Rozmowa Forum
Po restrukturyzacji powinny pozostać tylko najlepsze
instytuty, będące w stanie podejmować ważne tematy badawcze. Najsłabsze
jednostki zostaną zlikwidowane.
Rozmowa z prof. Jerzym Kołodziejczakiem,
wiceprezesem Polskiej akademii Nauk
|
Fot. S. Ciechan
 |
| Prof. dr hab. Jerzy Kołodziejczak (ur. 1935), fizyk. Studia
na Wydziale Mat.-Fiz.-Chem. UW – 1958, doktorat – 1961, habilitacja – 1963.,
prof. nadzwyczajny – 1969, prof. zwyczajny – 1974. Od 1973 roku jest
członkiem PAN. W latach 1970-81 kierownik Instytutu Fizyki PAN. Od 1990
przez trzy kadencje sekretarz Wydziału Nauk Mat.-Fiz.-Chem. Działalność
naukowa prof. J. Kołodziejczaka obejmuje badania z zakresu fizyki ciała
stałego, w szczególności fizyki półprzewodników. Wraz z prof. Leonardem
Sosnowskim jest współtwórcą polskiej szkoły fizyki półprzewodników. Pierwszy
laureat prestiżowej nagrody naukowej im. M. Skłodowskiej-Curie, laureat
nagrody państwowej I stopnia. Na 90. Zgromadzeniu Ogólnym PAN został wybrany
wiceprezesem PAN na kadencję 1999-2002. |
Polska nauka poniosła bolesną stratę. 26 grudnia 2001 r. zmarł prof.
Mirosław Mossakowski, prezes Polskiej Akademii Nauk, wybitny uczony, niezwykły
człowiek.
– To wielka strata dla nauki i dla Akademii. Znaliśmy się z prof. Mossakowskim
kilkadziesiąt lat. Nasze kariery zawodowe przebiegały niemal równolegle. W
latach 70. on był dyrektorem Centrum Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej, ja –
dyrektorem Instytutu Fizyki PAN. Później on pełnił funkcję sekretarza Wydziału
Nauk Medycznych, ja – sekretarza Wydziału Nauk
Matematyczno-Fizyczno-Chemicznych. Kiedy w 1999 roku został wybrany prezesem
PAN, zaproponował mi objęcie stanowiska wiceprezesa. Od początku widziałem, że
jest to indywidualność nieprzeciętna – wybitny uczony, doskonały organizator, a
równocześnie bardzo mądry i dobry człowiek. Nasze stosunki, początkowo
koleżeńskie, z czasem przerodziły się w przyjaźń. Z całą odpowiedzialnością mogę
powiedzieć, że jeśli decydował się na kandydowanie na jakąś funkcję, to po to,
żeby coś pożytecznego zrobić, a złożonych obietnic starał się dotrzymywać.
Niestety ciężka, nieuleczalna choroba już po półtora roku uniemożliwiała mu
efektywną pracę na stanowisku prezesa PAN. Ale z rozmów, jakie prowadziłem z nim
w ostatnim okresie wiem, że dla niego większym dramatem był fakt, że nie będzie
mógł dokończyć tego, czego się podjął.
– Polska Akademia Nauk jest połączeniem korporacji wybitnych uczonych oraz
ponad 80 placówek badawczych, nazywanych centrum badawczym PAN. Na świecie
funkcjonują różne modele organizacji nauki, ale akademie nauk są najczęściej
chyba tylko instytucjami skupiającymi wybitnych uczonych?
– Generalnie można powiedzieć, że funkcjonują trzy zasadnicze modele organizacji
nauki. Są kraje, w których działają tylko korporacje uczonych, np. Wielka
Brytania, są takie, gdzie funkcjonują jedynie instytuty badawcze oraz takie,
które mają zarówno korporację uczonych, jak i państwowe centra naukowe złożone z
instytutów badawczych. Tak jest np. we Francji, gdzie badania prowadzi Centre
Nationale de la Recherche Scientifique (CNRS), a w jego ramach państwowe
instytuty badawcze. W Niemczech najpoważniejszą instytucją naukową jest
Towarzystwo Maxa Plancka, które strukturalnie jest niemal identyczne z PAN, tzn.
kojarzy harmonijnie część korporacyjną i centrum badawcze złożone z
kilkudziesięciu instytutów. W innych krajach Unii Europejskiej istnieją podobne
instytucje złożone z korporacji i instytutów badawczych, które wręcz w nazwie
mają słowo akademia. Gdyby przyjrzeć się proporcji występowania tych modeli to
rozkładają się one mniej więcej po równo.
– Akademia powstała w roku 1952 – w okresie, kiedy większość wzorów była
importowana, a uczeni niewiele mieli do powiedzenia. Czy to nie ciąży na jej
dniu dzisiejszym?
– Rzeczywiście, początek przypadł na okres stalinizmu, ale Akademia nie była w
żadnym razie instytucją narzuconą. Dyskusje na temat jej powołania, form
organizacyjnych i zadań trwały już w dwudziestoleciu międzywojennym, a także w
czasie wojny w Komisji Nauki i Szkół Wyższych działającej przy Departamencie
Oświaty i Wychowania Delegatury Rządu na Kraj. To wtedy powstał projekt
utworzenia PAN. Uczeni skupieni w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, Akademii
Nauk Technicznych, środowisku związanym z Kasą Mianowskiego i Polską Akademią
Umiejętności widzieli konieczność powołania państwowej instytucji gromadzącej
najwybitniejszych uczonych i prowadzącej badania naukowe. Natomiast z pewnością
decyzją polityczną było zlokalizowanie jej w Warszawie i zawieszenie działania
PAU.
– Czy połączenie korporacji uczonych i instytutów badawczych jest dobrym
rozwiązaniem?
– W założeniu Akademia ma skupiać osoby wybrane spośród najwybitniejszych
uczonych, a także prowadzić zaawansowane badania naukowe na najwyższym poziomie.
To musi iść w parze i dlatego członkowie korporacji powinni mieć wpływ na
programy badawcze placówek naukowych PAN, jak również umożliwienie im – gdzie to
jest potrzebne – osobistego uczestnictwa w procesie badawczym. Podkreślam to
dlatego, że ok. 66 proc. członków korporacji jest pracownikami wyższych uczelni,
a nie instytutów PAN. Niestety, nie zawsze tak jest – Akademia jako korporacja
uczonych ma zbyt mały wpływ na pracę instytutów. Chcielibyśmy to zmienić. po
blisko 50 latach działalności Akademia wymaga zresztą głębszych zmian –
dostosowania jej struktury, prowadzonej polityki naukowej, metod zarządzania do
zadań, jakie stawia przed nauką wiek XXI.
– Co to oznacza w praktyce dla korporacji i instytutów?
– Kiedy Akademia powstawała, nadano jej strukturę wydziałową, odpowiadającą
klasycznym dyscyplinom naukowym. Na początku było ich 4, obecnie istnieje 7
wydziałów. Ale świat się zmienia – dziś nauka wykracza poza tradycyjne podziały
dyscyplinowe, wielkie programy badawcze mają charakter interdyscyplinarny. We
współczesnym świecie nauka musi być siłą napędową rozwoju gospodarki i
społeczeństwa. Restrukturyzacja musi się zatem zacząć od zdefiniowania
priorytetów badawczych, a w ślad za tym takiej organizacji badań, która pozwoli
je realizować. PAN zatrudnia obecnie blisko 9 tys. pracowników, z czego ponad 4
tys. to pracownicy naukowi. Ten potencjał musi być dobrze wykorzystany. Po
restrukturyzacji powinny pozostać tylko najlepsze instytuty, będące w stanie
podejmować ważne tematy badawcze. Inne będą musiały się połączyć, także po to,
aby lepiej prowadzić badania interdyscyplinarne. Najsłabsze jednostki zostaną
zlikwidowane. Wśród instytutów Akademii istnieją także placówki unikatowe – np.
Centrum Badań Kosmicznych, które pełni de facto rolę agencji państwowej – i
oczywiście dalej muszą pełnić swe funkcje.
– Dlaczego warto finansować badania naukowe?
– Przez całe wieki jednostki lub niewielkie grupy uczonych prowadziły badania
powodowane ciekawością, chęcią poznania prawdy o naszym świecie. Czyniły to z
własnych funduszy lub też posiadając możnego mecenasa. Wiek XX przyniósł
zasadnicze zmiany w organizacji nauki. Powstały instytucje, początkowo
państwowe, później także prywatne, których zadaniem było osiągnięcie konkretnych
rezultatów, znaczącego postępu w jakiejś dziedzinie. Najbardziej chyba znanym i
zarazem najbardziej spektakularnym przykładem jest realizowany w czasie II wojny
światowej amerykański program „Manhattan”, w którym uczeni otrzymali zadanie
zbudowania bomby atomowej. To było całkowicie nowe podejście – programowanie
celów naukowych. Sprawą, o której decydowali już nie uczeni, a politycy, było
użycie bomby. W czasie II wojny światowej zespoły naukowców działały nie tylko w
USA. Mieli je Anglicy (tak powstał radar) czy Niemcy (pierwsze rakiety – V1 i
V2). Te odkrycia miały zastosowanie wojskowe, ale jest też wiele przykładów
stawiania celów innych niż militarne. Choćby rywalizacja USA i ZSRR w ramach
podboju kosmosu. Uczeni obu krajów dostali zadanie wyniesienia człowieka w
przestrzeń kosmiczną i dokonali tego. Do badań zostały włączone
najprzeróżniejsze dziedziny nauki: fizyka, chemia, informatyka, cybernetyka,
biologia, medycyna i wiele innych. Poszły na to ogromne pieniądze, ale cel
został osiągnięty. I co ważne, niejako przy okazji tych badań, powstało wiele
wynalazków, które służą nam do dziś – choćby techniki komputerowe, satelity
telekomunikacyjne, nowe technologie materiałowe. Niektóre z nich, np. teflon,
weszły do codziennego użytku w gospodarstwach domowych. Kolejnym spektakularnym
przykładem jest Internet. Początkowo był to sposób komunikowania się wojskowych
z Pentagonu. Później zaczęli go wykorzystywać i rozwijać uczeni (w tym również
jako jedni z pierwszych polscy fizycy), najpierw do komunikacji między sobą,
później znacznie szerzej. Dziś jest to jedno z mediów rewolucjonizujących wiele
dziedzin naszego życia. Ostatni przykład to rozszyfrowanie ludzkiego genomu,
które stwarza ogromne możliwości w badaniach medycznych. Badania naukowe,
wykorzystanie ich rezultatów, to motor postępu cywilizacyjnego i gospodarczego.
– Ale uczeni często mówią: Chcemy badać to, co nas interesuje. naszą
motywacją jest ciekawość badawcza. nauki nie można uprawiać pod dyktando. nawet
czyste poszukiwania badawcze przynoszą rezultaty – tak powstał np. laser.
– Trzeba odróżniać dwie rzeczy. W sytuacji globalnego zinstytucjonalizowania
nauki i wykorzystania jej dla postępu cywilizacyjnego motywacja państwa jest
czym innym niż motywacja uczonego. Państwo powinno wytyczać cele strategiczne i
na tej podstawie tworzyć programy badawcze. Pojedynczy uczony może brać udział w
takim programie, ale musi też mieć możliwość badań teoretycznych, np. w zakresie
nauk podstawowych, i realizowania swoich pasji badawczych. Autonomia w zakresie
badań to jeden z podstawowych kanonów uprawiania nauki na całym świecie.
– Mówimy o badaniach w krajach najwyżej rozwiniętych, przodujących w wielu
dziedzinach życia. Polska jest krajem średniej wielkości, nie należącym do
światowej czołówki. Czy jesteśmy w stanie dokonywać odkryć przełomowych? Nobel z
chemii, fizyki czy medycyny na razie nam się nie przydarzył – nie licząc,
oczywiście, Skłodowskiej-Curie. Dlaczego warto finansować badania w kraju takim,
jak nasz?
– Po pierwsze, są dziedziny albo węższe specjalności, np. w chemii, astronomii,
matematyce, fizyce, archeologii, w których do takiej czołówki należymy. Po
drugie, w wielu innych należymy do grupy państw, które się liczą. Po trzecie,
Polska leży w centrum Europy i chce się z Europą integrować, musimy zatem być do
Europy podobni. By móc korzystać ze światowych osiągnięć nauki i postępu
technicznego, musimy sami prowadzić badania. Inaczej nie będziemy nawet
potrafili wykorzystać cudzych wyników. Mówimy ostatnio o Europejskiej
Przestrzeni Badawczej. Czy chcielibyśmy, aby Polska nie wnosiła żadnego wkładu w
dziedzinie nauki? Chętnie podkreślamy, że jesteśmy największym krajem
kandydującym, liderem przemian. Zatem i w nauce powinniśmy być liderem. Gdybyśmy
nie wnosili nic w dziedzinie nauki i kultury, czułbym się europejskim obywatelem
drugiej kategorii. W krajach najwyżej rozwiniętych ogromny procent dochodu
narodowego pochodzi ze sprzedaży zaawansowanych technologii i know-how.
Wspomnijmy tylko Dolinę Krzemową i Microsoft. Musimy dążyć do tego, aby i u nas
tak było. Społeczeństwo XXI wieku będzie społeczeństwem informacyjnym, a
technologie informatyczne zrewolucjonizują nasze życie. Już mamy tego przedsmak:
telefon komórkowy, komputer, Internet umożliwiający zakupy, operacje bankowe
oraz masową edukację. Ambicją krajów Unii jest, aby zjednoczona Europa zaczęła
odgrywać bardziej znaczącą rolę w światowej gospodarce i nauce. Jeżeli chcemy
choćby zbliżać się do czołówki, musimy postawić na nowoczesne kształcenie i
rozwój badań. Przykład tak małego kraju, jakim jest Finladia, która dokonała
ogromnego skoku gospodarczego i ogólnie cywilizacyjnego w ciągu ostatnich 20
lat, powinien dać nam wiele do myślenia. Ten sukces Finlandia zawdzięcza
świadomie zaplanowanej i konsekwentnie realizowanej wieloletniej polityce
naukowej państwa, wyrażającej się w bardzo silnym finansowaniu wybranych
priorytetów badawczych, ważnych dla rozwoju tego kraju. A czy potrafimy osiągać
rezultaty przełomowe w nauce? Potrafimy. W naszym Instytucie Wysokich Ciśnień
„Unipress” zaświecił niedawno niebieski laser, który ma szansę być takim
przełomem. Polska humanistyka spewnością także może być oryginalnym narodowym
wianem, jakie nasz kraj może wnieść do rodziny zjednoczonych narodów Europy.
– Pada czasem stwierdzenie, że potencjał naukowy, jakim dysponuje PAN,
powinien być włączony w kształcenie i edukację.
– Zadania edukacyjne, jakie stoją przed PAN, z całą pewnością nie mogą polegać
na wyręczaniu uczelni. Akademia powinna rozwijać kształcenie na poziomie
najwyższym, czyli doktoranckim oraz podyplomowym. I to czyni. Działają też
szkoły wyższe, w których większość kadry to pracownicy Akademii. W szybko
rozwijającym się społeczeństwie potrzebne jest kształcenie ustawiczne. Jak
lekarz kształci się przez całe życie, bo medycyna wciąż przynosi postęp, tak
dziś musi to czynić prawie każdy. Akademia będzie w tym pomagać.
– Czy w Polsce istnieje polityka naukowa, rozumiana jako stawianie celów
przed uczonymi?
– W takim rozumieniu, niestety, nie istnieje.
– Dlaczego i kto ją powinien stworzyć?
– Polityki tak rozumianej nie może stworzyć jeden resort, np. Komitet Badań
Naukowych, musi ją realizować państwo jako całość. Resortów odpowiadających za
rozwój kraju jest znacznie więcej, choćby ministerstwo gospodarki.
– Ale ktoś tę politykę musi wypracować i to powinien być chyba KBN. W
Komitecie zasiadają ministrowie 6 resortów.
– To powinna być dużo szersza dyskusja, w której powiedzielibyśmy sobie, że z
punktu widzenia przyszłej pozycji Polski w zjednoczonej Europie mamy szansę
zająć liczącą się pozycję w takich to a takich dziedzinach. I wtedy należałoby
zastanowić się, jak rozwinąć te dziedziny i nasz potencjał intelektualny oraz
badawczy, jak dopasować do tych zadań struktury organizacyjne nauki i sposób
finansowania badań. Tego nie zrobi sam KBN, który z konieczności musi doraźnie
koncentrować się na sposobach racjonalnego podziału żenująco niewielkich środków
finansowych na naukę, jakie otrzymuje do dyspozycji z budżetu państwa.
– Problem polega chyba także na tym, że politycy dochodzą do władzy na 4
lata. W trakcie jej sprawowania przytłaczają ich sprawy bieżące i walka
polityczna z opozycją. Myślenie w kategoriach długookresowych korzyści państwa
nie jest częste.
– To prawda, większość polityków podporządkowuje swoje działania zwycięstwu
własnego ugrupowania i wyborowi na kolejną kadencję. Na szczęście nie wszyscy.
– Jak zatem można zmienić tę sytuację?
– PAN, poprzez swój Komitet Prognoz Polska 2000 Plus, kierowany przez prof.
Leszka Kuźnickiego, opracowała wielotomową ekspertyzę na temat strategii państwa
i wykorzystania nauki do roku 2020. To jest z pewnością materiał wart
przestudiowania.
– Ale w stosunku do takich ekspertyz pada często zarzut, że bywają
nietrafione. Trudno przewidzieć przyszłość na kilka lat naprzód – nikt chyba nie
przewidywał 3 lata temu takiego załamania gospodarczego i trudności budżetowych
czy znacząco mniejszego zużycia gazu kupowanego z Rosji – a co dopiero
przewidywanie z wyprzedzeniem 20-letnim.
– Podczas seminarium zorganizowanego przez prezydenta Kwaśniewskiego, który
zainteresował się naszym opracowaniem i który wielokrotnie dawał wyraz temu, że
rozumie potrzeby nauki, Jerzy Kropiwnicki, wówczas szef Rządowego Centrum
Studiów Strategicznych, potwierdził, że, pomimo różnych metod przyjętych w
analizach Rządowego Centrum i PAN, wnioski były bardzo podobne. Warto zatem
radzić się naukowców, inwestować w naukę i wykorzystywać badania dla rozwoju
kraju.
Rozmawiał Andrzej Świć
|