Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum „Forum Książki” z roku 2002

Spis treści numeru 4(25)/2001

Do ostatniej chwili, póki dane mi będzie stawiać litery, chcę zaświadczać, 
że była kiedyś epoka, a w niej kilka pokoleń, które głosiły triumf 
rozumu nad instynktami, wierzyły w siłę oporu ducha, 
który zatrzyma stadne dążenie ku śmierci.
Sándor Márai 

Życie na papierze

Grzegorz Filip

Historię Polski i Węgier porównuje się czasem i zestawia, pokazując podobieństwa i wspólnotę losów obu narodów. Robił tak np. Marian Zdziechowski, próbując stworzyć podstawy sojuszu polsko-węgierskiego. Okres przedstawiony przez Sándora Máraiego, a więc lata 1900-35, to akurat czas, który w obu krajach układał się różnie. Węgry od roku 1867 do I wojny światowej miały w monarchii habsburskiej dużą autonomię, rozwijały się i madziaryzowały bez przeszkód, gnębiąc jednocześnie zamieszkałe na tych terenach mniejszości Słowaków i Rumunów. Stosunki Budapesztu z Wiedniem były raczej partnerskie. Polska w tym okresie pozostawała natomiast pod zaborami, rusyfikowana, germanizowana, słaba gospodarczo, zniewolona. Sytuacja odwraca się po zakończeniu wojny. Węgry stają się po roku 1918 krajem, który najwięcej stracił, Polska najwięcej zyskuje. Węgry zostają okrojone terytorialnie, z 20 mln mieszkańców zostaje w tym kraju 8 mln, Polska uzyskuje wreszcie niepodległość. Węgry w roku 1919 przechodzą nieudany eksperyment komunistyczny (Węgierska Republika Rad), który trwa wprawdzie tylko kilka miesięcy, ale zdąży się już tu pojawić terror, nacjonalizacja przemysłu i całej ziemi, prześladowania Kościoła. Rzecz kończy się wkroczeniem armii czeskiej i rumuńskiej oraz rozstrzelaniem 5 tysięcy zwolenników komunizmu, gdy do władzy dojdzie Horthy. Polska po roku 1918 wykorzystuje swoją szansę, zwiększa zasoby terytorialne na Pomorzu, Śląsku i na wschodzie, wygrywa wojnę z bolszewikami, buduje przemysł.

Do czego jednak będzie nam potrzebny cały ten rys historyczny, skoro odwołań do międzywojennej historii Węgier właściwie w książce Máraiego nie ma? Zamieszany jako bardzo młody człowiek w komunistyczny pucz, wolał po jego upadku wyemigrować do Niemiec, potem do Francji. Samego jednak okresu wojennego i tuż powojennego nie opisuje. Ale po kolei. Wyznania patrycjusza rozpadają się na dwie części, które, nawiązując do Goethego, można by odpowiednio nazwać „latami nauki” i „latami wędrówki”. Nie będzie to nadużyciem zarówno z uwagi na to, że Márai czerpie z Goethego wzorzec powieści edukacyjnej, jak i dlatego, że niezwykle ceni twórczość weimarskiego poety, „praojca duchowej rodziny”.
Pierwsza część jest więc opisem dzieciństwa i obrazem Węgier początku XX wieku, druga to perypetie młodości i zarazem portret Europy Zachodniej w latach 20., widzianej oczami środkowoeuropejskiego intelektualisty. Tu powróćmy do polsko-węgierskich porównań: pierwsza część to poniekąd Ferdydurke, druga to po trosze Trans-Atlantyk, po trosze Szkice piórkiem Andrzeja Bobkowskiego. Máraiego łączy z Gombrowiczem wspólnota pokoleniowa (cztery lata starszy od naszego pisarza), perspektywa emigranta, krytyczne spojrzenie na własny naród i warstwę społeczną, z której się wywodzi. Márai, w odróżnieniu od Gombrowicza, nie czyni jednak z owej krytyki głównego zadania, nie buduje na niej filozofii. Z Bobkowskim, który nieco później, ale też będąc człowiekiem bardzo młodym, objeżdżał Francję jako emigrant i obserwator, łączy Máraiego przenikliwość i wieloaspektowość obserwacji. Od Gombrowicza i Bobkowskiego różni Máraiego jeszcze to, że oni byli indywidualistami, on zaś – przynajmniej przez chwilę – oprócz tego także sympatykiem kolektywizmu. Może zresztą ów indywidualizm na dobre ukształtował się w nim dopiero po wyjeździe z kraju lat dziecinnych? Choć już w internacie... Ale o tym za chwilę.

„Lata nauki” stanowią jakby przygotowanie do części drugiej, będącej autoportretem rodzącego się pisarza, formującego się intelektualisty i stwarzającego się Europejczyka. Poznajemy historię rodziny ojca, która przywędrowała na Węgry 200 lat wcześniej z Saksonii. Wierna Habsburgom, zmadziaryzowała się wkrótce, by jeszcze przed rokiem 1848, czasem obudzenia patriotyzmów, pisać i czuć po węgiersku, podczas gdy osiadła węgierska szlachta używała niemieckiego. U Máraiego występuje wyostrzona świadomość tego, co otrzymuje się po przodkach, zarówno jeśli chodzi o materię (np. konstytucję ciała), jak i o ducha. Wszystko im zawdzięczam – powiada. Z nich głównie żyję.

LATA NAUKI

Świat dzieciństwa pisarza to dostatni mieszczański świat początku wieku. Mieszkał z rodzicami w Kassa (dziś Koszyce), mieście jeszcze bez wodociągów, ale już z gazowym oświetleniem. Poznajemy jego mieszkanie z wszystkimi pomieszczeniami, nie wyłączając łazienki i spiżarni, poznajemy kamienicę i rodziny w niej zamieszkujące: węgierskie, żydowskie, słowackie. Márai skrytykuje wystrój mieszczańskich salonów, urządzonych w stylu przełomu wieków, warunki pracy i życia służby, wychowanie dzieci. Pokaże nam zabawy na podwórku, knajpy i domy publiczne (jeden z nich odwiedził już jako czternastolatek), opowie o posiłkach, kąpaniu dzieci, o szkole i nauczycielach.

Traumatycznym przeżyciem staje się dla przyszłego pisarza pobyt w internacie. Nawet po 20 latach nie może się zdobyć na dystans w relacjonowaniu zdarzeń. Czuł się kontrolowany, dyscyplinowany i tresowany przez „społeczeństwo” (tak, właśnie w takim ironicznym cudzysłowie). Uważał się za innego, nieprzystosowanego, takiego „jakich ludzie uważają za zbędnych”, bo „zasiewają zwątpienie i niepokój sumienia”. Więcej cierpień przysparzali mu koledzy niż wychowawcy, ze względu na tandetę, bylejakość i lichotę stylu ich zabaw, rozrywek, grzechów i lektur. Mamy tu już manifest indywidualizmu. Przyszły pisarz staje się coraz bardziej wyniosły, samotny i wyobcowany. Odstręcza go prostackie sąsiedztwo nowego domu rodziców, ordynarne, kłótliwe i sprośne. Wypływa to z „poczucia solidarności z lepszym towarzystwem”. Z drugiej jednak strony mamy tu nieustanną świadomość niewygody, płynącą z uprzywilejowanego pochodzenia społecznego. Jest to książka o wyzwalaniu się z więzów swojej warstwy, o kompleksach związanych ze społeczną przynależnością. Za wysoko zadzieraliśmy nosa – pisze Márai – i los dał nam prztyczka. Stąd użalanie się nad losem proletariatu, poczucie winy, wrażliwość na traktowanie służby, guwernantek, piastunek. Pełno tu przy tym niekonsekwencji, właściwych młodemu wiekowi i czasom zamętu: bohater wstydzi się dziadka-rzemieślnika, a za chwilę pełen jest podziwu dla wuja, który porzucając gimnazjum i „pańską” przyszłość został rzeźnikiem. Márai męczy się ze swoim arystokratyzmem. Opowiada, jak skorzystał z zaproszenia wuja, który został w Szwajcarii hotelowym muzykiem, i jak uciekł, gdy się przekonał, że wuj traktowany jest w tym zawodzie na równi ze służbą. Pod względem mentalności, stylu życia, duchowości jestem patrycjuszem, lecz wszędzie czuję się bardziej swobodny niż wśród patrycjatu – pisał. Dziś trudno pojąć, że z taką trudnością i poczuciem winy odbywało się wyzwalanie z klanowych więzów.

LATA WĘDRÓWKI

Mimo społecznej wrażliwości i lewicowych ciągot, bohater pozostaje wciąż arystokratą, dumnym samotnikiem. Stronienie od prostych rozrywek – jak twierdzi – ustrzegło go od szczęścia, tego nieprzytomnego i niezdyscyplinowanego stanu nerwów, który ma swoją cenę, a cenę namiętności płacimy najczęściej autorytetem... Zbytnie zanurzanie się w nurt życia uważa Márai za zabójcze dla literatury. Pisarz powinien imitować życie, ale nie brać w nim udziału. Nie powinien przeżywać życia, lecz przeżywać sztukę. Życie zabija bowiem literaturę. Żywiołem pisarza jest samotność. Uciekał więc przed przyjaźniami, które uważał za słabość. Poszukujemy prawdy, ale część tej prawdy zachowujemy dla siebie i z nikim się nią nie dzielimy. 

To już refleksje z części drugiej Wyznań, części, w której chłopiec, syn swojej rodziny, Węgier, koszycki patrycjusz przemienia się w pisarza, emigranta, małżonka i Europejczyka. Mając 23 lata wyjeżdża z żoną z Niemiec do Paryża. W Niemczech, które są dla niego znane i swojskie ze względu na język i zwyczaje, stał się dziennikarzem. Zajmująco opisuje swoją pracę we „Frankfurter Zeitung”, której był korespondentem. Przybliża atmosferę literacką powojennego Lipska i Weimaru. W Berlinie „przeżywa młodość”. Kobiety, kawiarnie, uniwersytety, alkohol. Młody człowiek bez wytyczonego celu. I tu Márai obok „ja” zaczyna mówić „my”, myśląc o pokoleniu powojennym. Byliśmy wolni od skrupułów, głodni i obcesowi, i wyruszyliśmy na podbój wyczerpanych, oszołomionych i jakże łatwowiernych Niemiec.

Następne terytorium do podbicia leży na Zachodzie. Granicą między Europą Środkową i Zachodnią jest granica niemiecko-belgijska. Tu Márai dopiero poczuje się „jak ubogi krewny z prowincji”. Kultura Zachodu wisiała na nas jak frak na pigmeju – powie. I dalej: Zrobiłem mocne postanowienie, że z Europy odpowiem na celujący. Poznawanie Europy rozpocznie się w Paryżu i początkowo będzie nieudane. Brak wystarczającej znajomości języka, brak pieniędzy i odpowiedzialności w ich wydawaniu, niechęć do przyjęcia pracy zarobkowej spowodują konieczność wysłania chorej żony do kraju. Ale Paryż usidli pisarza i dostarczy duchowego pokarmu. Ten odwdzięczy się pochwałą kultury francuskiej: logiczniejsza, prostsza i bardziej bezstronna niż ta, w której gąszczu się wychowałem, pochwałą Prousta i garścią relacji z podróży. Francję poznawał dzięki automobilowi, którym dojeżdżał w najodleglejsze zakątki. Po 10 latach emigracji Sándor Márai wraca na Węgry. Za granicą dorósł, stał się pisarzem, założył rodzinę, zdobył kontakty, stał się Europejczykiem. W 20 lat później znów opuści kraj, tym razem na zawsze, uciekając przed reżimem komunistycznym.

Francja uczyniła Máraiego pisarzem. Jeszcze we Frankfurcie pisał: Byłem jeszcze za słaby, by umieć pisać, wyrazić to coś, co było tylko moje... Po zaabsorbowaniu europejskich doświadczeń powie: Wreszcie wziąłem rozbrat z rzeczywistością, pojąłem, że nie ma odwrotu, nikt nie odpowiada za mój los, muszę oddać życie dziełu, całkiem i bez reszty, nie stawiając żadnych warunków: tak właśnie muszę egzystować, pod ciśnieniem tej obsesji, nawiedzany co jakiś czas przez pragnienie panicznej ucieczki, lecz zawsze zapadając w końcu w to drugie życie, życie na papierze.

Sándor Márai, Wyznania patrycjusza, tłum. Teresa Worowska, Wydawnictwo czytelnik, Warszawa 2002, seria: NIKE.

 

Uwagi

Powrót do strony głównej