|
|
Życie akademickieZ działalności kół naukowych płyną rozliczne pożytki dydaktyczne. Andrzej Sulikowski Przy końcu 1996 roku rozpocząłem pracę w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Szczecińskiego. Przeprowadziliśmy się z Lublina głównie w tym celu, aby podtrzymywać kontakty naukowe z Niemcami, co jest nieporównanie łatwiejsze z miasta leżącego kilka kilometrów od granicy. Pod tym względem właśnie Szczecin wydaje się ośrodkiem o wyjątkowych możliwościach, jeśli chodzi o kontakty z Europą Zachodnią. Na prośbę ówczesnego prorektora, prof. Zdzisława Chmielewskiego, obecnie rektora, podjąłem się opieki nad studenckim ruchem naukowym tego młodego uniwersytetu, który powstał w 1985 roku na bazie Wyższej Szkoły Pedagogicznej oraz innych uczelni szczecińskich. W tak młodej placówce niezmiernie ważne wydaje się wychowanie i wykształcenie jak najlepszych kadr pomocniczych, czyli, jak to się mówi czasem, „narybku naukowego”. Ekonomiści w Polsce – tym bardziej, niestety, politycy – nie zawsze jeszcze widzą, jak niezwykle opłacalne są inwestycje na rzecz nadchodzących pokoleń. Zwracają się one w ciągu kilku lat z nawiązką, a dobrze wykształcony człowiek więcej czyni w życiu dobra niż wszelkie inne urządzenia martwe (telekomunikacja czy komputery). CO PO STRACIE?W ciągu czterech lat pełnienia przeze mnie rzeczonej funkcji obserwowało się wzrost liczby agend, z 35 kół naukowych aż do 65 (nominalnie, w istocie jednak działa 56). Ten dość gwałtowny przyrost pośrednio spowodowany został szybkim rozwojem uniwersytetu (dziś liczy on ok. 20 tys. studentów) oraz lepszą organizacją „wewnętrzną”. Zmienia się też, by tak rzec, jakość maturzystów: przychodzą roczniki ambitne, lepiej wykształcone niż przed kilku laty (niezła znajomość języków), przywiązujące wagę do rzetelnego studiowania. Dla kilku samodzielnych pracowników uczelni koła naukowe stanowią namiastkę, a przynajmniej „zaplecze” własnej katedry. Jednak współpraca z najzdolniejszymi trwa krótko, 2-3 lata. Uzdolnieni studenci szybko odchodzą, ponieważ uczelnia nie ma możliwości przyjmowania najzdolniejszych na staże i asystentury. To właśnie sprawia, że chociaż młodzi startują dzięki kołom naukowym szybko i efektownie, nie zawsze mogą rozwinąć skrzydła z przyczyn życiowych: z czegoś przecież muszą utrzymywać się po studiach, a zaczepić się w uczelni prawie nie sposób – z przyczyn przede wszystkim ekonomicznych. W punktacji do rankingów ministerialnych stanowisko asystenta się nie liczy, a na stworzenie nowego miejsca pracy uczelni po prostu nie stać. Każdego roku polonistyka szczecińska traci z tego powodu 2-3 osoby zdolne i zainteresowane pracą naukowo-dydaktyczną. Jeśli nauka polska ma się dźwignąć z depresji, trzeba pozmieniać ustawy tak, aby wyższe szkoły mogły uczestniczyć w zmniejszaniu bezrobocia, także poprzez bezpośrednie zatrudnianie utalentowanej młodzieży. Podobnie w rzemiośle: majster za przyuczanie do zawodu winien mieć ulgi na każdego ucznia. OBCIĄŻONY OPIEKUNW Uniwersytecie Szczecińskim opiekunami naukowymi często bywają profesorowie, a więc inaczej niż w starszych uczelniach (by wspomnieć mój macierzysty Uniwersytet Jagielloński). Spośród działaczy kół naukowych rekrutują się najpilniejsi doktoranci. Obecnie adiunkt uniwersytecki jest zbyt obciążony dydaktyką i koniecznością dorabiania, aby mógł jeszcze – bez uszczerbku we własnym rozwoju – opiekować się kołem. Ale i takie przypadki oczywiście obserwujemy. Za opiekę naukową nad kołem rektor pozwala doliczyć do pensum 15 godzin rocznie, co nie jest wiele i stanowi zaledwie symboliczną rekompensatę dodatkowego wysiłku. Opiekun koła naukowego angażuje się zarówno od strony merytorycznej, przygotowując np. ze studentami konferencję naukową, jak i od strony organizacyjnej. Praca w zespole ludzi spontanicznych, energicznych i solidarnych pozwala na swoiste, wewnętrzne „odmłodzenie”. W ten sposób możliwe jest wyzwolenie od rutyny, odświeżenie emocjonalne. Opiekun musi się jednak angażować w rozliczanie finansowej działalności koła. Niestety, prezes lub skarbnik koła nie są wiarygodnymi partnerami władz finansowych uczelni, nie posiadają bowiem pełnomocnictw finansowych i samodzielności w tym zakresie. Tak więc dość czasochłonne rozmowy o finansach bierze na siebie opiekun koła. Jest to dodatkowe, wyraźne obciążenie, stąd szereg osób z kadr naukowych unika takiej właśnie funkcji. Identyczna sytuacja była w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie jako kurator Koła Naukowego Polonistów (1989-95) pertraktowałem zarówno z księgowością, jak i niezapomnianym prorektorem, śp. księdzem prof. Bolesławem Bartkowskim, który – oficjalnie, a także całkiem prywatnie – wspierał hojnie inicjatywy studenckie (o ile to było możliwe, przy ogólnej mizerii początku lat 90.). W Uniwersytecie Szczecińskim istnieje chwalebny zwyczaj wspomagania działalności kół przez władze uczelni. Przyznaje się roczną kwotę ok. 40-50 tys. zł wszystkim agendom i sumę tę dzieli specjalna komisja uczelniana, posługując się wyraźnymi kryteriami. Wysoko oceniamy organizację konferencji naukowych krajowych i zagranicznych, wystąpienia z własnymi referatami, także fakt publikacji tekstów studenckich w czasopismach lub książkach zbiorowych. Znaczenie ma również wymiana doświadczeń z innymi ośrodkami akademickimi oraz zapraszanie wybitnych uczonych z referatami (dla całego przeważnie kierunku czy instytutu). W ten sposób młodzież ma okazję poznać koryfeuszy nauki polskiej, a przy sposobności nawiązują się cenne więzi międzypokoleniowe. Oczywiście, zdarzają się działania nowatorskie, np. studenci pedagogiki organizują świetlice dla dzieci zaniedbanych (coraz więcej jest rodzin patologicznych w Szczecinie i okolicy). Tego rodzaju działalność społeczną oceniamy bardzo wysoko, jako zdobywanie praktycznych kwalifikacji zawodowych i wyraz samopomocy społecznej. SUWERENNOŚĆ I KOSZTYPodział pracy w kole naukowym wymaga zaangażowania kilku co najmniej studentów (prezes, zastępca, skarbnik, rzecznik odpowiedzialny za informację, kontakty z mediami itp.). Dobrze jest, gdy koło ma osobne pomieszczenie, dostęp do telefonu i komputera (także Internetu). Prowadzone przeze mnie od roku 1997 Koło Naukowe Literaturoznawców przy Instytucie Filologii Polskiej ciągle pozostaje „bezdomne”, a okazją do koniecznych uzgodnień są godziny konsultacji lub czas po zakończonym seminarium. Wydaje się, że własne pomieszczenie – jak to było w UJ czy KUL – daje studentom poczucie zadomowienia, budzi też odpowiedzialność za własny lokal, podręczną biblioteczkę czy używaną aparaturę. W interesie władz, szczególnie dziekanów i dyrektorów instytutu, leży więc, aby przydzielać agendom studenckiego ruchu naukowego choćby skromne, ale suwerenne siedziby. Badania podejmowane przez koła mają niekiedy spore znaczenie dla miasta czy nawet regionu – np. zagadnienia ekologiczne w Kole Naukowym Dendrologów (pod opieką prof. Mariana Ciaciury) czy KN Ekologów Lasu (pod opieką dr. inż. Krzysztofa Płatka). Badania sytuacji rodzin zamieszkałych w rejonach byłych pegeerów prowadzi np. KN Socjologów „Halos” pod opieką dr. Włodzimierza Durki. Powiodły się próby nawiązywania współpracy z sąsiadami zza Odry, zarówno w dziale nauk ścisłych (KN Fizyków pod opieką dr. Stanisława Prajsnara współpracuje z Uniwersytetem w Rostocku), jak i nauk humanistycznych (KN Literaturoznawców pod opieką niżej podpisanego z Uniwersytetem w Greifswaldzie). Prowadzone są także badania za wschodnią granicą, mimo sporej odległości, by przypomnieć obozy naukowe i konferencje KN Slawistów pod opieką dr Ewy Komorowskiej czy KN Studiów Etnicznych dr. Janusza Mieczkowskiego (wyprawy studyjne do Użhorodu, Łemkowie w Polsce, Żydzi w Szczecinie itp.). Przy okazji studenci podnoszą znajomość języków obcych, poznają inne kultury. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Edukacji Narodowej wspierane są najlepsze projekty kół naukowych. Uczelniana komisja wyłania agendy najlepsze (ok. 7-9), a także opiniuje szczególnie wartościowe przedsięwzięcia. Ze środków uczelnianych jesteśmy w stanie pokrywać preliminarze budżetowe zaledwie w wysokości 10-15 proc. I te liczby świadczą, jak słabo jest finansowana nauka polska. Ministerstwo wybiera projekty najlepsze, rzadko jednak pokrywając więcej niż 20 proc. kosztu podanego we wniosku. FUNDUSZZ działalności kół naukowych płyną rozliczne pożytki dydaktyczne. Studenci uczą się kalkulować i przeprowadzać własne inicjatywy badawcze czy popularyzatorskie. Docierają do wartościowej literatury przedmiotu, chętnie korzystają z informacji komputerowej. Zdobywają poza uczelnią środki na publikacje czy konferencje naukowe. Wszystko to postępuje powoli, ale i rynek przecież rozwija się w Zachodniopomorskiem dość wolno i niełatwo jest znaleźć sponsora inicjatyw naukowych. Na koniec pozostaje pytanie: czy nie należałoby stworzyć uczelnianego Funduszu Kół Naukowych, wzorując się na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie podobne agendy – wedle słów rektora Franciszka Ziejki – z powodzeniem funkcjonują? Albo nawet Funduszu Asystenckiego? W tej chwili bowiem studentów w Usz. gwałtownie przybywa, a rozwój kadry naukowej przebiega w tempie niebezpiecznie spowolnionym. Młodzież studiująca pozostaje młoda, bo takie jej prawo, pracownicy zaś z roku na rok się starzeją, a stażystów widzimy wciąż za mało. Czyżby w nauce polskiej miała zapanować gerontokracja? Od tego już tylko jeden krok do załamania się szkolnictwa wyższego. Prof. dr hab. Andrzej Sulikowski, historyk literatury polskiej, pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Szczecińskiego. Jest pełnomocnikiem rektora Usz. ds. studenckiego ruchu naukowego. |
|
|