To, co piętnaście lat temu wydawało się zupełnie nierealne, stało się faktem. Jesteśmy pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Od kilku lat należymy też do NATO. Mało jest chyba osób, które 1 maja 1989 roku myślało, że to będzie możliwe. A jednak stało się.
Trudno też chyba z dzisiejszej perspektywy - w powodzi problemów, patologii, afer, prywaty, biedy, bylejakości i wielu innych negatywnych zjawisk - uwierzyć, że to jeden z najlepszych dla naszego kraju czas od kilku wieków, ale jestem przekonany, że za kilkadziesiąt lat tak ten moment w naszej historii będzie oceniany.
Udało nam się wyrwać z jałtańskiego porządku, ba, udało nam się zainicjować zmianę tego porządku i przyczynić się do zjednoczenia Europy, ułożyliśmy, niełatwe przecież w historii, stosunki z sąsiadami, jesteśmy liderem w regionie i liczymy się na scenie międzynarodowej (jak to Polacy - zawsze lubimy podkreślać, że w czymś jesteśmy wyjątkowi i najlepsi). Wprowadziliśmy w gospodarce i w życiu codziennym wiele rozwiązań funkcjonujących w normalnym świecie. Powoli widać tego owoce, choć nie wszyscy jeszcze mogą zasiąść przy wspólnym stole. A to dopiero początek - prawdziwe owoce za lat kilkanaście lub kilkadziesiąt (niestety). Oczywiście są też, i nadal będą, problemy - choćby najwyższe w Europie bezrobocie i niedostatek obejmujący znaczną część społeczeństwa. Nie wszyscy są euroentuzjastami. Wielu podkreśla oddanie części suwerenności i zagrożenie dla narodowej tożsamości, ale myślę, że alternatywy wobec jednoczącej się Europy nie ma.
Świat akademicki, w osobach ponad 300 rektorów z 32 krajów, witał to rozszerzenie na Kongresie w Lublinie. Jak lider, to lider. A dlaczego 32, a nie 25? Ano dlatego, że organizatorzy lubelskiego kongresu pomyśleli o jeszcze szerszej Europie - tej z krajami kandydującymi: Bułgarią i Rumunią, ale i naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy. Dziś wydaje się to nierealne, ale kto wie, może za piętnaście lat znowu zdziwimy się, że jednak się stało. W każdym razie jesteśmy na nowej drodze. Gdyby jeszcze nie te problemy, afery, prywata, bieda...