Aktualności
Sprawy nauki
08 Lutego
Fot. Agnieszka Nęcka
Opublikowano: 2024-02-08

Z perspektywy mrówki: nauka okiem bizantynisty

Oprócz dosypywania pieniędzy, potrzebna jest również zmiana myślenia, przyjęcia do wiadomości, że nauka – humanistyka – to nie powołanie, ale raczej ciężka praca, która oznacza staranie się o granty, publikowanie w obcych językach i narażanie się na opinię osławionego drugiego recenzenta. A takie małe dyscypliny jak moja, mogą być do pewnego stopnia laboratoriami, gdzie testuje się rozwiązania, które mogą przejąć ci więksi – pisze prof. Przemysław Marciniak z Instytutu Literaturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego, obecnie w Hamburskim Instytucie Studiów Zaawansowanych.

Nominalnie jestem literaturoznawcą, ale tak naprawdę, nie tylko w sercu, ale też na papierze, reprezentuję miniaturową, złośliwi powiedzieliby marginalną dyscyplinę – bizantynistykę, która bada wszystkie aspekty cesarstwa umownie nazwanego bizantyńskim (330–1453).

Bizantynistyka to fascynująca nauka. Może być globalna (grób ostatniego potomka ostatniej bizantyńskiej dynastii jest atrakcją turystyczną na Barbados) i bardzo lokalna, kiedy tłumaczymy na polski bizantyńskie teksty, czy analizujemy recepcję Bizancjum w Polsce. Podobnie zresztą jest w przypadku filologii klasycznej, która w porównaniu z bizantynistyką jest jednak bardziej „masową” dyscypliną. Nawiązania do Bizancjum są ostatnio zadziwiająco popularne, bo wszystko jest „bizantyńskie” w naszej polityce. Kiedy jakiś czas temu przeczytałem tytuł Bizancjum Muchy w NBP, przez moment zastanawiałem się, co inspirowane Bizancjum obrazy Alfonsa Muchy robią w Narodowym Banku Polskim.

Bizantynistyka to bardzo specyficzna dyscyplina w polskim systemie nauki. Mamy swoją reprezentację w postaci Komisji Bizantynologicznej, ale żaden polski uniwersytet nie prowadzi studiów na kierunku bizantynistyka. Instytut Filologii Klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego oferuje na studiach drugiego stopnia opcję „bizantynistyka i neogrecystyka”, ale ciągle jako część filologii klasycznej. Bizantynistyka z natury rzeczy jest interdyscyplinarna, a jej reprezentanci przynależą do różnych dyscyplin: historii, historii sztuki, teologii czy literaturoznawstwa – tak jest w przypadku ośrodka katowickiego.

Nowa władza oznacza nowe otwarcie, które, mam nadzieję, przyniesie pracownikom naukowym większą stabilizację. Internet zalewa dzisiaj wiele dobrych rad, propozycji reform, sposobów zmian listy punktów. Uznałem, że to dobry moment, żeby dorzucić swoje trzy hyperpyra do dyskusji, to nawet ciut więcej niż trzy grosze, bo hyperpyron był złotą monetą. Moje uwagi tym się różnią od innych, że pisane są z perspektywy mrówki (nie tylko dlatego, że zajmuję się bizantyńską entomologią), czyli niewielkiej dyscypliny, która musi jakoś odnaleźć się w świecie dużo większych graczy. Ale nasze problemy są oczywiście zbieżne z wyzwaniami, przed którymi stoją inne dyscypliny i obejmują finansowanie, publikowanie i umiędzynarodowienie.

Finansowanie badań

Jako przedstawiciel niewielkiej dyscypliny, jestem i pozostanę apologetą działalności Narodowego Centrum Nauki. Gdyby nie finansowanie pozyskiwane z grantów, niemożliwe byłoby zbudowanie istotnego międzynarodowo ośrodka badań nad Bizancjum, w którym zatrudnienie mogli znaleźć naukowcy i doktoranci z całego świata. Nie każdy wniosek odniósł sukces, niektóre recenzje wzbudzały frustrację i irytację, ale nigdy nie miałem poczucia, że niszowa dyscyplina i prowincjonalny ośrodek stanowią jakiekolwiek przeszkody w pozytywnej ewaluacji. Tak niewielka dyscyplina jak moja, która na dodatek nie istnieje w Polsce jako osobny kierunek studiów, może funkcjonować na szeroką skalę wyłączenie dzięki wsparciu zewnętrznych środków. Nie mamy za sobą takiej siły tradycji i rozpoznawalności jak filologia klasyczna. Stabilne finansowanie NCN i konkursy z wyższym wskaźnikiem sukcesu są i będą niezwykle ważne dla nas i dla wszystkich podobnie niszowych dyscyplin (przynajmniej w obrębie humanistyki). Tak na przykład dzieje się w Austrii, bizantynistyka funkcjonuje tam w dużej mierze dzięki grantom z FWF (Fonds zur Förderung der wissenschaftlichen Forschung, odpowiednik polskiego NCN). Nie wykluczam, że granty mogą być w niektórych dyscyplinach zagrożeniem; dla osób reprezentujących takie dziedziny jak moja okazały się szansą na wejście do światowej nauki. Moi dawni współpracownicy znaleźli zatrudnienie w zagranicznych instytucjach.

Publikacje

Nie wykażę się specjalną oryginalnością, zauważając, że obecna lista czasopism powinna być zweryfikowana. Na przykład powinno się z niej w trybie natychmiastowym wyrzucić wszystkie, bardzo wysoko punktowane czasopisma wydawane w Rosji, na czele ze znaną już z łamów FA „Philologia Classica” – i piszę to jako autor opublikowanego tam tekstu. Co więcej, w system muszą być wbudowane zabezpieczenia, które nie pozwolą manipulować punktacją w sposób tak frywolny, jak robił to poprzedni minister. Być może ustawodawca powinien po prostu uniemożliwić modyfikację listy po jej zatwierdzeniu lub pozwolić na jednokrotną aktualizację w połowie okresu ewaluacyjnego. Zasięg i jakość czasopisma w humanistyce nie zmienia się – także w sensie bibliometrycznym – tak gwałtownie, żeby dokonywać zmian co kilka miesięcy. I znowu z mojej perspektywy, możemy się spierać o drobnostki, ale jako środowisko mniej więcej wiemy, które czasopisma są z najwyższej półki, które z trochę niższej. Po kilku latach życia z ministerialną listą wiem, że decyzje publikacyjne działają trochę w myśl zasady uniwersytetowi świeczkę i nauce ogarek.

W mojej dyscyplinie jest jedno, jakby się bardzo uprzeć dwa czasopisma warte 200 punktów, bo to, co dekretuje lista, to jedno, a jakie artykuły przyjmuje periodyk, to zupełnie inna historia. Bizantynistyczny periodyk „Dumbarton Oaks Papers”, uznawany za najlepszy na świecie, jest wart pięć ministerialnych punktów. Jestem realistą, nigdy nie powstanie lista, którą wszyscy uznają za idealną (podpowiada mi tak doświadczenie innych krajów, gdzie istnieją podobne rozwiązania), a wybór miejsca publikacji będzie zawsze efektem różnych decyzji. Mój niemiecki współpracownik przez kilka miesięcy z dużym zdziwieniem przyjmował ode mnie informacje, że niestety tam nie powinien wysyłać artykułu, bo to czasopismo jest nic bądź niewiele warte. Za smutny dzień wpasowania się w polskie realia uznałem moment, kiedy przysłał mi listę bizantynistycznych czasopism wraz z ministerialną punktacją, pytając, gdzie ma publikować.

Przyszła ocena czasopism (i jej ewentualne późniejsze korekty) musi mieć element ekspercki, szczególnie w przypadku tak niewielkich dziedzin, jak bizantynistyka (czy filologia klasyczna). Dobrze byłoby, gdyby tym razem bardziej zaufano ekspertom. W poprzednim rozdaniu, przy konstruowaniu oryginalnej listy, wskaźniki bibliometryczne chyba ostatecznie przeważyły nad opinią uczonych powołanych do oceny czasopism (i mówię tu wyłącznie o czasopismach zagranicznych).

Paradoksalnie dla mnie i moich współpracowników publikowanie w lokalnych czasopismach, po polsku, oznacza świadome wyłączenie z ogólnoświatowej debaty i naukową niewidzialność. Nigdy nie rozumiałem formuły „wprowadzania do obiegu polskiej nauki”, tak jakby polska nauka była jakimś osobnym stworem, żywiącym się tym, co wyprodukuje nauka niepolska.

Wielu dziś krzyczy zgodnym chórem, że reforma ministra Gowina była zła. Bardzo wiele jej aspektów jest i było fatalnych, ale patrząc z mojej perspektywy, nigdy dotąd tak wielu Polaków nie publikowało w dobrych, zagranicznych periodykach i nie wydawało książek w dobrych wydawnictwach. Myślę, że nawet jeśli punkty zostaną zmniejszone, zniesione, podzielone, to impet pozostanie. Co nie wyklucza działania bardziej lokalnego, czyli tłumaczenia tekstów na język polski, którym zazwyczaj towarzyszą mniej odkrywcze, ale bardziej przystępne dla niespecjalistów wstępy i omówienia.

Umiędzynarodowienie

Mam świadomość, że to wyjątkowo wytarte słowo. I na dodatek często nadużywane lub różnie interpretowane (szczególnie w humanistyce). Rozumiem je jako aktywne uczestniczenie w międzynarodowym życiu naukowym, a nie jako okazjonalną turystykę konferencyjną czy również okazjonalne opublikowanie angielskojęzycznego artykułu w lokalnym czasopiśmie. Bizantynistyka jest jedną z tych subdyscyplin humanistyki, które naprawdę mogą funkcjonować wyłącznie w bezustannym dialogu z uczonymi z innych krajów. Podział na „aspirujące centrum” i „zadowolone peryferia”, który pojawił się niedawno w artykule profesora Krzysztofa Szczygielskiego („Polityka” 25.11.2023), jest atrakcyjny retorycznie i w dużej mierze trafny, ale jednak trochę uproszczony. Nie mam poczucia (i nie sądzę, że jestem w tym jakoś bardzo osamotniony), że musimy do czegoś aspirować. Nasi zagraniczni koledzy cytują nasze teksty, przyjeżdżają na konferencje i traktują nas jak równorzędnych partnerów. Dobrze pojęte umiędzynarodowienie jest podstawą funkcjonowania nauki.

All well that ends well? Oczywiście, nie. Bycie małym ma swoje zalety, ale ma też wiele wad, bo ostatecznie musimy grać według reguł, które ustalają najwięksi, szczególnie jeśli jesteśmy rozproszeni po kilku dyscyplinach. Dzisiejsza nauka ma być interdyscyplinarna (to temat na osobną dyskusję, co ten termin tak naprawdę znaczy w humanistyce i gdzie kończy się interdyscyplinarność, a zaczynają, by zacytować Alana Sokala, „modne bzdury”) i powinna odpowiadać na społeczne potrzeby. O ile interdyscyplinarność jest wpisana w DNA bizantynistyki (w takim sensie, że tworzą ją różne dyscypliny), to społeczna użyteczność jest wyzwaniem. Staramy się mu sprostać, tłumacząc na język polski ciekawe – nie tylko dla specjalistów – teksty, analizując obecność dziedzictwa Bizancjum we współczesnym świecie (w polityce, kulturze, literaturze), ale wybierając też tematy badań, które dotykają problemów współczesnego świata. Nie uratujemy ginących gatunków, ale możemy przypomnieć, jak średniowieczny mieszkaniec Cesarstwa Bizantyńskiego rozumiał rolę zwierząt (w tym owadów) i przyrody w otaczającym go świecie. I ile z tych przekonań trwa w naszej kulturze do dzisiaj.

Nie mam holistycznej recepty na uzdrowienia nauki; trudno, żeby mrówki uzdrawiały ekosystem. Może wyrażę niepopularną opinię, ale nie sądzę, że dosypywanie pieniędzy to wyłączna odpowiedź na całe zło. Potrzebna jest również zmiana myślenia, przyjęcia do wiadomości, że nauka – humanistyka – to nie powołanie (i to bez żadnych zobowiązań, czyli bez zgody na jakąkolwiek ocenę), ale raczej ciężka praca (chociaż równie głęboko wierzę też w życie pozauniwersyteckie), która oznacza staranie się o granty, publikowanie w obcych językach i narażanie się na opinię osławionego drugiego recenzenta (i w najmniejszym stopniu nie deprecjonuję roli dydaktyki). Oczywiście to, co działa w małych środowiskach specyficznie uwarunkowanych, niekoniecznie zadziała w makroskali. Ale myślę – i to jest główna konkluzja mojego tekstu – że takie małe dyscypliny mogą być do pewnego stopnia laboratoriami, gdzie testuje się rozwiązania, które być może mogą przejąć ci więksi.

Przemysław Marciniak

Dyskusja (16 komentarzy)
  • ~Zdzislaw M 08.02.2024 15:14

    Cesarstwo Bizantyjskie zachowalo przez ponad tysiac lat ciagłosc ustroju, tradycji//kultury & panstwowosci dzieki przyjetym tam i przestrzeganym tzw. "standardom nowoczesnosci" !

    A tu, co jakis czas, jak widac,....bezskutecznie, probuje sie "uzdrwaiac" nauke w..Polsce?

    Jedna z przyczyn tego zjawiska jest fakt, ze w tym srodowisku sie nie zna i nie wpowadzono do powszechnego uzytku i przestrzegania podstawowch standardow postepowania/etyki, tj. standardow integralnosi akademickiej i naukowej!

    Na przyklad: < http://percipipolonia.blogspot.com/2010/11/poziom-integralnosci-akademickiej-i.html >

    • ~kk 08.02.2024 16:17

      Cesarstwa Bizantyjskiego już nie ma, więc coś te tam przyjęte w Cesarstwie Bizantyjskim standardy nowoczesności nie zadziałały.

      Uzdrawiać tak jak najbardziej, ale nie z myślą o wyciąganiu z nauki jak najwięcej kasy , dla tej czy innej grupy naukowców, bo to się skończy tak jak z nauką rosyjską.

      Zdrowy rozsądek wystarczy kierunek technologie, a nie inne badania.

      • ~Zdzislaw M 08.02.2024 20:10

        @ kk.
        Wiemy , ze prawo moze sie cofnac przed.... "siła" lub "przegra" w wyniku wojennej napasci krwiozerczego, obcego nam pod wieloma wzgledami.,.wroga !

        Cesarstwo Biznatyjskie "zniknelo z mapy" poniewaz bylo systematycznie niszczone przez zewnetrznych wrogow ( < https://pl.wikipedia.org/wiki/Upadek_Cesarstwa_Bizanty%C5%84skiego >).

        Co wiecej, media, dany przepis, organy scigania/sady i wymierzane tam kary plus pelne wiezienia, same w sobie, nie zatrzymaja działan zdeterminowanych pozorantow, plagiatoraow/oszustow lub..kryminalistow !?

        Aby temu faktycznie zapobiec/ograniczyc, w/w wykroczenia, do minimum, system bezpieczenstwa panstwa,wszystkie instytucje/uczelnie musza sprawnie dzialac, na wielu poziomach, w oparcu o przyjete i stosowane praktycznie standardy/przepisy prawa...


        • ~kk 08.02.2024 20:55

          Prawo pisane a stanowione to dwie różne rzeczy.

          Co do ostatniego akapitu na myśl przychodzą mi Chiny.

          Może warto naśladować, gdyż Chiny postawiły na rozwój sztucznej inteligencji, a tu mnóstwo jest pól badawczych z zakresu badań podstawowych.

      • ~Marcin Przewloka 08.02.2024 17:52

        Najwyrazniej, jest sporo osob, ktore przez "nauke" i "badania naukowe" rozumieja cos innego, niz Pan/Pani.

        Rowniez, zdrowy rozsadek pozwala zauwazyc, ze nie byloby zadnych nowych technologii, gdyby nie bylo badan podstawowych.

        • ~kk 08.02.2024 20:26

          Każdy wie, że nie zrobi dziś badań podstawowych bez technologii, więc jak Pan chce rozwijać badania podstawowe niech Pan rozwija technologie.

          Rozwijając technologie natrafia Pan na problemy z zakresu badań podstawowych i te od razu mają zastosowanie w technologii.

          • ~Marcin Przewloka 08.02.2024 23:07

            Nie. Badania podstawowe nie od razu daja sie zastosowac w praktyce do rozwoju technologii. Czasami trzeba chwile poczekac. Czasami krotko, czasami dluzej.
            Zas WSZYSTKIE technologie znajduja swoj poczatek w badaniach podstawowych. PCR (Nobel 1993), technologia uzywana obecnie praktycznie w kazdym szpitalu, w tysiacach zastosowan, miedzy innymi diagnostycznych, wziala sie z "nikomu niepotrzebnych" badan bakterii zyjacych w warunkach ekstremalnych, goracych zrodlach Yellowstone. Zas technologia modyfikacji genomu CRISPR/Cas9 (Nobel 2020), ktora wlasnie kilka miesiecy temu weszla do kliniki, wziela sie z niewinnych badan odpornosci bakterii na wirusy.
            Najpierw badania podstawowe, pozniej technologia. Nie trzeba byc geniuszem, zeby to zrozumiec. Wystarczy znajomosc faktow.
            Zreszta bardzo ladnie oposuje to definicja badan translacyjnych: The goal of translational research is to translate (move) basic science discoveries more quickly and efficiently into practice. Czyli, najpierw musimy miec "basic science discoveries", zeby pozniej przejsc z nimi do "practice".

            • ~kk 09.02.2024 08:34

              Potrzeba jest matką wynalazku i w takim przypadku badania podstawowe mają natychmiastowe zastosowanie. Po to rozwijane są technologie na przykład kosmiczne.
              Nie neguję, że od badań podstawowych można dojść do ich zastosowania, ale zastosowane winno być kryterium wyboru.
              Chiny rozwijają technologie kosmiczne i także ostatnio sztuczną inteligencję.
              Bez własnej polskiej sztucznej inteligencji będziemy bezbronni i wtedy badania podstawowe na nic nam się nie przydadzą.

              • ~Marcin Przewloka 09.02.2024 09:15

                Nie istnieje cos takiego, jak "badania podstawowe na nic nam się nie przydadzą".
                Naprawde, ma Pan duzy problem ze zrozumieniem, co to jest nauka. Oto definicja: "Science is a rigorous, systematic endeavor that builds and organizes knowledge in the form of testable explanations and predictions about the world". Nie ma tutaj zadnego "kryterium zastosowania", poniewaz, kiedy chce zrozumiec, dlaczego niebo jest niebieskie i dlaczego trawa jest zielona, nie mam na mysli zadnego zastosowania praktycznego tej wiedzy. Po prostu, chce zrozumiec, jak dziala swiat wokol mnie.
                Jakie natychmiastowe praktyczne zastosowanie widzi Pan w badaniach CERN oraz w robieniu zdjec kosmosu przez James Webb Space Telescope?
                To, co Pan proponuje, to jest ulepszanie sznurka do snopowiazalki, a nie badania, ktore prowadza do odkrycia calkowicie nowych technologi. To drugie bierze sie tylko i wylacznie z odkryc poczynionych w dziedzinie badan podstawowych.

                • ~kk 09.02.2024 11:17

                  Czy wszystkie badania podstawowe kończą się wykorzystaniem
                  czy są takie które nie znalazły wykorzystania bo wdrożono inne wyniki ?
                  Czy nauka podlega liniowości i nie ma w niej skoków ?

                • ~kk 09.02.2024 11:12

                  W CERN aby robić nowe badania należy poprawić dotychczasową technologię by móc obserwować to co jest w tej chwili nieobserwowalne.

                • ~kk 09.02.2024 10:22

                  Jak na razie to ta nauka zajmuje się teoriami.

                  Teorie są tak długo prawdziwe, gdy nie zostaną obalone innymi teoriami.

                  Najpierw mówiono, że Ziemia jest płaska, potem, że okrągła, a teraz znów mówią, że może być płaska, a to co my widzimy jest tylko holistycznym obrazem. Matematycznie podobno da się udowodnić, że ziemia jest płaska.

                  Co to jest zatem wiedza, w definicji, którą Pan przytoczył, bo wygląda, że obecna teoria, którą może być obalona.

  • ~mw 08.02.2024 13:31

    Bardzo rozsądny głos w dyskusji o nauce! Dziękuję!

    • ~kk 08.02.2024 15:19

      Nic tu rozsądnego nie widzę.

  • ~kk 08.02.2024 11:45

    Cytat:
    Bizantynistyczny periodyk „Dumbarton Oaks Papers”, uznawany za najlepszy na świecie, jest wart pięć ministerialnych punktów

    Zero kompletne zero pokory,!!!!! Olbrzymi grzech pychy!!!!!!

    Ale wróćmy do naszych baranów.
    Ewaluacja nauki w Polsce nie służy ewaluacji nauki, to się tylko tak nazywa. Służy to rozdziałowi środków z budżetu.

    Jaki jest cel ewaluacji opartej o listę czasopism ?
    Do tej pory słyszałem, że chodzi o lepszą zauważalność polskiej nauki., a chyba w drugiej kolejności o przyciągnięcie studentów zagranicznych na polskie uczelnie.
    Nie chodzi więc o ocenę poziomów nauki w różnych dyscyplinach, a wręcz głupotą byłoby takie coś budować, bo ocenie umykałoby, a może by nawet zabijało wszystko to co tak naprawdę byłoby pionierskie w nauce.

    Bizantynistyka - skoro nie ma kierunku i nie wiadomo po co miałaby powstać, to po co na to wydawać środki finansowe (niech płaci unia europejska w grantach) i tak od metra wśród tych mikro badań jest mnóstwo takich czy podobnych do tych :
    dlaczego czajnik gwiżdże czy też z jakiego materiału ma być całka matematyczna zbudowana aby przodek się nie zawalił.




    • ~Maciek 09.02.2024 12:12

      Jeżeli w humanistyce uznane czasopisma to te pokroju "Dumbarton Oaks Papers" to rzeczywiście potrzebna jest ocena ekspercka. A potrzebna jest z tego powodu, że tego czasopisma nie ma nawet w bazie Journal Citation Reports. Więc jak obiektywnie ocenić jego prestiż? Jeżeli humaniści nie zaczną dbać o indeksowanie swoich czasopism, to zawsze będą gotować się w sosie listy ministerialnej, która jest dosyć arbitralna.