ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
Przekłady


Co robią polscy germaniści? I co robią polscy rusycyści? Dlaczego na rynku księgarskim brak nie tylko opracowań najnowszej literatury niemieckiej i rosyjskiej, ale także prezentacji dziejów piśmiennictwa obu tych krajów?

SĄSIEDZI

Leszek Szaruga

Co wiemy o literaturach naszych sąsiadów, choćby tylko Niemiec i Rosji, bo o Ukrainie, Litwie, Czechach, Słowacji i Białorusi nawet wspominać nie warto? Czy jesteśmy w stanie odwoływać się do kompetentnych opracowań naszych germanistów i rusycystów, by móc sobie wyrobić sąd o tym, co się w tych literaturach dzieje, jakie panują tendencje? Czy dysponujemy reprezentatywnymi antologiami w odniesieniu do literatury najnowszej Niemiec i Rosji?

Nie są to pytania bezzasadne. Już Stanisław Staszic podkreślał, że języki i kulturę sąsiadów znać należy. Tymczasem można się założyć, że niewielu polskich inteligentów, nawet tych, których literatura interesuje, potrafi wymienić dwa-trzy nazwiska współczesnych autorów ukraińskich czy litewskich. Z pisarzami niemieckimi czy rosyjskimi jest już lepiej, ale i tak nie zmienia to faktu, iż nie dysponujemy odpowiednimi antologiami – choćby tylko poetyckimi – naszych sąsiadów. Jeśli natomiast chcemy się dowiedzieć, jak wygląda współczesna literatura niemiecka, musimy, niestety, sięgać do opracowań powstałych w Niemczech. Podobnie z Rosjanami, choć tu pamiętać trzeba o wielkiej pracy Andrzeja Drawicza i Adama Pomorskiego. Latami czekam na opublikowanie książki Wiktora Woroszylskiego Moi Rosjanie (po perypetiach wydawniczych ma się ukazać w tym roku).

Nasi w niemczech...

Piszę o tym nie bez powodu. Na mojej półce stoi – opracowana przez Karla Dedeciusa – siedmiotomowa Panorama literatury polskiej XX wieku, którą zamyka świetna rozprawa tego wybitnego tłumacza poświęcona polskiemu piśmiennictwu ubiegłego stulecia: dwa tomy poświęcone są prezentacji poezji, dwa odtwarzają pejzaże prozy, jeden to doskonała i bogata (sam się z niej wiele dowiedziałem) prezentacja naszej aforystyki, a dwa ostatnie tomy to portrety pisarzy prezentowanych w antologii i właśnie ów zarys dziejów XX-wiecznej literatury polskiej, z omówieniami programów, ruchem grup artystycznych itp. To praca fundamentalna, która pozwala czytelnikowi niemieckiemu, który z jakichś powodów zainteresował się polską literaturą, na doskonałą orientację w jej najnowszych tendencjach. Przy czym nie jest to jedyna antologia polskiej literatury współczesnej. Dla przykładu tylko kilka tytułów: Kochać to, co niewidzialne/ Das Unsichtbare lieben w opracowaniu Doroty Danilewicz-Kerski, Polnische Lyrik aus hundert Jahren Sergiusza Sterny-Wachowiaka czy Landschaften und Luftinseln. Polnische Erzaehlungen der Gegenwart skomponowana przez Aleksandrę Markiewicz. A pamiętać też trzeba o 50-tomowej Bibliotece polskiej, w której odnaleźć można i antologie tematyczne (łącznie z tak „egzotycznym” tomem, jak prezentacja polskiej eseistyki emigracyjnej, zarówno dawnej, jak współczesnej), i obszerne wybory wierszy poszczególnych pisarzy.

Wprowadzenie do literatury polskiej można już odnaleźć na poziomie edukacji szkolnej. Tak się dzieje w wypadku książki Matthiasa Kneipa i Manfreda Macka Polnische Literatur und deutsch-polnische Literaturbeziehungen, książki dla młodego czytelnika atrakcyjnej i pozwalającej śledzić najważniejsze zjawiska naszego piśmiennictwa – od Mickiewicza po Szymborską – ostatnich dwóch stuleci. Ale na tym przecież nie koniec. Doskonałe opracowania prozy najnowszej przynoszą dwie książki Wolfganga Schlotta: Von der Darstellung des Holocaust zur „kleinen Apokalypse”. Fiktionale Krisenbewaeltigung in der polnischen Prosa nach 1945 oraz Polnische Prosa nach 1990. Nostalgische Rueckblicke und Suche nach neuen Identifikationen. Schlott jest jednym z najbardziej kompetentnych znawców współczesnej polskiej prozy w Niemczech, regularnie publikuje recenzje z naszych nowości wydawniczych, znakomicie też zna – i potrafi z nich zrobić użytek – ukazujące się w Polsce opracowania krytycznoliterackie. Wreszcie – by przy tych tylko wybranych przykładach pozostać – wspomnieć należy o świetnej książce Uty Schorlemmer o teatrze Krystiana Lupy Die Magie der Annaerung und das Geheimnis der Distanz. Krystian Lupas Recherche „neuer Mythen” im Theater. To doskonale udokumentowana praca analityczna, którą z pewnością należałoby – podobnie zresztą jak pozostałe wymienione książki – przetłumaczyć na polski. Zawsze w końcu warto przyjrzeć się sobie samym „innymi oczyma”.

Jak wspomniałem, to tylko przykłady. Każdy, kto zada sobie trud wejścia na niemieckojęzyczne strony internetowe, może się przekonać, że opracowań dotyczących naszego piśmiennictwa – a także prezentacji autorów ledwo co u nas debiutujących, lecz dostrzeżonych przez krytykę – jest ilość wprost zaskakująca. Być może książki te nie są publikacjami wysokonakładowymi, niemniej pozwalają każdemu, kto się polską literaturą zainteresuje, zyskać wiedzę wystarczającą, by się po tym obszarze swobodnie poruszać.

...i w rosji

Podobnie jest w Rosji, w szczególności w ostatnich latach. Dość przypomnieć znakomitą dwutomową antologię Poeci polscy XX wieku, opracowaną przez Władimira Britaniszskiego i Natalię Astafiewą, uzupełnioną później przez niezwykle interesującą antologię Astafiewej Polskie poetki XX wieku. Obie opatrzone znakomitymi wstępami. Z kolei Britaniszski opublikował niedawno doskonały tom esejów Rzeczpospolita poetów, poświęcony polskiej poezji od Kochanowskiego po współczesnych lingwistów. Praca translatorska i komentatorska tych dwojga autorów doczekała się na szczęście uznania w Polsce, byłoby jednak niezmiernie istotną sprawą przełożenie zarówno tomu Britaniszskiego, jak wstępu Astafiewej (przy okazji: jeśli chodzi o przekłady podobnych tekstów, to nie wiadomo po co opublikowano u nas dość mizerny intelektualnie tom szkiców i notatek o polskiej literaturze pióra Marcela Reicha-Ranickiego – tu raczej wskazane byłoby uprzystępnienie jego eseistyki na temat literatury niemieckiej).

Wreszcie jeszcze dwie książki, które ostatnio wpadły mi w ręce. W pierwszej, Polska proza o drugiej wojnie światowej w kontekście społeczno-kulturowym, 1989-2000 Wiktorii Tichomirowej, na szczególną uwagę zasługuje rozdział poświęcony naszej literaturze łagrowej. Druga to rzecz o trudnym do przełożenia tytule Poetyka „międzyepoki” (to tłumaczenie pospieszne, autorka bowiem odwołuje się do wprowadzonego w latach 20. terminu Jurija Tynianowa promieżutok). Autorką jest Irena Adelgejm, a podtytuł tego liczącego sobie 550 stron opracowania brzmi: Młoda polska proza po roku 1989. I znów – rzecz napisana nie tylko kompetentnie, ale z istotnym odniesieniem teoretycznoliterackim.

Tyle na temat dość pospiesznie i zapewne przypadkowo wybranych opracowań literatury polskiej u naszych sąsiadów. I w związku z tym kilka pytań, zapewne niestosownych. Co robią polscy germaniści? I co robią polscy rusycyści? Czy rzeczywiście skazani jesteśmy, gdy chodzi o literaturę rosyjską, na przekłady „z drugiej ręki” – to znaczy tych autorów, którzy zostali dostrzeżeni na Zachodzie (z literaturą niemiecką rzecz się ma, na szczęście, lepiej)? Dlaczego na rynku księgarskim brak nie tylko opracowań najnowszej literatury niemieckiej i rosyjskiej, ale także prezentacji dziejów piśmiennictwa obu tych krajów (jeśli są, to już przestarzałe i często skażone ideologicznie)?

A rzecz dotyczy przecież nie tylko tych dwóch literatur. Przyznam, że byłem kompletnie zaskoczony, gdy w księgarni naukowej w Petersburgu przeglądałem dział poświęcony opracowaniom literatur obcych. Obok sporej liczby tłumaczeń była tam ogromna wielość prac autorów rosyjskich, przy czym można odnaleźć książki poświęcone piśmiennictwom dla nas naprawdę egzotycznym. Nie można u nas? Dlaczego? Po co mamy wydziały filologiczne? I przyznam, że nie bardzo mnie zdziwi, jeśli w końcu historię literatury niemieckiej poznamy w przekładzie z rosyjskiego i vice versa. Też zapewne warto, ale nie w zastępstwie własnych interpretacji. Przecież Niemcy w Rosjanach i Rosjanie w Niemcach widzą co innego niż my, zwracają uwagę na inne wątki i zjawiska. Dialog kultur narodowych nie jest sprawą ani oczywistą, ani prostą. Jedno nie ulega wątpliwości: oni zdają się o nas wiedzieć więcej niż my o nich. Trochę to głupie.