ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
Badacze literatury


Gdy przyjrzeć się choćby tylko pobieżnie jego publikacjom, od razu wiadomo, że mamy do czynienia z pisarzem najwyższej miary.

Uczony bez togi

Juliusz Wiktor Gomulicki (1909−2006)
Marek Szladowski

Nie wiem, skąd się biorą tacy ludzie, jak Juliusz Wiktor Gomulicki, bo żartobliwa hipoteza Andrzeja Ryszkiewicza, że odszukano go „niechybnie wśród książek” jest przecież (głównie z przyczyn naturalnych) mało wiarygodna. Po prostu się pojawiają. W jego przypadku śmierć była, jak sądzę, szczególnym zaskoczeniem, wielu zapewne myślało (i ja między nimi się znajdowałem), że dany mu został dar nieśmiertelności. Niestety.

Żywioł lektury

Nieprzeciętność i wszechstronność tej postaci jest bezdyskusyjna. Wystarczy przywołać tu, niepełny zresztą, rejestr jego specjalizacji, sporządzony przez Andrzeja Biernackiego, i dodać, że właściwie niemal w każdej z nich osiągnął mistrzostwo: Prawnik, historyk, dziennikarz, krytyk, biblioman, bibliolog (lecz nie bibliotaf!), tłumacz, wydawca, nauczyciel akademicki (omnium rerum polonicarum doctor – jak tytułował go Tadeusz Mikulski), teatrolog, laureat nagród i kawaler orderów, nade wszystko zaś wielki czytacz („Twórczość” 1980, nr 2). To rzeczywiście prawda, najważniejszym żywiołem Gomulickiego była lektura. I to lektura niezwykle wszechstronna i wielojęzyczna (czytał po łacinie, angielsku, niemiecku, francusku, rosyjsku, włosku i hiszpańsku). Trudno się zresztą dziwić, skoro już od najmłodszych lat tyle czytał. Mając lat sześć poznał Myszeidę Ignacego Krasickiego, poematy Juliusza Słowackiego oraz gotyckie opowiadania Zygmunta Krasińskiego. Jako siedmiolatek znał już Iliadę Homera i Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Rok ósmy upłynął przy lekturze, m.in. pisarzy staropolskich (Reja, Kochanowskiego, Orzechowskiego, Modrzewskiego, Górnickiego, Sępa i Klonowica), a także europejskiej klasyki – Don Kichota Miguela de Cervantesa czy Złotego garnka E.T.A. Hoffmanna. W wieku dziewięciu lat, z polecenia ojca, rozpoczął z entuzjazmem lekturę Williama Szekspira.

Ileż zdążył przeczytać: Andrzej Dobosz, zastanawiając się niedawno w „Tygodniku Powszechnym” nad liczbą książek przeczytanych przez dobrych polonistów i określając ją najwyżej na dziesięć tysięcy, wyraził równocześnie domysł, że moja „dobra znajomość” książek nie przekroczyła chyba stu tysięcy pozycji. A jednak przekroczyła – komentuję ten domysł (Obowiązki i przyjemności. Z J.W. Gomulickim rozmawiają A. Bernat i T. Łubieński, „Nowe Książki” 2001, nr 1).

Zygzaki wyobraźni

I aż zaskakuje fakt, że oprócz czytania znalazł czas na własną twórczość. Gdy przyjrzeć się choćby tylko pobieżnie jego publikacjom, od razu wiadomo, że mamy do czynienia z pisarzem najwyższej miary. Rejestr jego prac przekracza zapewne tysiąc pozycji bibliograficznych (tylko policzone varsaviana liczą ponad 470 prac). A wśród nich znajdują się prace wręcz fundamentalne. Wymieńmy tylko kilka: pierwsze i jak dotąd jedyne wydanie Pism wszystkich Cypriana Norwida (t. 1−11, 1971−76), Cyprian Norwid. Przewodnik po życiu i twórczości (1976), wydanie Księgi wierszy polskich XIX wieku (t. 1−3, 1954 wraz z J. Tuwimem, wyd. popr. 1956); antologia Cztery wieki poezji o Warszawie (1969, wyd. popr. 1974), Zygzakiem. Szkice, wspomnienia, przekłady (1981); Aleje czarów. Spacery, sylwety, zagadki i zwierzenia literackie (2000), Warszawa wieloraka 1749−1944. Studia, szkice, sylwety (2005).

Bardzo trudno objąć wielość i różnorodność inicjatyw pisarskich i naukowych Gomulickiego (zresztą taka próba byłaby zwykłym zuchwalstwem). Można bowiem próbować ją odtworzyć tak, jak zrobili to autorzy Pięciu głosów o Juliuszu Wiktorze Gomulickim (Warszawa 1984). Konrad Zawadzki nazywa go po prostu Homo Varsoviensis, Zdzisław Libera z kolei tytułuje Gomulickiego Badaczem Oświecenia. Zbigniew Raszewski, w szkicu Nad Norwidem, ocenia jego osiągnięcia edytorskie. Janusz Odrowąż−Pieniążek pisał o jego dokonaniach jako Historyku literatury XIX wieku, Andrzej Ryszkiewicz natomiast mówił o wspólnej Przyjaźni bibliofilskiej.

Ale można też jednak spojrzeć i próbować określić jego dokonania w taki sposób, który odpowiada, jak sądzę, jego charakterowi – słowem Zygzakiem. To dziwne słowo, a zarazem tytuł potężnego, bo liczącego 721 stron, tomu prac, chyba dobrze oddaje skomplikowane i krzyżujące się drogi naukowych i literackich dociekań: Zygzakiem – bo dobitnie ukazują zarówno wrodzoną mi, a nieposkromioną ciekawość, bezustannie kierującą mnie w stronę nowych tematów i nowych dziedzin penetracji, równocześnie zaś świadczą o wewnętrznej potrzebie odświeżania sobie wyobraźni (J.W. Gomulicki, Zygzakiem. Szkice, wspomnienia, przekłady, Warszawa 1981).

Gorąca miłość

Niezwykły był z niego uczony. Bez profesorskich tytułów. Choć gdy spojrzeć na jego naukowy dorobek, to obdarzyć by tym można ze dwie katedry historyków literatury (i to do wyboru od Oświecenia do współczesności). Zresztą nieposiadanie naukowych tytułów było jego świadomym wyborem, wszak Kazimierz Wyka chciał mu przyznać w Instytucie Badań Literackich stopień doktora nauk humanistycznych. A sam Stanisław Pigoń po wydaniu jednej z prac Gomulickiego w 1967 roku napisał: Gdybym tak mógł, jak nie mogę, za ten majstersztyk przyznałbym Panu doktorat honorowy. Gomulicki zresztą, odbierając w 1983 roku doktorat honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego, powiedział: Moją główną zasługą jest chyba to jedynie, że już od pół wieku krzątam się – non ad panam captadam gloriam […], ale z bezinteresownej a gorącej miłości dla nauki.

Należał Gomulicki do nielicznej już grupy wybitnych humanistów, może dorównują mu Henryk Markiewicz czy Władysław Bartoszewski, ale oni są przecież jeszcze – w porównaniu z nim – dość… młodzi, mają dopiero osiemdziesiąt cztery lata. W jakimś sensie przypominał innych wspaniałych uczonych pisarzy i literatów: Pawła Hertza i Wacława Borowego. Borowego Karol Wiktor Zawodziński nazwał „zatajonym artystą”, to określenie pasuje i do Gomulickiego.

Dziś zapewne Juliusz Wiktor Gomulicki siedzi u boku Cypriana Norwida i w zadumie słucha jego słów:

I

Skoro usłyszysz jak czerw gałąź wierci,

Piosenkę zanuć lub zadzwoń w cymbały;

Nie myśl, że formy gdzieś podojrzewały;

Nie myśl – o śmierci…

II

Przed−chrześcijański to i błogi sposób

Tworzenie sobie lekkich rekreacji,

Lecz ciężkiej wiary, że śmierć – tyka osób,

Nie sytuacji – – 

III

A jednak ona, gdziekolwiek dotknęła,

Tło – nie istotę, co na tle – rozdarłszy,

Prócz chwili, w której wzięła, nic nie wzięła – 

– Człek od niej starszy!

C. Norwid, Śmierć