Recenzje |
Z fortuną przez pokolenia
Autor uzasadnia swoje zainteresowanie zamożnymi m.in. tłumacząc, że naukowcy zajmujący się badaniem jakiegoś gatunku zwykle koncentrują uwagę na osobnikach dominujących. W przypadku gatunku Homo sapiens oznacza to na ogół ludzi zamożnych. Walka o przetrwanie i uzyskanie jak najlepszych warunków rozwoju odbywa się w podobny sposób zarówno u zwierząt, jak i u ludzi. Chęć dominacji może przejawiać się w tak subtelny sposób, jak uniesienie brwi lub kiwanie palcem wskazującym. Jak udowadnia Corniff, może mieć wyraz w olbrzymich kwotach przeznaczanych na cele charytatywne. Ale można też uzyskać pozycję „osobnika alfa”, idąc za przykładem szympansa, który zdobył ją waląc o siebie dwoma pustymi bańkami po nafcie. Demonstracja siły odbywa się w takich przypadkach poprzez agresję i zrobienie jak największego hałasu. Taki sposób zdobywania i podkreślania dominacji jest właściwy m.in. dla biznesmena Henry’ego Nicholasa, który podobnymi metodami dowodzi, że jest silniejszy i bystrzejszy niż inni. Demonstracja statusu materialnego przejawia się w różny sposób. Można, jak Elvis Presley, polecieć z Memphis do Denver po ulubioną kanapkę. Zażyczyć sobie, wzorem biznesmena Kozeny’ego, porannej szklanki świeżego soku z owoców passiflory, do przyrządzenia której potrzeba surowca za ok. 120 dolarów. Bogactwo często także ma wyraz w budowaniu wielkich domów w różnych częściach świata. Jednak autor książki twierdzi, że bogaci ludzie czasem czują się w swoich olbrzymich posiadłościach, jak „ptak w złotej klatce”. W pałacu Blenheim, wybudowanym przez Johna Churchilla, nie ma ani jednego pokoju, gdzie dałoby się normalnie mieszkać. Odwołując się do świata zwierząt, Corniff próbuje wyjaśnić także zwyczaje seksualne ludzi bogatych. Strzyżyki błotne budują wiele gniazd i zwabiają do nich kilka samic. Samce władające lepszym terytorium, zdobywają więcej partnerek. Podobnie jest u ludzi. Bogatych stać na utrzymywanie prywatnych „haremów”. Często w oficjalnych związkach chodzi tylko o przedłużenie linii rodu i koncentrację rodzinnego majątku poprzez związki z kuzynami (tzw. reprodukcja wsobna). Justyna Jakubczyk Richard Corniff, Historia naturalna bogaczy. Raport z badań terenowych, tłum. Piotr Amsterdamski, Wydawnictwo CiS, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2003.
Odległa edukacja
Na początek trzeba nauczyć się uczyć. Edukacja bowiem zmieniła swoje oblicze. Zamiast sal wykładowych i tablic mamy pocztę elektroniczną, „czat”, grupy dyskusyjne, biblioteki dostępne on-line, wideokonferencje. Tylko że Internet, który pozwala na edukację w miejscu pracy, w trakcie podróży, w nocy, na wakacjach – 24 godziny dziennie przez siedem dni w tygodniu – to broń obosieczna. Daje możliwości, ale jednocześnie stawia masę wyzwań. Student musi wziąć pełną odpowiedzialność za kierowanie własnym procesem uczenia się. Rola nauczyciela ulega radykalnej zmianie. Owszem, on też musi teraz wnieść dodatkowy wkład pracy w modyfikowanie programów, być w pełni dyspozycyjnym i w miarę szybko odpowiadać na pytania, ale wobec zasobów wirtualnego środowiska nie jest już alfą i omegą. Osobną kwestią pozostaje jakość studiów. Czy praca przesłana przez studenta pocztą elektroniczną jest na pewno jego dziełem? Czy taki student opanuje materiał w równym stopniu, co stacjonarny? Wreszcie, czy ma dostęp do podobnych zasobów pomocy naukowych? Przecież edukacja na odległość oznacza także korzystanie z elektronicznych bibliotek, dostęp do wszelkiego rodzaju usług informacyjnych, które wzbogacają proces uczenia się. Przed bibliotekarzami czy specjalistami w zakresie informacji otwiera się zatem nowa szansa. O swoich doświadczeniach na tym polu piszą eksperci, nie tylko z polskich uczelni. W rzetelny i kompetentny sposób ukazują rewolucję, jaka dokonuje się na naszych oczach. Przyjmując za punkt odniesienia osiągnięcia zachodnich ośrodków, trzeba stwierdzić, że jeszcze wiele jest w Polsce na tym gruncie do zrobienia. Bo choć pojawiły się już takie nowości, jak uniwersytet wirtualny (PUW) czy ośrodek kształcenia na odległość (OKNO), to wciąż bardziej należy je traktować jako eksperymenty niż – jak to jest na Zachodzie – obowiązujący standard w postaci dodatkowej oferty edukacyjnej. Dobrze, że mamy tego świadomość. (mk) Maria Kocójowa (red.), Edukacja na odległość. Nowe technologie w informacji i bibliotekarstwie, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2003.
Styl nowej epoki
Radość „pozbywania się” ludzi/rzeczy i wyrzucania na śmietnik jest prawdziwą namiętnością naszego płynnego, nowoczesnego świata – przekonuje Bauman. A trzeba wiedzieć, że to jeden z najbardziej przenikliwych obserwatorów i komentatorów współczesności. Rzeczy i więzi mogą służyć zaledwie przez pewien określony czas, a kiedy przestaną być potrzebne, należy się ich pozbyć. To jak powrót do posępnej prawdy darwinowskiego świata: przetrwają tylko najlepiej przystosowani. Diagnoza gorzka, acz klarownie wyłuszczona przez autora, tak jak szereg innych poruszanych w tej książce tematów. Znajdują się tu refleksje o związkach miłosnych (które stają się inkubatorem kruchości – coraz bardziej dręczącej i bolesnej), o przekleństwie egzystencjalnej niepewności (wytworzonej na masową skalę), o widmie krążącym po naszej planecie – widmie ksenofobii, o atakach terrorystycznych, o braku zaufania wobec siebie, o postępie utożsamianym z „chodzeniem na skróty”, o edukacji (traktowanej dziś bardziej jako produkt niż trwający przez całe życie proces). Bauman próbuje też dać odpowiedź na szereg fundamentalnych pytań dotyczących kondycji człowieka: jak życie ludzkie, świadome własnej śmiertelności, jest możliwe do zniesienia na przekór logice i rozsądkowi, co zmienia grozę śmierci w siłę napędową życia i czy raj wart jest tysięcy lat piekła? Zresztą zajmuje się niemal wszystkimi bolączkami naszych czasów, nie unikając przy tym bezwzględnej szczerości. Lecz nie sposób wymagać od pisarza dotkniętego obsesją współczesności (jak najbardziej nowoczesnej), by znieczulał czytelnika nieprzystającymi do czasów skrupułami. Ale właśnie dzięki temu książka znakomicie koreluje z opisywanym przez niego stylem nowej epoki. Bauman daje jednocześnie teoretyczny opis „płynnej nowoczesności” i gotowy „produkt”, którego konstrukcja idealnie odzwierciedla postmodernistyczne refleksje o kryzysie wielkich narracji. Całość składa się z „postrzępionych myśli”, jak nazywa je Bauman, fragmentarycznych szkiców, z których każdy może istnieć oddzielnie. Jest to dziełko, o którym nie należałoby mówić, że nie ma ani głowy, ani ogona, skoro, na odwrót, wszystko w nim jest zarazem głową i ogonem, na przemian i wobec siebie wzajem (opis Baudelaire’a idealnie pasuje do najnowszej książki Zygmunta Baumana, choć powstał, kiedy wywody autora nie mogły mieć jeszcze racji bytu). Razem osobno może się spodobać, jednak nie musi. Ale czy warto ignorować obiektywną prawdę o nas samych, która w końcu, jak przestrzega autor, okaże się ostatnią wartością stałą w świecie pełnym mylących sygnałów? Małgorzata Pawełczyk Zygmunt Bauman, Razem osobno, tłum. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003.
Dawca dobra
Książka podzielona jest na sześć rozdziałów. Pierwszy prezentuje niezwykle prężne środowisko wrocławskich intelektualistów przełomu XVI i XVII w., drugi przybliża postać Cunradusa i jego dzieło. Kolejny to omówienie szkół wyższych do początku XVII stulecia (m.in. motywów tworzenia uniwersytetów, fundatorów, źródeł finansowania, zarządzania uczelnią i jej organizacji). Któż dziś pamięta np., że rektor-elekt otrzymywał od swojego poprzednika symbole władzy rektorskiej: berło, klucze od kasy i klucze od karceru? Studentów bowiem, którzy nie przestrzegali złożonego ślubowania i regulaminu studiów, karano w Niemczech osadzeniem w karcerze do 3 miesięcy o chlebie i wodzie. Kolejne rozdziały zawierają zestawienie alfabetyczne profesorów, ich indeks według profesji, omówienie prawie 50 ośrodków akademickich, z których pochodzili oraz przekłady 406 „profesorskich” dystychów. Na podstawie lektury dystychów Cunradusa można zrekonstruować etos renesansowego profesora – uczonego, badacza i nauczyciela. Powinien on się kierować wyłącznie dążeniem do poznania prawdy, której źródłami są natura, rozum człowieka i inni uczeni. W swych badaniach naukowych winien mieć na względzie człowieka, zgodnie z humanistyczną etyką. Profesor nie może poprzestać na wiedzy zastanej, lecz pracowicie doskonalić ją i rozwijać, a cechować go powinien niepokój poznawczy i znajomość języków obcych. Nie ceni osób układnych i pochlebców, ceni natomiast krytykę, ponieważ pobudza ona do myślenia i pozwala uniknąć błędów oraz doskonalić własny warsztat naukowy. W sposób jasny i zrozumiały powinien umieć przekazywać swoją wiedzę, być przewodnikiem swoich studentów w ich samodzielnym myśleniu, zgłębianiu wiedzy i zdobywaniu umiejętności posługiwania się nią. Miał być komunikatywny i przekonujący. Profesor powinien także kształtować dobre obyczaje, szanować godność osobistą drugiego człowieka, być, podobnie jak Fridericus Baldvinus z Wittenbergi, „dawcą dobra”. Cunradus szczególnie cenił wybitnych uczonych, a jednocześnie poetów. U początków europejskich uniwersytetów trudno było skompletować kadrę nauczającą. Profesorów pozyskiwano kusząc ich, jak w Altdorfie, uposażeniem wyższym niż w innych uczelniach, mieszkaniem na korzystnych warunkach (np. w Norymberdze) czy zabezpieczeniem bytu profesorów-seniorów (np. w Bazylei). Aby podnieść atrakcyjność i renomę uczelni, zatrudniano profesorów z innych ośrodków i z zagranicy. Czasem jednak ich uposażenie nie było duże, a profesorowie szukali możliwości dodatkowego zatrudnienia, podejmując „na drugim etacie” inne płatne zajęcia (byli m.in. urzędnikami miejskimi, lekarzami). Dla profesorów, którzy opuszczali swoje wykłady, wprowadzono kary pieniężne, czasem na ich miejsce zatrudniano innych, a od tych, którzy opuszczali uczelnię, przenosząc się na inny uniwersytet, żądano niekiedy wypromowania następcy. Poglądy Cunradusa mogą stanowić okazję do przemyśleń nad etosem profesora XXI wieku. Dariusz Rott Stefan Folaron, Etos profesora XVI wieku. Uniwersytet – Człowiek,
Domowy szpital dla zwierząt
Udzielanie pomocy dzikim zwierzętom to niełatwa sprawa, zwłaszcza gdy nie jest się weterynarzem, a kompetentnych do konsultacji ludzi można znaleźć naprawdę niewielu. Każdy z pacjentów potrzebuje indywidualnego podejścia. Nawet przy wychowywaniu kolejnego bociana nie zawsze można skorzystać ze wcześniejszych doświadczeń. Bo gdy jeden trafił z uszkodzonym skrzydłem, drugiemu brakowało palców, a trzeci nie mógł jeść przez pasożyty w przełyku. A i charakter każde zwierzę ma nieco inny. Jedne są przyjazne i lubią towarzystwo człowieka, inne nawet opiekuna potrafią zaatakować. A jak wykarmić maleńką wydrę sierotę? Gdzie przezimować nietoperza, który podczas sejmowej debaty o górnictwie obudził się z zimowego snu i latał nad głowami posłów? Jak uratować jeża, żywcem jedzonego przez larwy much? Choć nie każde zwierzę jest w stanie okazać wdzięczność za uratowane życie, satysfakcja jest olbrzymia. Z książki naprawdę sporo można dowiedzieć się o życiu dzikich zwierząt, opiece nad nimi w czasie choroby i o tym, czego na pewno nie należy robić. Przede wszystkim znajdziemy tu ostrzeżenie, by nie zabierać do domu każdego znalezionego ptaszka czy gryzonia. Możliwe przecież, że gdzieś w pobliżu jest jego mama, która schowała się przed niebezpieczeństwem. A zwierzę, zmuszone do opuszczenia swojego naturalnego środowiska, ma małe szanse, by do niego wrócić. Nikt przecież nie jest w stanie, tak jak matka, nauczyć młodą wydrę polowania na ropuchy tak, by nie poparzyła się ich jadem. A nawet najlepsze warunki w klatce nie zastąpią dzikim zwierzętom wolności. Jeśli rzeczywiście potrzebna jest im pomoc, najlepiej oddać je ludziom znającym się na leczeniu i wpłacić kilka groszy na zajmującą się opieką placówkę. Czasem mniej lub bardziej świadomie krzywdzimy naszych małych sąsiadów. Przecież zostawiony na polu sznurek od snopowiązałki czy zbyt duża prędkość podczas jazdy samochodem przez las, może być ceną za życie zwierzęcia. Sznurek zabrany do gniazda przez rodziców często uszkadza nóżkę pisklęcia. Pod samochodem zginęła już niejedna zajęcza mama, zostawiając gdzieś głodne młode. Książka uświadamia, że bardzo często zwierzęta potrzebują naszej pomocy. Mało kto, tak jak Wajrak w swoich artykułach, potrafi opisać życie zwierząt. Jego bohaterowie myślą i czują niczym ludzie, nawiązują przyjaźnie i przeżywają rozstania z bliskimi. To naprawdę przyjemna lektura, nie tylko dla interesujących się przyrodą dzieci. Justyna Jakubczyk Adam Wajrak, Nuria Selva Fernandez, Kuna za kaloryferem, czyli nasze przygody ze zwierzętami, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2003.
Książki nadesłane
|
|
|