Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 11/2001

Wzrost nauki i jego następstwa
Poprzedni Następny

W stronę historii

Uczeni pod pręgierzem krytyki (6)

Jan Kozłowski

Podniesiony przez Jaya W. Forrestera problem spadku efektywności badań w miarę wzrostu liczby badaczy jako pierwszy podjął Derek de Solla Price w książce Mała Nauka – Wielka Nauka (1963, tłum. polskie 1967). Wg autora, liczba przeciętnych badaczy wzrasta jako kwadrat liczby wyjątkowo wybitnych. W ten sposób, aby podwoić liczbę tych ostatnich, trzeba aż czterokrotnie powiększyć liczbę przeciętnych. W efekcie, w miarę wzrostu nauki, spada jej jakość. Badania empiryczne potwierdziły tę zasadę. Gdy spada jakość, zwracają uwagę Paula E. Stephen i Sharon G. Levin (Striking the Mother Lode in Science, 1992), najzdolniejsi przedstawiciele pokolenia mają słabszą motywację, by zostać naukowcami. Podobne rozważania – w odniesieniu do gwałtownego wzrostu nauki w ZSRR – rozwija Aleksander Zinowiew, rosyjski matematyk, filozof i pisarz opozycyjny (ur. 1922) w książce Denne wyżyny (tłum. ang. 1980).

ALEKSANDER ZINOWIEW

Poziom naukowy danego kraju określa się m.in. przez liczbę doktorów i bakałarzy, liczbę publikacji, konferencji naukowych, czasopism itd. Zapada decyzja o podniesieniu poziomu nauki. Wśród podjętych środków będzie też, oczywiście, decyzja o zwiększeniu liczby doktorów i bakałarzy, liczby publikacji itd. Dla osiągnięcia tego celu przeznacza się pewne kwoty. Ale decyzja to decyzja, a jej wykonanie to całkiem inna sprawa. (...) problem łatwo rozwiązać: czysto ilościowa zmiana pociągnie za sobą odpowiednią zmianę jakościową. Ale co rzeczywiście nastąpi, gdy weźmiemy pod uwagę osobliwości systemu, którego dotyczy decyzja? Znacznie łatwiej będzie zostać doktorem i bakałarzem, uzyskać stopień naukowy, mieć publikacje itd. Te nowe szanse wykorzystają w pierwszym rzędzie średniacy, oszuści, karierowicze i inne podobne typy, które mają wielką łatwość krojenia sobie wielkich kęsów społecznego tortu. To prawda, że kilku prawdziwych naukowców porwie parę okruchów, lecz ich proporcjonalny udział w całym przedsięwzięciu gwałtownie spadnie. Poziom nauki może się chwilowo podnieść, ale daleko mniej niż przewidywali decydenci. Przytoczmy przykład. Widzimy, że stopnie uniwersyteckie dewaluują się. Podejmuje się zatem decyzję o zmianie struktury płac pracowników naukowych. Nowy system ma brać pod uwagę rzeczywistą wartość badań. Kto będzie odpowiedzialny za jego opracowanie? Czy będą to stworzenia prawe, bezstronne i bogobojne? Nie, będą to ci sami doktorzy i bakałarze, którzy byli przyczyną całego nieszczęścia. A zrobią oni wszystko na swój własny sposób, i niemal nic się nie zmieni. Jedynymi ludźmi, którzy poniosą straty, będą ci najbardziej bezbronni, wydajni i utalentowani. Jest ich niewielu, lecz są oni duszą i nerwem nauki. A ponieważ to oni ucierpią, skutki [reformy] będą katastrofalne. Wszystko to są przykłady jakościowych efektów wytwarzanych przez system. W takich przypadkach każda reforma utrwala status quo i tylko niszczy te najlepsze i najwyżej zorganizowane elementy systemu. (Cytowane za: Mikhail Bunchuk, The dwindling science, 1997).
 

Komentarze