Rozmowa Forum

Uniwersytet nie moŻe być słaby

Najważniejsza jest jasna wizja tego, co się chce osiągnąć. Jeżeli ma się taką wizję i znajdzie oddanych sprawie ludzi, to owoce z pewnością przyjdą i znajdą się możliwości oraz pieniądze.
Rozmowa z prof. Ryszardem Góreckim,rektorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
Fot. Janusz Pająk
Prof. dr hab. Ryszard Górecki (ur. 1951) - specjalista w dziedzinie nasiennictwa oraz fizjologii i biotechnologii roślin. Studia w Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie - 1975, doktorat - 1979, habilitacja - 1986, tytuł profesora - 1993. Autor ponad 70 publikacji i podręcznika Fizjologia plonów: wprowadzenie do przechowalnictwa. Liczne staże zagraniczne. Członek wielu towarzystw naukowych. W latach 1996-99 prorektor ART. Od 1999 rektor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, goszcząc rektorów uniwersytetów, uczelni technicznych, pedagogicznych, rolniczych i wielu gości zagranicznych, hucznie obchodzi jubileusz 5-lecia. Uczelnia powstała w oparciu o tradycje kształcenia w Akademii Rolniczo-Technicznej, Wyższej Szkole Pedagogicznej oraz w Warmińskim Instytucie Teologicznym, ale pięć lat to bardzo niewiele, jak na wiek instytucji.

- Chciałbym powiedzieć, że jubileusz obchodzimy nie hucznie, a normalnie. Gościnność jest typową cechą w tym regionie. Tego się nauczyłem, żyjąc z mieszkańcami Warmii i Mazur od prawie 35 lat, od kiedy przeprowadziłem się tutaj z centralnej Polski, z Golubia-Dobrzynia.

- Czy udało się zrealizować plany, jakie miał Pan obejmując stanowisko rektora nowego uniwersytetu?

- Przygotowując się do kandydowania na stanowisko rektora, miałem pewien bagaż doświadczeń, byłem przecież prorektorem i rektorem elektem AR-T, odbyłem szereg zagranicznych staży i przyglądając się, jak funkcjonują uniwersytety m.in. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, stworzyłem sobie wizję funkcjonowania nowoczesnego uniwersytetu. Kiedy ją przedstawiłem naszemu środowisku, jeden z profesorów powiedział, że jeśli uda się wykonać z tego jedną trzecią, to będzie sukces.

- A ile się udało zrealizować?

- Myślę, że udało się urzeczywistnić większość zamierzeń, a w niektórych obszarach nawet więcej niż sobie wyobrażałem. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wiele spraw, na których mi zależało - integracja trzech tworzących uniwersytet członów, rozwój kierunków humanistycznych, rozbudowa kampusu, utworzenie nowych kierunków kształcenia, uzyskanie kolejnych uprawnień akademickich, rozwój kadry - stało się faktem.

- Rzeczywiście, rozbudowa kampusu - dziewięć nowych inwestycji, wzrost w ciągu tych pięciu lat liczby studentów z 23 do prawie 35 tys., powstanie dwóch nowych wydziałów, czy powołanie 10 nowych kierunków, znaczący rozwój kadry, mogą budzić uznanie.

- Jestem głęboko przekonany, że najważniejsza jest jasna wizja tego, co się chce osiągnąć. Jeżeli ma się taką wizję i znajdzie oddanych sprawie ludzi, którzy gotowi są ją realizować, to owoce z pewnością przyjdą i znajdą się możliwości oraz pieniądze.

- No właśnie, jak udało się uzyskać pieniądze na tak szeroki front inwestycyjny?

- Na początku zaprocentowała moja praca w KBN i znajomość priorytetowych obszarów inwestycyjnych. Przy dużym udziale finansowym KBN, wspartym środkami z MEN, zdobyliśmy pieniądze na budowę pierwszej inwestycji - Collegium Biologiae. Następne inwestycje udało się zrealizować dzięki przygotowaniu konkretnej strategii rozwoju infrastruktury, która znalazła akceptację MEN i KBN. Wsparł nas także Urząd Marszałkowski (Centrum Kongresowe) i prywatny sponsor. Sporo pieniędzy wypracowała sama uczelnia. Nie mogę nie wspomnieć o byłym ministrze Mirosławie Handkem, który podjął decyzję o finansowaniu Biblioteki Uniwersyteckiej.

- To znamienne, że taka dobra współpraca udaje się w mniejszych ośrodkach, natomiast zupełnie nie funkcjonuje w ośrodkach dużych, gdzie istnieją silne uczelnie akademickie.

- Udało nam się to zrobić, wykorzystując środki z tzw. kontraktu wojewódzkiego. Władze samorządowe doskonale rozumiały, że powstanie silnego uniwersytetu to ogromny czynnik miastotwórczy i kulturotwórczy. Kolejne inwestycje, m.in. Centrum Nauk Humanistycznych, powstają w dużej mierze ze środków własnych, przy wsparciu MENiS, a także państwa Marii i Georga Dietrichów z Offenburga.

- W ciągu tych pięciu lat nastąpił także znaczący przyrost samodzielnej kadry naukowej. To import czy własny wychów?

- Udało nam się zwiększyć liczbę samodzielnych pracowników z 377 w chwili utworzenia uniwersytetu do 448 obecnie. Pozyskaliśmy trochę kadry na przykład na kierunkach humanistycznych, ale równocześnie kilkanaście osób odeszło z uniwersytetu do innych ośrodków. Ten przyrost to w zdecydowanej większości efekt rozwoju kadry tutejszej - promocji własnych doktorów i doktorów habilitowanych. Chciałbym podkreślić, że 76 osób uzyskało już w uniwersytecie tytuły profesorskie.

- A czego z początkowych zamierzeń nie udało się zrealizować?

- Nie udało nam się rozwiązać problemu mieszkaniowego i zagwarantować mieszkań kadrze, która chciała przyjść do Olsztyna. Nie udało się także pozyskać przylegających do naszego kampusu w Kortowie terenów i infrastruktury koszarowej po jednostce wojskowej. Na razie wojsko nie chce się ich pozbyć, natomiast jest szansa na pozyskanie 23 ha gruntów po byłym poligonie, także przylegających do terenu kampusu.

- A czy udało się, nazwijmy to - zharmonizować społeczność uniwersytetu wywodzącą się z różnych uczelni? Znam ośrodki, w których po trzydziestu latach od połączenia pamięta się, że ludzie są z tej bądź innej uczelni.

- Oczywiście, istnieją, czy raczej istniały na początku, pewne odmienności i różnice w mentalności, ale chcę powiedzieć, że jeśli rektor dba o to, by środowisko się zjednoczyło, to integracja postępuje szybko. Najszybciej zintegrowali się studenci, ale i wśród pracowników ten proces postępuje zupełnie dobrze. Pomagają w tym uroczystości akademickie, ale i te nie związane bezpośrednio z życiem akademickim: andrzejki, bale uniwersyteckie, koncerty czy sukcesy sportowców AZS. Chcę podkreślić, że jest to zasługa całego uniwersytetu. Niemniej jednak bardzo sobie cenię tę część społeczności akademickiej, która wywodzi się z byłej WSP, a która, będąc w mniejszości, zaakceptowała nowe zasady funkcjonowania uczelni.

- Moment i sposób powstawania uniwersytetu był szczególny. Ministrem edukacji był wówczas prof. Mirosław Handke, który lansował koncepcję powstawania uniwersytetów poprzez łączenie mniejszych uczelni. Powstały wówczas uniwersytety w Zielonej Górze i w Olsztynie, a chwilę później w Rzeszowie, choć tam politechnika nie zgodziła się na wejście w skład uniwersytetu. Czy po pięciu latach wydaje się Panu, że takie łączenie uczelni było koncepcją słuszną?

- Wydaje mi się, że chyba żaden z ministrów, urzędujących tak wcześniej, jak i po prof. Handkem, nie dostrzegał tak dobrze możliwości drzemiących w lokalnych ośrodkach. Połączenie rozproszonych jednostek naukowo-badawczych i dydaktycznych stworzyło uczelnię autonomiczną i dało prawdziwą szansę na rozwój. Staliśmy się od razu uczelnią środka ligi polskich uniwersytetów. Uważam, że nie należy tworzyć uniwersytetów słabych. W chwili powstania uczelni mieliśmy nie 60 profesorów, jak wymaga ustawa, a ponad 180.

- Minister Handke miał takie powiedzenie o przekraczaniu masy krytycznej, które powoduje skokowy rozwój środowiska akademickiego.

- Muszę powiedzieć, że to dokładnie się sprawdza w naszym przypadku. Spędziłem wiele godzin na rozmowach z ministrem. On to doskonale rozumiał i przekonał mnie do tego. Jak zawsze, sukces ma wielu ojców, ale chcę podkreślić, że powstanie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego to zasługa przede wszystkim trzech osób: prof. Krzymowskiego, przewodniczącego Komitetu na rzecz Powołania Uniwersytetu w Olsztynie, ministra Handkego, który nas do tej decyzji gorąco namawiał, i posła Kazimierza Janiaka, który był naszym wsparciem w parlamencie. Nie chcę mówić o sobie, ale też ciężko pracowałem w tamtym okresie.

- Czy zatem może być to także droga dla kolejnych ośrodków?

- My z tej szansy skorzystaliśmy, nie żałujemy tego i myślę, że odnieśliśmy sukces. Podobną drogą poszła Zielona Góra i z tego, co wiem, też nie żałuje. Źle to zostało, w mojej ocenie, przeprowadzone w Rzeszowie i w skład uniwersytetu nie weszła politechnika. Natomiast dziwię się i nie rozumiem ośrodka bydgoskiego. Wydawało się, że następnym takim ośrodkiem, tworzącym silny uniwersytet, może być właśnie Bydgoszcz, ale, niestety, nie ma tam zgody lokalnego środowiska na takie rozwiązanie.

- Ostatnio bydgoska Akademia Medyczna połączyła się z Uniwersytetem w Toruniu, co jeszcze bardziej osłabia potencjał bydgoski.

- No cóż, wydaje mi się, że lepiej by się stało, gdyby ośrodek bydgoski spróbował pójść drogą podobną do naszej.

- Przykład Olsztyna pokazuje inną jeszcze rzecz, a mianowicie powrót do modelu uniwersytetu, który łączy w sobie kierunki humanistyczne, ścisłe, teologiczne, biologiczne, ale także techniczne i rolnicze, czyli uniwersytetu pełnego, takiego jak funkcjonował przez wieki i zaraz po wojnie.

- Od początku przy tworzeniu uniwersytetu widzieliśmy szansę na rozwój potencjału akademickiego w jedności nauk podstawowych i stosowanych. Jeśli się popatrzy na wiele uniwersytetów amerykańskich, to jest tam miejsce i na nauki humanistyczne, i przyrodnicze, i techniczne, i artystyczne, i na rolnictwo, a nawet nauki wojskowe. Myślę, że to właściwy model.

- Co by Pan chciał zrobić, gdyby kierował Pan uczelnią przez następnych pięć lat?

- Tyle to mi się nie uda. Będę rektorem jeszcze przez najbliższe dwa lata, bo to, nie licząc roku mianowania przez ministra, moja druga kadencja, a dwa bo uniwersytet ma przesunięty cykl wyborczy w stosunku do innych uczelni. Myślę, że teraz najważniejsze dla naszego środowiska jest zakończenie rozpoczętych inwestycji, a więc: Biblioteki Uniwersyteckiej, Centrum Humanistycznego i Laboratorium Biotechnologii Środowiska. Złożyliśmy też kolejne wnioski o rozbudowę infrastruktury w oparciu o środki unijne, w tym m.in. Wydziału Matematyki i Informatyki. Chcemy wzmocnić akademicko Wydział Prawa, zdobyć kilka nowych uprawnień habilitacyjnych, przede wszystkim w dziedzinach humanistycznych, rozwinąć filologię angielską i, tak potrzebną tutaj, germańską, a także nauki ekonomiczne. Generalnie będzie to nacisk na rozwój dyscyplin typowo uniwersyteckich. Drugi kierunek to włączenie się w tryby europejskiego systemu edukacji wyższej. A więc chcemy wprowadzać w życie proces boloński i oferować nowoczesną ofertę edukacyjną, także w języku angielskim, po to, by chcieli z niej korzystać również obcokrajowcy.

- Plany są ambitne, życzę realizacji.

- Jeśli uda nam się je zrealizować, będę jako pierwszy rektor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w pełni usatysfakcjonowany.

- Środowisko akademickie oczekuje uchwalenia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Tymczasem, z powodu zamieszania na scenie politycznej, małe są chyba szanse na jej uchwalenie jeszcze w tym roku, mimo że miało się to stać jeszcze przed wakacjami. Pojawił się też projekt poselski, który de facto jest projektem „Solidarności” i zakłada m.in. zniesienie habilitacji i możliwość zatrudniania na stanowisku tzw. profesora pomocniczego także doktorów. Który projekt będzie lepiej służył środowisku?

- Nie mam wątpliwości. Przez ponad rok nad projektem ustawy pracował zespół powołany przez prezydenta RP, w skład którego wchodzili przedstawiciele wszystkich najważniejszych instytucji reprezentujących szkolnictwo wyższe, w tym także uczelni niepublicznych. Udało się wypracować kompromis i uzgodnić dobry projekt prawa o szkolnictwie wyższym. Ten projekt ma nasze poparcie. Prawo o szkolnictwie wyższym to zbyt poważna sprawa, by realizować interesy grupy adiunktów, którzy nie zrobili habilitacji. Dopóki nie będzie rzeczywistej konkurencji i rzeczywistych konkursów na stanowiska profesora, nie stać nas na zniesienie systemu habilitacji, bo załamie się system jakości w szkolnictwie wyższym. Może to będzie możliwe za dziesięć lat, ale na pewno nie teraz. Teraz czekamy na dobre prawo o szkolnictwie wyższym.

Rozmawiał Andrzej Świć