Notatki Przewodniczącego RGSzW
Raport NIK zwraca uwagę na to, że ogromnemu wzrostowi liczby studentów nie towarzyszył odpowiedni wzrost liczby nauczycieli akademickich. Nie można tego lekceważyć, ale trzeba uwzględniać sytuację wyjściową w konkretnych uczelniach.
Andrzej Pelczar
Prezydium Rady Głównej 11 lipca odbyło 35. w bieżącej kadencji zebranie, a 18 września 36. posiedzenie. Spośród kilkunastu spraw będących przedmiotami debat omówię kilka.
UNIWERSYTET MEDYCZNY?
Na posiedzeniu lipcowym zapoznano się z projektem ustawy o utworzeniu w Łodzi nowej uczelni medycznej, powstającej przez połączenie Akademii Medycznej w Łodzi z Wojskową Akademią Medyczną im. gen. dyw. Bolesława Szareckiego. Projekt przewidywał dla tej uczelni nazwę Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Zaopiniowano pozytywnie koncepcję połączenia obu łódzkich uczelni medycznych, zgłoszono zastrzeżenia co do kilku szczegółów projektu oraz wyrażono zdecydowanie negatywną opinię co do proponowanej nazwy nowej uczelni. Odwołując się do wielokrotnie przedstawianego stanowiska Rady Głównej, Prezydium wyraziło pogląd, że nazwa uniwersytet musi odpowiadać temu, co nosząca je uczelnia reprezentuje w zakresie prowadzonych – na wysokim poziomie – studiów i badań naukowych. Polska tradycja kojarzy nazwę uniwersytet z uczelnią kształcącą studentów na wielu kierunkach studiów i prowadzącą badania w zakresie nauk humanistycznych, ścisłych i przyrodniczych. Przypomnę kryteria, którym odpowiadać powinna uczelnia typu uniwersyteckiego, uchwalone przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego 16 czerwca 1992 roku. Uczelnia taka powinna: zatrudniać na podstawie mianowania co najmniej 60 nauczycieli akademickich posiadających stopień naukowy doktora habilitowanego, w tym co najmniej 30 posiadających tytuł naukowy profesora; prowadzić studia magisterskie na co najmniej 6 kierunkach i mieć uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora w co najmniej 6 dyscyplinach nauki, w tym co najmniej w 3 dyscyplinach humanistycznych oraz uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego w co najmniej 2 dyscyplinach; uzyskać pozytywną opinię Rady Głównej sformułowaną na podstawie opinii senatów 3 uniwersytetów. Uczelnia medyczna, o której mówi wspomniany projekt ustawy, jest z konieczności wysoce wyspecjalizowaną. Będzie to uczelnia o niewątpliwie wysokim poziomie badań i kształcenia, ale nie w zakresie szerokiego wachlarza kierunków oraz dyscyplin naukowych, a więc nie będzie uczelnią, o jakiej mowa, gdy wymienia się atrybuty uczelni mającej nosić nazwę uniwersytetu. Prezydium Rady uważa, że sprawa ma znaczenie nie w warstwie „prestiżowej”, ale w sferze, którą nazwałbym rzetelnością informacji: nazwa powinna oznaczać to, co rozumie się podkładając pod nią określaną jej brzmieniem treść. Teraz, wiadomo już, że decyzją Sejmu utworzono Uniwersytet Medyczny w Łodzi.
Także na posiedzeniu lipcowym zapoznano się – w zakresie, jaki był możliwy w bardzo krótkim czasie – z projektem ustawy o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony narodowej, przede wszystkim w części dotyczącej służby wojskowej studentów i absolwentów. Wysłuchano opinii i uwag przedstawicieli Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu na ten temat i postanowiono zaaprobować uwagi ministerstwa.
Na posiedzeniu wrześniowym wypowiedziano się m.in. na temat zlecenia przez MENiS szkołom wyższym prowadzenia studiów podyplomowych dla nauczycieli z terenów wiejskich. Prezydium uznało, że najpierw powinno się ustalić standardy kształcenia nauczycieli, a potem uruchamiać studia podyplomowe. Stwierdzono, że tylko 2 z 16 propozycji zlecenia tych studiów zakładają takie ich poprowadzenie, że spełnione byłyby warunki przedstawione 19 kwietnia 2001 r. przez Radę Główną, która w stanowisku nr 27/2001 stwierdziła, iż studia podyplomowe, w wyniku których ich absolwenci mogą uzyskać kwalifikacje i uprawnienia do nauczania drugiego pokrewnego przedmiotu powinny trwać co najmniej trzy semestry i obejmować minimum 350 godzin. Wyrażono zaniepokojenie brakiem informacji dotyczącej sposobu wyłaniania uczelni, którym zleca się prowadzenie studiów podyplomowych.
RAPORT NIK
24 września brałem udział w posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Omawiano informację (raport) NIK o wynikach kontroli odpłatności za studia w uczelniach państwowych. Raport ten porusza także, co najmniej implicite, sprawę jakości kształcenia. Nie ma tu miejsca na szczegółowe omówienie tego raportu oraz ogólnych uwag i wniosków przedstawionych przez NIK. Ograniczę się do komentarza. Przy każdym uogólnianiu i „uśrednianiu” pojawia się zagrożenie zagubienia kontekstu związanego z tym, co się uogólnia. Podam przykład. Raport zwraca uwagę na niebezpieczeństwo wynikające z tego, że ogromnemu wzrostowi liczby studentów nie towarzyszył odpowiedni wzrost liczby nauczycieli akademickich. Nie można tego lekceważyć (zwracała na to uwagę także Rada Główna). Ale trzeba uwzględniać sytuację wyjściową w konkretnych uczelniach. Jeśli uczelnia A zwiększy liczbę studentów z 24 tys. do 32 tys. (wzrost o 33,3 proc., odpowiadający w przybliżeniu średniemu wzrostowi liczby wszystkich studentów w okresie omawianym w raporcie) i mając 800 nauczycieli akademickich z tytułem lub stopniem doktora habilitowanego nie zwiększy ich liczby, to liczba studentów przypadających na jednego profesora lub doktora habilitowanego wzrośnie z 30 do 40. To wzrost o 33 proc., ale stosunek ten w dalszym ciągu nie będzie zagrażał jakości kształcenia. Jeśli uczelnia B zwiększy liczbę studentów z 24 tys. do 32 tys. i mając 200 profesorów i doktorów habilitowanych zwiększy ich liczbę do 240, tj. o 20 proc. (znacznie powyżej średniej w badanym okresie), to zwiększy liczbę studentów przypadających na jednego profesora lub doktora habilitowanego ze 120 do nieco ponad 133, czyli „tylko” o 11 proc. Trudno jednak mówić o tym, aby w uczelni B liczba studentów przypadających na jednego profesora lub doktora habilitowanego była właściwa. Czy można tu „uśredniać” te dane i formułować jakieś opinie ogólne dotyczące np. zagrożenia jakości kształcenia „w uczelniach A i B łącznie”?
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
|