Niewiele jest placówek muzealnych, które cieszą się tak dużym zainteresowaniem, jak Muzeum Techniki. Tylko w ubiegłym roku odwiedziło to miejsce 160 tys. osób.
Mariusz Karwowski
Muzeum, w którym czas płynie wolniej
Komputer "Odra", najstarszy samochód w Polsce - De Dion Bouton, emerytowany już poczciwy "maluszek", odbiorniki radiowe pamiętające czasy drugiej wojny światowej, a także będące dla wielu szczytem marzeń w minionym systemie aparaty telefoniczne - popularne "tulipany". Ech, łezka się w oku kręci. Muzeum Techniki, gdzie zgromadzone są te i setki innych eksponatów, jest bez wątpienia miejscem, które łączy pokolenia. I nie ma w tym ani krzty przesady. Wystarczy choćby spojrzeć na osoby przechadzające się po salach wystawowych. Wiek nie ma tu żadnego znaczenia. Technika połączyła przeszłość z tym, co dopiero przed nami. Bo w tym muzeum czas płynie nieustannie.
Trudne początki
Na drugim powojennym Kongresie Techników w roku 1952 przedstawiciele środowisk inżynierskich zrzeszonych w Naczelnej Organizacji Technicznej zgłosili wniosek o potrzebie reaktywowania Muzeum Techniki. Bodźcem do tej decyzji stała się zapowiadana wówczas budowa Pałacu Kultury i Nauki. Kiedy bowiem wniosek przyjęto, natychmiast do programu projektowego pałacu wprowadzono przeznaczenie jednego ze skrzydeł na siedzibę placówki muzealnej.
- Zarówno tradycjami, jak i samą działalnością nawiązujemy do instytucji istniejących w stolicy jeszcze przed pierwszą wojną światową, a w szczególności do Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, założonego w 1875 roku - mówi dyrektor muzeum inż. Jerzy Jasiuk. - Z niego z kolei wyłoniło się w latach międzywojennych Muzeum Techniki i Przemysłu, zwane "Politechniką ludową", co oczywiście miało wtedy bardziej wartościowe znaczenie niż dziś można by to rozumieć.
Niestety, zbiory i siedziby tej, jak i wielu podobnych placówek, uległy w czasie wojny zniszczeniu lub prawie kompletnemu rozproszeniu. Dodatkowo pierwsze powojenne lata nie sprzyjały reaktywowaniu takiej instytucji. Do idei powrócono dopiero w 1952 roku, a już trzy lata później otwarto pierwszą wystawę Postęp techniczny w służbie człowieka, ilustrującą osiągnięcia połowy XX wieku w różnych dziedzinach. Od tego momentu datuje się początek działalności muzeum. Zbiory zaczęły powstawać stopniowo.
Na początku, z wiadomych względów, magazyny były niemal puste, a kilka eksponatów ze zbiorów przedwojennych ostało się jedynie dzięki temu, że były przechowywane poza Warszawą. Pierwsza ekspozycja powstała przy współpracy zakładów przemysłowych oraz placówek badawczych, które dostarczały wyrobów, reprezentatywnych dla swojej działalności. I tak np. Stocznia Gdańska, która miała wtedy znaczne osiągnięcia w zakresie wodowania bocznego, przygotowała model wyjaśniający istotę tego procesu. Inna z wystaw tego okresu, dotycząca aktualnego stanu radiotechniki, została zrealizowana przy ogromnym udziale największych polskich fabryk radiowych.
W podobny sposób, z biegiem lat, uformowały się liczne kolekcje reprezentatywne dla określonych dziedzin, jak np. motocykle polskiej produkcji, kasy sklepowe czy aparaty telefoniczne. Eksponaty pozyskiwane są przez muzeum jedynie drogą przyjmowania darów. Owszem, w ciągu tych 45 lat, były okresy, gdy zakupy stanowiły dość pokaźny procent udziałów wśród nabytków. Obecnie, z uwagi na sytuację ekonomiczną, są one nader nieliczne.
W tej chwili głównym źródłem są dary pochodzące od osób prywatnych, które chciałyby, aby przedmioty wiele lat przez nie użytkowane nie uległy zniszczeniu. Kieruje więc nimi jedynie troska o losy "domowego przyjaciela", w żadnym wypadku interes.
Muzeum stara się też w miarę możliwości samo dbać o swoje zasoby. Dlatego przy likwidacji jakiegoś znaczącego zakładu, fabryki, stara się ratować cenne dla siebie okazy. Niestety, nie zawsze spotyka się to ze zrozumieniem. Reprezentujący prawo syndycy, z braku czasu bądź też z innych powodów, bagatelizują sprawę. Przyszłe pokolenia bez skrupułów będą mówić, że nie potrafiliśmy dbać o to, co najpiękniejsze - tradycję.
Duch epoki
Jedenaście sal wystawowych zajmuje łącznie prawie 3000 m2. I nie ma takiego, kto nie znalazłby tu czegoś dla siebie. Są zabytki motoryzacji, jak np. podwozie prototypowej limuzyny Lux-Sport z 1936 roku, bicykle z XIX wieku, polskie motocykle Sokół czy pionierskie aparaty do latania, m.in. skrzydła Lilienthala sprzed ponad 100 lat. Zwolennicy mocnego uderzenia, nie tylko muzycznego, mogą prześledzić historię rozwoju techniki metalurgicznej na ziemiach polskich, od wytopów żelaza w dymarkach świętokrzyskich z początku naszej ery począwszy. Warte obejrzenia są też: oryginalny przodek górniczy, korytarz transportowy kopalni czy dawne i nowoczesne narzędzia górnicze. Pozytywki, szafy grające, pianola, katarynka - to już zbiory w sali mechanizmów grających. A tuż obok m.in.: fonografy Thomasa Edisona, gramofony Emila Berlinera, patefony braci Pathé. Obejrzeć można także fotoplastykon z końca XIX w., maszynę szyfrującą ENIGMA, kolekcję maszyn cyfrowych, także polskich. Grzybiarzy zainteresują z pewnością "zbiory" zgromadzone w sali ukazującej podstawowe problemy ochrony środowiska. Jednym z najbardziej intrygujących eksponatów jest "Szklana Panienka", za obejrzenie której płacimy dodatkową złotówkę.
- "Szklana Panienka" to model organizmu ludzkiego, który prezentuje i popularyzuje jednocześnie wiedzę z zakresu anatomii - wyjaśnia Jerzy Jasiuk. - W trakcie opowiadania o budowie ciała, poszczególne organy zaczynają się jarzyć odpowiednio zróżnicowanym światłem. Miejsce i kształt tego światła zależą od danego narządu. Dlaczego wybraliśmy panienkę, a nie chłopca? Wydawało nam się, że tak będzie przyzwoicie.
Sporo miejsca w muzeum poświęcono dla amatorów gwiazd. Można zatem przenieść się w czasie i zobaczyć odkrycia Mikołaja Kopernika czy Jana Heweliusza, modele statków kosmicznych, programy komputerowe, a w działającym od 25 lat Planetarium w idealnych warunkach zaobserwować obraz nieba widocznego z północnej półkuli Ziemi w różnych porach doby i roku.
Choć przechadzka przez wszystkie sale nie jest szczególnym wysiłkiem, to jednak spacer "czuje się w nogach". Ale z nawiązką rekompensują to wrażenia, z jakimi opuszcza się muzeum. Po prostu czuje się ducha XX wieku. Jak przyznaje dyrektor placówki, na oddanie wszystkiego tego, czym uraczyła nas "era techniki", a także nakreślenie perspektyw nadchodzącego stulecia, potrzeba bardzo dużych nakładów finansowych. Pod tym względem można chyba powiedzieć bardziej o próbie zobrazowania dziejów techniki niż ukazaniu podstawowych tendencji rozwojowych.
- W sali poświęconej teletechnice prezentowany jest wideotelefon, mimo że to wynalazek ostatnich lat wciąż w Polsce niezbyt popularny. Ale już w zbiorach motoryzacyjnych możemy co najwyżej uczestniczyć w promocji najnowszego modelu Volvo. Niestety, przemysł nas otaczający nie jest jeszcze tak zamożny ani też nie patrzy tak perspektywicznie na swe interesy, by zdawał sobie sprawę z tego, że wzbogacanie zbiorów w muzeum, to "przygotowanie" sobie klientów.
Wrzucajcie monety
Niewiele jest placówek muzealnych, które cieszą się tak dużym zainteresowaniem, jak Muzeum Techniki. Tylko w ubiegłym roku odwiedziło to miejsce 160 tys. osób. Profil gości jest przy tym dość szeroki. Najliczniej przybywają ludzie młodzi - do 30 lat oraz starsi. Ale nie brakuje także i tych w średnim wieku, którzy z racji obowiązków zawodowych przychodzą głównie w niedziele. Wśród zwiedzających blisko 60 proc. stanowią goście indywidualni. Nie zawsze tak było. Jeszcze całkiem niedawno gros zwiedzających stanowiły grupy zorganizowane. O innym ciekawym fakcie, związanym właśnie z frekwencją, wspomina Jerzy Jasiuk.
- Do gablot z eksponatami na terenie muzeum zwiedzający wrzucali na pamiątkę monety. Przed laty, chyba dlatego, że przywiązywano znacznie mniejszą wagę do rzeczy materialnych, gabloty wręcz pękały. Z czasem monet zaczęło być coraz mniej, aż ostatnio gabloty całkiem "wyschły". Nawet żartujemy, że to może i lepiej, wszak dużo trudności sprawiało nam wydobywanie pieniędzy z samego dna. Ale ta zmiana nie wiąże się ze zmniejszeniem liczby zwiedzających, lecz z ogólną sytuacją społeczno-ekonomiczną.
Muzeum jest wspierane dotacją państwową, z każdym rokiem ma ona jednak tendencję malejącą. Już w tej chwili pokrywa tylko 50 proc. kosztów. Druga połowa musi być pokryta ze środków pozyskanych bezpośrednio przez muzeum. Znaczna ich część opiera się na współpracy z różnego rodzaju kontrahentami, od których Muzeum Techniki, wskutek wykonania określonych zadań, otrzymuje dofinansowanie. Nie korzysta się praktycznie ze sponsoringu. Trzeba przyznać, że w obecnych czasach utrzymanie się na takich zasadach to duża sztuka.
Niewątpliwie źródłem dochodów są także bilety. Niektóre wystawy powodują, że przed kasami ustawiają się kolejki. Takie tłumy towarzyszyły np. ekspozycji Motosam, prezentującej samodzielnie skonstruowane pojazdy, poruszające się po lądzie lub wodzie. Podobne zainteresowanie, i to bynajmniej nie wśród samych autorów, wzbudzają powtarzane co kilka lat pokazy kolekcji prywatnych z dziedziny historii techniki. Dużo ludzi "ściągają" też, niemal tradycyjnie, wszelkie wystawy motoryzacyjne. Zapotrzebowanie społeczne, jak to w dobie wolnego rynku bywa, jest właśnie jednym z czynników, wpływających na politykę wystawienniczą muzeum. Ale od razu trzeba dodać, że nie głównym. - Dominują jednak czynniki natury merytorycznej, wynikające z potrzeb zaprezentowania ciekawej dziedziny czy jakiegoś jubileuszu.
Warunki polityczno-gospodarcze, choć miały i nadal mają wpływ na działalność muzeum, w istocie nie zmieniły jego podstawowej linii programowej. Co więcej, trzeba przyznać, że linia ta sięgająca do wzorów i przykładów oraz doświadczeń placówki działającej w okresie międzywojennym, pozostała niezmienna przez cały ten czas. Cóż zatem wyznacza kierunki funkcjonowania Muzeum Techniki? Na pewno jest to, z jednej strony, gromadzenie dokumentów i zabytków ilustrujących rozwój techniki i przemysłu, ze szczególnym zwróceniem uwagi na polski dorobek w tym zakresie. Drugim ważnym elementem jest popularyzacja dorobku światowego, równolegle z prezentacją rozwoju techniki, a także niektórych dziedzin nauk matematyczno-fizycznych.
- W latach 50. Muzeum Techniki nawiązało ściśle do działań przedwojennych w zakresie inspirowania ochrony zabytków techniki w różnych regionach kraju. Ponad pół wieku później można powiedzieć, że twórcy tych myśli programowych należeli do pionierów niezwykle popularnej dziś ochrony dziedzictwa technicznego i przemysłowego w Europie.
Wszystkie te myśli programowe, stanowiące o kierunku działania muzeum, przejawiały się w organizowaniu wystaw stałych, poświęconych wybranym dziedzinom techniki i przemysłu, tak komponowanym, aby można było zilustrować historyczny ich rozwój. Niezależnie organizowane były, i są nadal, liczne wystawy czasowe, poświęcone różnym problemom, zarówno związanym z przedstawieniem bliżej konkretnego tematu czy zjawiska, jak i z określonym jubileuszem. Ważna i wartościowa była na przykład wystawa jeszcze z lat 70., zatytułowana Anatomia czasu, która przedstawiała różne aspekty tego pojęcia, a więc fizyczne znaczenie czasu, ale też czas w przyrodzie, w życiu społecznym, a także po prostu mierniki czasu.
- Innym przykładem przeglądowej ekspozycji była wystawa z lat 90. Więcej światła. Poświęcona była historii oświetlenia od ogniska, które palono w jaskini, poprzez kaganki oliwne, świece, łuczywa, lampy naftowe, aż po najnowsze generacje żarówek. Każda z tych form oświetlenia była przy tym umieszczona w otoczeniu charakterystycznym dla czasów, w których go używano. Kaganki znajdowały się więc wśród fragmentów greckiej świątyni, a lampa naftowa w saloniku z II połowy XIX wieku.
Były też wystawy poświęcone tradycji poszczególnych zakładów przemysłowych, jak np. Fabryka aparatów elektrycznych - rówieśnik niepodległości, ilustrująca imponujący rozwój tych zakładów, założonych w listopadzie 1918 roku przez inż. Kazimierza Szpotańskiego.
Głowa pełna pomysłów
Ogółem, w ciągu 45 lat swego istnienia, muzeum zrealizowało blisko 500 wystaw. Ale działalność wystawiennicza to tylko jedna z wielu form aktywności. Równie dużą wagę przywiązuje się do funkcji oświatowej. W okresie ferii, ale nie tylko, organizowane są tzw. lekcje muzealne, dostosowane do wymogów programu nauczania. Przy muzeum istnieje biblioteka i filmoteka. Dzięki swym terenowym oddziałom w województwach świętokrzyskim, pomorskim i mazowieckim muzeum stara się też upowszechniać metody ochrony zabytków. Na szeroką skalę rozwijane są kontakty z placówkami podobnego typu w Europie.
- Muzeum posiada swą radę naukową, która ściśle współpracuje z Komitetem Historii Nauki i Techniki PAN. Prowadzimy też systematyczne kontakty z inżynierskimi stowarzyszeniami technicznymi, np. ze stowarzyszeniem inżynierów górników, hutników czy geodetów. Warto wspomnieć, że na terenie naszej placówki realizowane są prace naukowe, nawet doktorskie. Ostatnio do takiej właśnie pracy posłużyły modele zrekonstruowanych dokładnie instrumentów Mikołaja Kopernika.
Oprócz tego, muzeum co roku, w drugiej połowie września, uczestniczy w festiwalach nauki, podczas których dorobek, treści naukowe prezentowane są w przystępny, zrozumiały sposób szerszemu gronu publiczności. I tak np. w Instytucie Fizyki odbywały się pokazy ilustrujące różne zjawiska fizyczne. Z kolei w dyskusjach biorą udział przedstawiciele nauki, z członkami prezydium PAN na czele. O tym, jak szeroki jest wachlarz zagadnień podejmowanych w czasie festiwali, świadczy choćby fakt, że jedna z dyskusji w tegorocznej edycji dotyczyła kariery w nauce.
Głowa dyrektora Muzeum Techniki Jerzego Jasiuka ciągle pełna jest nowych pomysłów. Już w styczniu uruchomiona zostanie wystawa Ciekawa fizyka, mająca na celu popularyzację podstaw wiedzy fizycznej. Zwiedzający, oczywiście pod okiem instruktora, będą mogli wykonać szereg prostych eksperymentów, które wytłumaczą podstawowe prawa fizyki i zachęcą do pogłębiania wiedzy w tym zakresie. Kto zatem nie rozumie do dziś choćby prawa Newtona, powinien na początku przyszłego roku udać się do stolicy. Także w styczniu zostanie otwarta wystawa Nowości w zbiorach Muzeum Techniki. To tradycyjna ekspozycja, podsumowująca miniony rok działalności tej placówki. Ci, którzy nie mogli uczestniczyć w którejś z tegorocznych wystaw czasowych, będą mogli nadrobić zaległości.
W marcu muzeum zawładną zwolennicy wynalazku Grahama Bella. A tych ostatnio jakby coraz więcej. Wystawa Telefon ma już 125 lat pokaże historię jednego z najbardziej użytecznych przedmiotów we współczesnym świecie. Ponadto w przygotowaniu jest ekspozycja Polskie wagi, ze szczególnym zwróceniem uwagi na dorobek Lubelskiej Fabryki Wag.
I to jest właśnie najbliższa przyszłość Muzeum Techniki, miejsca, w którym czas "ucieka" jakby nieco wolniej. Warto więc przy najbliższej nadarzającej się okazji wstąpić tu, by choć przez moment przeżyć jeszcze raz lekcję historii, ale znacznie bogatszej niż ta oferowana w szkole, bardziej interesującej i będącej dosłownie w zasięgu ręki. Doświadczenia lat minionych pokazały, iż mimo różnych zawirowań, dramatów, trudności, muzeum potrafiło przetrwać, głównie dzięki bogactwu oferowanej tradycji. I tak będzie też wtedy, gdy ktoś pomyśli o zburzeniu Pałacu Kultury i Nauki.
Muzeum Techniki mieści się w bocznym skrzydle Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie (wejście od Al. Jerozolimskich). Czynne jest codziennie (z wyjątkiem poniedziałków) w godzinach 9-16, w niedziele 10-17.
Uwagi.