 |
Czwartego listopada przedwcześnie dojrzałe węgierskie dzieci zostały obudzone przez armatnie wystrzały i terkotanie karabinów.
Przed sobą miały długą przerwę w nauce. Podobno również dłuższą
lukę w pamięci. Ale ja w to nie wierzę.
Do zapomnienia zmuszono nas później. A dorośli?
Oni wiedzą. Ja byłem dzieckiem.
István Kovács
Marek Remiszewski
Sięganie do czasów dzieciństwa bywa zwykle próbą opisu świata, którego już nie ma. Nie tylko dlatego, że przez lat kilkadziesiąt nasze otoczenie, bliższe i dalsze, na ogół ulega diametralnej zmianie, ale także – i przede wszystkim – dlatego, że relacja taka choć po części chce być odtworzeniem dziecinnego widzenia tego świata, dziecięcej mentalności. Pamięć przechowuje rwące się po latach wątki, niezawsze kompletne, a więc i nie do końca zrozumiałe sytuacje oraz pełne zmysłowości obrazy, także utrwalone na fotografiach, nie koniecznie dające się dopasować do konkretnych wydarzeń. Literacki opis „kraju lat dziecinnych” potrzebuje więc formuły, dzięki której wspomnienia mogłyby się ułożyć w sensowny wywód.
ODKRYWANIE HISTORII
W przypadku Istvána Kovácsa tę formułę narzuca historia. To ona zorganizowała najwcześniejsze lata pisarza w taki a nie inny sposób i z niej też wywodzi on zasadniczą metodę ich opisu. Jego dzieciństwo zamyka się w datach bardzo charakterystycznych nie tylko dla najnowszej historii Węgier, ale dla dziejów całego regionu środkowoeuropejskiego. Urodzony w 1945 roku, próg przedwczesnej dojrzałości przekroczył w pamiętnym roku 1956. Nic więc dziwnego, że we wspomnieniach węgierskiego polonisty, historyka i dyplomaty wielokrotnie pobrzmiewają tony znane także polskiemu czytelnikowi. Tę wspólnotę losów Kovács zresztą sam niejednokrotnie przywołuje na kartach książki.
Mało tego, ona właśnie stała się, jak można sądzić, bezpośrednią inspiracją do pisania. Lustro dzieciństwa nieprzypadkowo zaczyna się od przytoczenia listu matki autora, w którym czytamy, iż cieszy się ona z zamiaru spisania przez syna wspomnień. List ten datowany jest „17 stycznia 1982”. Od ponad miesiąca trwa w Polsce stan wojenny. Wydaje się, że to właśnie wydarzenie stymulowało pisarski trud Kovácsa, zakończony przecież relacją z węgierskiego stanu wojennego, będącego – obok „Praskiej Wiosny” i rozprawy z „Solidarnością” – najbardziej charakterystycznym i najtragiczniejszym momentem powojennych dziejów naszego zakątka Europy. Kompozycyjna klamra książki jest tego widomym dowodem.
Historia jest w tej książce ewokowana z mroków niepamięci niemal tak samo, jak wydarzenia z dzieciństwa autora. Tak jak bohater-narrator Lustra odkrywamy ją we fragmentach, które dopiero po jakimś czasie – z perspektywy dorosłości – zaczynają się układać w spójny obraz. Stalinizm, w którym przypadło Kovácsowi dorastać, nie sprzyjał kultywowaniu przeszłości. Dzieje potomków Świętego Stefana (Istvána), wielkiego Arpada, założyciela
państwa węgierskiego, chłopiec poznaje z półsłówek rzucanych przez jego babcie i ciocie, z zagadkowych opowieści licznych wujków i kuzynów, które w ponurych czasach ojca narodów Stalina i jego „najwierniejszego ucznia” Mátyása Rákosiego brzmią niemal jak legendy czy wręcz mity. Wojny, powstania, zsyłki, więzienia, ucieczki, bohaterskie szarże, tajemnicze zniknięcia, które stają się udziałem bliższych i dalszych krewnych narratora oraz przyjaciół i znajomych rodziny, z trudem przychodzi uznać wchodzącemu w życie chłopcu za własne. Zwłaszcza że na codzienny użytek ma on inne autorytety, inną wizję świata.
NAUCZYCIELE
Wychowywany przez samotną matkę (ojciec zniknął nagle, jak wielu innych), z którą mieszka pod Budapesztem w byłej zakrystii byłego kościoła, zamienionego na sanatorium dla gruźlików, István chce być pionierem (choć głównie z powodu stroju, korzystnie wyróżniającego się na tle ogólnej szarości i biedy), podziwia przodowników pracy (podobają mu się ich złote odznaki) oraz wodzów międzynarodowej rewolucji, którzy wodzą za nim oczami z licznych portretów (The Big Brother is watching you!). Jednak świat ten nie jest do końca jego światem, czuje się w nim obco, nie rozumie praw nim rządzących, tak jak nie pojmuje dziwnej i poplątanej historii swego kraju i swojej rodziny. Jednak ta właśnie rodzina i ta historia wywierają na niego przemożny wpływ, by w końcu, jak kropla drążąca skałę, ukształtować go według tradycyjnych wzorców, co dzieje się niemal bez świadomego udziału bohatera-narratora.
Podobną rolę nauczycieli pełnią w Lustrze postacie historyczne, znane z lektur i licznych pomników, oraz znaczące miejsca. Na przykład grób Horsta Basina, który żył 21 lat. Zginął w lutym 1945 roku. Czy był Niemcem, Francuzem, czy Lotaryńczykiem, swoim, czy wrogiem – nie wiadomo. Dla Istvána powoli przestaje to mieć znaczenie. Odsłania się przed nim zagadka wieloetnicznego państwa, jakim były Węgry w swej długiej historii (brzmią tu echa znakomitej książki Andrzeja Kuśniewicza Król Obojga Sycylii). Państwa Europy Środkowowschodniej przez wieki były miejscem styku kultur i polem bitwy, gdzie krzyżowały się interesy oraz wpływy cywilizacyjne i polityczne. Węgrzy w swej historii, podobnie jak Polacy, walczyli i współpracowali ze wszystkimi sąsiadami. Ale wspólnota, jaka wytworzyła się w ciągu dziejów na przykład między Węgrami i Polakami, nie była pożądanym wzorcem dla komunistów, którzy widzieli internacjonalistyczną przyjaźń narodów wyłącznie pod światłym przewodnictwem kraju przodującego ustroju i jego wspaniałego przywódcy.
KAPRYSY PAMIĘCI
Przyjętej koncepcji znakomicie odpowiada sposób narracji wybrany przez Kovácsa: dygresyjny, meandryczny, kapryśny, podległy nieoczekiwanym skokom niesfornej pamięci, z pozoru chaotyczny, ale, jak się okazuje, stale kontrolowany i konsekwentnie zmierzający w stronę koniecznego, tragicznego finału. Pisarz wychodzi zwykle od opisu konkretnego wydarzenia z dzieciństwa, by już za chwilę oddalić się w kierunku dyktowanym przez skojarzenia, otworzyć nieoczekiwany kontekst dla rozpoczętej relacji, rzucić snop światła z przyszłości, skomentować narrację. W metodzie pisarskiej ujawnia się perspektywa dorosłego człowieka.
Kluczową funkcję pełni w książce postać matki pisarza. Kovács poznał ją dopiero jako kilkuletnie dziecko. Matka, jedyna w rodzinie komunistka, „czarna owca”: Babcia – babcia moich wspomnień – często mnie nią straszyła. Wtedy znałem zaledwie trzy zagrożenia: mamę, Turka i Tatara. To matka, „obca pani”, jak Królowa Śniegu, zabiera chłopca do innego świata, gdzie obowiązują reguły odmienne od tych, w jakich się wychował. Jednak komunizm matki nie jest zaangażowaniem ideowym. nie jest ona typem działaczki, dla której istnieje tylko partia (jak w pamiętnym filmie Wahadełko Filipa Bajona). Wygląda raczej na to, że swoje członkostwo w partii żona więźnia politycznego traktuje jako zabezpieczenie przyszłości swojej i syna. Ale przecież włącza się ona do edukacji historycznej syna (gliniane żołnierzyki), nawet jeśli czyni to nie w pełni świadomie. To w końcu przy niej István wyrasta na kontynuatora tradycji bojowników o wolność.
To były najmniejsze buty, czterdziestka. Sięgały mi do kolan. Ale nie wyżej. Mogłem je nosić. Bryczesy trzeba było skrócić. Tuż pod bufami. Skróciłem je i wcisnąłem w cholewy butów. Dziecko ubierające się w za duży żołnierski uniform, w którym w końcu wyrusza do walczącego Budapesztu, nieodparcie przywodzi na myśl małych powstańców warszawskich z ostatniej wojny. Wspólnota losów narodów środkowej Europy znowu narzuca się z całą siłą.
CZAS ODNALEZIONY
Dzieciństwo w książce Kovácsa to odrębny, zamknięty okres, „czas zastygły”, ale najważniejszy w jego życiu. Powieść jest podróżą w poszukiwaniu korzeni, własnej tożsamości. Otwierające ją zdanie: Boję się pierwszego słowa w języku ojczystym, jest rodzajem zaklęcia, magicznej formuły, uruchamiającej wspomnienia. Zwykle pierwszym słowem, jakie człowiek w życiu wypowiada, jest „mama”. Ale Kovács zaraz w drugim zdaniu stwierdza: Kiedyś bardziej bałem się mamy. Książka pokazuje przełamywanie tego lęku, zarówno przed matką, jak i przed pierwszym słowem w ojczystym języku. Pokazuje narodziny pisarza, Węgra i człowieka. Idący do powstania István myśli: Zapomniałem, jak się nazywam, gdzie się urodziłem i gdzie mieszkam. Zapomniałem numery telefonów. Panieńskie nazwisko matki. Tyle ze mnie zostało? Kim jestem? Otwartą książką? Którą można ocenzurować, lecz na próżno? Niech będę księgą: biografią dziecka. Taką jak biografia każdego człowieka. Jeśli on też jest mną. Niech będę pierwszym człowiekiem na ziemi. Takim jak każdy inny.
István Kovács, Lustro dzieciństwa, tłum. Anna Górecka, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2002.
|