Czytelnia czasopism
Cena studiów
Współczesne uniwersytety wiedzą już, że nie mogą sobie pozwolić na zamykanie się w odizolowanych od świata świątyniach myśli; zmagają się, nieraz dramatycznie, z wymogami życia. (...) Studentom jest może najtrudniej w tych wyborach, bo dwudziestolatek w naturalny sposób dąży do „bezinteresownego poznania”, (...) dość szybko się jednak orientuje, że to (...) nie gwarantuje mu wygranej – pisze Agnieszka Bieńkowska, redaktor naczelna „Przeglądu Uniwersyteckiego”, pisma Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w redakcyjnym wstępniaku (nr 2/2002), który wprowadza w blok tematyczny „Studenckie życie”, w którym o zmaganiach studentów z oporną materią życia opowiadają w gazecie sami zainteresowani.
Z zamieszczonych tekstów, choć nieodkrywczych, wyłania się obraz codziennego życia studenta w dużym mieście akademickim. Jest ono zdominowane przez naukę i pieniądze (przy czym nauka często gęsto łączy się z pieniędzmi, np. w przypadku stypendium naukowego, o czym później). Nauka do egzaminów to tak samo ważna część studenckiej doli, jak troska o miejsce zakwaterowania, talerz ciepłej strawy czy kieszonkowe na drobne wydatki. Dobre jest więc wszystko, co nie obciąża skromnego budżetu. Akademik wygrywa ze stancją, stołówka uczelniana z miejską gastronomią czy pichceniem własnym sumptem. W posiadanie środków płatniczych student wchodzi w zasadzie na trzy sposoby: dzięki stypendiom (socjalnym i naukowym) pobieranym w uczelni, własnej pracy i znaczącemu dofinansowaniu z rodzicielskich kieszeni. To ostatnie, jak sami przyznają, ma największe znaczenie w utrzymaniu studenta. Jak więc jest z tą ich samodzielnością?
Najmniej ciekawą stroną życia studenckiego jest spędzanie przez nich czasu wolnego, bo tu wychodzą na jaw braki w kulturze studenckiej jako takiej. Pod względem rekreacji polski student przestał wyróżniać się z ogółu społeczeństwa.
Duch rywalizacji
Stypendium za wyniki w nauce może być przyczyną zjawisk patologicznych. Pisze o tym Konrad Krzywicki w piśmie społeczności akademickiej Uwr. (Mózgowe dla każdego, „Uniwersytet Wrocławski”, nr 2/2002). Według autora, to groźne zjawisko, gdy w studentach wytwarza się wola wyścigu do pieniędzy poprzez zdobywanie dobrych ocen. Nie poprzez lepsze opanowanie materiału, nie poprzez pisanie lepszych prac czy wykonywanie doświadczeń w laboratoriach sprawniej i z większym zaangażowaniem. Krzywickiemu jako egzaminatorowi często zdarzały się przypadki, gdy student prosi o lepszą ocenę, gdyż potrzebne mu to do wyższej średniej, dającej pożądane stypendium. Znaczna część studentów stara się, minimalizując nakład sił, kolekcjonować jak najlepsze oceny i wręcz z kalkulatorem w głowie kombinować, co można sobie odpuścić, bo trudne, więc się trójki nie przeskoczy, a gdzie przycisnąć i dostać piątkę, by ratować średnią ocen.
Gdzie leży przyczyna? Fenomen stypendiów naukowych dzielonych w taki sposób, jak obecnie, jest jednym z największych obszarów marnotrawstwa publicznego grosza, z jakim w naszym środowisku mamy do czynienia. Autor nie poprzestaje na krytycznych stwierdzeniach, proponuje środki zaradcze. Rozwiązaniem, które wydaje mi się sensowne i (...) nierodzącym większych zagrożeń pojawienia się patologii, jest system konkursowy. Konkurs na najlepszą pracę pisemną lub pomysł badawczy pozwoliłby wykazać się ambitnym studentom, a stypendium lepiej spełniałoby swą funkcję motywacyjną.
Wstęp do klubu jakości
O akredytacji jest coraz głośniej, a w kontekście zbliżającego się akcesu do Unii Europejskiej, kiedy polskie uczelnie zaczynają czuć smak konkurencji, nikt nie kwestionuje jej potrzeby. Niewiele pewnie jest szkół wyższych, które nie przygotowują się do akredytacji lub nie przeszły z powodzeniem tej procedury.
Prof. Danuta Strahl, przewodnicząca Komisji Akredytacyjnej Fundacji Akredytacji i Promocji Kierunków Ekonomicznych (Nie obawiajmy się akredytacji, „Nasza Akademia”, nr 1/2002), na łamach pisma wrocławskiej AE wyjaśnia istotę oraz potrzebę akredytacji i określa wstępne kryteria oceny czy to dobrowolnej, dokonywanej przez komisję środowiskową (w tym przypadku właśnie FPAKE), czy też obligatoryjnej, którą prowadzi Państwowa Komisja Akredytacyjna. Przygotowując się do akredytacji – czytamy – musimy mieć wewnętrzny system zapewniania jakości. (...) System powinien m.in. precyzyjnie określać, według jakich kryteriów powstaje oferta wykładów do wyboru, w jaki sposób dobierani są recenzenci na seminaria dyplomowe, jak działa system wprowadzenia nowego elementu dydaktycznego i jak powinien być on oceniany przez studentów. Kluczową sprawą jest tu problem uzyskiwania informacji od studentów, a następnie sposób ich wykorzystywania.
Akredytacja, jeżeli prowadzona jest rzetelnie i uczciwie, stanowi pomoc dla szkół wyższych, gdyż umożliwia dostrzeżenie braków i niedociągnięć oraz pozwala na ich wyeliminowanie. Na tym powinno zależeć każdej uczelni, gdyż w dzisiejszych czasach to dla nich być albo nie być. Nadchodzi niż demograficzny, tylko rzeczywiście najlepsi będą mogli ostać się na rynku ze swą ofertą edukacyjną.
(rama) |