Poprzedni Następny

 

Dobra kondycja psychofizyczna, realna wiara we własne możliwości sprzyjają samodyscyplinie, samokształceniu, samodoskonaleniu i czerpaniu zadowolenia z pracy.

Edyta Wolter

Jak eksponować wiedzę?

Jeśli masz się do dzieła
ważnego sposobić,
Pomyśl wprzódy, czyli chcesz
i czy umiesz zrobić

Adam Mickiewicz, Zdania i uwagi

Niezależnie od pełnionej roli społecznej uczestniczymy w różnorodnych sytuacjach, w których "kupujemy" lub "sprzedajemy" wiedzę - treść stanowiącą efekt doświadczenia, uczenia się. Sztuka sprzedawania jest sztuką pokazywania. Brzmi to merkantylnie, niemniej w przypadku zwłaszcza takich ról jak uczeń, student, nauczyciel, pracownik naukowo-dydaktyczny wyższej uczelni sprawność posługiwania się wiadomościami, umiejętność prezentacji tego, co wiem, umiem, ma ogromny związek z m.in. konstruktywnym realizowaniem siebie jako istoty społecznej. Zwłaszcza gdy nie tylko dla blichtru punktów i ocen, lecz dla samej wiedzy uczymy się. Może w myśl zasady: przede wszystkim umieć i przy okazji zdać?
Niniejszy artykuł jest także wynikiem bardzo syntetycznie ujętych własnych przemyśleń o uczeniu się efektywnym, czyli sprawnym, rzeczywistym, skutecznym. Właśnie takie bowiem, istotne uczenie się jest wymogiem transcendencji czasu, faktu, iż wiedza szybko się starzeje. Rozważania ułożyły się w prezentowaną formę również na podstawie osobistych doświadczeń uczennicy - studentki, jak i nauczycielki akademickiej, której na co dzień dane jest analizowanie, a także zgłębianie sensu studiowania.

Ku pożytkowi

Wykorzystując metaforę powiem, iż nierzadko zdarza się, że ci, co mają mniej do zaoferowania, oferują bardzo głośno. Zainspirowani modą na nieumiarkowaną autoreklamę, wpadają w sidła nieracjonalnej samooceny, epatując na każdy temat, usilnie sprawiając wrażenie wszechwiedzących. Nie stroniąc czasami, niestety, także od niesolidnej argumentacji, gdy przyjdzie polemizować. Racjonalność przyznania się do błędu czy nieznajomości "czegoś" bywa nawet przez osoby zawodowo związane z analizowaniem i interpretowaniem ludzkiego postępowania (mam tu na myśli psychologów, pedagogów) oceniana nieracjonalnie - najczęściej pejoratywnie, np. jako słabość czy rezygnacja. A przecież nie sposób wiedzieć wszystkiego i aby zmierzyć się z problemem, rzetelnie go rozwiązać, niewiedzę trzeba nazywać niewiedzą i nie uciekać w gąszcz póz ekwilibrystycznych sformułowań maskujących brak solidnej treści. Koniecznie okazać zainteresowanie dywergencyjnym rozwiązaniom danego zagadnienia, nie poprzestawać na schematach myślowych. Według Józefa Kozieleckiego, jednego z luminarzy polskiej psychologii, trzeźwa konfrontacja z sobą jest testem odwagi. Poza tym, człowiek autokrytyczny intelektualnie jest bardziej refleksyjny. Jeśli jeszcze bogaty w siłę ducha, to daleki od butnej pewności siebie zwanej arogancją.
Organizując zatem konstruktywne uczenie się, zwieńczone prezentacją wyników swojej pracy, warto najpierw zadbać o przesłankę psychologiczną, o wytworzenie kreatywnego klimatu zachęcającego do pracy. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? Przede wszystkim trzeba ufać we własne możliwości i CHCIEĆ się uczyć. Mieć też świadomość znoju ciężkiej pracy. Najlepiej, gdy dojrzewaniu do chcenia towarzyszy przyjemność uczenia się w atmosferze rozluźnienia, dobrego samopoczucia. Emocjonalny komponent postawy intelektualnej zazwyczaj sprawnie inspiruje poznawczy oraz działaniowy. Tak więc, jeśli lubimy się uczyć, szybciej przyswoimy daną partię materiału, konstruktywniej zastosujemy ją w praktyce, chętniej podzielimy się spostrzeżeniami, konstatacjami. Przy wysokiej motywacji eksploracyjnej szukanie powodów do robienia wszystkiego, byleby tylko się nie uczyć, nie ma racji bytu. Nie daje także satysfakcji niezasłużona pochwała lub podstępnie (np. przy pomocy ściągania, nieuczciwego wykorzystania cudzej myśli) zdobyte uznanie społeczne, wysoka ocena.
Dyscyplina wewnętrzna pomaga systematycznie ćwiczyć umysł, pielęgnować to, czego nauczyliśmy się wcześniej. Także zachować dobrą formę na przyszłość, nie po to, by jedynie szybko zakuć, zdać, zapomnieć. Jest to możliwe szczególnie wówczas, gdy zajmujemy się właściwym zadaniem, dziedziną, która pasjonuje. W przeciwnym razie trudno o efektywne uczenie się, tym bardziej, że prawdziwym jego zagrożeniem jest znudzenie - istne odium wszelkiej pracy, zwłaszcza twórczej. Dobra kondycja psychofizyczna, harmonijna zgodność psyche i soma, realna wiara we własne możliwości sprzyjają samodyscyplinie, samokształceniu, samodoskonaleniu i czerpaniu zadowolenia z pracy nad określonym wycinkiem rzeczywistości. Podstawowe zaś wskazówki ułatwią rzetelną, inspirującą, a także autokreacyjną ekspozycję ustaleń.

piękne myśli i słowa

Po pierwsze, zachęcająco sformułować tytuł. Dobrze, gdy intryguje, przyciąga, zachęca do uczestniczenia. Jest wyrażony dosłownie lub metaforycznie za pomocą przenośni. Najlepiej, gdy jest krótki i celująco uściślony we wstępie. Temat musi być adekwatny, korespondować z treścią, dobrze odzwierciedlać kontekst. Precyzyjne określenie tytułu nie jest proste.
Po drugie, rozważać kwestię tak, aby zainteresować. Efekt ciekawości jest szczególnie cenny w przypadku, gdy audytorium słucha kilku następujących po sobie referentów. Osoby, które dobrze "czują" rozpatrywane zagadnienie, płynnie poruszają się w prezentowanej problematyce, mają znacznie większe szanse na osiągnięcie tego celu niż elukubrujący na siłę, wbrew sobie, eksponujący ustalenia niepewnie, bez przekonania. Na marginesie dodam, iż podczas prezentacji publicznej trzeba być na widocznym miejscu, twarzą do audytorium. Wydaje się to takie oczywiste, a jednak...
Po trzecie, unikać odczytywania przygotowanego wcześniej tekstu. Naprawdę pięknie myśli i mówi ten, kto myśli i mówi jasno i po prostu (W. Witwicki, 1947). Już w starożytnych księgach retoryki zapisano, iż dobry orator przygotowując mowę dba o to, by wygłosić ją z głowy jako piękne przemówienie. Demostenes, mówca grecki sprzed naszej ery, pierwszorzędne znaczenie przypisywał właśnie sztuce wygłoszenia.
Mówienie pozwala utrzymać kontakt wzrokowy. Sprzyja dynamizowaniu głosu, kontrolowaniu tempa wypowiedzi, komunikatywnej estetyce gestu oraz operowaniu swoimi słowami. Zmusza do przygotowania staranniejszego niż w przypadku czytania, co z kolei pozytywnie wzmacnia merytoryczną precyzję wypowiedzi, poprawną dykcję. Także pomaga twórczemu sprostaniu ewentualnym pytaniom. Natomiast tak bardzo dziś popularny diaskop może być wykorzystany jedynie jako wsparcie, bardzo oszczędnie. W przeciwnym razie promuje pasywność zarówno nadawcy, jak i odbiorców. Rozpoczynanie foliami wręcz zabija motywację, tłumi aktywność.

motywujący stres

Po czwarte, warto uświadomić sobie, iż lekkie zdenerwowanie jest sprzyjającym stanem pobudzenia. Zwykle towarzyszy publicznemu wyrażaniu myśli, choć nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. Tymczasem mówienie o własnym strachu przypomina akt odwagi. Stres jest wpisany w życie człowieka, z pewnością utrudnia koncentrację, niemniej, gdy nie utrzymuje się zbyt długo (optymalny poziom stresu), może być inspirującym podłożem twórczego wyzwania. Dobre przygotowanie się, także psychiczne, działa łagodząco, pozwala sprawniej uporać się z sytuacją stresogenną i szybciej opanować emocje o ładunku ujemnym.
Po piąte, przygotować cały tekst do wglądu dla zainteresowanych, ale nie mówić długo. Można przyjąć, iż optymalny czas referowania to 15-20, najwyżej 30 minut. Nadto należy zadbać o spoistą, przejrzystą strukturę treści, ograniczając się do tego, co najważniejsze, do istoty rzeczy, a więc do zwięzłego omówienia tez, przytaczanej argumentacji, krytycznych wniosków, wieńcząc wystąpienie lapidarną rekapitulacją.
Po szóste, i najlepiej przygotowanym zdarzają się pomyłki. Cóż zrobić w takiej dość niezręcznej sytuacji? Uczciwie przyznać się do błędu. Jeśli okoliczności pozwalają - zażartować, przytaczając np. jakąś wartościową frazę, np.: Nie ma rzeczy pod każdym względem błogosławionej, nie ma pełnego szczęścia (Horacy).
Po siódme, praktyka czyni mistrza. Nieodzowna więc jest nieustająca praca nad samoświadomością. Co prawda, nie każdego stać na osiągnięcie mistrzostwa. Każdego natomiast z pewnością stać na wysiłek jak największego przybliżania się doń.
Eksponując pamiętajmy, że lęk przed intelektualnym ubóstwem może rodzić gadulstwo. Znawcy zagadnienia twierdzą, iż zwykle do pięciominutowego wystąpienia trzeba przygotowywać się długo, do trzydziestominutowego krócej. Parogodzinne przemówienie można zacząć ad hoc, ale do tego trzeba mieć tupet. Może wyjątek stanowi transgresyjny czyn, którego celem jest wyczyn, a także istoty w stanie psychicznym zwanym uskrzydleniem, motywowane od wewnątrz, ogarnięte mistrzowską pasją? Takie osoby pociągają ku sobie, emanują twórczą energią, z promieniującym zaangażowaniem rozważają kwestię i nawet jeśli przekroczą dyscyplinę czasową, pewnie i tak nikt tego nie zauważy. Niemniej, na koniec pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cenną gnomę poety z Beocji, Hezjoda: Największym skarbem człowieka jest powściągliwy język, największą przyjemnością posługiwanie się nim z umiarem. Ten ideał pewnie można osiągnąć po latach twórczego wysiłku, albowiem, jak to refleksyjnie ujął Szymon Marycki, nie bieży się do Muz szerokim gościńcem.

(mer)

Uwagi.