Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 6/2001

Jakość jest niesłychanie ważna
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Szkoły niepubliczne są trwałym elementem systemu edukacji wyższej, ale dyplom, jaki przyznają nie może poświadczać wykształcenia drugiej jakości.

Rozmowa z prof. Piotrem Węgleńskim, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego, 
wiceprzewodniczącym KRASP

Fot. Andrzej Świć

Prof. dr hab. Piotr Węgleński (ur. 1939), biolog. Całą karierę zawodową związał z Uniwersytetem Warszawskim: asystent – 1961, doktorat – 1965, habilitacja – 1974, prof. nadzwyczajny – 1982, prof. zwyczajny – 1989. Autor kilkudziesięciu prac naukowych i współautor kilku książek, przede wszystkim dotyczących regulacji funkcji genów i genetyki molekularnej. Członek korespondent PAN, członek WTN. Przez trzy kadencje pełnił funkcję prorektora, a od 1999 jest rektorem UW. Jest wiceprzewodniczącym KRASP.

Jakie problemy stojące obecnie przed szkołami wyższymi uważa Pan, rektor największej polskiej uczelni i wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, za najważniejsze?
– Ważnych i nierozwiązanych problemów jest w kwestiach akademickich, niestety, bardzo wiele, ale myślę, że głównym jest utrzymanie wysokiego poziomu kształcenia, a także, co się z tym nierozerwalnie wiąże, wysokiego poziomu badań naukowych.


– Zapowiadana obecnie nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym przewiduje powołanie zupełnie nowego organu, który ma się zajmować jakością kształcenia. Ma to być Akademicka Komisja Akredytacyjna.
– To jest rozwiązanie, którego środowisko oczekuje od dawna. Potrzebna jest rzeczywista kontrola jakości kształcenia, tak aby nie zdarzały się np. przypadki, o których rozpisuje się potem prasa. AKA powinna badać, jak się kształci w danej jednostce i wydawać licencje tym, którzy spełniają minimalne wymagania. To powinno dotyczyć wszystkich szkół wyższych, zarówno publicznych, jak i niepublicznych. 


– Powstaje obecnie dwuszczeblowy model zapewniania jakości. AKA ma przyznawać licencje. Tu jeszcze uwaga: ci, którzy zajmują się akredytacją i jakością kształcenia, mocno podkreślają, że powinno się ją nazwać Państwową Komisją Ewaluacyjną czy też Komisją ds. Jakości Kształcenia, ponieważ akredytacja to zupełnie inny proces niż przyznawanie licencji na poziomie podstawowym. Powstały też środowiskowe komisje akredytacyjne, czyli komisje poszczególnych grup uczelni: uniwersytetów, uczelni technicznych, rolniczych itd. Czy wydaje się Panu, że to dobre rozwiązanie?
– Myślę, że to dobry model, a AKA, czy jak ostatecznie będzie się ta komisja nazywać, powinna skorzystać z doświadczeń działających już komisji środowiskowych, w tym z doświadczenia najdłużej działającej Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej. W ostatnim dziesięcioleciu proces tworzenia szkół niepublicznych odbywał się lawinowo. Edukacja okazała się być dobrym biznesem, co przyciągnęło nie tylko ludzi o czystych intencjach. To wymaga uporządkowania. Powiedzmy wyraźnie: szkoły niepubliczne są trwałym elementem systemu edukacji wyższej, a także pełnią ważną rolę kulturotwórczą i cywilizacyjną, zwłaszcza w małych miejscowościach, ale dyplom, jaki przyznają, nie może poświadczać – a tak jest w niektórych przypadkach – wykształcenia drugiej jakości. Z pewnością sporo do zrobienia jest też w niejednej szkole państwowej. Myślę, że powołanie komisji ewaluacyjnej zdecydowanie się przyczyni do poprawy sytuacji. Sprawa jakości jest niesłychanie ważna. Uważam, że duże uczelnie publiczne także powinny starać się wejść na rynek prowincjonalny, po to, aby zapewnić dobre wykształcenie młodzieży z miejscowości odległych od dużych ośrodków akademickich.


– Ale obowiązująca ustawa jest tu wymagająca i choć uczelnie autonomiczne mogą tworzyć takie ośrodki mocą uchwały senatu, to ustawa chce, aby szkoła dysponowała w filii lub na wydziale zamiejscowym samodzielną kadrą, tak samo liczną, jak w uczelni macierzystej. Grzechy na sumieniu przy powoływaniu zamiejscowych filii, ośrodków czy punktów konsultacyjnych bez spełnienia tego wymogu mają zarówno uczelnie niepaństwowe, jak i państwowe.
– Oczywiście, prawo musi być respektowane. Ja mówię o kierunku działania. Sądzę, że jeżeli spełnione zostaną warunki, to duże uczelnie powinny takie filie tworzyć po to, aby młodzież nie była skazana na wyższe wykształcenie drugiej kategorii.


– Nowelizacja ustawy zakłada stworzenie nowego systemu płac w szkolnictwie wyższym. Obecnie zdarzają się sytuacje, że nauczyciele akademiccy zarabiają często mniej niż ich koledzy w oświacie.
– To niezmiernie ważna sprawa. Powiązanie wynagrodzenia nauczycieli akademickich ze średnią płacą w gospodarce, a ściślej mówiąc z tzw. kwotą bazową, i wprowadzenie stałego mnożnika jest dobrym rozwiązaniem. Niskie płace generują bardzo wiele nieprawidłowości czy wręcz patologii w szkolnictwie wyższym. Nauczyciele akademiccy zmuszeni są do pogoni za dodatkowymi zajęciami. Najczęściej jest to podjęcie pracy w innej szkole wyższej.


– Nowelizacja wprowadza tu zasadę, że wymagana będzie zgoda rektora na zatrudnienie na etacie w innym miejscu pracy.
– Myślę że to konieczne rozwiązanie. Szkoły niepubliczne oponują przeciwko tej zasadzie, ale przecież w żadnej innej sferze nie jest tak, że pracodawca nie ma nic do powiedzenia w sprawie zatrudnienia swego pracownika. Sądzę, że to będą niezmiernie rzadkie przypadki, że rektor, a właściwie senat, bo to on określi zasady, nie wyrazi zgody na zatrudnienie pracownika w innej szkole wyższej. Generalnie uważam, że powinna być przyjęta zasada: etat w uczelni plus jeszcze jeden gdzie indziej.


– Ale nie powinno to chyba dotyczyć prorektorów i dziekanów?
– To ustali senat, ale, moim zdaniem, nie powinno. Ich jedynym miejscem pracy, jeżeli poważnie mówimy o wypełnianiu obowiązków, powinna być uczelnia. Senat Uniwersytetu Warszawskiego podjął uchwałę, która zakazuje łączenia funkcji w dwu różnych uczelniach.


– Projekt jednak mówi o konieczności uzyskania zgody w przypadku pracy na etacie. To może być dość łatwe do obejścia poprzez zatrudnienie na umowę zlecenie.
– Po pierwsze, do minimum kadrowego na danym kierunku liczą się pracownicy zatrudnieni na etacie. Po drugie, ja jako rektor, choć nie mogę zwolnić takiego pracownika, o ile jest mianowany, bo zatrudnia go minister, to mogę nie zgodzić się na pełnienie przez niego jakichkolwiek funkcji w uniwersytecie. Poza tym, pracownik może oczywiście wybrać miejsce pracy i w przypadku naszego uniwersytetu bardzo wielu profesorów wybrało szkoły niepubliczne.


– Czy myśli Pan, że jest szansa, aby w przypadku tej nowelizacji została zastosowana zasada rozwiązywania spraw szkolnictwa wyższego i nauki ponad podziałami politycznymi, co postulował rektor Franciszek Ziejka podczas obchodów 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego?
– Myślę, że tak. Uczestniczyłem w posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, i choć, oczywiście, było szereg uwag co do rozwiązań szczegółowych, to odniosłem wrażenie, że jest zgoda na przeprowadzenie niezbędnych zmian. To, co powiedział rektor Ziejka, jest niezmiernie cenne. Są sprawy, które muszą być wyłączone z gier partyjnych i taką kwestią na pewno powinna być edukacja i szkolnictwo wyższe.


– Panie rektorze, czy szkoły wyższe akceptują nową maturę jako przepustkę na uczelnię?
– Generalnie rektorzy uważają, że to jest dobre rozwiązanie. Ono odciąża uczelnie z konieczności sprawdzania wiedzy kandydata. Podobne reguły obowiązują od lat w wielu krajach. Mamy jednak obawy co do pierwszego okresu, kiedy cały system będzie się jeszcze docierał, oraz co do niektórych, specyficznych kierunków, np. matematyki czy kierunków artystycznych. Problem jest także tam, gdzie na jedno miejsce jest kilkunastu lub nawet więcej kandydatów. Nie wiemy jeszcze, czy nowa matura wystarczająco ich różnicuje. Dlatego niektóre uczelnie są tu ostrożne. Uniwersytet Warszawski zaakceptował nową maturę zamiast egzaminu wstępnego w roku 2003, ale już w roku przyszłym, czyli pierwszym roku obowiązywania nowej matury, część wydziałów będzie przyjmować kandydatów na jej podstawie.


– Co sadzi Pan o powstających coraz częściej studiach na odległość? Czy Uniwersytet Warszawski też zechce wprowadzić takie formy studiów?
– Są to bardzo nowoczesne formy kształcenia. My także się przymierzamy do ich podjęcia, ale są to studia niesłychanie kosztowne, jeśli miałyby być rzetelnie prowadzone. Byłem ostatnio w Stanach Zjednoczonych na konferencji rektorów najlepszych uniwersytetów i tam jednym z tematów obrad były właśnie nowe technologie w edukacji. Tam są to zwykle studia podyplomowe, prowadzone dla pracowników dużych korporacji lub skierowane do bardzo bogatych studentów. Już na starcie wymagają ogromnych pieniędzy. MIT, jedna z najbardziej renomowanych uczelni na świecie, przeniosła do Internetu cały swój program: wykłady, syllabusy, testy egzaminacyjne. To kosztowało 100 mln dolarów. To tyle, co całoroczny budżet mojego uniwersytetu.


– Zatem to jeszcze sprawa przyszłości?
– Przyszłości, ale mam nadzieje nieodległej. Widzę zastosowanie takich form kształcenia w naszych filiach w Płocku i Ostrołęce. Wykłady mogłyby być prowadzone na odległość, interaktywnie, tak aby wykładowca nie tracił czasu na dojazd do tych ośrodków. Aby jednak były to prawdziwe studia, przewidujemy w ich ramach także normalne wykłady oraz pobyt studentów w Warszawie. Ważne jest, żeby mogli skorzystać także z tych dobrodziejstw, jakie daje duża uczelnia -laboratoriów, dużych bibliotek.


– Biblioteki to rzeczywiście duży problem w mniejszych ośrodkach i nowo powstających szkołach. Widziałem w uczelniach mających po kilka tysięcy studentów księgozbiory liczące po kilkaset książek.
– W dużych ośrodkach i w uczelniach publicznych istnieją dobrze wyposażone biblioteki, niezbędne przecież do kształcenia i prowadzenia badań naukowych. Niestety, w powstających szkołach niepublicznych istnieją najczęściej tylko skromne biblioteki dydaktyczne. Bardzo rzadko jest inaczej. W naszej bibliotece uniwersyteckiej 60 proc. użytkowników to czytelnicy spoza uniwersytetu – w przeważającej większości ze szkół niepublicznych. Bardzo dobrze, że oni tu przychodzą, ale taki warsztat do pracy powinni mieć pod ręką.


– Nie obawia się Pan, że studia na odległość dadzą jednak mniej wykształconego studenta.
– Te studia, prowadzone rzetelnie, wymagają od studenta bardzo dużego wkładu pracy. musi on pisać raporty, prace, zadania okresowe. To jest cały czas sprawdzane przez prowadzącego. Dlatego zresztą to jest tak kosztowne. Wykładowca poświęca studentowi znacznie więcej czasu niż w trybie studiów dziennych.


– Co pan myśli o powstających co roku na wiosnę licznych rankingach szkół wyższych?
– Choć mój uniwersytet zajmuje w nich pierwsze, ewentualnie drugie miejsce, jestem wobec nich dość sceptyczny. Jeśli w rubryce „siła naukowa uczelni” regułą jest to, że im mniejsza szkoła, tym więcej zdobywa punktów, co znaczy, że badano chyba tylko przyrost kadry profesorów, np. z 2 do 3, czyli o 50 proc., to coś jest nie tak.


– „Forum” od lat też jest krytyczne wobec rankingów, zwłaszcza wobec rankingu „Wprost”. Uważamy, że dopóki powstawania rankingu nie nadzoruje grono ekspertów, a sam ranking nie jest oparty na rozsądnie dobranych kryteriach i poprzedzony rzeczywistym zbieraniem danych, trudno mówić o rzetelności.
– Myślę, że jako środowisko akademickie musimy odnosić się do nich z większym krytycyzmem.


– Chciałem jeszcze zapytać o kwestie etyki. Wiem, że w kilku przypadkach ujawnienia w UW spraw – nazwijmy to – nagannych, wykazał Pan dużą stanowczość i wyciągnął daleko idące konsekwencje.
– Mnie zdumiewa, że można w takich przypadkach przymykać oczy. Jak w każdym dużym środowisku, tak i w naszym mogą się zdarzyć zachowania naganne, ale powinny one być piętnowane, a ich sprawcy wykluczeni ze społeczności akademickiej. Trzeba też tworzyć mechanizmy, które będą zapobiegać oszustwom. W uniwersytecie tworzymy np. międzywydziałową bazę prac magisterskich, aby łatwo wychwycić plagiat. Myślę, że w naszym środowisku powinny obowiązywać rygorystyczne zasady moralne.


Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze