Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 1/2002

Po pierwsze, nie szkodzić
Poprzedni Następny

Agora

Wydaje się, że pojawiła się
w KBN wola rugowania absurdów.
Opisany przeze mnie jest jednym z najgroźniejszych.

Lucjan Piela

Ta dewiza Hipokratesa odnosząca się do lekarzy jest słuszna także w dziedzinie polityki naukowej, kluczowej szczególnie, kiedy państwo dysponuje bardzo skromnymi środkami na naukę. Ograniczę się tu do obszaru nauk ścisłych, który znam najlepiej. Jednakże we wszystkich przypadkach warunkiem jest wysoka jakość badań. W każdej dziedzinie możliwe są specyficzne mierniki jakości badań. jeśliby ich nie było, zawsze można poprosić najwybitniejszych specjalistów, aby ułożyli instytucje według ich jakości i listy uśrednić. Jest to możliwe od matematyki po prawo i badania folkloru, ale w naukach ścisłych mamy mocniejsze argumenty niż tylko subiektywne odczucia. W każdej z tych (w miarę szerokich i potrzebnych) dziedzin czołowa instytucja powinna mieć zapewnione najlepsze warunki rozwoju, a inne – odpowiednio proporcjonalnie do ich jakości.

Osiem lat temu wprowadziłem system podnoszenia jakości badań naukowych na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. System funkcjonuje do dziś, ma się dobrze (i system, i wydział), wygląda na to, że nikt już nie chce powrotu do dawnych czasów. Moich ewentualnych oponentów uprzejmie proszę o wzięcie tych faktów pod uwagę.

PROSTE SYGNAŁY

Najpierw należy sobie zadać pytanie: po co dana instytucja istnieje, tzn. jaka jest jej misja? Choć to dziwne, takie pytanie rzadko jest stawiane. Odpowiedź może brzmieć: aby cała załoga przetrwała do lepszych czasów, aby nas nie zwolnili, aby żyło nam się jak najlepiej, aby wyższe władze zobaczyły, że jesteśmy potrzebni, aby nie było niepotrzebnych napięć i wszyscy skupili się na pracy itp. To nie są misje instytucji. Misja musi być usytuowana w hierarchii potrzeb narodu i to w wielkiej skali czasowej. Misją instytucji naukowej jest uprawianie nauki na światowym poziomie, a misją uczelni są jej absolwenci na najwyższym światowym poziomie. Misja to dalekosiężny cel, na który muszą być nastawione i struktura, i działanie instytucji. Wtedy dużo łatwiej rozstrzygać tysiące drobnych spraw: jeśli służą one misji – aprobować, jeśli szkodzą misji – załatwiać negatywnie.
Najwyższą troską instytucji powinno być systematyczne sprawdzanie jakości jej produktu: poziomu nauki i wiedzy absolwentów. W naszym kraju nie ma ani jednego, ani drugiego. Jeśli pojawi się genialna idea lub genialny człowiek, to jest jasne, że misja instytucji wymaga stworzenia geniuszowi najlepszych warunków, jakie są w jej mocy. Ku takiej sytuacji zwrócony był cały system, po to ta instytucja istnieje. Są to działania poza rutynowym systemem, o którym tu mówię. Rutynowy system nie jest po to, aby dzielić pieniądze, tylko po to, aby idee tworzone w instytucji uzyskały poziom naukowy umożliwiający nawet największy sukces.

Jakość powinna być zapewniona w procesie rzetelnej oceny badań przez społeczność światową. Jest to proces bardzo ważny, bo izolacja instytucji doprowadza do jej degeneracji. Nie ma absolutnego zabezpieczenia przed izolacją, choć największe szanse na jej uniknięcie ma finansowanie badań w zależności od ich światowego poziomu. Poziom światowy wyznaczają najlepsi specjaliści, którzy są zwykle recenzentami najważniejszych światowych czasopism. Każda instytucja powinna mieć rutynowo działający, jasny i prosty system podnoszenia jakości. Musi on być jasny i prosty, aby wysyłał do pracowników jasne i proste sygnały, bo to oni w podejmowaniu codziennych wielkich i małych decyzji zadecydują o ruchu całej instytucji w stronę wyższej jakości. Sygnały są wysyłane niezależnie od świadomości tego faktu w gronie kierownictwa instytucji.

Zamieszczona tu tabelka (na str. 28) pokazuje, jak pozornie logiczne zasady mogą doprowadzić w nauce do bardzo negatywnych skutków. Przedstawiam różne możliwe zasady podziału środków finansowych (pierwsza kolumna) między zespoły badawcze instytucji naukowej. Spotkałem się w praktyce ze wszystkimi z nich jako propozycjami. Każda proponowana zasada systemu miała zawsze bardzo piękne uzasadnienie ideowe (druga kolumna). Cechą charakterystyczną większości tych propozycji było to, że proponujący najczęściej myślał o podziale środków finansowych i to tych bieżących („filozofia podziału łupów”), a nie o sygnałach wysyłanych przez system, związanych z rozwojem i misją instytucji. W czwartej kolumnie podany jest skutek wysyłanych sygnałów. Skrót IF to impact factor, czyli pewna miara wpływu czasopisma na obieg informacji w dziedzinie (oparta na cytowaniach publikacji tego czasopisma).

IF KONTRA... NIC

Według tabelki wyróżniają się in plus pozycje 16. i 17. Obie opierają się na IF. O IF napisano wiele nieprzychylnych rzeczy. A to, że się zmienia w czasie; że czasopismo X, które środowisko Y uważa za opiniotwórcze, ma IF niższe niż „mniej cenione” czasopismo Z; że w każdym czasopiśmie może się ukazać mierny artykuł; że w sposobie ustalania IF jest wiele błędów itp.

Żaden z tych argumentów mnie nie przekonuje. Bardzo bym się martwił, gdyby IF się nie zmieniał. Środowisko Y nie ma żadnych podstaw, aby swoje subiektywne odczucia kwantyfikować; znany jest mi argument, iż we wszystkich czasopismach zdarzają się prace potem niecytowane, wobec tego, to wszystko nie ma sensu. To jest zły argument. Decyduje prawdopodobieństwo. Poszukiwacz diamentów zapłaci jednak dużo więcej za worek piasku z wyrobiska kopalni w Południowej Afryce niż za worek piasku z Puszczy Kampinoskiej. Najgroźniejszy wydaje się argument, że w ustaleniach „Science Citation Index” są błędy. Przy tak gigantycznym materiale statystycznym błędy muszą być. Jest ważne, czy uwzględnienie średniego błędu obliczonego dla długiej listy publikacji instytucji da mi inną proporcję finansowania instytucji. I tylko tyle. Wszelkie moje doświadczenia wskazują, że nie.

Najważniejszym jednak argumentem jest to, co oponenci w stosunku do IF oferują jako praktyczne rozwiązanie alternatywne. Otóż to, co w praktyce zaproponowali (kategorie, progi, spłaszczanie skali, lista filadelfijska), jest horrorem z punktu widzenia sygnałów (patrz tabelka). System wprowadzony przez KBN z jednej strony imponuje objęciem wszystkich dziedzin, z drugiej, przynajmniej w kilku dziedzinach, przeraża wysyłaniem bardzo złych sygnałów do instytucji prowadzących badania najwyższej jakości. Tam nadzieją może być już tylko ich etos pracy, a to jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Etos musi zginąć, jeśli pieniądze będą przychodzić po równo za najlepsze osiągnięcia i za byle co. Wydaje się, że pojawiła się w KBN wola rugowania absurdów. Opisany przeze mnie jest jednym z najgroźniejszych. Jedną z najważniejszych cech algorytmu (obok sygnałów) jest jego stabilność w czasie. Jeśli jednak powstał system wysyłający złe sygnały, to nie ma wyboru, trzeba go jak najszybciej zmienić na dobry.

1 Kategorie są niepotrzebne. Finansowanie instytucji powinno się odbywać nie na zasadzie sztywnych kategorii, tylko proporcjonalnie do naukowych plonów tej instytucji w okresie 3 lat (aby wyeliminować wielkie fluktuacje). Nie muszę wiedzieć, ile osób zatrudnia instytucja. Ona sama wtedy pomyśli, czy potrzeba jej tylu palaczy CO, sprzątaczek itp.

Prof. dr hab. Lucjan Piela, chemik, pracuje na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego.

Komentarze