Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 11/2001

Ewolucja w pałacu
Poprzedni Następny

Badania naukowe

Muzeum Ewolucji jest stałą wystawą Instytutu Paleobiologii PAN.
Część powierzchni została użyczona Muzeum i Instytutowi Zoologii PAN,
który wbrew swej nazwie nie dysponuje własnym muzeum.

Bartłomiej Guz

Fot. Bartłomiej Guz

Dr Karol Sabath, kustosz
Muzeum Ewolucji

Trzonem ekspozycji prezentowanych w Muzeum Ewolucji jest zorganizowana w latach 80. wystawa Ewolucja na lądach, która – ukazując dorobek polskiej paleontologii – w skrótowy i przejrzysty sposób przedstawia dzieje życia na Ziemi od powstawania skamieniałości aż po trwającą 8 milionów lat ewolucję człowieka. Niekiedy kosztem części tej wystawy są organizowane ekspozycje czasowe, choć naturalnie zdarza się też, że są one umieszczane w odpowiednio wydzielonych gablotach. W ostatnich latach dzięki takim sezonowym ekspozycjom można było zobaczyć świat widziany pod mikroskopem skaningowym, poznać zasięg i znaczenie polskich badań arktycznych czy też przyjrzeć się „drugiej młodości dinozaurów”, gdyż – jak się okazuje – muzeum skierowane jest nie tylko na odległą przeszłość, ale również na aktualną kulturę masową. Ponadto już w tego typu przedsięwzięciach uwidacznia się współpraca muzeum z innymi instytucjami, gdyż wystawa Druga młodość dinozaurów była pierwotnie eksponowana w Muzeum Przyrodniczym w Kazimierzu Dolnym.

Oczywiście, kontakty muzeum z pokrewnymi placówkami nie przebiegają jedynie wzdłuż Wisły. Eksponaty przekazane przez Instytut Paleontologii można zobaczyć m.in. w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku, Muzeum Paleontologicznym w Oslo, Muzeum Krajowym w M?nster i w innych tego typu placówkach o światowej renomie.

MAJĄTEK MONGOLSKI

Zresztą wiele eksponatów, które można podziwiać w Muzeum Ewolucji, pochodzi z ośmiu wypraw podejmowanych w latach 1963-71 przez ówczesny Zakład Paleozoologii PAN właśnie w ścisłej współpracy z Instytutem Geologii Mongolskiej Akademii Nauk. Celem owych ekspedycji było poszukiwanie i wydobywanie szkieletów kręgowców z drugiej połowy okresu kredowego (czyli sprzed ok. 70 milionów lat). Kierownikiem i organizatorem wypraw była prof. Zofia Kielan-Jaworowska, która w październiku 1998 została uhonorowana nagrodą imienia Waltera Grangera – wybitnego amerykańskiego paleontologa żyjącego w latach 1872-1941. Terenem poszukiwań polskich i mongolskich naukowców stały się przede wszystkim rejony pustyni Gobi, oddalone od najbliższych osiedli o dziesiątki kilometrów. Również tam w latach dwudziestych XX wieku kierowały się amerykańskie wyprawy badawcze, w których uczestniczył wspomniany już Walter Granger oraz Roy Chapman Andrews – ówczesny pracownik Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej i jego późniejszy dyrektor. Najcenniejszą zdobyczą tej pierwszej wyprawy okazały się jaja dinozaurów, których aukcyjna sprzedaż przyniosła fundusze na kolejne ekspedycje. Kiedy zaprzestano ich w 1930 roku, nikt się chyba nie spodziewał, jak wiele czasu upłynie, zanim wyruszy kolejna wyprawa amerykańska. Przyczyny polityczne sprawiły bowiem, że paleontologiczne bogactwa Mongolii zostały zarezerwowane dla naukowców z bloku wschodniego, w tym również i z Polski. Mongolia zaprosiła do siebie amerykańskich naukowców dopiero na początku lat 90. i nie trzeba chyba dodawać, że tak długo oczekiwane zaproszenie zostało przyjęte entuzjastycznie. Od ostatniej wyprawy polsko-mongolskiej upłynęło natomiast już 30 lat (co Muzeum upamiętniło okolicznościową wystawą), ale jednak wydaje się nic nie znaczącym odcinkiem czasu, jeśli weźmiemy pod uwagę wiek przywiezionych stamtąd eksponatów, które dziś stanowią główną atrakcję Muzeum Ewolucji.

Są to mianowicie skamieniałości późnokredowych dinozaurów, ssaków, jaszczurek i żółwi, które zachowały się w gobijskich skałach, głównie piaskowcach. – W Polsce dość łatwo o skamieniałości organizmów morskich z wcześniejszych okresów – mówi Karol Sabath, kustosz Muzeum Ewolucji. – Z tego względu, że większość terenów, w których tworzyły się osady, pokrywało morze, dość pospolite są u nas kopalne głowonogi, takie jak amonity czy belemnity. Instytut Paleobiologii prowadzi jednak wykopaliska w Krasiejowie na Opolszczyźnie, gdzie znajduje się unikatowe stanowisko mezozoicznych kręgowców lądowych z późnego triasu. Odkryto tam m.in. współczesne najstarszym dinozaurom krokodylopodobne gady, fitozaury oraz płazy tarczogłowe. W sumie znalezionych zostało ponad 500 szczątków pozwalających dokonać identyfikacji gatunku. Krasiejowskie znaleziska stały się główną atrakcją wystawy urządzonej przez Muzeum Ewolucji w warszawskim Centrum Handlowym Reduta – co stanowiło tegoroczny wkład w Festiwal Nauki.

Inną formą upowszechniania nauki są organizowane przez Muzeum wykłady im. Prof. Romana Kozłowskiego, na których polscy uczeni prezentują różne aktualne zagadnienia paleontologiczne i ewolucyjne.

ZWIERZĘTA AMERYKI POŁUDNIOWEJ

Naturalnie eksponaty prezentowane na wystawie Muzeum i Instytutu Zoologii PAN nie odznaczają się aż tak podeszłym wiekiem, choć nie można też powiedzieć, że mają one krótką historię. Muzeum Zoologii, zwane ówcześnie Gabinetem Zoologicznym, powstało bowiem już w 1819 roku jako część Katedry Zoologii Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego. W 1887 roku Braniccy stworzyli podobne muzeum w warszawskiej willi Frascati, ponieważ istniała obawa, że władze rosyjskie wywiozą zbiory Gabinetu do Petersburga. W rok po zakończeniu pierwszej wojny światowej zbiory obu placówek umieszczono w Państwowym Muzeum Zoologicznym, które jednak w 1944 zostało spalone, a ocalała część zbiorów trafiła z czasem do Polskiej Akademii Nauk. Większość eksponatów, które możemy zobaczyć na otwartej prawie 10 lat temu wystawie Muzeum i Instytutu Zoologii, odznacza się zatem ponad stuletnią historią i stanowi przeważnie owoc wypraw takich badaczy, jak: Konstanty Jelski, Jan Sztolcman, Jan Kakowski czy Tadeusz Chrostowski.

Nie potom jechał do Gujany, żeby ją opisać. Jedyną pobudką do wyjazdu była ciekawość, a (...) jedynym celem moim stało się wzbogacenie gabinetu zoologicznego warszawskiego – napisał w jednym ze swych listów Konstanty Jelski, który wzbogacił gabinet o przedstawicieli 480 gatunków ptaków, z których 60 nie doczekało się jeszcze naukowego rozpoznania. – Ci naukowcy–emigranci wspomaganie Muzeum traktowali jako swój patriotyczny obowiązek – oznajmia dr Waldemar Mikołajczyk, który chociaż już przeszedł na emeryturę, wciąż bardzo chętnie oprowadza wycieczki po muzeum, zdradzając ciekawe szczegóły na temat oglądanych eksponatów. – Ta drobna muszla kauri (cyprea moneta) była środkiem płatniczym w Azji oraz w Afryce i można było za nią kupić niewolników. Aby otrzymać ilość purpury wystarczającą do ufarbowania szat, trzeba było zmiażdżyć około 20 tys. ślimaków rozkolców. Motyle umieszczone w gablotach, od razu rzucają się w oczy, lecz w tropikalnej puszczy mogłyby uchodzić za jeszcze jeden słoneczny blask. Spoglądając na ich barwy, aż trudno uwierzyć, że skrzydła są pokryte bezbarwnymi łuskami, których to mikrorzeźba spowodowała rozszczepienie się światła – informuje dr Mikołajczyk, mijając kolejne gabloty, w których można znaleźć m.in. takie okazy, jak największa ćma świata – Thysania czy największy wąż jadowity – groźnica niema (Lachesis). Oczywiście, również i drobne organizmy mogą okazać swą wielkość. Chociażby w dziedzinie naśladownictwa. Możemy bowiem zobaczyć bielinki, które – aby nie stać się pokarmem – przybrały barwy trujących motyli albo też możemy podziwiać fałszywą koralówkę – niegroźnego węża, który na swej skórze nosi „deseń” jednego z najbardziej jadowitych gadów.

BOGACTWO ZIEMI

Zwierzęta Ameryki Południowej to jednak nie jedyna ekspozycja zorganizowana przez Muzeum i Instytut Zoologii PAN. Druga wystawa odbywa się pod hasłem Ziemia – czy ją znamy? Prezentuje ona miejsce Ziemi w Układzie Słonecznym oraz przedstawia strategie, jakie poszczególne organizmy przyjmują wobec czynników środowiskowych. Prościej mówiąc, zwierzęta lądowe mogą zimę przespać, mogą przed nią uciec do ciepłych krajów albo też zostać i dostosować się do nowych warunków, jak to czyni chociażby gronostaj, który zmienia barwę futra na białą, aby dzięki temu być mniej widocznym na tle śniegu. Jak widzimy, jest tu już zdecydowanie mniej egzotyki, choć nie można powiedzieć, żeby jej brakowało. Zwierzęta morskie, żyjące w strefie przybrzeżnej, chronią się przed odpływem przytwierdzając się do podłoża (jak to czyni czareczka, która silnie przylega nogą do przybrzeżnych skał, zachowując sobie w muszli kroplę wody, która musi jej wystarczyć na czas odpływu), bądź zagrzebując się w piasku, jak to czyni okładniczka. Jeśli chodzi o sposoby zachowania gatunku, to i tu pomysłowość natury może wzbudzać co najmniej zdziwienie. Np. ryba Matronica ma do swojego ciała przyrośnięte małe samczyki, dzięki czemu nie musi się trudzić szukaniem partnerów. Z kolei żaba australijska chroni swoje potomstwo, połykając kijanki, a jej żołądek zaprzestaje wtedy produkcji kwasów. To oczywiście tylko niektóre strategie stosowane przez organizmy.

Niestety, zasób eksponatów prezentowanych na tej wystawie jest uboższy niż na poprzednich ekspozycjach, ale jest za to więcej fotografii. Oczywiście, zbiory Muzeum i Instytutu Zoologii PAN wykraczają poza to, co możemy zobaczyć kupując bilet do muzeum. W podwarszawskim magazynie znajduje się około 400 tys. gatunków zwierząt, z czego 10 tys. to typy opisowe, które pełnią rolę podobną do tej, jaką ma wzorzec metra w S?vres. Stanowią one bowiem punkty odniesienia w klasyfikowaniu danych organizmów.

KULTURA (MASOWA) PRZED NATURĄ

W większości krajów europejskich narodowe muzea przyrodnicze mają podobny status i metraż, co muzea sztuki. Dzieje naszego narodu niewątpliwie przyczyniły się do tego, że w Polsce największym uznaniem cieszy się jednak kultura i sztuka. Może właśnie z tego względu w naszym kraju nie ma narodowego muzeum przyrodniczego. – Już kilkakrotnie pojawiały się plany jego powołania, ale zawsze wszystko kończyło się na projektach – mówi dr Mikołajczyk, wspominając jednak na pocieszenie o utworzonym parę lat temu Muzeum Przyrodniczym PAN w Krakowie. Powód do radości może stanowić również fakt, że w Muzeum Ewolucji nie brakuje zwiedzających, wśród których przeważają uczniowie i to zarówno ze szkół podstawowych, jak i średnich. – Zwłaszcza przed maturami mamy tu prawdziwe oblężenie. Poza tym przez cały rok szkolny odwiedzają nas wycieczki, co pewnie w dużej mierze jest spowodowane tym, że muzeum znajduje się w Pałacu Kultury i Nauki, który, jak wiadomo, stanowi żelazny punkt zwiedzania Warszawy – wyjaśnia dr Mikołajczyk. – Ponadto, tuż obok jest McDonald – dopowiada jedna z pracownic Muzeum Ewolucji.

Muzeum jest otwarte od wtorku do soboty w godzinach od 8 do 16, a w niedzielę od 9 do 1430. Cena biletów normalnych wynosi 6 zł, a ulgowych – 4 zł. Wejście od strony Pałacu Młodzieży.

Komentarze