Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 1/2002

Akademia wymaga głębszych zmian
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Po restrukturyzacji powinny pozostać tylko najlepsze instytuty, będące w stanie podejmować ważne tematy badawcze. Najsłabsze jednostki zostaną zlikwidowane.

Rozmowa z prof. Jerzym Kołodziejczakiem,
wiceprezesem Polskiej akademii Nauk
 

Fot.  S. Ciechan

Prof. dr hab. Jerzy Kołodziejczak (ur. 1935), fizyk. Studia na Wydziale Mat.-Fiz.-Chem. UW – 1958, doktorat – 1961, habilitacja – 1963., prof. nadzwyczajny – 1969, prof. zwyczajny – 1974. Od 1973 roku jest członkiem PAN. W latach 1970-81 kierownik Instytutu Fizyki PAN. Od 1990 przez trzy kadencje sekretarz Wydziału Nauk Mat.-Fiz.-Chem. Działalność naukowa prof. J. Kołodziejczaka obejmuje badania z zakresu fizyki ciała stałego, w szczególności fizyki półprzewodników. Wraz z prof. Leonardem Sosnowskim jest współtwórcą polskiej szkoły fizyki półprzewodników. Pierwszy laureat prestiżowej nagrody naukowej im. M. Skłodowskiej-Curie, laureat nagrody państwowej I stopnia. Na 90. Zgromadzeniu Ogólnym PAN został wybrany wiceprezesem PAN na kadencję 1999-2002.

 Polska nauka poniosła bolesną stratę. 26 grudnia 2001 r. zmarł prof. Mirosław Mossakowski, prezes Polskiej Akademii Nauk, wybitny uczony, niezwykły człowiek.
– To wielka strata dla nauki i dla Akademii. Znaliśmy się z prof. Mossakowskim kilkadziesiąt lat. Nasze kariery zawodowe przebiegały niemal równolegle. W latach 70. on był dyrektorem Centrum Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej, ja – dyrektorem Instytutu Fizyki PAN. Później on pełnił funkcję sekretarza Wydziału Nauk Medycznych, ja – sekretarza Wydziału Nauk Matematyczno-Fizyczno-Chemicznych. Kiedy w 1999 roku został wybrany prezesem PAN, zaproponował mi objęcie stanowiska wiceprezesa. Od początku widziałem, że jest to indywidualność nieprzeciętna – wybitny uczony, doskonały organizator, a równocześnie bardzo mądry i dobry człowiek. Nasze stosunki, początkowo koleżeńskie, z czasem przerodziły się w przyjaźń. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jeśli decydował się na kandydowanie na jakąś funkcję, to po to, żeby coś pożytecznego zrobić, a złożonych obietnic starał się dotrzymywać. Niestety ciężka, nieuleczalna choroba już po półtora roku uniemożliwiała mu efektywną pracę na stanowisku prezesa PAN. Ale z rozmów, jakie prowadziłem z nim w ostatnim okresie wiem, że dla niego większym dramatem był fakt, że nie będzie mógł dokończyć tego, czego się podjął.

– Polska Akademia Nauk jest połączeniem korporacji wybitnych uczonych oraz ponad 80 placówek badawczych, nazywanych centrum badawczym PAN. Na świecie funkcjonują różne modele organizacji nauki, ale akademie nauk są najczęściej chyba tylko instytucjami skupiającymi wybitnych uczonych?
– Generalnie można powiedzieć, że funkcjonują trzy zasadnicze modele organizacji nauki. Są kraje, w których działają tylko korporacje uczonych, np. Wielka Brytania, są takie, gdzie funkcjonują jedynie instytuty badawcze oraz takie, które mają zarówno korporację uczonych, jak i państwowe centra naukowe złożone z instytutów badawczych. Tak jest np. we Francji, gdzie badania prowadzi Centre Nationale de la Recherche Scientifique (CNRS), a w jego ramach państwowe instytuty badawcze. W Niemczech najpoważniejszą instytucją naukową jest Towarzystwo Maxa Plancka, które strukturalnie jest niemal identyczne z PAN, tzn. kojarzy harmonijnie część korporacyjną i centrum badawcze złożone z kilkudziesięciu instytutów. W innych krajach Unii Europejskiej istnieją podobne instytucje złożone z korporacji i instytutów badawczych, które wręcz w nazwie mają słowo akademia. Gdyby przyjrzeć się proporcji występowania tych modeli to rozkładają się one mniej więcej po równo.

– Akademia powstała w roku 1952 – w okresie, kiedy większość wzorów była importowana, a uczeni niewiele mieli do powiedzenia. Czy to nie ciąży na jej dniu dzisiejszym?
– Rzeczywiście, początek przypadł na okres stalinizmu, ale Akademia nie była w żadnym razie instytucją narzuconą. Dyskusje na temat jej powołania, form organizacyjnych i zadań trwały już w dwudziestoleciu międzywojennym, a także w czasie wojny w Komisji Nauki i Szkół Wyższych działającej przy Departamencie Oświaty i Wychowania Delegatury Rządu na Kraj. To wtedy powstał projekt utworzenia PAN. Uczeni skupieni w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, Akademii Nauk Technicznych, środowisku związanym z Kasą Mianowskiego i Polską Akademią Umiejętności widzieli konieczność powołania państwowej instytucji gromadzącej najwybitniejszych uczonych i prowadzącej badania naukowe. Natomiast z pewnością decyzją polityczną było zlokalizowanie jej w Warszawie i zawieszenie działania PAU.

– Czy połączenie korporacji uczonych i instytutów badawczych jest dobrym rozwiązaniem?
– W założeniu Akademia ma skupiać osoby wybrane spośród najwybitniejszych uczonych, a także prowadzić zaawansowane badania naukowe na najwyższym poziomie. To musi iść w parze i dlatego członkowie korporacji powinni mieć wpływ na programy badawcze placówek naukowych PAN, jak również umożliwienie im – gdzie to jest potrzebne – osobistego uczestnictwa w procesie badawczym. Podkreślam to dlatego, że ok. 66 proc. członków korporacji jest pracownikami wyższych uczelni, a nie instytutów PAN. Niestety, nie zawsze tak jest – Akademia jako korporacja uczonych ma zbyt mały wpływ na pracę instytutów. Chcielibyśmy to zmienić. po blisko 50 latach działalności Akademia wymaga zresztą głębszych zmian – dostosowania jej struktury, prowadzonej polityki naukowej, metod zarządzania do zadań, jakie stawia przed nauką wiek XXI.

– Co to oznacza w praktyce dla korporacji i instytutów?
– Kiedy Akademia powstawała, nadano jej strukturę wydziałową, odpowiadającą klasycznym dyscyplinom naukowym. Na początku było ich 4, obecnie istnieje 7 wydziałów. Ale świat się zmienia – dziś nauka wykracza poza tradycyjne podziały dyscyplinowe, wielkie programy badawcze mają charakter interdyscyplinarny. We współczesnym świecie nauka musi być siłą napędową rozwoju gospodarki i społeczeństwa. Restrukturyzacja musi się zatem zacząć od zdefiniowania priorytetów badawczych, a w ślad za tym takiej organizacji badań, która pozwoli je realizować. PAN zatrudnia obecnie blisko 9 tys. pracowników, z czego ponad 4 tys. to pracownicy naukowi. Ten potencjał musi być dobrze wykorzystany. Po restrukturyzacji powinny pozostać tylko najlepsze instytuty, będące w stanie podejmować ważne tematy badawcze. Inne będą musiały się połączyć, także po to, aby lepiej prowadzić badania interdyscyplinarne. Najsłabsze jednostki zostaną zlikwidowane. Wśród instytutów Akademii istnieją także placówki unikatowe – np. Centrum Badań Kosmicznych, które pełni de facto rolę agencji państwowej – i oczywiście dalej muszą pełnić swe funkcje.

– Dlaczego warto finansować badania naukowe?
– Przez całe wieki jednostki lub niewielkie grupy uczonych prowadziły badania powodowane ciekawością, chęcią poznania prawdy o naszym świecie. Czyniły to z własnych funduszy lub też posiadając możnego mecenasa. Wiek XX przyniósł zasadnicze zmiany w organizacji nauki. Powstały instytucje, początkowo państwowe, później także prywatne, których zadaniem było osiągnięcie konkretnych rezultatów, znaczącego postępu w jakiejś dziedzinie. Najbardziej chyba znanym i zarazem najbardziej spektakularnym przykładem jest realizowany w czasie II wojny światowej amerykański program „Manhattan”, w którym uczeni otrzymali zadanie zbudowania bomby atomowej. To było całkowicie nowe podejście – programowanie celów naukowych. Sprawą, o której decydowali już nie uczeni, a politycy, było użycie bomby. W czasie II wojny światowej zespoły naukowców działały nie tylko w USA. Mieli je Anglicy (tak powstał radar) czy Niemcy (pierwsze rakiety – V1 i V2). Te odkrycia miały zastosowanie wojskowe, ale jest też wiele przykładów stawiania celów innych niż militarne. Choćby rywalizacja USA i ZSRR w ramach podboju kosmosu. Uczeni obu krajów dostali zadanie wyniesienia człowieka w przestrzeń kosmiczną i dokonali tego. Do badań zostały włączone najprzeróżniejsze dziedziny nauki: fizyka, chemia, informatyka, cybernetyka, biologia, medycyna i wiele innych. Poszły na to ogromne pieniądze, ale cel został osiągnięty. I co ważne, niejako przy okazji tych badań, powstało wiele wynalazków, które służą nam do dziś – choćby techniki komputerowe, satelity telekomunikacyjne, nowe technologie materiałowe. Niektóre z nich, np. teflon, weszły do codziennego użytku w gospodarstwach domowych. Kolejnym spektakularnym przykładem jest Internet. Początkowo był to sposób komunikowania się wojskowych z Pentagonu. Później zaczęli go wykorzystywać i rozwijać uczeni (w tym również jako jedni z pierwszych polscy fizycy), najpierw do komunikacji między sobą, później znacznie szerzej. Dziś jest to jedno z mediów rewolucjonizujących wiele dziedzin naszego życia. Ostatni przykład to rozszyfrowanie ludzkiego genomu, które stwarza ogromne możliwości w badaniach medycznych. Badania naukowe, wykorzystanie ich rezultatów, to motor postępu cywilizacyjnego i gospodarczego.

– Ale uczeni często mówią: Chcemy badać to, co nas interesuje. naszą motywacją jest ciekawość badawcza. nauki nie można uprawiać pod dyktando. nawet czyste poszukiwania badawcze przynoszą rezultaty – tak powstał np. laser.
– Trzeba odróżniać dwie rzeczy. W sytuacji globalnego zinstytucjonalizowania nauki i wykorzystania jej dla postępu cywilizacyjnego motywacja państwa jest czym innym niż motywacja uczonego. Państwo powinno wytyczać cele strategiczne i na tej podstawie tworzyć programy badawcze. Pojedynczy uczony może brać udział w takim programie, ale musi też mieć możliwość badań teoretycznych, np. w zakresie nauk podstawowych, i realizowania swoich pasji badawczych. Autonomia w zakresie badań to jeden z podstawowych kanonów uprawiania nauki na całym świecie.

– Mówimy o badaniach w krajach najwyżej rozwiniętych, przodujących w wielu dziedzinach życia. Polska jest krajem średniej wielkości, nie należącym do światowej czołówki. Czy jesteśmy w stanie dokonywać odkryć przełomowych? Nobel z chemii, fizyki czy medycyny na razie nam się nie przydarzył – nie licząc, oczywiście, Skłodowskiej-Curie. Dlaczego warto finansować badania w kraju takim, jak nasz?
– Po pierwsze, są dziedziny albo węższe specjalności, np. w chemii, astronomii, matematyce, fizyce, archeologii, w których do takiej czołówki należymy. Po drugie, w wielu innych należymy do grupy państw, które się liczą. Po trzecie, Polska leży w centrum Europy i chce się z Europą integrować, musimy zatem być do Europy podobni. By móc korzystać ze światowych osiągnięć nauki i postępu technicznego, musimy sami prowadzić badania. Inaczej nie będziemy nawet potrafili wykorzystać cudzych wyników. Mówimy ostatnio o Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Czy chcielibyśmy, aby Polska nie wnosiła żadnego wkładu w dziedzinie nauki? Chętnie podkreślamy, że jesteśmy największym krajem kandydującym, liderem przemian. Zatem i w nauce powinniśmy być liderem. Gdybyśmy nie wnosili nic w dziedzinie nauki i kultury, czułbym się europejskim obywatelem drugiej kategorii. W krajach najwyżej rozwiniętych ogromny procent dochodu narodowego pochodzi ze sprzedaży zaawansowanych technologii i know-how. Wspomnijmy tylko Dolinę Krzemową i Microsoft. Musimy dążyć do tego, aby i u nas tak było. Społeczeństwo XXI wieku będzie społeczeństwem informacyjnym, a technologie informatyczne zrewolucjonizują nasze życie. Już mamy tego przedsmak: telefon komórkowy, komputer, Internet umożliwiający zakupy, operacje bankowe oraz masową edukację. Ambicją krajów Unii jest, aby zjednoczona Europa zaczęła odgrywać bardziej znaczącą rolę w światowej gospodarce i nauce. Jeżeli chcemy choćby zbliżać się do czołówki, musimy postawić na nowoczesne kształcenie i rozwój badań. Przykład tak małego kraju, jakim jest Finladia, która dokonała ogromnego skoku gospodarczego i ogólnie cywilizacyjnego w ciągu ostatnich 20 lat, powinien dać nam wiele do myślenia. Ten sukces Finlandia zawdzięcza świadomie zaplanowanej i konsekwentnie realizowanej wieloletniej polityce naukowej państwa, wyrażającej się w bardzo silnym finansowaniu wybranych priorytetów badawczych, ważnych dla rozwoju tego kraju. A czy potrafimy osiągać rezultaty przełomowe w nauce? Potrafimy. W naszym Instytucie Wysokich Ciśnień „Unipress” zaświecił niedawno niebieski laser, który ma szansę być takim przełomem. Polska humanistyka spewnością także może być oryginalnym narodowym wianem, jakie nasz kraj może wnieść do rodziny zjednoczonych narodów Europy.

– Pada czasem stwierdzenie, że potencjał naukowy, jakim dysponuje PAN, powinien być włączony w kształcenie i edukację.
– Zadania edukacyjne, jakie stoją przed PAN, z całą pewnością nie mogą polegać na wyręczaniu uczelni. Akademia powinna rozwijać kształcenie na poziomie najwyższym, czyli doktoranckim oraz podyplomowym. I to czyni. Działają też szkoły wyższe, w których większość kadry to pracownicy Akademii. W szybko rozwijającym się społeczeństwie potrzebne jest kształcenie ustawiczne. Jak lekarz kształci się przez całe życie, bo medycyna wciąż przynosi postęp, tak dziś musi to czynić prawie każdy. Akademia będzie w tym pomagać.

– Czy w Polsce istnieje polityka naukowa, rozumiana jako stawianie celów przed uczonymi?
– W takim rozumieniu, niestety, nie istnieje.

– Dlaczego i kto ją powinien stworzyć?
– Polityki tak rozumianej nie może stworzyć jeden resort, np. Komitet Badań Naukowych, musi ją realizować państwo jako całość. Resortów odpowiadających za rozwój kraju jest znacznie więcej, choćby ministerstwo gospodarki.

– Ale ktoś tę politykę musi wypracować i to powinien być chyba KBN. W Komitecie zasiadają ministrowie 6 resortów.
– To powinna być dużo szersza dyskusja, w której powiedzielibyśmy sobie, że z punktu widzenia przyszłej pozycji Polski w zjednoczonej Europie mamy szansę zająć liczącą się pozycję w takich to a takich dziedzinach. I wtedy należałoby zastanowić się, jak rozwinąć te dziedziny i nasz potencjał intelektualny oraz badawczy, jak dopasować do tych zadań struktury organizacyjne nauki i sposób finansowania badań. Tego nie zrobi sam KBN, który z konieczności musi doraźnie koncentrować się na sposobach racjonalnego podziału żenująco niewielkich środków finansowych na naukę, jakie otrzymuje do dyspozycji z budżetu państwa.

– Problem polega chyba także na tym, że politycy dochodzą do władzy na 4 lata. W trakcie jej sprawowania przytłaczają ich sprawy bieżące i walka polityczna z opozycją. Myślenie w kategoriach długookresowych korzyści państwa nie jest częste.
– To prawda, większość polityków podporządkowuje swoje działania zwycięstwu własnego ugrupowania i wyborowi na kolejną kadencję. Na szczęście nie wszyscy.

– Jak zatem można zmienić tę sytuację?
– PAN, poprzez swój Komitet Prognoz Polska 2000 Plus, kierowany przez prof. Leszka Kuźnickiego, opracowała wielotomową ekspertyzę na temat strategii państwa i wykorzystania nauki do roku 2020. To jest z pewnością materiał wart przestudiowania.

– Ale w stosunku do takich ekspertyz pada często zarzut, że bywają nietrafione. Trudno przewidzieć przyszłość na kilka lat naprzód – nikt chyba nie przewidywał 3 lata temu takiego załamania gospodarczego i trudności budżetowych czy znacząco mniejszego zużycia gazu kupowanego z Rosji – a co dopiero przewidywanie z wyprzedzeniem 20-letnim.
– Podczas seminarium zorganizowanego przez prezydenta Kwaśniewskiego, który zainteresował się naszym opracowaniem i który wielokrotnie dawał wyraz temu, że rozumie potrzeby nauki, Jerzy Kropiwnicki, wówczas szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, potwierdził, że, pomimo różnych metod przyjętych w analizach Rządowego Centrum i PAN, wnioski były bardzo podobne. Warto zatem radzić się naukowców, inwestować w naukę i wykorzystywać badania dla rozwoju kraju.
 

Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze