Epizod lwowski
Miarą talentu pisarza, wielkości jego osobowości jest umiejętność znalezienia poza wzorcami epoki własnej, indywidualnej metody twórczej. Historia epizodu lwowskiego pokazuje, że udaje się to nielicznym - pisze autorka w zakończeniu książki. Rzeczywiście, obraz polskiego życia literackiego we Lwowie pod okupacją sowiecką zdominowany jest barwami "hańby domowej". Borejsza, Jastrun, Przyboś, Putrament, Ważyk - ludzie, którzy szkołę totalitarnej propagandy i praktyki przeszli właśnie we Lwowie tego czasu, organizowali później życie literackie w PRL, redagowali pierwsze czasopisma, tworzyli władze związku pisarzy, aktywnie wdrażali zasady socrealizmu w literaturze po 1949 roku.
Informacje na temat polskiego życia literackiego w sowieckim Lwowie pochodzą najczęściej z łamów "Czerwonego Sztandaru", organu partyjnego, jedynego polskojęzycznego dziennika, jaki ukazywał się tam od 1939 do 1941 r. Stąd wiemy o planach twórczych polskich literatów, tu ukazywały się fragmenty ich utworów, na tych łamach recenzowano premiery Państwowego Polskiego Teatru Dramatycznego, informowano o działalności dawnego Ossolineum (które stało się filią Kijowskiej Akademii Nauk) oraz polskiej filii Wydawnictwa Mniejszości Narodowych. Mimo opakowania informacji w propagandowe komentarze jedynie słusznego światopoglądu, pozostaje to czasopismo nieocenionym wprost źródłem wiedzy o aktywności animatorów polskiej kultury na terenach zachodniej Ukrainy.
Epizod lwowski to jednak nie tylko gremialne, niemal bezwyjątkowe zapisywanie się polskich literatów do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy (żenująca postawa np. Boya Żeleńskiego) czy aresztowanie polskich pisarzy przez NKWD w styczniu 1940 r. i związana z nim niesławna akcja Putramenta potępiająca uwięzionych. To także uroczyste obchody 85. rocznicy śmierci Mickiewicza, które stały się okazją do umocnienia lwowskich Polaków w patriotyzmie czy systematycznie ukazujące się na łamach "Czerwonego Sztandaru" artykuły dotyczące polskiej tradycji literackiej. Były one co prawda okraszane odpowiednim politycznym komentarzem, ale Autorka próbuje usprawiedliwić te działania: Może (...) jest to pewna gra, którą dziennikarze prowadzili z odbiorcą doskonale znającym dorobek i pozycję przedstawianego twórcy. Najważniejsze wydaje się być (...) przywoływanie nazwiska - hasła, synonimu określonych uniwersalnych odniesień (...). W takiej interpretacji wzrasta ranga zamieszczonych w "Czerwonym Sztandarze" miniszkiców o uznanych polskich twórcach literatury pięknej, a wizerunek ich autorów zyskuje pozytywny wymiar. Nie wiem, czy nadinterpretacyjna gorliwość nie poniosła tu Autorki zanadto. Sama przecież stwierdza wcześniej, że w okupowanym Lwowie nie istniała świadomie odbierająca wartości kulturalne publiczność.
Sprawiedliwość natomiast należy oddać bezwzględnie tym, co nie ulegli presji okupanta. Ostap Ortwin, przedwojenny prezes Związku Pisarzy, nie brał udziału w tworzeniu nowego związku, a nawet kontynuował działalność dawnej organizacji, przyjmując doń twórców niechętnych państwu sowieckiemu. Związek Ortwina działał niejawnie i, jak pisze cytowany przez autorkę Herling-Grudziński: wystawiał zaświadczenia. Żaden policjant sowiecki, który sprawdzał dokumenty, nie mógł oczywiście wiedzieć, że istnieją dwa związki. Było to po rosyjsku napisane, podstemplowane i podpisane. Dzięki takim wydarzeniom, lwowskiego epizodu nie sposób całkowicie i jednoznacznie przekreślić.
(mer)
Joanna Chłosta, Polskie życie literackie we Lwowie w latach 1939-1941 w świetle oficjalnej prasy polskojęzycznej, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Olsztyn 2000.
Uwagi.