Publikować równolegle
Poprzedni Następny

 

Za przejaw zaściankowych fobii uważam pisanie 
o patologicznym zjawisku angielszczyzny. 
Międzynarodowy obieg informacji w nauce powoduje, 
że lobby podłych kosmopolitów rozrasta się nawet 
w narodach znacznie większych niż polski.

Grzegorz Racki

Panowie profesorowie Zbigniew Żmigrodzki i Jacek Wojciechowski w „FA” nr 5/2000 pominęli zgodnym milczeniem zarzuty oszczędnego gospodarowania prawdą w prezentowaniu problematyki baz filadelfijskich na łamach „Forum Akademickiego”, przedstawione w moim artykule Przeciw zaściankowości w nauce („FA” nr 3/2000). W pierwszej kolejności skupili się na zdyskredytowaniu ze względów formalnych osoby stawiającej zarzuty, co – jak rozumiem – uznali za równoznaczne ze zwolnieniem z „drobiazgowego wodzenia się za słowa”...

Szacunek dla faktów

Z tego powodu oba teksty, anonsowane jako dwugłos polemiczny w sprawie tzw. listy filadelfijskiej, nie mówią prawie nic nowego o naukoznawczym meritum sprawy (nad czym ubolewam), dużo więcej – o samych Autorach. Prawdziwa absurdalność sytuacji polega na tym, że tak naprawdę to ja i nie tylko ja (por. B. Stefaniak, „Sprawy Nauki” nr 3-4/2000) jedynie prostujemy lansowane pomyłki i półprawdy. Gafy i przemilczenia w sumie nieprzypadkowe, bo kształtujące generalnie fałszywy obraz indeksów cytowań jako przypadkowego rejestru literatury nie przystającej do realiów nauki poza USA. I tak np. bibliolog z tytułem profesora bezskutecznie szuka czasopism z zakresu swojej specjalności w Arts & Humanities Citation Index („FA” nr 9/99). Tymczasem są one całkiem licznie rejestrowane, tyle że w Social Sciences Citation Index. Wyjaśnić też w końcu należało, że cytowania nie zależą wcale od kaprysu bibliografów czy też wyłącznie od uznania badaczy amerykańskich (jak się zdawało prof. Wojciechowskiemu; „FA” nr 11/98), że lista filadelfijska obejmuje ponad 30 polskich tytułów i tym podobne drobiazgi. Chodzi o zwykły szacunek dla FAKTÓW, gdyż dopiero wtedy można dostrzec prawdziwy sens i kontekst kontrowersji. ? propos: Czy za propagowanie tak ewidentnych dezinformacji nie należałoby przeprosić czytelników „FA”?

Nie gęsi

Ze względów oczywistych odniosę się tylko do uwag prof. Wojciechowskiego. Nie muszę kończyć drugiego fakultetu, by wiedzieć na pewno, iż rezolucja IFLA o promowaniu bibliotekarzy z krajów egzotycznych mało obchodzi edytorów klasowych czasopism. I tak zdecydowanie dominują w nich prace z USA i Europy, a jedynie merytoryczne zasady ich selekcji potwierdziła dr Irene Wormell, redaktor „Libri”. A więc, Szanowny Panie, nie wymyślajmy ad hoc kolejnego fałszywego alibi w tej sprawie.

Z uwagi na regionalny charakter nauk o Ziemi publikuję sporo po polsku. Pomijając obraźliwą formę, łączę się zatem z prof. Wojciechowskim w Jego oburzeniu nad próbami rugowania języka ojczystego z nauki. W moim tekście takich sformułowań zwyczajnie nie ma – chyba że jest to nadinterpretacja przytoczonej opinii Komitetu PAN. Jak wykazał prof. Wacław Wilczyński w felietonie Arogancja ignorantów („Wprost” nr 17/99), tego typu demagogia często gości w naszym życiu publicznym. Za przejaw zaściankowych fobii uważam natomiast pisanie o patologicznym zjawisku angielszczyzny („FA” nr 3/99). Międzynarodowy obieg informacji w nauce powoduje, że lobby podłych kosmopolitów rozrasta się nawet w narodach znacznie większych niż polski. Oto ukazują się anglojęzyczne „Doklady Akademii Nauk”, a „Geologische Rundschau” to teraz „International Journal of Earth Sciences”. Sęk bowiem w tym, że o osiągnięciach bibliologa, geologa czy też stomatologa, muszą się dowiedzieć inni w zrozumiałym dla nich języku. Na przykład, w 1543 r. ukazało się zarówno dzieło Kopernika, jak też Krótka rozprawa... Gdyby nasz wielki astronom usłuchał poprzedników prof. Wojciechowskiego (że Polacy nie gęsi) i dokonał lingwistycznego przełomu w ówczesnym życiu naukowym, nigdy nie obchodzilibyśmy Roku Kopernikańskiego.

Mimo wszystko, wypowiedź prof. Wojciechowskiego nastraja optymistycznie, gdyż zauważona została konieczność publikowania równoległego po angielsku. Może warto pomyśleć o eksportowych wersjach naszych czołowych czasopism bibliologicznych. Reszta świata musi mieć szanse poznać i (ewentualnie!) docenić zawartość „Przeglądu Bibliotecznego”. O taką promocję polskiej nauki chodziło mnie i innym „pouczającym” Szanownych Adwersarzy (Uwaga na Turcję, „FA” nr 7-8/99). 

Dr hab. Grzegorz Racki, prof. UŚ, geolog, paleontolog, kierownik Zakładu Stratygrafii Ekosystemowej UŚ, jest pełnomocnikiem rektora ds. analizy naukometrycznej w UŚ.

Uwagi.