|
|
Felieton redakcyjnyPrzed wyborami – i znów na pierwszej stronie „Forum Akademickiego” o wyborach! – co chwila dowiadywałem się, że któryś z rektorów startuje do wyścigu o mandat poselski lub senatorski. Z bardzo różnych partii – środowisko akademickie reprezentowało wszystkie opcje polityczne. Paru obecnych rektorów zostało wybranych do parlamentu. Senatorami zostali m.in.: Sławomir Nicieja, rektor Uniwersytetu Opolskiego, Adam Jamróz, rektor Uniwersytetu w Białymstoku, Marian Noga, rektor Akademii Ekonomicznej z Wrocławia i Jerzy Smorawiński, rektor AWF w Poznaniu. W wyższej izbie parlamentu zasiadają także byli rektorzy, m.in. prof. Edmund Wittbrodt, ustępujący minister edukacji. Zwycięzcom gratuluję. Znacznie większa liczba kandydujących do parlamentu rektorów i prorektorów poniosła w tych wyborach klęskę. Oczywiście, w obu izbach parlamentu bardzo wielu jest pracowników nauki i szkolnictwa wyższego, co, jak uczy doświadczenie, chyba jednak w żaden sposób nie przełoży się na sytuację tych dziedzin życia. Ten masowy akces rektorów do
parlamentu przypomniał mi od razu kilka wywiadów przeprowadzonych z dawnymi
rektorami. Niektórzy, zbliżając się do końca swych drugich i ostatnich kadencji
rektorskich, wypowiadali refleksję, że po latach zarządzania uczelniami wypadli
z obiegu naukowego, a teraz wypadną z zarządzania i organizacji uczelni –
zostaną w pustce. Ta myśl towarzyszyła także zapewne prof. Jerzemu Woźnickiemu,
który od kilku lat mówił o potrzebie powołania stowarzyszenia lub fundacji
byłych rektorów – ludzi, którzy swoim doświadczeniem, wiedzą, energią mogliby
jeszcze coś zrobić w zakresie organizacji szkolnictwa wyższego i szerzej – w
państwie, ale formalne ograniczenia nie dają im takiej szansy. I taką fundację
powołał. Może ten „wyścig” rektorów, którzy właśnie rozpoczęli ostatni rok swych
rektorskich kadencji, powodowany był także podobnymi refleksjami?
Piotr Kieraciński |
|
|