłaszczając sobie i podając się za autora jego grafiki DR(h)ab.ina akademicka. Wyrok lipcowy Sądu Okręgowego w Warszawie potwierdził, że Śliwerski, zamieszczając na swoim blogu dowcipną grafikę jako ilustrację do własnego tekstu, naruszył prawa autorskie J. Wieczorka, nie podając jego nazwiska i imienia jako autora rysunku, ale to nie był plagiat. Zobowiązano go do zamieszczenia przeprosin na blogu, co wykonał. Obaj adwersarze złożyli apelacje. Sędzia Jolanta de Heij-Kaplińska z VII Wydziału Gospodarczego i Własności Intelektualnej Sądu Apelacyjnego w Warszawie 31 stycznia 2024 r. zmieniła nieznacznie wyrok, korygując i łagodząc treść przeprosin. Brzmią one teraz tak: „Profesor Bogusław Śliwerski przeprasza dr. Józefa Wieczorka za naruszenie osobistego prawa autorskiego przez brak wymienienia twórcy i źródła rysunku o nazwie DR(h)ab.ina akademicka zamieszczonego 3 stycznia 2021 r. bez zgody na blogu pod adresem „Sliwerski pedagog.blogspot (…)”. Przeprosiny mają widnieć przez pięć dni, zamiast wcześniej nakazanych czternastu. Pozostałe żądania obydwu apelantów oddalono. Koszty apelacji scedowano na pozwanego.

W obszernym 23-stronicowym uzasadnieniu sędzia jednak podkreśliła, że pozwany Śliwerski nie popełnił plagiatu, a powód Wieczorek ustalonym faktom błędnie przypisywał popełnienie plagiatu (pkt. 42 Uzasadnienia, str. 25). Mimo tych jasnych stwierdzeń, pełnomocnik dr. Wieczorka, radca prawny Andrzej Wołoszyn z Gliwic, złożył do Rady Doskonałości Naukowej ostre pismo, żądając pozbawienia Bogusława Śliwerskiego tytułu profesora, bo ten naruszył art. 115 Ustawy o Prawach Autorskich. Niewiarygodne, ale prawdziwe! Moim zdaniem, wyrok ten wymaga glossy i apeluję do znawców prawa autorskiego o jej sporządzenie. Artykuł 115 ma 3 punkty i przewinienie Śliwerskiego nie odpowiada żadnemu z nich.

Kończąc ten temat, chciałbym zauważyć, że dr Józef Wieczorek „w rewanżu” za mój głos w obronie niesłusznie atakowanego prof. B. Śliwerskiego, wylał w internecie wiele „słownych pomyj” zarówno na moją głowę („nierzetelny” Wroński), jak i na miesięcznik „Forum Akademickie”, w którym publikuję od ponad dwudziestu lat. Przeżyjemy to, podobnie jak inne ataki, których podczas tych lat było sporo, a zapewne będą kolejne.

Jak „zrobić” doktorat z medycyny na UWM

Zniesienie przez ministra Jarosława Gowina obowiązujących od wielu lat ostrych, dwuetapowych wymagań w stosunku do uczelni, które mogą nadawać stopnie doktorskie, spowodowało wysyp kilkuset nowych jednostek, które już nadają lub mogą nadawać doktoraty. Wcześniejsza ustawa wymagała, aby wniosek jednostki naukowej o prawa do doktoryzowania był najpierw oceniany przez Radę Główną Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod kątem jakości i dojrzałości naukowej kadry akademickiej, a wymogiem było zatrudnienie przez jednostkę, która zamierzała nadawać stopień doktora, co najmniej 12 samodzielnych nauczycieli akademickich, w tym 6 profesorów tytularnych. Gdy kilku pracowników było w wieku okołoemerytalnym, zgody z reguły nie udzielano, motywując to brakiem młodej, aktywnej i obiecującej kadry naukowej. Opinia Rady Głównej, wyważona i dobrze umotywowana, przekazywana była Centralnej Komisji, która powoływała dwóch recenzentów wniosku. Oni również dokładnie oceniali możliwości rozwojowe jednostki w aspekcie badań naukowych i kadry. I dopiero te dwie, z reguły obiektywne opinie głosowało Prezydium Centralnej Komisji. Wiele wniosków z różnych jednostek nawet czołowych uczelni nie przechodziło. Co więcej, co 4-5 lat wykorzystanie tych uprawnień było kontrolowane. Dlatego po odkryciu, że przepychane są prace o niskiej jakości i słabej metodologii, uprawnienia bywały zawieszane lub cofane. Obecnie RDN nie ma żadnej możliwości kontroli jakości dysertacji doktorskich, nie mówiąc o cofaniu uprawnień do nadawania stopni naukowych.

W efekcie wprowadzonych przez min. Gowina znacznych ułatwień w przyznawaniu doktoratów i habilitacji istnieje dzisiaj ponad 1000 dyscyplin w 261 podmiotach naukowych, którym w wyniku ewaluacji działalności naukowej nadano kategorię naukową „B+” lub wyższą. W ocenie jednostki nie kierowano się jakością (prestiżem) kadry naukowej i liczbą młodych, samodzielnych nauczycieli akademickich, ale głównie liczbą punktów za publikacje naukowe. Taka kategoria upoważnia formalnie do prowadzenia przez jednostkę naukową szkoły doktorskiej i do nadawania doktoratów w procedurze eksternistycznej osobom płacącym z własnej kieszeni po ok. 15-20 tysięcy złotych za przewód doktorski. Nie mam złudzeń, że jakość obronionych doktoratów drastycznie spadnie, a przecież już teraz nie jest najwyżej oceniana. Niedługo sytuacja wyglądać będzie tak jak obecnie z nadawaniem dyplomów MBA… Takich „doktorskich Collegiów Humanów” niedługo będzie kilka. Na dodatek nie ma już w Polsce prawnych możliwości kontroli poziomu doktoratów. Podobnie jak w przypadku pieniądza – bez kontroli słaba nauka zawsze wypiera dobrą.

Opis przypadku

Na dowód, jak łatwo można uzyskać stopień naukowy, przedstawiam przewód doktorski z nauk medycznych lek. med. Łukasza Jaśkiewicza, obroniony 30 marca 2023 roku na Wydziale Lekarskim (dziekan: dr hab. Leszek Gromadziński, prof. UWM) Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. W art. 187 pkt. 3 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce sprecyzowano, jaki charakter może mieć doktorat. Napisano: „Rozprawę doktorską może stanowić praca pisemna, w tym monografia naukowa, zbiór opublikowanych i powiązanych tematycznie artykułów naukowych, (…) a także samodzielna i wyodrębniona część pracy zbiorowej”.

Dysertacja Ł. Jaśkiewicza (to nie jest monografia!) powstała w Katedrze Fizjologii i Patofizjologii Człowieka (kierownik: prof. Mariusz Krzysztof Majewski) i oparta jest na badaniach opublikowanych w cyklu prac naukowych. Jej tytuł to: Lokalizacja i ekspresja akwaporyn (AQPs) w raku niedrobnokomórkowym płuca w podtypie histologicznym: rak gruczołowy (Adenocarcinoma). Promotorem była dr hab. n. med. Agnieszka Skowrońska, profesor z tej Katedry (prodziekan ds. studenckich i kształcenia WL), a promotorem pomocniczym adiunkt, dr n. med. Ewa Lepiarczyk, która jest w trakcie przewodu habilitacyjnego. Godne uwagi, czego nikt nie chciał zauważyć, w tym przewodniczący Rady Dyscypliny Nauki Medyczne UWM, prof. dr hab. Marcin Mycko, który przyjął i prowadził przewód doktorski, jest to, że „zbiór artykułów naukowych” liczy w tym przypadku JEDEN 13-stronicowy artykuł. Opublikowano go w czasopiśmie „Journal of Clinical Medicine” (wysoki Impact Factor 4.96, data wydania 9 X 2022 r.). Tytuł artykułu to Expression Profiles of AQP3 and AQP4 in Lung Adenocarcinoma Samples Generated via Bronchoscopic Biopsies. Ma on aż 10 współautorów, zaś wartość wkładu intelektualnego Łukasza Jaśkiewicza, ustalona na podstawie oświadczeń współautorów, wynosi „aż” 55%. Ta praca, analizująca badania biopsyjne u pacjentów z rakiem płuca, stała się jedyną podstawą doktoratu.

Recenzentami 34-stronicowej dysertacji (omawiającej de facto wspomniany artykuł) byli: dr hab. Piotr Wierzbicki z Katedry i Zakładu Histologii Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku, dr hab. n. med. Tadeusz Przybyłowski z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz prof. dr hab. Bartosz Kempisty z Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Wszystkie recenzje były pozytywne. Jedynie prof. Tadeusz Przybyłowski nieśmiało wyraził obiekcje: „Nie będę ukrywał, że pewien niedosyt budzi dysertacja oparta tylko na jednej pracy. Zdecydowanie częściej mam styczność z rozprawami doktorskimi zawierającymi cykl publikacji złożonych z prac oryginalnych oraz poglądowych”. Jego recenzja była najbardziej dokładna i krytyczna. Recenzent ten zauważył, że „Doktorant dołączył do tej części swojej rozprawy rycinę pochodzącą z pracy Yadav E. i wsp. opublikowanej w –Respiratory Medicine w 2020 r., rycina opatrzona została komentarzem – modyfikacją, ale po dokładnej analizie oryginału i ryciny zamieszczonej w dysertacji poza brakiem ramki nie zauważyłem żadnej innej modyfikacji. Pojawia się zatem pytanie, czy Doktorant uzyskał zgodę wydawcy na wykorzystanie ryciny w swojej pracy doktorskiej?”. Podejrzewam, że nic takiego nie miało miejsca, bowiem zostałoby to zaznaczone w tekście pod ryciną. Ale kto by się dzisiaj przejmował takimi drobiazgami? Szkoda, że prof. Przybyłowski nie wyciągnął konsekwencji z faktu naruszenia prawa autorskiego, które sam zauważył i wyartykułował. Bez krytycyzmu nie ma porządnej nauki.

Zwracam się do Prezydium RDN o formalne podjęcie sprawy i wznowienie z urzędu tego doktoratu. Powinien zostać unieważniony. Takich rodzynków naukowych na Wydziale Lekarskim UWM jest więcej… Apeluję do rektora UWM, prof. Jerzego Przyborowskiego, o podjęcie kroków dyscyplinujących wobec osób, które zarówno naruszają prawo (np. promotorka doktoratu, prodziekan dr hab. Agnieszka Skowrońska, która zaaprobowała dysertację niespełniającą warunków ustawowych), jak i tych, co „nie dostrzegają” tych naruszeń (vide szef Rady Dyscypliny prof. Marcin Mycko). Takie sprawy uderzają w prestiż nie tylko Wydziału Lekarskiego, ale całego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Komentarz

Nierzetelny doktorat p. Urszuli Mentel ukazuje nieformalne powiązania, które wychodzą na światło dzienne przy okazji starań awansowych. Obnaża podstawowe braki w przygotowaniu doktorantów. Rzuca też cień na męża doktorantki, prof. Grzegorza Mentla, który już po pierwszym recenzyjnym ostrzeżeniu nie zauważył w „opus magnum” żony dalszych licznych tłumaczeń obcych tekstów, przytoczonych bez odpowiednich oznaczeń autorstwa. Z kolei umorzenie, a nie zamknięcie plagiatowego przewodu doktorskiego, bije w interes społeczny i jest objawem korupcji naukowej.

Widzę jednak jasny punkt w tej ciemnej sprawie. Namawiam Czytelników do zapoznania się z nowymi recenzjami, które zostały upublicznione przez Uniwersytet Szczeciński dopiero 4 marca po mojej interwencji. Są one efektem rzeczywistego zaangażowania recenzentów w rzetelną analizę doktoratu i sprawdzenie detali rozprawy. Powinny posłużyć do szkolenia młodych, jeszcze niedoświadczonych, ale już samodzielnych pracowników naukowych, przyszłych recenzentów. Wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne, które – moim zdaniem tylko pozornie – przebiegało na Politechnice Rzeszowskiej, kompromituje i powołanego przez rektora rzecznika dyscyplinarnego, i samą uczelnię. To wszystko działo się pod czujnym okiem rektora i na oczach całej uczelni. Niestety, obojętność na jaskrawe przypadki nierzetelności naukowej widzę obecnie prawie na wszystkich uczelniach, w tym tych „z ligi doskonałości”. Wstydu dziś nie mają już ani plagiatorzy, ani władze uczelni i ich organów…

Marek Wroński

Dr hab. n. med. Marek Wroński jest emerytowanym profesorem Uniwersytetu Kaliskiego. Zajmuje się patologią nauki od 26 lat.

Dyskusja (13 komentarzy)
  • ~aniania 28.05.2024 21:22

    W wielu dyscyplinach, gdzie dyskursywny i ekspresywny, poetyzujący język zaczynają się przenikać, głęboka parafraza okazuje się trudna i plagiat jest błędem pracy nie tylko programy, ale i piszącego, sprawdzającego, który raport antyplagiatowy interpretuje. Z uwagi na to ryzyko zwłaszcza młodzi ludzie, którzy dopiero zmagają się z pierwszymi publikacjami, zbierają doświadczenia we współpracy: https://dyplomowani.pl/

  • ~No-bell 04.04.2024 04:38

    Tytuł polskiego profesora jest wart dzisiaj tyle ile mniej więcej "Ostatni Król Szkocji". Chyba szkoda kasy na polską naukę...

  • ~Kontestator 27.03.2024 11:36

    Doktorant, publikując w języku polskim treści dotychczas dostępne tylko w języku Szekspira, wykonuje de facto dobrą robotę z zakresu udostępniania w języku ojczystym wyników badań naukowych, które - w przeciwnym razie- byłyby znane tylko wtajemniczonym . A to, że robi to bez cytowania źródła? Przecież to drobiazg! Można by rzec - wypadek przy pracy...Autor artykułu, Marek Wroński, wraz z ferajną "uczciwych i wnikliwych" recenzentów mogą wystąpić w roli "sprawiedliwych" na tym naukowym padole tylko dlatego, że nauczyli się w stopniu satysfakcjonującym języka angielskiego, dzięki czemu czytają to i owo z literatury fachowej w tym języku. Mają przeto orientację w publikacjach anglojęzycznych.... Czy są jednakże RZETELNYMI RECENZENTAMI??? Nie!!!!! Dlaczego? Bowiem ludzkość posługuje się siedmioma tysiącami języków. Jeżeli chcemy mówić o rzetelności naukowej, to musimy również mówić o rzetelności recenzenckiej. A to oznacza, że należałoby np. sprawdzić czy nie popełniono plagiatu tłumacząc jakiś tekst np. z języka greckiego, arabskiego lub jakiegokolwiek innego. Sęk w tym, że prawie nikt nie jest w stanie tego sprawdzić. Prawdopodobieństwo wykrycia w takim wypadku kradzieży intelektualnej jest bliskie zeru.....Gdybym chciał popełnić plagiat doktorski, to najpierw nauczyłbym się jakiegoś "niechodliwego" języka, a potem hulaj dusza...Kto tu sprawdzi, że nie przepisałem jakiejś greckiej książki???

    • ~Alek Rachwald 27.03.2024 14:39

      Drogi Kontestatorze, były już podobne przypadki i owszem, były wykrywane. W związku z tym proponuję się nie wygłupiać i nie epatować tym pozornym realizmem.

    • ~Magdalena Smoczynskq 27.03.2024 13:29

      Gratuluję Panu jasnych, prostych zasad moralnych.

      I

  • ~Pan K 27.03.2024 08:41

    Hmm, jedni piszą że habilitacja za trudna, inni że za łatwa. Ma Pan rację że nie ma zwyczaju krytyki opublikowanych prac, szczególnie tych w "prestiżowym" czasopiśmie. Zgadzam się że to źle. Oceniamy książki po okładce. Natomiast Pana artykuł nic nie nie ma wspólnego z nauką. Jest o naukowcach a nie o nauce. Jest krytyką osób, ich zachowań a nie treści nauki. To taki akademicki pudełek. Sprawa ta zasługuje co najwyżej na notkę, a te tysiące słów które tu padły, które nie podniosą poziomu nauki w Polsce. Co innego gdyby Pan napisał coś o medycynie.

    • ~Marek Wroński 28.03.2024 09:33

      Artykuł jest kolejnym, 206 numerem stałego cyklu " Z Archiwum Nieuczciwości Naukowej" i opisuję jedną z wielu spraw w obszarze patologii nauki, które mają obecnie miejsce w naszym kraju.

      • ~Tyrion 24.04.2024 16:10

        Szanowny Panie.
        W kontekście przytoczonej historii proponowałbym się przyjrzeć podobnej sprawie, która miała miejsce w Instytucie Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego końcem ubiegłego roku. Tam jeden z magistrów dokonał plagiatu dorobku naukowego swojego recenzenta (sic!). Doktorant był i o ile mi wiadomo nadal jest zatrudniony w tej instytucji jako pracownik biblioteki. Sprawa została natychmiast wyciszona i zamieciona pod dywan, gdyż praca została napisana w zakładzie kierowanym przez prof. Pawła Gratę, ex-kandydata na stanowisko rektora tamtejszego uniwersytetu. Postaci która również zasługuje na przyjrzenie się etyce jego działań, choćby w kontekście ostatnich wyborów rektora, gdy insynuował elektorom, że jego oponent w przypadku wygranej zaniedba nauki humanistyczne.

        • ~Marek Wroński 24.04.2024 16:25

          Szanowny Kolego,
          Sprawa nierzetelnego doktoratu w Instytucie Historii jest przeze mnie wyjaśniana i zwróciłem się tydzień temu do Rektora Czopka o dokumenty.
          Mam nadzieję, że opiszę ją w którymś z następnych numerów.
          W numerze kwietniowym opisuję też w innym miejscu podobną sprawę w Uniwersytecie Ekonomicznymi we Wrocławiu.
          Cały kwietniowy numer będzie dostępny za kilka dni.

    • ~Alek Rachwald 27.03.2024 14:41

      Artykuł jest akurat poświęcony plagiaryzmowi, przecież nie każdy artykuł powinien być o medycynie.

  • ~ArS 27.03.2024 00:13

    Słowackie, rosyjskie, czeskie, bułgarskie i inne tytuły naukowe "opłacone przez polskich badaczy" muszą być unieważnione do czasu ich nostryfikowania w Polsce. Przecież tam aby zdobyć tytuł (odpowiednik habilitacji) niczego nie trzeba było prezentować. Trzeba pilnować poziomu i poddać się słusznej krytyce, bo opisywane sytuacje na poziomie doktoratów są recenzowane lub prowadzone przez "zależności" biznesowo, rodzinne lub które w swojej historii zaczynały karierę podczas wycieczek habilitacyjnych. Publikacje ich ocena, punktacja to także temat do głębokiej korekty. Patologie w szkołach prywatnych łatwiej opisywać ale wokoło na uczelniach różnie bywa. Nie można bać się konkretów, w artykule jest ich dużo i wspieram takie wpisy. Gdy politycy, medycy szybko i łatwo zdobędą tytuł "sposobem" straci cała polska nauka, a nie można uogólniać.

  • ~Pyrypypypy 26.03.2024 19:21

    To, co się dzieje z robieniem stopni naukowych w Polsce przechodzi ludzkie pojęcie.

  • ~Maciek 26.03.2024 16:25

    Ten tekst tylko pięknie pokazuje, jakie elity kształcą wydziały prawa, i w jakiej zapaści jest polski system prawny.
    Tak dużo mówi się o ewaluacji naukowców, może czas wprowadzić ewaluację sędziów i prokuratorów?