|
W związku ze zbliżającą się reformą administracyjną kraju wzmogły się działania zmierzające do podniesienia rangi niektórych miast drogą utworzenia uczelni o charakterze akademickim lub nadania takiego statusu istniejącym już szkołom wyższym. O próbach utworzenia uniwersytetu w Olsztynie piszemy w dziale Kronika. Ale chciałbym przytoczyć kilka smakowitych szczegółów z pierwszej ręki.
ALTERNATYWNY PROJEKT
"Kwadrans Akademicki", pismo olsztyńskiej WSP, przynosi m.in. informacje (nr 2-3/98 i 4/98) o zamieszaniu, jakie powstało przed powołaniem przez ministra Handkego Zespołu ds. Utworzenia Uniwersytetu w Olsztynie. Najpierw senator Abramski z AWS wyraził zdziwienie fuzją Akademii Rolniczo-Technicznej z WSP i poinformował, że uniwersytet powstanie raczej na bazie ART i Wyższego Seminarium Duchownego. Potem okazało się, że to Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność" ART zwróciła się do ministra o akceptację tego egzotycznego połączenia, proponując przy tym włączenie w planowaną strukturę części kadry WSP. Wszystko to działo się w czasie, kiedy od kilku już lat Olsztyńskie Forum Naukowe w pocie czoła pracowało nad umożliwieniem połączenia obu uczelni, które próbowano poróżnić.
Dr Zbigniew Korejwo, z-ca przewodniczącego KZ NSZZ "Solidarność" w ART, prostuje w wywiadzie dla "Kwadransa" powyższe zarzuty i wyjaśnia: Widzimy wejście WSP do uniwersytetu z wszystkimi wydziałami. (...) Nikt nie kwestionuje kwalifikacji pracowników naukowych WSP. (...) Jeżeli natomiast zaistnieje taka potrzeba, to projekt alternatywny, z wydziałem teologicznym włącznie, na którym nam zależy, gotowi jesteśmy opracować.
Tyle ku przestrodze. W Olsztynie nieporozumienia wyjaśniono, istnieje nawet propozycja struktury organizacyjnej przyszłego uniwersytetu. Zainteresowanych odsyłam do kwietniowego "Kwadransa".
IMPACT FACTOR W AWF
W poprzednim numerze "Forum" prof. Henryk Grabowski przedstawiał nauki o kulturze fizycznej jako ciągle mało znane. Nr 22/98 "Panoramy AWF-u" z Gdańska przynosi artykuł prof. Jerzego Popinigisa, który zastanawia się, jak wyprowadzić tę sferę badań z naukowego zaścianka i co zrobić, by dyplomy i stopnie naukowe polskich AWF-ów były honorowane za granicą. Na prośbę autora powstała przy UNESCO złożona z zachodnioeuropejskich uczonych komisja, która sformułowała cztery podstawowe wskazówki dla poprawienia sytuacji akademii: 1. AWF-y muszą znaleźć się "w systemie uniwersytetów europejskich"; 2. programy nauczania i sposoby egzaminowania powinny uzyskać akceptację zachodnich ekspertów; 3. dorobek naukowy tych uczelni powinien uzyskać wyższą rangę - należy stosować wobec nich te same kryteria oceny, co w przypadku uniwersytetów UE; 4. należy szybko znaleźć drugi przedmiot, którego mogliby nauczać absolwenci akademii.
Prof. Popinigis twierdzi, że z realizacją dwóch pierwszych i ostatniego z zaprezentowanych postulatów nie powinno być zasadniczych problemów. Trudności nastręczyć może natomiast punkt trzeci, gdyż wymaga zastosowania do oceny dorobku naukowego zupełnie nowych kryteriów, w tym - jak powiada autor - tzw. indeksu cytowań w najbardziej prestiżowych i renomowanych czasopismach naukowych świata. Szansę widzi prof. Popinigis w zdobyczach polskiej biochemii, która, jak twierdzi, ma swą pozycje w naukowym światku Europy. Natomiast pedagogika czy teoretyka sportu zostają w tyle choćby ze względu na miejsce tych dyscyplin w rankingu Science Citation Index. Mimo to, autor sądzi, iż polskie AWF-y mają ogromne możliwości wykazania wysokiego poziomu nauki o kulturze fizycznej w naszym kraju, ale ich nie wykorzystują. Np. dobre albo wręcz doskonałe prace ogłasza się drukiem w czasopismach uczelnianych. Odbiera to uczelniom szansę na wysoki współczynnik impact factor, który nadaje prestiż badanio naukowym w Europie.
Pozazdrościć ambicji...
MOWA ZALEŻNA
Ktoś musiał wreszcie o tym napisać. Zjawisko znane jest zapewne od dawna wszystkim, którym leżą na sercu sprawy akademickie, ale artykuł Ryszarda Jadczaka w toruńskim "Głosie Uczelni" (nr 5/98) jest chyba jedną z jaskółek czyniących w tej sprawie medialną wiosnę. Sondaże opinii publicznej dotyczące popularności partii politycznych, problem dziury ozonowej i efektu cieplarnianego, zagadnienie szkodliwości masła i margaryny - to tylko nieliczne ze spraw, w których "autorytety" naukowe niejednokrotnie zabierały głos zarówno "za", jak i "przeciw", przytaczając w obu przypadkach masę "wiarygodnych" i "empirycznie sprawdzonych" argumentów.
Miano eksperta zapewne przyjemnie łechce miłość własną uczonego, który daje się skusić na zajęcie stanowiska w sporze ideologicznym czy marketingowym. Sądzi przecież, że docenia się w ten sposób jego naukowy dorobek. Chyba, że cynicznie bierze za to niemałe pieniądze. Naiwność lub interesowność tak samo kompromitują badacza jak niekompetencja - pisze bez ogródek Jadczak. Czy bowiem wynajęty ekspert może zachować wierność naukowemu krytycyzmowi i obiektywizmowi? To przecież oczywiste. Uczony staje się funkcjonariuszem. (...) Następuje instrumentalizacja, ideologizacja i merkantylizacja nauki - czytamy.
Jak nauka może mieć autorytet w społeczeństwie, skoro sami uczeni pracują na jego spektakularny upadek?
DLA REGIONU
Istniejący od ponad roku miesięcznik Politechniki Koszalińskiej "Na Temat" postanowił być czasopismem regionalnym. Politechnika Koszalińska, będąca największą uczelnią na terenie środkowego Pomorza, dysponująca olbrzymim potencjałem intelektualnym, ma obowiązek kształtować opinie i wpływać na życie regionu - mogliśmy przeczytać w numerze inauguracyjnym. Trzeba przyznać, że redaktorzy słowa dotrzymują: publikują materiały dotyczące reformy administracyjnej kraju i regionu oraz obszerne opracowania przyrodniczo-gospodarczego stanu posiadania Pomorza Środkowego, troszczą się o stan środowiska naturalnego i problemy związane z jego oczyszczaniem, obchodzi ich wielokierunkowy rozwój obszarów wiejskich regionu i problem bezrobocia. Nie zapominają też o akademickim statusie Koszalina, dbając o należyte miejsce miasta na mapie kraju.
Jak zwykle życzliwie będziemy obserwować rozwój gazety i powodzenie jego inicjatyw.
(rama) |