ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
Forum wydawców


Prawda spaceruje ulicami starego Krakowa. Leży w księgarni, mówi w redakcji, ubiera się u antykwariusza. I nie lubi parasoli – ani przeciwdeszczowych, ani przeciwsłonecznych. Z podniesionym czołem kroczy wśród ludzi. Ale turysta i polityk nie ujrzy jej lica, nie usłyszy głosu. Są zbyt zabiegani, by oddać hołd prawdzie, której na imię „Arcana”.

Strażnicy kamienia

Jola Workowska

Pismo przeznaczone jest dla dojrzałego czytelnika, który wie, co w życiu jest ważne – mówi Andrzej Nowak, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana”, które dwadzieścia dwa lata temu zwano w środowisku opozycyjno-akademickim „Arką”. Do roku 1989 szpalty pisma pilnie zapełniali Ryszard Legutko, Ryszard Terlecki, Łukasz Plesnar i Bronisław Maj, którzy prawdę historyczną połączyli z politycznymi wąsami Wałęsy, a potem z krzaczastymi brwiami Olszewskiego. Ich niechęć do komunizmu i pragnienie przeprowadzenia radykalnej dekomunizacji sprawiły, że krakowianie zamknęli drzwi, okna i portfele. Nakład wydawanego w latach 90. przez grupę „Arki” dziennika „Czas Krakowski” szybko zmniejszał się i gazecie nie udało się zadomowić w królewskim mieście. Po siedmiu latach wytrwałej walki o uwagę czytelnika, konserwatywny dziennik poddaje się, a pierwszy rycerz prawicy – Jan Polkowski – zastrzega sobie prawo do historycznej nazwy „Arka” i usuwa się w cień. Ale prawda nigdy nie jest bezdomna i nowy adres zamieszkania zapewnia jej Andrzej Nowak, były naczelny „Arki”, a od 1995 roku – redaktor naczelny „Arcanów”. Na stronie internetowej nowe pismo reklamuje się podkreślając swój intelektualny i interdyscyplinarny charakter. W wirtualnej przestrzeni możemy przeczytać, że głównym celem pisma „było ponowne stworzenie solidnej podstawy dla tradycyjnych religijnych i politycznych wartości we współczesnej kulturze, jak również odbudowa intelektualnych podwalin Polskiego Konserwatyzmu”. Przez dziesięć lat swej obecności Wydawnictwo „ARCANA” zdołało osiągnąć wyróżniającą pozycję w polskim krajobrazie kulturalnym i jest obecnie uważane za jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw w kraju.

Od 1995 roku ukazuje się dwumiesięcznik „Arcana”, w którym m.in. piszą: Zbigniew Brzeziński, Vladimir Bukowski, Helene Carrere d´Encausse, Michael Novak, Richard Pipes, Roger Scruton, Georgi Vladimov.

– Nic, oprócz nazwy pisma, nie zmieniło się – podkreśla Maciej Urbanowski, zastępca redaktora naczelnego. Pojawienie się trochę innego tytułu spodobało się bardzo Zbigniewowi Herbertowi, który w liście do redakcji „Arcanów” z 14 lipca 1995 roku podkreślał, że „nowy numer pisma brzmi lepiej, szlachetniej i tajemniczo, a przede wszystkim nie sprawia już cierpień fizycznych, bo nowa okładka nie straszy już brzydotą i nie przypomina katalogu usług przedsiębiorstwa pogrzebowego”. Idea powrotu do źródeł nie jest zwykłą nostalgią za przeszłością, lecz – jak pisze Ryszard Legutko w eseju o „trzech konserwatyzmach” – dążeniem do przywrócenia dominującej roli powszechnych i na zawsze związanych z kondycją ludzką składników doświadczenia.

Wieczna rzeczywistość

Wieczna rzeczywistość gości często w Krakowie i pije herbatkę przy ul. Dunajewskiego 6, gdzie w pomieszczeniach redakcji „Arcanów” toczą się dyskusje o sposobie łączenia wiecznych standardów moralnych i sankcji transcendentnych z szarym życiem politycznym. O tym, że niełatwo jest połączyć „nowoczesność, czyli aborcję, eutanazję i totalny permisywizm z wartościami i tradycjami”, wielokrotnie na łamach pisma sygnalizował Andrzej Nowak, który – jako obrońca aksjologicznego porządku świata – wywołał dziennikarzy i publicystów do tablicy Mojżesza. Ich odpowiedź na ankietę redakcyjną „Dlaczego jestem konserwatystą?” umocniła we wszystkich przekonanie, że liczy się tylko „metafizyczny porządek” (Rafał Smoczyński) i że „porzucenie niezmiennych praw naturalnych spowoduje zagładę naszej cywilizacji” (Wojciech Turek).

Redaktor ogólnopolskiego miesięcznika akademickiego twierdzi wprost, że „konserwatyzm jest obroną przed morzem głupstwa wylewającym się z masowych mediów” (Grzegorz Filip), ale może też być „podstawą do walki o sprawiedliwość” (Rafał A. Ziemkiewicz). Umiłowanie praw wiecznych jest więc nie tylko kołem ratunkowym polskiej prawicy, lecz przede wszystkim fundamentem jej istnienia. Na łamach „Arcanów” nigdy nie toczyła się dyskusja na temat nowych form obecności Boga w świecie czy współczesnej interpretacji ewangelicznego zawołania „bądźcie znakami sprzeciwu”. Tu wszyscy wiedzą, że Arystoteles, św. Tomasz czy Augustyn są dziarskimi młodzieńcami, którzy nie ustępują miejsca nowoczesnej myśli filozoficzno-teologicznej.

– Mam wielką estymę tylko do starożytnych myślicieli – podkreśla Nowak. Dla niego dyskusja o postmodernizmie, strukturalizmie czy komunitaryzmie nie ma nic wspólnego z chrześcijańskimi wartościami, bo wszędzie wychwala się tylko liberalizm zamiast chwalić Boga. A Boga chwalić trzeba zawsze i wszędzie – w domu, w pracy i w szkole. „Jednym z zasadniczych wątków zakłócenia politei” – twierdzi Jacek Laskowski – „jest wywracanie świętego porządku: właściwej hierarchii dóbr i celów. W hierarchii tej dobra nadprzyrodzone wieńczą strukturę. Gdy autor lub dzieło nie mieści się w metafizycznej matrycy, zapełnia śmietnik kultury”. W takim kontenerze znalazła się książka Zygmunta Baumana Etyka ponowoczesna, która zasłużyła na krytykę Zbigniewa Ambrożewicza, bo „nie mówi o Transcendencji ale o ťwrodzonychŤ popędach moralnych, które każdy posiada”.

Obrona imponderabiliów w „świecie maksymalnej wygody, łatwości i lekkości” staje się z każdym dniem coraz trudniejsza, ponieważ grono przeciwników nie tyle kwestionuje zasadność rzeczy wiecznych, ile konieczność ich obrony. Dla Andrzeja Romanowskiego, historyka literatury polskiej, byłego współpracownika „Arki” i „Tygodnika Powszechnego”, publicyści z „Arcanów” są radykałami, którzy manipulują faktami, bo „jak uznali przed laty, że ťTygodnik PowszechnyŤ jest przeciwko lustracji, tak im już zostało” („Gazeta Wyborcza” 30-31.07.05). Niezmienność poglądów i wierność semantycznym wzorom językowym sytuuje „Arcana” nie tylko poza obrębem życia politycznego, ale i towarzysko-społecznego.

– Jesteśmy nie po to, by się podobać ludziom – zdecydowanie mówi Andrzej Nowak. A kilka lat wcześniej, na zorganizowanej przez „Arcana” konferencji „Powrót do Polski” powiedział: „Bez religii, bez Kościoła zdolnego publicznie nazywać dobro i zło po imieniu, nie może się udać zmiana moralnego kontekstu uprawiania polityki. Walka o państwo, kulturę i Kościół – trwa”.

Logos i ethos jest szatą, w której prawda lubi maszerować po starych uliczkach dawnej stolicy Polski i oddawać hołd przeszłości. „Gdy mówimy o znaczeniu i atrakcyjności naszej tradycji, musimy powrócić do pytania: Co to jest Europa?” – twierdzi Andrzej Sulima Kamiński, wieloletni wykładowca historii Europy Środkowowschodniej w anglosaskich uczelniach w Columbii i Georgetown. I od razu wyjaśnia: „Jeśli przez Europę rozumiemy wolność duchową, jeśli rozumiemy przez nią wolność obywatela w kulturze i w polityce, to wtedy europejskość Polski robi się niesłychanie ważna” („A” 2/99). Taka Europa w Polsce nazywa się w środowisku prawicowym Pierwszą Rzeczpospolitą lub polskim patriotyzmem, który – zdaniem Aleksandra Gella – reprezentowany jest przez polską inteligencję („A” 1/02). Wielkość Polski i Polaków związana jest z ich europejskością.

Ważne drogowskazy

Panteon wielkich Polaków otwiera – zdaniem Janusza Goćkowskiego („A” 3/96) – Andrzej Frycz Modrzewski („podkreślał rolę obyczaju jako socjalizacji i edukacji”). Potem idzie Bolesław Prus („Faraon jest podstawową lekturą w edukacji obywatelskiej, bo literackie studium dobrze pokazuje relację między wiedzą, rzeczywistością, a działaniem”), Stanisław Wyspiański („jest iście paretowskim analizowaniem i krytykowaniem kondycji intelektualnej i moralnej politycznych elit”) oraz Roman Dmowski („głosił realizm polityczny, bo łączył geograficzne umiejscowienie z potencjałem technicznym”). Ale najważniejszym nauczycielem jest papież Jan Paweł II, który w liście z 30 lipca 1997 pisze do redakcji „Arcanów”: „życzę Wam radości z owoców pracy podejmowanej w walce o „Polskę wierną swej religijnej i polityczno-kulturowej tradycji”. List jest nie tylko powodem do chwały, ale i metafizyczną pożywką, dzięki której krakowska prawica może „iść dalej” („A” 6/97).

Komunistyczne zniewolenie

Starożytnych Greków i prawicowych Polaków łączy troska o odkrywanie arkanów pamięci, czyli prawdy. Na wybiegu historii nosi ona teraz skąpy ubiór w kształcie agenturalnej teczki i publicyści „Arcanów” walczą, by światło dekomunizacyjne oświetliło możliwie jak najwięcej zakamarków polskiej sceny politycznej.

„Walka o dekomunizację w Polsce została przegrana na wszystkich polach poza świadomością historyczną” – mówi w dyskusji redakcyjnej Antoni Dudek, historyk z IPN i stały współpracownik pisma, który wraz z Januszem Kurtyką z krakowskiego oddziału IPN próbują „oddziaływać na kompletnie skrzywioną świadomość społeczną” („A” 2/01).

Nagłaśnianie komunistycznej przeszłości nie jest jedynie chorobą po „ukąszeniu Marksem”. Każda przeszłość, jak mawiała Hanna Arendt, niezależnie od treści tego, co mogłoby ulec zapomnieniu, jest ważna. „Pamięć i głębia są bowiem tym samym. Albo raczej głębia otwiera się w człowieku tylko za sprawą pamięci” – pisała Arendt w Między czasem minionym a przyszłym. Pamięć o „komunistycznym zniewoleniu i jego agenturalnym wymiarze we współczesności” („A” 4-5/05) spełnia w „Arcanach” podwójną rolę: jest taktyką i strategią. Dzięki zdobytej wiedzy o wyborach ludzi, zdobywa się prawdę o historii, czyli o nas samych. O tym, że głód prawdy panuje w ludziach świadczy sukces wydawniczy Wydawnictwa „ARCANA”. Dziesięć lat temu w liście do „Arcanów” Zbigniew Herbert pisał: „Głupi wiersz o Stalinie nie wyrządził takiego spustoszenia jak podręczniki z zakresu literatury i historii, jakimi raczono młodzież przez 50 lat prlu”. Pismo i jego seria wydawnicza starają się odkazić zatrutą humanistykę.

Prześwit

Dziś młody Polak uczy się już prawdy. Odkrywa karty historii, ale nie wie, w jakiej grze uczestniczy. Brak mu nie tożsamości zbiorowej, ale indywidualnej pamięci. Duch czasów krąży w kosmosie, ale nie można go znaleźć ani w lusterku, ani w pubie, ani w literaturze.

„Niewiele w najnowszej polskiej literaturze jest dojrzałych prób przedstawienia tego splotu kłamstwa, nieszczęścia, odwagi, tchórzostwa, godności, podłości, jaki prowokował w ludzkich losach system komunistyczny i jego tajna policja” – czytamy w najnowszym numerze „Arcanów” (4/5/05).

Dlaczego nie ma Masłowskiej od polskiej literatury politycznej? Nie wiadomo. Dzieci stanu wojennego, ich pasje i problemy nie są zagadką dla prawicowych publicystów. Problematyce młodzieżowej nie poświęcają uwagi. Dużo natomiast pisze się o „jedności współobywateli budowanej poprzez edukację” („A” 6/97).

„Arcana kojarzą mi się z tajemnicą” – napisała Marta Diakonowska, studentka Akademii Pedagogicznej w Krakowie, w ankiecie na temat: czy „Arcana” to a) nazwa piwa, b) nazwa dwumiesięcznika prawicowego, c) tajemniczy zakątek, d) mitologiczna nazwa.

Krakowscy studenci nie czytują „Arcanów”. Znajomość tematów poruszanych na łamach dwumiesięcznika nie ułatwi im zdania egzaminów ani nie zapewni kariery. Wręcz przeciwnie – gdy zaczną czytać o patriotyzmie, tożsamości czy stosunkach polsko-rosyjskich ich świat nie będzie już taki prosty. I może wówczas zatęsknią, jak Miłosz, do tego, aby do naszej mowy wróciła rzeczywistość, to znaczy sens, niemożliwy bez absolutnego punktu odniesienia.

A jeżeli nikt nie zatęskni, świat nie wstrzyma oddechu. „Arcana” stać będą na posterunku. Do ostatniego autora. A gdy zabraknie już piór, kamienie mówić będą. Tak przynajmniej mówią poeci. Leśmian i Szymborska. Trzeba tylko głośno pukać do drzwi kamienia. Do „Arcanów” – też.