Felieton redakcyjny

Na nowej drodze

Andrzej Świć

To, co piętnaście lat temu wydawało się zupełnie nierealne, stało się faktem. Jesteśmy pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Od kilku lat należymy też do NATO. Mało jest chyba osób, które 1 maja 1989 roku myślało, że to będzie możliwe. A jednak stało się.

Trudno też chyba z dzisiejszej perspektywy - w powodzi problemów, patologii, afer, prywaty, biedy, bylejakości i wielu innych negatywnych zjawisk - uwierzyć, że to jeden z najlepszych dla naszego kraju czas od kilku wieków, ale jestem przekonany, że za kilkadziesiąt lat tak ten moment w naszej historii będzie oceniany.

Udało nam się wyrwać z jałtańskiego porządku, ba, udało nam się zainicjować zmianę tego porządku i przyczynić się do zjednoczenia Europy, ułożyliśmy, niełatwe przecież w historii, stosunki z sąsiadami, jesteśmy liderem w regionie i liczymy się na scenie międzynarodowej (jak to Polacy - zawsze lubimy podkreślać, że w czymś jesteśmy wyjątkowi i najlepsi). Wprowadziliśmy w gospodarce i w życiu codziennym wiele rozwiązań funkcjonujących w normalnym świecie. Powoli widać tego owoce, choć nie wszyscy jeszcze mogą zasiąść przy wspólnym stole. A to dopiero początek - prawdziwe owoce za lat kilkanaście lub kilkadziesiąt (niestety). Oczywiście są też, i nadal będą, problemy - choćby najwyższe w Europie bezrobocie i niedostatek obejmujący znaczną część społeczeństwa. Nie wszyscy są euroentuzjastami. Wielu podkreśla oddanie części suwerenności i zagrożenie dla narodowej tożsamości, ale myślę, że alternatywy wobec jednoczącej się Europy nie ma.

Świat akademicki, w osobach ponad 300 rektorów z 32 krajów, witał to rozszerzenie na Kongresie w Lublinie. Jak lider, to lider. A dlaczego 32, a nie 25? Ano dlatego, że organizatorzy lubelskiego kongresu pomyśleli o jeszcze szerszej Europie - tej z krajami kandydującymi: Bułgarią i Rumunią, ale i naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy. Dziś wydaje się to nierealne, ale kto wie, może za piętnaście lat znowu zdziwimy się, że jednak się stało. W każdym razie jesteśmy na nowej drodze. Gdyby jeszcze nie te problemy, afery, prywata, bieda...