Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 4/2001

Drogi kariery
Poprzedni Następny

Życie akademickie

To, że w polskiej nauce nie ma zdolnej młodzieży, 
wynika głównie z braku dobrych nauczycieli.

Piotr Kieraciński

Fot. Stefan Ciechan

W ostatnim miesiącu bardzo głośno zrobiło się o młodych naukowcach, głównie za sprawą raportu „Polityki” zatytułowanego Desperados. Jego autorzy w czarnych barwach przedstawili los tych, którzy zdecydowali się poświęcić karierze naukowej. Młodzi ludzie, wypowiadający się na łamach tygodnika wskazują głównie na mizerię finansową zawodu. Wydaje się jednak, że nie jest to jedyna przyczyna powstania tzw. luki pokoleniowej w nauce.

Publikacja „Polityki” nie jest pierwszym głosem w obronie młodych kadr naukowych. Dyskusja o karierach naukowych i badania nad nimi trwają znacznie dłużej. U początku lat 90. zaobserwowano zjawisko zmniejszania się zainteresowania młodzieży pracą w nauce oraz zmianę modelu kariery naukowej, związaną m.in. ze sposobem finansowania szkół wyższych. W algorytmie, na podstawie którego określa się wysokość dotacji dydaktycznej, uwzględniono bowiem liczbę słuchaczy studiów doktoranckich, nie wzięto natomiast pod uwagę liczby asystentów. Stąd obecnie większość uczelni i instytutów badawczych zatrudnia na etatach dopiero osoby po doktoracie. Studia doktoranckie stały się kontynuacją, trzecim stopniem kształcenia akademickiego. Nadal jednak w Polsce pokutuje model kariery naukowej, zgodnie z którym uczony cały czas związany jest z jedną placówką – w niej zdobywa wykształcenie (to akurat dotyczy wyłącznie szkół wyższych), robi doktorat, habilitację i w końcu zostaje profesorem. W związku z tymi groźnymi dla nauki tendencjami Komitet Badań Naukowych sfinansował kilka projektów poświęconych uwarunkowaniom kariery naukowej oraz uruchomił system grantów wspomagających zdobywanie stopni naukowych. Także Fundacja na rzecz Nauki Polskiej zajęła się młodymi uczonymi, w coraz większym stopniu do nich kierując swoje programy stypendialne. Jesienią ub.r. zorganizowała też konferencję Starość i młodość w nauce, która jednak nie przyniosła znaczących rozstrzygnięć – nie wskazano przyczyn braku zainteresowania młodzieży karierą naukową. Wskazanie niskich uposażeń jako jedynej przyczyny jest bowiem nieporozumieniem. Podobna pod względem finansowym jest bowiem sytuacja w szkolnictwie czy medycynie, które przecież na brak chętnej do pracy młodzieży nie narzekają. Wydaje się na dodatek, że praca naukowa, jak żadna inna, stwarza – przynajmniej najlepszym – możliwość zaspokojenia różnego rodzaju aspiracji, w tym materialnych. Dwa tygodnie przed opublikowaniem raportu „Polityki” Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego Uniwersytetu warszawskiego, wraz z Komitetem Naukoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, zorganizowało konferencję dotyczącą uwarunkowań karier naukowych. Było to podsumowanie grantu KBN. Ciężar organizacji wzięły na siebie dwie instytucje, gdyż żadna z nich nie byłaby w stanie samodzielnie sfinansować takiego przedsięwzięcia.

INNA DROGA

Czym jest w Polsce kariera naukowa? Jej ramy formalne wyznaczają ukończenie studiów i uzyskanie habilitacji. Habilitacja jest bowiem nie tylko najwyższym stopniem naukowym, ale daje wymarzoną przez większość podejmujących prace naukową samodzielność. Pozwala też w większości uczelni uzyskać stanowisko profesora – tylko Uniwersytet Jagielloński dotąd oparł się pokusie przyznawania doktorom habilitowanym stanowiska profesora, uzależniając zatrudnienie na tym stanowisku od uzyskania tytułu naukowego, co wielu pracowników ma władzom uczelni za złe. Pełnię akademickiego szczęścia zapewnia dopiero tytuł profesorski, który daje posiadaczowi szereg przywilejów, w tym nieusuwalność ze stanowiska, przyzwoite dochody i jakąś władzę nad podległymi pracownikami.

W zasadzie ta droga kariery akademickiej nie jest kwestionowana. Problem stanowi niekiedy habilitacja. Niemal powszechnie uczeni polscy – jak wynika z badań – akceptują ją, jako element zapewniający wysoki poziom nauki. Zastrzeżenia co do sposobu jej uzyskiwania zgłaszają jednak niektóre środowiska, m.in. przedstawiciele nauk technicznych, którzy podkreślają znaczenie zastosowania wyników swych badań w gospodarce i chcieliby – chyba słusznie – uznania za możliwą nieco inną drogę habilitowania, np. na podstawie zrealizowanych wdrożeń i uzyskanych patentów. Architekci natomiast uważają, że powinna być możliwość habilitowania się na podstawie dorobku projektowego. Teoretycznie taka droga habilitacji dla architektów istnieje, jednak dzięki praktyce stosowanej przez grona naukowych decydentów jest zupełnie niedrożna. Zastrzeżenia co do sensowności habilitacji jako takiej zgłaszają głównie ci, którym przez wiele lat nie udało się jej uzyskać, zwani wiecznymi adiunktami. Także w opublikowanym kilka lat temu raporcie OECD, dotyczącym naszej nauki, stwierdzono anachroniczność habilitacji, jako elementu niepotrzebnie przedłużającego karierę naukową.

GDZIE CI GORSI?

„Polityka” przedstawiła ludzi ambitnych, zdolnych, którzy świadomie wybrali drogę kariery akademickiej. Zatem – zapewne najlepszych. Tymczasem na rozmaitych konferencjach profesorowie twierdzą, że o pozostaniu młodych w nauce decyduje selekcja negatywna. Oznaczać by to miało, że w uczelniach zostają ci, którzy nie widzą możliwości znalezienia innej pracy, nie potrafią robić nic innego, nieudacznicy, którym nie udało się „załapać” na pełen pieniędzy ekspres przemian społeczno-gospodarczych. Zostają gorsi, bowiem najlepszych zabierają banki i przedsiębiorstwa. Czy aby ta opinia profesorów jest szczera? Żaden z wypowiadających taką tezę uczonych, pytany o swoich uczniów, nie potwierdził, że dotyczy ona jego środowiska. Opinia ta kłóci się też zasadniczo z obrazem młodego uczonego przedstawionego w raporcie „Polityki” oraz z obrazem, jaki dają badania prowadzone w ramach grantu KBN dotyczącego kadr dla nauki.

Badania te wskazują co prawda, że wielu młodych ludzi właśnie z powodów finansowych nie widzi możliwości podjęcia kariery akademickiej, a ci, którzy się na nią decydują, liczą na pomoc materialną rodziny. Wielu jednak radzi sobie samodzielnie, zdobywając pieniądze dodatkowymi pracami, korepetycjami, oszczędzając podczas zagranicznych staży i stypendiów. Czyż jednak młody człowiek zatrudniony w biznesie nie jest w podobnej sytuacji? aby zarobić swoją, wyższą niż w uczelni, pensję pracuje po godzinach, poświęca wolne soboty, odkłada założenie rodziny na dalszą przyszłość, płaci za kursy językowe, studia podyplomowe, aby być cenniejszym (niekoniecznie od razu lepszym) pracownikiem dla swojej firmy.

Tymczasem młody uczony jednak ma szansę zajmować się tym, co lubi najbardziej. Realizować swoje pasje poznawcze i marzenia. A to są główne motywy, podawane przez tych, którzy zdecydowali się na karierę akademicką. Ci naprawdę dobrzy mogą liczyć na wsparcie ze strony fundacji stypendialnych, tak polskich, jak zagranicznych. Kilkanaście tysięcy osób pobiera stypendia doktoranckie. Gdyby przeznaczone były one tylko dla tych, którzy zamierzają pozostać przy nauce, być może mogłyby one być wyższe. Obecnie tylko jedna piąta spośród ponad 22 tys. słuchaczy studiów doktoranckich zamierza kontynuować karierę naukową. Pozostali pobierają stypendium i nie płacą za studia. Być może, należy zmienić system finansowania trzeciego etapu kształcenia na poziomie wyższym, skoro prowadzi on w tak dużym stopniu jedynie do podniesienia poziomu kadr dla gospodarki. Pozytywnym efektem wprowadzenia systemu studiów doktoranckich było obniżenie wieku uzyskiwania stopnia doktora. Obecnie coraz częściej młodzi uczeni doktoryzują się między 27. a 35. rokiem życia, podczas gdy jeszcze 7 lat temu większość doktoratów była bronionych przez ludzi między 31. a 40. rokiem życia. Ostatnio zauważono, że spora grupa młodych naukowców nie broni prac doktorskich w terminie, tj. bezpośrednio po zakończeniu studiów doktoranckich. Zdarza się też coraz częściej, że młodzież rezygnuje ze studiów po 2-3 latach. To także argumenty za przemyśleniem sposobu organizacji i finansowania kształcenia doktoranckiego.

KAPITAŁ NA RYNKU

Skoro tak niewielka grupa doktorantów zamierza pracować naukowo, po co rozpoczynają niełatwe przecież studia, decydują się na wyrzeczenia, co podkreślają wszyscy wokół? Okazuje się, że czasami absolwenta wyższej uczelni kieruje na studia doktoranckie brak zdecydowania co do jego przyszłego losu. Zdobędzie wyższe kwalifikacje, a poza tym będzie miał jeszcze kilka lat do namysłu nad dalszą karierą. Niektórzy zupełnie świadomie wybierają się na studia, uważając, że z doktoratem będą atrakcyjniejszymi kandydatami na rynku pracy. Traktują wiedzę jako kapitał. Podobnie wielu tych, którzy związali się z karierą akademicką, traktuje ją – wiedzę, stopnie i tytuły naukowe, stanowisko w uczelni czy instytucie badawczym – jako kapitał na rynku pracy. Dotyczy to na równi młodych uczonych, jak i seniorów, koryfeuszy nauki.

Motywacja wyboru studiów doktoranckich zależy od kierunku kształcenia. Absolwenci studiów technicznych i rolniczych rzadko decydują się na doktoraty, jeżeli nie chcą pracować naukowo. Natomiast przedstawiciele nauk przyrodniczych i humanistycznych znacznie częściej. Podobnie, znacznie więcej matematyków, fizyków, chemików i biologów chciałoby wiązać swoje życie zawodowe z nauką. Ekonomiści i prawnicy widzą w karierze naukowej możliwość rozwoju, który stworzy im lepsze warunki robienia kariery w ich zawodach. Z badań wynika, że niewielu młodych ludzi podejmując studia doktoranckie interesuje się dydaktyką akademicką. To bardzo mocno uwidocznia się potem w poziomie prowadzenia wykładów przez uczonych polskich. Ich zagraniczni koledzy, szczególnie ci z anglojęzycznego kręgu kulturowego, są zdecydowanie lepiej przygotowani do prowadzenia zajęć dydaktycznych.
Ci, spośród doktorantów, którzy już wybrali karierę naukową, najczęściej zamierzają osiągnąć takie cele, jak: interesująca praca, rozwój osobisty i samodoskonalenie, niezależność, osiągnięcie samodzielności w pracy, pewność zatrudnienia, elastyczny czas pracy. Dopiero na dalszych miejscach stawiaja szybki awans, zajmowanie wysokiego stanowiska i kierowanie innymi ludźmi, wysokie dochody. Ci, którzy po doktoratach zamierzają odejść do gospodarki, tym ostatnim celom przypisywali większe znaczenie. Jeden z uczestników badań swoje oczekiwania względem kariery w nauce określił jako 3 x S – stymulacja, status, stabilizacja, zaznaczając, że w Polsce być może należałoby odwrócić kolejność i zacząć od stabilizacji.

BIZNESMEN I LABORANT

Dobry pracownik naukowy musi być osobowością twórczą. Cóż to jednak oznacza, skoro psychologowie nie dysponują nawet jednolitą pełną definicją twórczości. Okazuje się, że można wyizolować pewne czynniki osobowości wyróżniające jednostki twórcze. Należą do nich: silne ego, wyrażające się umiejętnością przezwyciężania sytuacji problemowych i koncentracji na zagadnieniu; tolerancja niezgodności poznawczych, czyli sprzeczności i luk informacyjnych pojawiających się w trakcie pracy; spontaniczność, wyrażająca się aprobatą życia, wyznaczaniem sobie aktywnych programów życiowych; niezależność i oryginalność myślenia, niekonwencjonalność w rozwiązywaniu problemów; postawa estetyczna, która polega na przedstawianiu rozwiązań w jak najbardziej przejrzystej, prostej postaci; umiejętność konsekwentnego realizowania odległych w czasie celów; gotowość kierowania się własnym systemem wartości i niezależność od czynników zewnętrznych; autonomiczna motywacja poznawcza, polegająca na uzyskiwaniu satysfakcji z wyników pracy badawczej; oryginalność, której wynikiem jest zdolność do generowania nowych rozwiązań; nonkonformizm, który polega na zdolności przeciwstawiania się naciskowi otoczenia, bronienia swego punktu widzenia. Te cechy, zdaniem psychologów, decydują o możliwości osiągnięcia sukcesu w nauce. Ale nie tylko w nauce. Okazuje się, że osiągnięcie sukcesu w biznesie wymaga podobnych cech osobowości. Stąd jest może trochę racji w tym, że wielu zdolnych odchodzi do biznesu i tam osiągają sukces. Ale czy to źle?

Elementem, który decyduje o satysfakcji z kariery naukowej i jej atrakcyjności, jest możliwość realizacji własnych pomysłów. Młodzi uczeni po pobytach na zagranicznych stażach chcieliby pracować w Polsce w podobnych warunkach. Tymczasem nie zawsze mają dostęp do najnowszej aparatury. I nie wynika to bynajmniej z braku takiego sprzętu. Polskie laboratoria są już – dzięki grantom KBN i subwencjom FNP – całkiem przyzwoicie wyposażone. Rzecz w tym, że znaczna część aparatury znajduje się „pod kluczem”. Trudno w to uwierzyć, ale młodzi uczeni bardzo często nie są dopuszczani do najnowocześniejszych urządzeń. Nikt nie chce ich przeszkolić do samodzielnego obsługiwania kosztownych urządzeń ani wykonać niezbędnych dla nich badań. Informacja ta potwierdziła się w kilku źródłach, usłyszałem ją m.in. od laureata stypendium FNP, który nie mógł w swojej macierzystej uczelni korzystać z zakupionych przez Fundację urządzeń, które przez większą część dnia stały niewykorzystane. Zdarza się także sytuacja odwrotna – to właśnie młodzi adiunkci obsługują aparaturę naukową, robiąc badania dla swoich profesorów. Jeden z przedstawionych przez „Politykę” desperados stwierdził, że na Zachodzie młodzi uczeni z Europy Wschodniej traktowani są jak laboranci. Tak samo odnoszą się do nich w Polsce ich profesorowie. Trzeba jednak pamiętać, co oznaczają słowa „asystent” i „adiunkt”.

BRAK MISTRZÓW

Jest jeszcze jeden grzech naszej profesury, związany ze sprzętem badawczym. Zakupione w ramach grantów za ciężkie pieniądze urządzenia badawcze stoją nie rozpakowane całymi latami. Nie korzysta z nich zupełnie nikt. Prof. Maciej W. Grabski, prezes FNP, stwierdził kiedyś, że ta właśnie informacja legła u podstaw nowej polityki subwencyjnej Fundacji – ukierunkowania na osoby, a nie na sprzęt.

Myślę, że „grzechów” profesury w odniesieniu do młodych pracowników nauki dałoby się znaleźć więcej. Oczywiście, są wśród naszych profesorów znakomici uczeni, którzy jednak gdzieś po drodze kariery naukowej zapomnieli o swoich uczniach. Jak ważna jest dydaktyka i atmosfera w uczelni, relacje międzyludzkie tam panujące, świadczy fakt, iż właśnie ludzie pozytywnie oceniający środowisko naukowe, w jakim studiowali, decydują się na karierę naukową. Rolę nauczycieli i atmosfery w uczelni jako jednego z motywów wyboru kariery akademickiej wskazało bardzo wielu doktorantów. Zatem nie tylko pieniądze. To, że w polskiej nauce nie ma zdolnej młodzieży – tak twierdzi wielu profesorów – wynika głównie z braku dobrych nauczycieli. – Nie ma dziś prawdziwych mistrzów – taką konstatację wyraził prof. Janusz Tazbir podczas konferencji Starość i młodość w nauce. Wydaje się ona być w prawdziwa. Większość profesury nie zadbała o swoich uczniów i następców i to – a nie warunki finansowe – jest głównym powodem powstania luki pokoleniowej w polskiej nauce.

 

Komentarze